Zima wiosenną porą

3.04.2022 r.

Trasa wycieczki: Kielce – tereny leśne Stadion – Biesak Białogon i dalej spontanicznie – wiele zakrętów, zwrotów, zawrotów i zygzaków.  Andrzej w poszukiwaniu atrakcji, kluczył niczym turecki Meander, stąd łatwiej byłoby ustalić gdzie nie byliśmy. Na pewno nie byliśmy w Bęczkowie. Dystans ok. 60 km. Wzięło udział 8 osób.

Z oczekiwaniem na niedzielne wycieczki jest tak, jak z czekaniem na Godota. Czekamy często bez sprecyzowanych oczekiwań… 

Wyjazd w pierwszą niedzielę kwietnia miał po trosze taki charakter, nie był ani wyzwaniem, ani też nie wynikał ze szczególnie zachęcających warunków pogodowych. Zwykła niedziela, par excellence kwietniowa, z wilgotnym chłodem i ulotnym śniegiem, bardziej mokrym niż z śliskim. Stawiło się osiem osób, być może wiedzionych nawykiem lub chęcią prozdrowotnego ruchu czy też okazją do przełamania śródtygodniowej monotonii, nie wykluczone że nawet potrzebą estetycznych przeżyć. 

Bez względu na powód wyjazdu, wszyscy uczestnicy tej wycieczki zdali egzamin z fizyki na poziomie rozszerzonym a w konsekwencji nie przestraszyli się skutków chwilowej zimy.

Potrafili bowiem właściwie skojarzyć następujące fakty: kilka ciepłych dni poprzedzających dwudniowy epizod zimowy, objawiający się dużą wilgotnością powietrza, opadami śniegu oraz umiarkowanie wietrzną pogodą z temperaturą wokół zera. Nawet bez wychodzenia z domu można było mieć pewność, że drogi będą suche, ponieważ zakumulowane ciepło w asfalcie szybko stopi delikatny śnieg, wiatr z kolei wysuszy drogi, że pola pozostaną lekko zaśnieżone, jako że gleba nagrzewa się wolniej niż asfalt a drzewa przystroją się bielą, ponieważ wilgotny śnieg łatwo oblepiał gałęzie. Andrzej, który się przyjaźni z przyrodą od lat, zdołał nas przekonać, że również ścieżki leśne będą tego dnia przejezdne i nawet na tych zaśnieżonych nie będzie ślisko. I tak zaiste było, przejechaliśmy lasem kawał drogi z zerowym bilansem praśnięć.

Swoją drogą, warto było tego dnia do lasu wjechać. Wprawdzie las ozdobiony szadzią lub szronem ma swoją urodę, lecz tym razem było pięknie bez ich pomocy. Jednak żeby obserwować wiosną  drzewa w śnieżnej szacie w przyjaznej zerowej temperaturze, trzeba szczęśliwego zbiegu przyrodniczych okoliczności. Często bowiem nadmiar wilgotnego śniegu zmienia piękno w leśny kataklizm. My jednak podziwialiśmy ośnieżony las w subtelnym wydaniu. Słowem, rowerowe sakwy pełne zachwytów nad urodą leśnej zimy wczesnowiosenną porą. Mimo, że warunki w jakich odbywała się wycieczka udało się przewidzieć, to aby doświadczyć ich skutków trzeba było wsiąść na rower…

W ferworze zachwytu nad zaśnieżonym lasem, zupełnie zapomniałem o starym młynie na Bobrzy w Pietraszkach przy drodze w kierunku Szczukowskich Górek, do którego po wielu próbach udało się dotrzeć dzięki inwencji Andrzeja. Obiekt wart uwagi, pełen artefaktów dawnego czasu. Można tu obserwować dobrze zachowany zestaw trybów stożkowych głównego napędu, osadzony w pięknej konstrukcji, na solidnej sztandze przenoszącej napęd z koła wodnego. Obecnie na tego typu obiekty patrzy się nie tylko jako na świadków minionego czasu. Są piękne swoją wyrafinowaną a zarazem solidną konstrukcją, zwłaszcza w czasach plastikowej brzydoty, która nie umie się starzeć. To dzieła sztuki w pełnym znaczeniu tego słowa. Chciałoby się je widzieć na eksponowanym miejscu, pzostające w swojej rdzawej patynie, póki nie padną łupem złomiarzy. Nieopodal stoi na deszczu oparty o ścianę blat stolarskiego warsztatu a w innym miejscu dogorywa drewniany młynek do czyszczenia zboża. Nikomu już niepotrzebne, bez szans na drugie życie. Dopóki tu leżą wzbudzają chociaż sentyment do czasów, których nie pamiętamy.

Na finał Krzysztof z Andrzejem ulepili po bałwanku. Jeśli się komuś chce lepić bałwanka, to znaczy, że wycieczki dobrze służą naszemu samopoczuciu.

Gdyby jeździł z nami Forrest Gump zapewne by stwierdził, że nasze wycieczki rowerowe są jak pudełko czekoladek – chociaż znasz kształt pudełka, nigdy nie wiesz co ci się przytrafi…

Tekst MS, foto Gosia oraz Dorota

Dodaj komentarz