26.04.2026 r.
Trasa wycieczki nr 282: Kielce – Wiata na stadionie – Morawica i okolice. Dystans 50 km [14204km], wzięło udział 12 osób Wycieczkę od wiaty prowadził Leszek.
Dzisiejsza wycieczka przypadła w Światowym Dniu Własności Intelektualnej, czyli w święto wszelkiej aktywności twórczej ludzi. To dobra okazja na bodaj krótką analizę ilościową działalności Towarzystwa. Do dziś włącznie zorganizowaliśmy 282. wycieczki, pokonując 14204 km. Powyższe informacje będziemy odtąd prezentować w każdym kolejnym sprawozdaniu, dlatego żeby budować nasze rowerowe ego.
Generalnie każda z tych 282. wycieczek miała jakiś sens. Ostatnia szczególnie, ponieważ obfitowała zarówno w wydarzenia towarzyskie jak i prozdrowotne. Podejrzewamy, że niespodziewana obecność Ani na tej chłodnej i wietrznej wycieczce, w jakiś tajemny sposób była związana z imieninami Marka świętowanymi pod kierownictwem Basi. Natomiast Jurek swoje imieniny rozpoczął w spontanicznym stylu już na zbiórce. W części towarzyskiej powitaliśmy także dawno niewidzianych: Danusię oraz Państwa Młynarskich, którzy zajechali z fasonem na nowym elektrosprzęcie. Zalecamy aby jeździli ostrożnie, do czasu wdrożenia uświęconych tradycją procedur inicjacyjnych.
Mimo uciążliwego wiatru grupa Leszka przejechała 40 km w czasie czterech godzin, wykonując trzy tysiące sześćset wdechów świeżego powietrza. Z pewnością podziękuje im za to dotleniony mózg, opóźniając demencję nawet o tydzień. Jeśli przyjąć, że przy naszym tempie jazdy przeciętna kadencja wynosi 80 obr/min., to biorący udział w wycieczce obrócili pedałami dziewiętnaście tysięcy dwieście razy! To zaiste niebagatelna dawka ruchu i wentylacji. W konsekwencji uczestnicy pewnie mają mięśnie brzucha jak kaloryfery ze Stąporkowa, a cenione, zwłaszcza przez panie, mięśnie pośladkowe niczym mioceńskie bazalty. Jednak wycieczkowa super korzyść to wzmocnione mięśnie dna miednicy, szczególnie przydatne emerytom, bo odpowiedzialne za zwieracze.
Czyż to nie piękny uzysk z jednej wycieczki?



Tekst. M.S., foto Gosia
Słowo tygodnia: HIPERYZM, czyli błędna forma językowa, uważana przez mówiącego, za bardzo staranną. W porannej audycji Tok FM 21.04. 2026. godz. 8.07. dziennikarz użył słowa „nawoływują”. Podejrzewam, że nikt nie usłyszy tych „nawoływujących”, ponieważ nawołują w jakimś hiperpoprawnym języku. Ten przykład przywołuję (nie przywoływuję) z inspiracji Leszka, który podczas poprzedniej wycieczki podawał przykłady podobnych językowych „przedobrzeń”.
