Wycieczka poniekąd literacka

17.10.2021 r.

Trasa wycieczki: Kielce – Szczukowskie Górki – Laskowa – Ławęczna – Porzecze – Oblęgorek – zwiedzanie muzeum – Chełmce – Piekoszów – Jaworznia – Białogon – Kielce. Wycieczkę prowadziła Ania. Dystans 55 km, wzięło udział 17 osób.

Podczas tej wycieczki praktycznie każda z miejscowości przez które przejeżdżaliśmy była gotowa opowiedzieć swoją ciekawą historię. Począwszy od Górek Szczukowskich, gdzie znajduje się niby nieczynna kopalnia wapieni. To jest unikalna kopalnia, jedni mówią że jest nieczynna od sześciu lat, a inni że funkcjonuje w najlepsze. Sądząc po kopalnianym błocie na jezdni oraz zadłużeniu wobec gminy, to jedni i drudzy mają rację… Nawet szlachetny duch poetki Rozalii Grzegorczyk, która się tu urodziła, by tego nie ogarnął.

Jadąc obok kamieniołomu w Laskowej jest okazja żeby również trochę ponarzekać na ujemne skutki środowiskowe eksploatacji kamienia. Jednak mimo wszystko chyba Laskowa jeszcze Czechom wody nie zabiera…

Z kolei na południowo – zachodnim stoku wzniesienia Ławęcznej, widoczne pogórnicze ślady eksploatowanej do połowy XIX wieku rudy żelaza. 

W Porzeczu można rzucić rower w krzaki i przejść się  Głównym Świętokrzyskim Szlakiem im. E. Massalskiego na zachód w stronę  Kuźniaków lub w odwrotnym kierunku na Gołoszyce. Ale nikt by się nie odważył, ponieważ Ania jako clou tego wyjazdu zaplanowała Oblęgorek, czyli miejsce nobilitowane pobytem Henryka Sienkiewicza – “wieszcza prozaicznego piszącego prozą”- jak uszczypliwie mawiała o pisarzu moja  polonistka. Swoją drogą to symptomatyczne, że z ponad stu noblistów tylko bodaj ośmiu zostało nagrodzonych za konkretny utwór. Z Polaków w tym gronie nalazł się jedynie Władysław Reymont. W tym sensie przykładem spektakularnego sukcesu literackiego jest Ernest Hemingway, który dostał Nobla i Pulitzera za stustronicowe opowiadanie. To musi robić wrażenie. Henryk Sienkiewicz, wbrew powszechnej opinii, otrzymał nagrodę Nobla za całokształt twórczości, co oczywiście nie umniejsza Jego zasług.

Miał szczęście Oblęgorek, że pisarz z okazji 25 – lecia swojej twórczości jako dar społeczny wybrał tę posiadłość zamiast proponowanej mu kamienicy w Warszawie. Oblęgorski majątek specjalnego fartu do prosperity nie miał, bowiem ani Odrowążom ani Tarłom bogactwa nie przysporzył, podobnie jak kieleckiemu rejentowi Mieczysławowi Halikowi, który szczęśliwie się go pozbył na rzecz narodu. Szczęśliwie dlatego, że Halik sprzedał narodowi majątek obciążony hipoteką, którą Sienkiewicz, mimo że człowiek zamożny, pewnie by długo spłacał gdyby nie noblowska nagroda.

Skądinąd pisarz, przynajmniej w deklaracjach, podobno nigdy nie żałował, że wybrał pałacyk w Oblęgorku, choć mieszkać w nim zimą było nie sposób, bo trawiła go wilgoć i zimno było jak w psiarni, a na dodatek był fatalnie skomunikowany. Nic dziwnego że Sienkiewicz, podróżnik z zamiłowania, korzystał z pałacyku zaledwie kilka letnich sezonów. Skądinąd szkoda, że Oblęgorek nie stał się dla pisarza tym, czym była np. Jasna Polana dla Tołstoja, czy Stawisko dla Iwaszkiewicza. Historia pałacyku mimo perypetii skończyła się jednak happy endem. Racjonalni spadkobiercy przekazali obiekt wraz z parkiem państwu na cele muzealne, z pożytkiem dla siebie oraz społeczeństwa, a przede wszystkim dla Oblęgorka, który dzięki temu stał się “Tym Oblęgorkiem”.

Ania już kolejny raz zaplanowała zwiedzanie muzeum pisarza. To tym bardziej cenne, że wśród wycieczkowych atrakcji Towarzystwa placówki tego typu, mówiąc oględnie, prymu nie wiodą…

Kolejny etap – Piekoszów, w którym przykuwa uwagę okazała neobarokowa świątynia z fasadą uporządkowaną dwiema kolumnami w toskańskim stylu oraz cennym wyposażeniem, m.in. cudownym obrazem Matki Bożej z dzieciątkiem. Cudownym, ponieważ w roku 1705 r. zauważono krwawe łzy płynące z obrazu. Legenda głosi, że to była zapowiedź nieszczęść, które przyniósł najazd Szwedów na Piekoszów w czasie II Wojny Północnej. Mnie się jednak wydaje, że to z powodu troski Matki Bożej o los zaniedbanego starego  kościoła z połowy XV w., który służył parafianom przez cztery wieki, aż został rozebrany w 1902 r. i przeistoczył się w mur cmentarny, o czym dają świadectwo widoczne w murze kościelne epitafia. Wielka szkoda, zważywszy że hordy szwedzkie a później niemieckie zniszczyły nam tak wiele budowli. Jest zatem naturalne, że cenimy obiekty z długą historią.

Następnie Jaworznia, z najdłuższą jaskinią świętokrzyską, o której wiele się  mówi ale niewielu ją widziało…

Na finał Białogon, bo wszystkie drogi tych okolic tu wiodą. Nie bez powodu, wszak to perła Staropolskiego Okręgu Przemysłowego.

Powyższe atrakcje wspominamy jedynie dla porządku, jako że nasza uwaga była skoncentrowana na zwiedzaniu muzeum. W krótki dzień jesienny wszystkiego ogarnąć nie sposób.  Ba, nawet na “Miejsce betlejemskie” nie było czasu.

Poprzednia wycieczka Andrzeja, obecna Ani czy następna prowadzona przez Leszka, to wyścig z czasem by zdążyć jeszcze w licznej grupie przed zimą, która choć piękna, wielu rowerzystów odstrasza chłodem. Skoro jednak to nasze wycieczkowe Trio tak sobie dobrze radzi, to przedłużamy im licencję na prowadzenie wycieczek do wiosny…

Tekst MS; foto Ania, Stasiu.


Sypialnia pisarza z tajemniczym portretem

Dodaj komentarz