8.08.2021 r.
Zgodnie z wcześniejszym planem wycieczkę prowadził Stasiu. Trasa: Kielce – Borków – Komórki – Skrzelczyce – Radomice – Łabędziów – Morawica zalew – Bieleckie Młyny – Bilcza – Kielce Dystans 55 km. Wzięło udział 15 osób.
W ostatnim tygodniu przyroda starała się złagodzić powody do klimatycznego narzekania, oferując trochę deszczu i chłodu. Narzekać na ocieplenie chce każdy: eksperci, politycy, ekolodzy, celebryci, bo z narzekania można wyżyć. Jako że na klimacie wszyscy się znają, stąd w Internecie tłoczno od opinii mądrych i głupich, hipokryzja idzie w parze z polityką, a manipulacja miesza się z prawdą.
My w Towarzystwie przyjmujemy “klimatyczną masę spadkową” z dobrodziejstwem inwentarza z braku alternatywy. Dlatego bierzemy pogodę jak leci, bez utyskiwania na coś na co nie mamy wpływu. Poranną mżawkę powitaliśmy równie życzliwie jak późniejsze słońce, czyli ze stoickim spokojem. Z pewnością Zenon z Kition byłby kontent z takiego zachowania. Orzeźwiającą wilgotność powietrza i ziemi po ostatnich opadach, osuszała nam równie skutecznie jak słońce, ciepła atmosfera wycieczki. Ciepła choć nie nudna, bo kilka wydarzeń zaburzyło leniwą niedzielę. Najpierw jabłecznik Basi oraz Jej beczki z rumem, które wywołały zrozumiały niepokój wśród słodyczożerców z powodu braknie czy nie braknie? Jeszcze się nie skończyła konsumpcja wspomnianych pyszności, jak gruchnęła wieść o uroczystościach związanych ze smarowaniem roweru Rysia, w ramach tzw. procedur inicjacyjnych. Płyn smarujący wyrafinowany, na bazie pestek z egzotycznych owoców, których nazwy trudno wymówić, złamany leśną jagodą, a to wszystko utrwalone wysokiej jakości substancją, bez której ów specjał byłby tylko kompotem… Drobna awaria roweru Ani, która nastąpiła po wspomnianych wydarzeniach, to były swoiste werble przed finałem. A na finał Uzus. Otóż w sposób niekontrolowany utarł się zwyczaj tzw. owocnych podsumowań wycieczek przez prowadzących. Tym razem Stasio przypomniał stare dobre czasy wermutów – szlachetnych trunków, którymi wabiliśmy dziewczyny w latach stosunkowo odległych. Bursztynowy trunek przydał wycieczce trochę nostalgii, wszak wermut to przecież prosecco naszej młodości… Podwójnie honorowym gościem dnia był Boguś – weteran rowerowy, Honorowy Lider i zasłużony sponsor naszego Towarzystwa. Informujemy, że nasz kolega pozytywnie przeszedł ostatnią “wizytację”. Stwierdzamy zatem, że wygląda zdrowo i trzyma się prosto.
Nawiązując do powstałego zwyczaju owocnych podsumowań: jak tak dalej pójdzie, to będziemy prosić o prowadzenie wycieczek wyłącznie zamożnych emerytów, ze świadczeniem powyżej tysiąca, aby mogli sprostać wyzwaniom…

Tekst MS., foto Ania
