Trasa wycieczki: Kielce – Cedzyna zalew – Leszczyny – Mąchocice – przełom Lubrzanki – Ciekoty – Wilków – Święta Katarzyna – Górno – Brzechów – Niestachów – Cedzyna – Kielce. Dystans: 55km. Prowadził: Leszek. Wzięło udział: 11osób.
15.12.2019 r.
Dzisiejsza, trochę szara niedziela, z początku nie rokowała najlepiej. Jednak za sprawą kilku “szczęśliwych zbiegów okoliczności” wzmocniliśmy nieco receptory, co pozwoliło wyraźniej dostrzec piękno jesiennego krajobrazu… Stąd tych kilka jesiennych refleksji poniżej.
Jak się jeździ na rowerze, to się wiele widzi. Oczywiście pod warunkiem, że jedziemy niezbyt szybko, stylem głowa w górze. Styl dużych prędkości, czyli głowa w dół, też umożliwia obserwację, lecz głównie dziur w asfalcie. Są również rowerzyści jadący z prędkością, która pozwala im śledzić mozolne zmagania żuka gnojarza… Istnieją jeszcze jeżdżący stylem głowa w chmurze – zwykle mocno okablowani, realizujący strategię “pięć w jednym”, lecz tych wyłączamy z analizy, ponieważ trudno rozpoznać, czy oni widzą cokolwiek. Nie chcę oceniać, który styl lepszy – to zależy czego oczekujemy od jazdy rowerem. W przypadku turystyki rowerowej, styl głowa w górze wydaje się najbardziej racjonalny, bo pozwala patrzeć na domy, drzewa i ludzi. Doświadczenie pokazuje, że ludzie, a właściwie piękniejsza ich część, przykuwają największą uwagę. Nie zaleca się jednak zbyt natrętnej obserwacji tego typu obiektów, by nie uchybić dobrym manierom, a także ze względów bezpieczeństwa. Już niejeden “zagapiony” w leginsowe kształty, zjechał do rowu. Za to zupełnie bezkarnie można się gapić na drzewa, postrzegając je chociażby w nieco antropogeniczny sposób. Wiemy np., że iglaki pięknie wyglądają w czasie śnieżnej zimy. Jednak wiecznie zielone o każdej porze, stają się passe, bo ileż można chodzić wyłącznie w zielonym odzieniu. Z kolei dla liściaków, zimy są silnie stresujące. Nie da się ukryć połamanych gałęzi, zbutwiałych od starości konarów, czy innych ułomności. Jedynie jemioły, których żadne porządne drzewo nie szanuje, wystawiają na pokaz swe okrągłe głowy. Zimą mają też liściaki swoje dni szczęśliwe, kiedy oszronione srebrzą się w słońcu lub otulone szadzią tworzą bajkowe krajobrazy. Lecz tak naprawdę liściaki z utęsknieniem oczekują jesieni, bo wreszcie mogą się wyróżnić kolorem, nawet wśród swoich pobratymców. Patrzą wtedy z wyższością na banalnych, ciągle zielonych iglaków. Duch Lasu karze ich za tę pychę zimową nagością lecz w końcu pozwala się odrodzić wiosną w seledynowej postaci… Jesień to dobra pora na takie rozmyślania. Zimą bowiem, jesteśmy zajęci odmrażaniem uszu, lato z kolei nas rozleniwia, a wiosna przypomina o rzeczach o wiele przyjemniejszych…
Nieośnieżone, nieoszronione a piękne

Tekst i foto M.S.
