Od wiaty do wiaty, czyli wycieczka na raty

Trasa wycieczki: Kielce – Bilcza wiata – Kuby Młyny wiata – Marzysz – Kaczyn – Borków wiata – Słopiec – Kranów – Suków – Mójcza – Kielce. Dystans: 43 km. Wycieczkę prowadził Andrzej, wzięło udział 12 osób, w tym cztery kobiety – tzn. że – jako się rzekło – zimy w dalszym ciągu nie ma.

19.01.2020 r.

Wiaty – można je spotkać wszędzie, zwłaszcza w regionach turystycznych. Niektóre okazałe, szczególnie te wybudowane w ostatnich latach, zaimpregnowane “drewnianym botoksem”, opóźniającym starzenie. Istnieją wciąż te pamiętające czasy słusznie minione, których chemią nikt nie traktował, przez co zestarzały się pięknie i gdyby nie przeciekające dachy, mogłyby jeszcze służyć przez lata. Zarówno stare jak i nowe, noszą niekiedy ślady pobytu współczesnych jaskiniowców homine veteris. Ten gatunek bardzo często znaczy swój teren moczem, napisami naskalnymi typu “my tu byli” i tym podobnymi śladami “veterskiej” obecności.

My tym razem korzystaliśmy z wiat w celu planowania wiosenno – letnich wyjazdów Towarzystwa. Uważamy bowiem, że decyzje podejmowane pod dachem mają większą moc sprawczą od tych, które zapadają gdzie indziej. Chociaż trzeba przyznać, że niektóre decyzje podejmowane na łonie przyrody bywają również, nomen omen, brzemienne w skutkach… Wracając jednak do wiat: piękna wiata w Bilczy – tu decyzja odnośnie imprezy w weekend majowy, który od tego sezonu będzie organizowany w innowacyjnej formule “jednoprzymierza”. Znaczy to mniej więcej że, jak to bywa w towarzystwie, sprzymierzamy się głównie sami ze sobą. Z kolei w okazałej wiacie Kuby Młyny, wyposażonej w solidne topolowe stoły, poczyniliśmy ustalenia odnośnie weekendu czerwcowego. Dopiero wiata Green Velo w Borkowie została wykorzystana zgodnie z przeznaczeniem. Tam bowiem nastąpiła konsumpcja przywiezionych zasobów we wszystkich stanach skupienia. Szczególnie uwzględnić należy kulinarną maestrię Doroty, wyrażoną w postaci bigosu o wyrafinowanym smaku, z subtelną nutą cielęciny pieczonej na wolnym, jałowcowym ogniu. Wspomniany bigos, zupa grzybowa Ani, obok smalcu Krzysztofa oraz kaszanki swojskiej bez konserwantów, to kulinarne hiciory Towarzystwa, godne wszystkich gwiazdek Michelina.

Reasumujac: czymże byłby rowerowy świat bez przydrożnych wiat.

Narada I – wiata w Bilczy

Wiata w Borkowie

Foto: J.S. Tekst: M.S.

“Walka” męskiego postu z żeńskim karnawałem

Trasa wycieczki: Kielce – Dąbrowa – Masłów – Cedzyna – Wola Kopcowa – Kielce. Dystans 29 km. Prowadził Andrzej, wzięło udział 21 osób.

12.01.2020 r.

Przyjęliśmy, że jeśli jeżdżą z nami kobiety, to zimy nie ma. Wychodząc z tego założenia, ostatnia wycieczka to pełnia lata, bowiem aż dziewięć dziewcząt dotarło na niedzielne ognisko. To niemal cały zasób żeńskiego stanu, którym dysponuje nasze Towarzystwo. Tym razem wskaźnik “uchłopienia” wynosił jedynie 0,57, przy średniej długookresowej 0,85. Wyraźnie więc widać, że “walka” testosteronu z estrogenem została rozstrzygnięta na korzyść tego ostatniego. Jeśli do tego dodać siłę rażenia żeńskich feromonów oraz kobiecego zespołu Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, który nas odwiedził, to można powiedzieć, że ogniskową zabawę napędzała zdecydowanie femina witae. Było pięknie, bo nic nie jest lepsze na jesienne chłody niż blask kobiecej urody…

Przy ognisku zagrała też Orkiestra

Wszystkie drogi prowadzą do Słopca

Trasa wycieczki: Kielce – leśną drogą wywozową do Marzysza – Kaczyn – Borków – Słopiec- Kranów – drogą rowerową wzdłuż DW 764 do skrzyżowania z drogą przez Mójczę – Mójcza – Kielce. Dystans 42 km. Prowadził Andrzej, wzięło udział 8 osób.

5.01.2020 r.

Ostatnia niedziela zgodnie z prognozą: przyprószony śniegiem ranek poprzedził słoneczne przedpołudnie, które się nieco później zasłoniło chmurami, jakby ze wstydu, że jest słoneczne jesienią. Pogoda wprawdzie jesienna, lecz astronomicznie już zima. Teraz jednak takie czasy, że nawet zwierzęta ignorują fenologiczne reguły. Cóż dopiero współcześni rowerzyści żyjący w marketingowym świecie poliestrów, poliamidów, spandexów, czy innych termoaktywnych cudów. Zresztą, my zimowe niedogodności lekceważymy również dlatego, bo uważamy, że dopóki jeżdżą z nami kobiety to żadnej zimy nie ma. Tym razem niezimową porę uratowała Gosia. Tylko nie wiedzieć dlaczego, znów wylądowaliśmy w Słopcu…

W miejscu przeznaczenia

Tekst i foto: M.S.

Nowy Rok 2020 -rozpoczęcie godne zakończenia

„Bal kaszankowy” – Kielce – Stadion, wzięło udział 20 osób (a w porywach nawet 40!). Dystans: 10 km.

1.01.2020 r.

W czasie ostatniej wycieczki 2019 r. przyroda uczyniła wiele, żebyśmy dobrze podsumowali ubiegłoroczny sezon. No bo co jest potrzebne, jak się wprowadza rower na górę Grabinę, aby popatrzeć na 350 stopni odległego horyzontu? Oczywiście okno pogodowe z wysokim ciśnieniem, które przegoniło przypadłości listopadowej pogody, a bezdeszczowy stratus zasnuł niebo, żeby słońce nie raziło w oczy. Nawet kierownik wycieczki dostał prezent od przyrody. Akurat w ten dzień, jeden stopień poniżej zera lekko zmroził leśne ścieżki Andrzeja, co pozwoliło zaoszczędzić na proszku do prania. Tuż przed Kielcami przyroda pożegnała nas delikatnym śnieżkiem, podkreślając świąteczny czas. Doceniamy ten gest, wiadomo przecież jak trudno o śnieg przy ciśnieniu 1030 hPa. Mając zatem w pamięci finał 2019, postanowiliśmy równie dobrze rozpocząć 2020. W Nowy Rok daleko jechać się nie godzi, bo to dzień imprezowy. Dotarliśmy więc pod stadionową wiatę, na zapowiadany bal kaszankowy. Dobrze, że stoły tam są solidne, bo noworocznych wiktuałów było co niemiara, a szkło też swoje waży. Zaczęło się od dziesięciu osób na rowerowej zbiórce, plus nasza kigarowska Westa – Monika oraz dyspozytor garnka szeroko płytkiego (z uwagi na RODO nie ujawniamy jego danych osobowych), którzy nas oczekiwali na miejscu. Część Towarzystwa przybyła transportem alternatywnym, czyli Ania autobusem, a Małgosia z Jarkiem per pedes. Inna Ania, preferująca bardziej letnie klimaty, swoim przybyciem wzbudziła mój szczególny podziw, nawet gdyby nie przywiozła swojego wyśmienitego piernika. Natomiast trwają prace nad ustaleniem sposobu w jaki dotarł Henio z Grażynką. Dalej to już poszło zgodnie z efektem kuli śnieżnej. Sławek wysłał strumień testosteronu w kierunku gromadki dziewcząt w wieku poborowym wciągając je tym samym w naszą strefę wpływów. Nieco później dołączyli rowerowi znajomi jeżdżący stylem “głowa w dół”. Noworoczne ognisko odwiedził nawet mały chłopczyk polsko – niemiecki, nadając mu międzynarodowy charakter. Jednym słowem impreza była co się zowie, czyli z przytupem.

Noworoczne spotkanie

Tekst M.S., foto J.S.

Podsumowanie 2019 r.

Trasa wycieczki: Kielce – G. Grabina – Pietraszki – Dobromyśl – Górki Szczukowskie – Jaworznia – Janów – Białogon – Pasmo Posłowickie – Lecznica zwierząt – Kielce. Dystans: 36 km, prowadził Andrzej. Wzięło udział 10 osób.

29. 12. 2019 r.

Ostatnia wycieczka w roku, to okazja do podsumowania rowerowej aktywności Towarzystwa. Roboty nie ma wiele, bo Towarzystwo jest jeszcze w wieku niemowlęcym. Jednak aktywność “niemowlaka” duża. W każdą z czternastu niedziel, począwszy od 29 września, organizowaliśmy wycieczki, w których wzięło udział 85 osób. Jeśli dodać do tego dwie soboty, to znaczy, że w naszych rowerach trzeba posmarować przynajmniej łańcuch. Tak, tak – przejechaliśmy bowiem 251 km. Dla tych, którzy uważają, że to niewiele, proponuję inny sposób liczenia: 85 osób x 251 km = 21335 osobokilometrów. Równie interesująca jest analiza przestrzenna wspomnianych wycieczek. To zagadnienie ilustruje diagram sporządzony w następujący sposób: 1. Policzono miejscowości, przez które przebiegały trasy wycieczek, zlokalizowane w poszczególnych polach diagramu: A, B, C, D. Punktem odniesienia jest oczywiście miasto Kielce. 2. Tak określona liczba miejscowości stanowi miarę intensywności użytkowania przestrzeni według kierunków geograficznych:

  • NE (północny wschód) – 5 miejscowości (8% ogółu), kierunek – Masłów,
  • SE (południowy wschód) – 36 miejscowości (59% ogółu), najczęściej odwiedzany kierunek – Daleszyce. (A może to Słopiec tak nas “ściąga” na ten południowy wschód?),
  • SW (południowy zachód) – 17 miejscowości (28% ogółu), kierunek – Chęciny,
  • NW (północny zachód) – 3 miejscowości (5% ogółu) – najrzadziej odwiedzany kierunek – Oblęgorek.

Jak widać asymetria jest widoczna szczególnie na kierunku NW – SE, lecz to zapewne w dużej mierze dzieło przypadku. Oczywiście dopiero analiza wyjazdów w dłuższym okresie, pozwoliłaby na identyfikację określonych prawidłowości, stanowiących dobry materiał do analizy naszych preferencji przestrzennych. Może się w to pobawimy na zakończenie przyszłorocznego sezonu. Na koniec – pozostaje życzyć Towarzystwu Rowerowemu w Nowym Roku, bardziej równomiernego korzystania z walorów otoczenia Kielc, bo przecież jest ono atrakcyjne we wszystkich kierunkach.

Diagram: Kierunki wyjazdów Towarzystwa Rowerowego w 2019 r.

Tekst, oprac. diagramu, foto: M.S.

Choinkowe Daleszyce

Trasa wycieczki: Kielce – Cedzyna zalew – Radlin – Niestachów wiata przy lesniczówce – Brzechów Nowiny – Brzechów – Daleszyce – Kranów – Suków – Mójcza – Kielce. Dystans: 40 km. Prowadził Leszek. Wzięło udział 5 osób.

22.12. 2019 r.

Jeszcze przed dziewiątą była lekka mżawka. Przyznam, że wyjechałem na zbiórkę bez wiary, że gdziekolwiek pojedziemy. Postanowiliśmy jednak skorzystać z kosmetycznych właściwości jesiennej wilgoci. Jazdę w oparach mgielno – mżawkowych rekomendujemy szczególnie paniom. Wierzcie, to lepsze na cerę niż La Mer, z domieszką tych micelarnych cudów, za tysiąc zł. Wprawdzie późną jesienią dym z kominów kładzie na twarz smogowy film, lecz kto powiedział, że nie ma on jakichś cudownych, peelingowych właściwości, które czekają na odkrycie przez amerykańskich uczonych… Jeśli do wspomnianych korzyści dermozdrowotnych, dodać wrażenia estetyczne z Daleszyckiego Rynku, z mnóstwem świątecznie przystrojonych choinek (zobacz zdjęcia), to można powiedzieć: całkiem udana niedziela.

Wybory choinkowej miss

Tekst i foto M.S.

Wigilia 2019

Nasze spotkania przedwigilijne z natury rzeczy mają urok szczególny. Nie może być inaczej, wszak to w pewnym sensie Wigilia podwójna, czyli Wigilia Wigilii. Takie też było wtorkowe spotkanie. Jeśli to prawda, co mówią politycy, że Polacy przy wigilijnym stole patrzą na siebie złym okiem, to nasza Wigilia tego nie potwierdza. Różni się też znacznie od tych służbowych eventów, gdzie zgromadzonych zajmuje głównie problem jak się dostać do szwedzkiego stołu… Te kilka zdań powyżej to była “pernambuła” – jak mówi klasyk…

Teraz fakty: W spotkaniu wzięło udział 20 osób. W wesołej atmosferze, przy obficie zastawionych stołach, spędziliśmy, cztery urocze godziny. Dziękujemy Joasi, Dzidkowi oraz Fredkowi – naszym gościom honorowym, że przyjęli zaproszenie. Życzymy wszystkim Uczestnikom spotkania wigilijnego, jak również Przyjaciołom, którzy nie mogli wziąć w nim udziału, Wszystkiego Dobrego na Święta.

To tylko część wigilijnego składu

Tekst i foto M.S.

O wyższości liściaków nad iglakami – rozmyślania jesienne

Trasa wycieczki: Kielce – Cedzyna zalew – Leszczyny – Mąchocice – przełom Lubrzanki – Ciekoty – Wilków – Święta Katarzyna – Górno – Brzechów – Niestachów – Cedzyna – Kielce. Dystans: 55km. Prowadził: Leszek. Wzięło udział: 11osób.

15.12.2019 r.

Dzisiejsza, trochę szara niedziela, z początku nie rokowała najlepiej. Jednak za sprawą kilku “szczęśliwych zbiegów okoliczności” wzmocniliśmy nieco receptory, co pozwoliło wyraźniej dostrzec piękno jesiennego krajobrazu… Stąd tych kilka jesiennych refleksji poniżej.

Jak się jeździ na rowerze, to się wiele widzi. Oczywiście pod warunkiem, że jedziemy niezbyt szybko, stylem głowa w górze. Styl dużych prędkości, czyli głowa w dół, też umożliwia obserwację, lecz głównie dziur w asfalcie. Są również rowerzyści jadący z prędkością, która pozwala im śledzić mozolne zmagania żuka gnojarza… Istnieją jeszcze jeżdżący stylem głowa w chmurze – zwykle mocno okablowani, realizujący strategię “pięć w jednym”, lecz tych wyłączamy z analizy, ponieważ trudno rozpoznać, czy oni widzą cokolwiek. Nie chcę oceniać, który styl lepszy – to zależy czego oczekujemy od jazdy rowerem. W przypadku turystyki rowerowej, styl głowa w górze wydaje się najbardziej racjonalny, bo pozwala patrzeć na domy, drzewa i ludzi. Doświadczenie pokazuje, że ludzie, a właściwie piękniejsza ich część, przykuwają największą uwagę. Nie zaleca się jednak zbyt natrętnej obserwacji tego typu obiektów, by nie uchybić dobrym manierom, a także ze względów bezpieczeństwa. Już niejeden “zagapiony” w leginsowe kształty, zjechał do rowu. Za to zupełnie bezkarnie można się gapić na drzewa, postrzegając je chociażby w nieco antropogeniczny sposób. Wiemy np., że iglaki pięknie wyglądają w czasie śnieżnej zimy. Jednak wiecznie zielone o każdej porze, stają się passe, bo ileż można chodzić wyłącznie w zielonym odzieniu. Z kolei dla liściaków, zimy są silnie stresujące. Nie da się ukryć połamanych gałęzi, zbutwiałych od starości konarów, czy innych ułomności. Jedynie jemioły, których żadne porządne drzewo nie szanuje, wystawiają na pokaz swe okrągłe głowy. Zimą mają też liściaki swoje dni szczęśliwe, kiedy oszronione srebrzą się w słońcu lub otulone szadzią tworzą bajkowe krajobrazy. Lecz tak naprawdę liściaki z utęsknieniem oczekują jesieni, bo wreszcie mogą się wyróżnić kolorem, nawet wśród swoich pobratymców. Patrzą wtedy z wyższością na banalnych, ciągle zielonych iglaków. Duch Lasu karze ich za tę pychę zimową nagością lecz w końcu pozwala się odrodzić wiosną w seledynowej postaci… Jesień to dobra pora na takie rozmyślania. Zimą bowiem, jesteśmy zajęci odmrażaniem uszu, lato z kolei nas rozleniwia, a wiosna przypomina o rzeczach o wiele przyjemniejszych…

Nieośnieżone, nieoszronione a piękne

Tekst i foto M.S.

Rowerowa akcja (przed)świątecznej pomocy

Trasa wycieczki: Kielce – Białogon – Zalesie – Czerwona Góra – Chęciny – Korzecko – Podzamcze – Radkowice – Wola Murowana – Nowiny – Białogon – Kielce. Dystans 40 km, wzięło udział 9 osób. Miało być: “na Słopiec mości towarzystwo, na Słopiec!” pod przywództwem Leszka, lecz bezkrwawy rokosz wzniecony przez Sławka, spowodował ostatecznie najazd na Chęciny.

08. 12. 2019 r.

Wszelkie inne wydarzenia tego dnia przyćmiła awaria roweru Rysia, a w jej następstwie spektakularne praśnięcie o ziemię. Gwoli ścisłości, rzeczywistą relację przyczynowo – skutkową tj. czy praśnięcie było przyczyną, czy skutkiem awarii, ustalą biegli. Trudniejsza jest odpowiedź na pytanie, kto jest głównym bohaterem tego wydarzenia. Czy sam sprawca, jego rower, a może kolega Sławek – kierownik dziewięcioosobowego zespołu naprawiającego, lub Pan Paweł z Podzamcza, dostarczyciel specjalistycznego sprzętu do naprawy. W rezultacie rower Rysia jak i on sam, zostali zreperowani i bez przeszkód, wraz z resztą grupy, pokonali etap do następnego sklepu spożywczego. Wiadomo, że sukces ma wielu ojców. Dlatego do grona bohaterów aspiruje także Gosia, spontaniczna ofiarodawczyni dętki, oraz trójka właścicieli urządzeń pompkopodobnych, którymi to urządzeniami Sławek wraz z zespołem próbowali napompować dziurawą dętkę Gosi. Spory procent chwały przysługuje Leszkowi – darczyńcy nowej dętki, która napompowana prawdziwą pompką Pana Pawła, szczęśliwie zakończyła akcję naprawczą. W aspekcie zasług trudno nie wspomnieć o Monice, zgłaszającej gotowość dętkowej pomocy. Spore zasługi w akcji naprawczej położyła również Dorota dlatego, że swoją aktywnością werbalną, sprawiała wrażenie kierującej całością przedsięwzięcia. Są także eksperci utrzymujący, że prawdziwym bohaterem zdarzenia jest klucz francuski Pana Pawła, bo umożliwił odkręcenie koła, a sukces końcowy, to tylko skutek tegoż odkręcenia. Na koniec nie sposób pominąć aktywnego udziału w akcji, dwu piesków niskopiennych o nieznanym rodowodzie, należących do Pana Pawła.

Reasumując: tylko Pan Paweł z Podzamcza jest wymieniony w niniejszym tekście cztery razy. Jemu więc przyznajemy tytuł Bohatera Dnia, dziękując za okazaną, bezinteresowną życzliwość. Nie zapominamy wszakże o pozostałych, nadając im tytuły tzw. Bohaterów Mniejszych.

Czekając na Godota…?

Tekst, foto: M.S.

Uroki bocznych ścieżek

Trasa wycieczki: Kielce, – leśną drogą wywozową do Marzysza – Borków – Słopiec – Kranów – Mójcza – Kielce. Dystans 40 km, wzięło udział 10 osób. Prowadził Sławek (25% trasy) oraz Andrzej (75%).

01. 12. 2019 r.

Dzisiejsza niedziela w pełni potwierdza to, co w tytule. Pozornie banalna trasa, bo niby cóż oryginalnego w wycieczce do Marzysza lub Borkowa? Wszak rowery, podobnie jak kobyła mojego sąsiada, po takich znanych drogach same jadą. A jednak…Tym razem z Borkowa pojechaliśmy północnym brzegiem zalewu w kierunku Słopca. Okazało się, że dla większości z nas była to eksploracja w czystym wydaniu. Kilkaset metrów utwardzonym brzegiem zbiornika, by następnie zjechać na groblę przelewową oddzielającą rozległy polder od koryta Belnianki, która zasila zbiornik. Obok walorów krajobrazowych terenu, to przykład skutecznej retencji wód wezbraniowych, w polderze porośniętym roślinnością, która ogranicza parowanie wody. Dalej, przy wjeździe łąkową ścieżką do Słopca, malowniczo położone domy na skarpie nadrzecznej – jeden z bardziej urokliwych zakątków tych okolic. Dzień słoneczny sprzyjał temu, żeby to dostrzec i podziwiać. Nie pierwszy już raz Andrzej pokazał, że warto czasem zjechać z asfaltu…

Tekst, foto: M.S.

Na grobli – po lewej polder, po prawej Belnianka