Udany debiut kwietniowy

01.04.2024 r.

Bywa, że w dniu wycieczki wpadają na siebie różne zdarzenia. Tym razem, nie licząc dnia świątecznego, spotkały się dwa, które potencjalnie mogły wypełnić treścią nasz rowerowy wyjazd. Mianowicie: śmigus dyngus oraz prima aprilis. Tylko dyngus, za sprawą Doroty oraz dzieci przydrożnych z Górna, w symboliczny sposób zaznaczył swoją obecność na naszych ubraniach. Z podobnych powodów grupka dziewcząt w Trzemosnej wyposażonych w sikawki, daremnie oczekiwała na obiekty godne polania. Niestety miejscowych chłopców jak na lekarstwo. To jeden z tych przypadków, gdzie się ujawnia nuda małych wiosek…

Zamiast widoków z wieży w Daleszycach, bardziej podziwialiśmy nową drogę, która do niej prowadzi. Zapewne dlatego, że saharyjski pył zasnuł nieboskłon piaskowym kolorem. Poza tym wycieczka bez ekstremalnych doznań czy spektakularnych wydarzeń. Za to niemal w czerwcowym cieple i świątecznych nastrojach, przejechaliśmy drogami przystrojonymi świeżutką bielą przydrożnej tarniny*.

* śliwa tarnina – prunus spinosa – bardzo pożyteczny krzew, owoce o rozległych właściwościach leczniczych, w smaku tak cierpkie, że wykrzywiają gębę niczym botoks zrobiony po taniości. Kolczaste gałązki używane do budowy tężni. W ciągu roku ignorowana, często trzebiona, ale w porze kwitnienia ujawnia się przepiękną bielą pośród szarości innych, jeszcze bezlistnych sąsiadów. To zapewne Pan sprawił, że w przyrodzie nawet ten najlichszy ma swoje pięć minut…

Tekst MS, foto Dorota

Dodaj komentarz