Wycieczka historyczna

06. 12.2020 r.

Trasa wycieczki: Kielce – Bilcza – Bieleckie Młyny – Morawica – Łabędziów – Radomice – Znojów – Kaczyn – Kielce. Prowadził Andrzej. Wzięło udział 14 osób, dystans 56 km

Radomice oraz inne miejscowości w rejonie Morawicy, Pierzchnicy czy Chmielnika były w styczniu 1945 roku areną największej bitwy pancernej, stoczonej podczas II wojny światowej na Ziemi Świętokrzyskiej. Materialne pozostałości tej wojny są obecne na każdym kroku. Przy drogach co i rusz metalowe krzyże wykonane m.in. z resztek pancernego oręża, a z obecnych w każdym domu poniemieckich hełmów jeszcze do niedawna jadły psy. Gruppenfirer SS Alfred Krupp przewraca się pewnie w grobie, widząc jak stalowe korpusy jego pantherów czy tygrysów, które miały zawojować świat, teraz roztrzaskane zdobią przydrożne kapliczki. Niech to będą kapliczki i krzyże pokutne – swoiste symbole ekspiacji za wyrządzone zło, wszak mimowolnie przypominają o rachunku krzywd, który winien poprzedzać wszelkie pojednanie.

Pozdrawiamy morsów zażywających kąpieli w morawickim zalewie.

Tekst: MS, foto JS

Dylematy śnieżnej pogody

29.11.2020 r.

Trasa wycieczki: znikąd donikąd

Gdyby taka pogoda zdarzyła się jeszcze kilka lat temu, pewnie nikt z rowerzystów nawet by nie zauważył tej śnieżnej efemerydy, która zabieliła ulice w nocy z 28/29. Lecz przyzwyczajeni do całorocznie zielonej trawy, trochę się tej bieli przestraszyliśmy. Wprawdzie nie wszyscy, bo śnieżne wyzwanie podjęli: Andrzej K. oraz Michał. Nie liczę dwu inspektorów, którzy chcieli tylko sprawdzić kto przyjechał, tzn. Krzysztofa, który dla bezpieczeństwa przybył piechotą oraz mnie.

Relacja z wycieczki przesłana przez Andrzeja uświadomiła mi, że zapomnieliśmy o estetycznych walorach śnieżnego krajobrazu, skupiając się wyłącznie na kwestiach związanych z niedostatkiem tarcia…

M.S.

Relacja z solowej wycieczki od Andrzeja W.

Mamy zatem zimę. Postanowiłem rozpocząć sezon rowerowy oczywiście w lesie Pasma Posłowickiego, a tam na Stadionie tłumy. Jedni spacerują, inni truchtają, biegają z kijkami i bez, ale w miarę jak jechałem ludzi było coraz mniej, aż dojechałem do miejsca gdzie była tylko cisza. WIELKA CISZA jaka może być tylko zimą  w lesie. W sumie 28 km w pięknej scenerii zimowego lasu. Dla tych co w domu albo na szosie – foto.

W scenerii zimowego lasu

Wycieczka po widoki

22.11.2020 r.

Trasa wycieczki: Kielce – Gruchawka – Miedziana Góra – Oblęgorek – Oblęgór – Góra Sieniawska (449 n.p.m.) – Oblęgorek – Chełmce – G. Szczukowskie – Białogon – Kielce. Wycieczkę prowadził Marek, dystans 55 km. Wzięło udział 9 osób.

Po siedmiu wycieczkach w ramach Towarzystwa lub jak kto woli w naszym towarzystwie, Marek postanowił zadebiutować w roli prowadzącego. Traktujemy to jako formę podziękowania za dotychczasowe wspólne wyjazdy. My również jesteśmy wdzięczni Markowi, ponieważ przygotował ciekawą trasę zwieńczoną punktem widokowym na Górze Sieniawskiej. Miejsce szczególne, wieża widokowa na wskroś nowoczesna, bodaj jedyna w regionie wyposażona w windę, w której notabene utknęliśmy z Krzyśkiem ku radości Doroty. Otoczenie dobrze zagospodarowane, z wieloma urządzeniami do zabawy oraz piękną wiatą. Oczywiście clou stanowi tu rozległa panorama widziana z wieży, począwszy od zachodnich krańców Gór Świętokrzyskich, poprzez Pasmo Oblęgorskie aż po Łysogóry. Zdarzyło się chyba po raz pierwszy, że nikt z uczestników wcześniej tu nie był. Mimo jesiennej pory widoczność super! Pewnie pogoda się nad nami zlitowała, bo żeby wjechać na górę należało pokonać diabelski, piętnastostopniowy podjazd. Lecz i w tym względzie prowadzący spisał się na medal, ponieważ zadbał o płyny, którymi uzupełniliśmy wydatki energetyczne po zdobyciu wzniesienia. Jednym słowem debiut godny rowerowego weterana. Trudno się jednak dziwić skoro ma się przodka co pod Racławicami czapką lont armatni zgasił…

Na Górze Sieniawskiej

Tekst MS; foto Monika, Sławek

Towarzyska entropia

14-15.11.2020 r.

Czyniąc zadość pandemicznym wymogom, Towarzystwo Rowerowe w spontaniczny sposób podzieliło się podczas weekendowego wycieczkowania na kilka mniejszych organizmów. To dowodzi, że stanowimy mobilną strukturę społeczną o wysokim stopniu adaptacji do panujących warunków. Zdolności przystosowawcze to jeden z istotnych wskaźników inteligencji. Bycie inteligentną organizacją w tych trudnych warunkach jest wielce pokrzepiające. Dlatego sprawozdanie z ostatnich wyjazdów składa się z kilku podsprawozdań, stosownie do liczby zrealizowanych wycieczek.

Z Chęcinami w tle

Trasa wycieczki: Kielce-Trzcianki-Wola Murowana – Radkowice – Chęciny – Korzecko – Bolmin – Milechowy – Zajączków – Bławatków – Rykoszyn – Piekoszów – Jaworznia – Kielce. Dystans: 65 km, liczba uczestników: na początku 8, na końcu 4.

Niedziela 15.11 – wycieczkę prowadził Sławek. A to oznaczało jazdę po szosie w tempie wyścigu kolarskiego. Dystans między prowadzącym a resztą peletonu wahał się w przedziale pięćdziesiąt do tysiąca metrów. Ale za to trudy wycieczki nagrodziły nam: piękna pogoda i przecudne widoki. Szczególnie skąpany w słońcu zamek w Chęcinach, czy pobliskie Centrum Geologiczne. Ze wzgórza chęcińskiego pomknęliśmy w kierunku Korzecka. To była jedna z niewielu szans aby dogonić prowadzącego. Na szczęście zadbał o to abyśmy mogli uzupełnić elektrolity i zrekompensować wydatek energetyczny. Pomimo zmęczenia wszystkim dopisywał dobry humor.

Tekst i foto Monika

Wycieczki Andrzeja

Sobota 14.11 – postanowiłem przejechać trasę Mietka z ubiegłej soboty, czyli przejechać od Dąbrowy do stacji Kostomłoty. Początek trasy łatwy, drogami szutrowymi. Schody zaczęły się pojawiać po przejechaniu ul. Zagnańskiej. Tu, jadąc na zachód, niebawem skończyła się dobra droga i zaczęła się walka z błotem i wodą. Nie poddawałem się i po dotarciu do E7 przedostałem się pod nią przepustem dla żab i w końcu stanąłem na suchym lądzie. Dalej to już rezerwat Sufraganiec i Gruchawka. Podziwiam Jolę i Mietka za przejazd tej trasy

Niedziela 15.11. – 47 km na Zelejową i dalej aż do kamieniołomu na Stokówce gdzie podziwiam siedząc przy ognisku wspinaczy skałkowych. Powrót przez Szewce, Łaziska, Jaworznię, Pietraszki. Jak pewno wszyscy dzisiejsi wędrowcy podziwiałem naszą piękną złotą jesień. Z mojej młodości zapamiętałem że 11 listopada jeździłem w Kielcach na nartach. Klimat jednak się zmienia

Tekst i foto Andrzej

W formule rowerowego trójkąta

Niedziela 15.11 – Kielce – Kostomłoty-Miedziana Góra – Bobrza – Porzecze – Bugaj – Brynica – Szczukowskie Górki – Kielce, dystans 45 km, liczba uczestników – 3 osoby, prowadziła Ania.

Trójkąt to bodaj najzgrabniejsza figura płaska. A jeśli dwa jego wierzchołki są rodzaju żeńskiego, to już jest trójkąt niemal orkiestrowy. Właśnie w takiej formule odbyliśmy wycieczkę niedzielną w kierunku Bobrzy. Tam zostały wdrożone słodkie procedury pobytowe. Może jednak następnym razem uda się je przełamać bardziej wytrawną nutą. Po drodze spotkaliśmy Darka jadącego w ulubionej przez niego formule solo. Każda forma jest dobra, jednak towarzystwo dwu uroczych dziewczyn w jesiennym słońcu to wisienki na wycieczkowym torcie…

Tekst Mietek; foto Ania i Jola

Wycieczka donikąd

Sobota 14.11 – to miała być wycieczka donikąd. Jednak po krótkim czasie zauważyliśmy, że jedziemy nie w tym kierunku co trzeba. Rzeczywiście – odjechana jazda po hopkach uświadomiła nam, że jesteśmy blisko rezerwatu Biesak. Wpadliśmy w złość, bo wcale nie chcieliśmy do rezerwatu. Na szczęście rower Joli, który jest ciut mądrzejszy od mojego, skręcił w stronę torów i już się wydawało że będzie dobrze, lecz niestety wjechaliśmy w sam środek Białogonu. Pomyślałem – dość tego! Należało jakoś przejąć władzę nad sprzętem. Maksymalną koncentracją woli przedarliśmy się przez zachaszczone łąki oraz metalowy mostek na Silnicy, by dojechać przez Pietraszki do asfaltowej drogi w kierunku Podkarczówki.

Lecz zamiast w prawo jak to robią normalni rowerzyści coś nas pognało w lewo i kazało prowadzić rowery aż na samą górę Grabinę, której też nie mieliśmy w planie. Zrezygnowani przejechaliśmy przez niechcianą Podkarczówkę, by również nieplanowaną drogą nad Silnicą dojechać do domu – też niezgodnie z planem, bo trochę za wcześnie… To chyba jeden z tych przypadków o których nie śniło się filozofom.

Tekst i foto Mietek

Rowerem przez listopad

08.11.2020 r.

Trasa wycieczki : Kielce – Marzysz I – Marzysz II – Radomice – Wojciechów- -Szczecno – Wiata „Murawin” – Ujny – Pierzchnia – Skrzelczyce – Radomice – Łabędziów  – Bieleckie Młyny – Bilcza – Kielce. Długość trasy : 65 km. Liczba uczestników:: 14 w porywach 16 (w trasie dołączył Andrzej i Darek)

Aura tego dnia była dla nas wyjątkowo łaskawa. Skąpani w promieniach listopadowego słońca ruszyliśmy w kierunku Bukówki – każdy swoim tempem. Nasz ulubiony przewodnik Leszek, świadomy niesubordynacji niektórych uczestników wycieczki, profilaktycznie podał jej kolejne etapy. Za namową Mieczysława postanowiliśmy odwiedzić „diabelski dąb”. Szczęśliwym trafem w Murawinie spotkaliśmy Andrzeja, który wskazał nam to magiczne miejsce. Następnie pomknęliśmy w kierunku Pierzchnicy uzupełniając w przydrożnych sklepikach zapasy napojów chłodzących i rozgrzewających. Spożyliśmy je oczywiście w leśnych ostępach, z dala od ludzkich spojrzeń. Wycieczkę tradycyjnie zakończyliśmy w podgrupach. Było pięknie. Niech żałują ci , których z nami nie było…

Tekst: Monika; mapka Jarek

Powyżej dorodny Dąb, który od jakiegoś czasu zaprzątał uwagę wielu z nas. Dziękujemy Andrzejowi, że Go odkrył i przesłał zdjęcia tego pięknego, królewskiego drzewa, w stosunku do którego Towarzystwo ma wielkie plany…

Foto: Andrzej, Dorota, Monika

Wycieczka pamięci

1.11. 2020 r.

Trasa wycieczki: Kielce – Bukówka – Kranów – Słopiec – Borków – Trzemosna – wiata Murawin – Szczecno – Radomice – Suków – Mójcza – Kielce. Dystans 65 km. Wycieczkę prowadził Leszek, wzięło udział 10 osób z zachowaniem należytych coronodystansów.

W normalnym czasie zapewne nie poświęcilibyśmy pierwszego listopada na rowerową rekreację. Choć coronawirus zakłócił tradycję, jednak nie zdołał zniszczyć naszego kulturowego kodu, który każe nam w ten dzień zapalić ogień pamięci. Tak było i tym razem. Dorota pomyślała o tym, żeby postawić świeczkę na cmentarnym murze, czy pod “krzyżem strażaka” przy drodze na Trzemosną. Dobrze że Leszek zorganizował ten wyjazd, który mimo rowerowych perypetii Rysia, stał się samoistnie wycieczką pamięci.

SM (na podstawie relacji Leszka), foto Monika.

Tekst SM;foto Monika

Terapia antywirusowa

25.10.2020 r.

Trasa wycieczki: Kielce – Występa – Belno – Zagnańsk – Kielce. Dystans 55 km. Wycieczkę prowadził Krzysztof. Wzięło udział w covidowym szyku 16 osób.

Było jak w filmie Hitchcocka. Podjazd niemal pionową ścianą asfaltu pod Występę i później też niewiele lepiej. Pięćdziesiąt kilometrów górskich premii. I pomyśleć, że taki hardkor zgotował nam debiutant w prowadzeniu wycieczek. Trasa urozmaicona pod każdym względem. Od ruchliwych dróg począwszy, poprzez wiejskie dróżki, z których korzystają jedynie miejscowe kundle, aż po malownicze leśne dukty okolic Zagnańska. Dopiero po jakimś czasie dotarł do nas zamysł Prowadzącego, że jazda pod górę świetnie regeneruje układ oddechowy, co w obecnej sytuacji ma znaczenie terapeutyczne. Ta świadomość być może pomogła niektórym pokonywać podjazdy. Tej covidowej motywacji widać zabrakło Rysiowi, bo już na pierwszej górce przepadł bez wieści. Na szczęście pozostali dojechali do końca wycieczki. W ogólnym bilansie debiut Krzysztofa bardzo udany. Wprawdzie zgubił Rysia, lecz pamiętał, żeby zapalić świeczkę Bohaterom. Zatem z pełnym przekonaniem zaliczamy Go do prestiżowgo grona Liderów Towarzystwa.

Tekst SM; foto Ania

Stoicka normalność jesienna

18.10.2020 r.

Trasa wycieczki: Kielce – Dyminy – Suków Babie – Suków Modrzewie – Radomice – Skrzelczyce Marzysz – Górki – Brody – Lisów – Zaborze Brudzów – Łabędziów – Bieleckie Młyny – Bilcza – Dyminy – Kielce. Dystans 55km. Prowadził Stasiu, wzięło udział 12 osób.

To już kolejna niedziela z pogodą adekwatną do pory roku. Nikły deszczyk postraszył trzy razy i październik zaczyna nas przyzwyczajać do chłodu, czyli dowodzi tego, że jest październikiem. Takie okoliczności przyrody dają nam poczucie, że wszystko postępuje zgodnie z naturą rzeczy. Tej stoickiej harmonii nie zakłóciło nawet przypadkowe zdarzenie związane z przebitą dętką Basi, choć nie jest pewne czy dętka została uszkodzona. Dotykowo – wzrokowe ekspertyzy organoleptyczne uzupełnione testami węchowymi nie potwierdziły bowiem uszkodzenia. A może ekspercki dotyk nieco przytępiony, a wzrok już nie ten sokoli co kiedyś?

Tekst MS; foto Ania

Covidcross w stylu beauty

11.10.2020 r.

Trasa przejazdu: Kielce – Białogon – Słowik – Bolechowice (kamieniołom) – Panek – Czerwona Góra – Zelejowa – Chęciny – Gościniec – Polichno – Charężów – Bławatków – Szczukowice – Kielce. Wycieczkę prowadził Stasiu, wzięło udział 15 osób. Dystans 60km.

W sprawozdaniu z tej wycieczki wykorzystano niektóre neologizmy wytworzone w naszym Towarzystwie. Jest to zarazem promocja nowo powstałego Słownika KTR “Kigari”.

Od dłuższego czasu była to pierwsza wycieczka, której nie towarzyszył dysonans klimatyczny. I bardzo dobrze, ponieważ w ostatnim czasie pogoda zupełnie rozregulowała nasze biologiczne zegary. A to podobno, według amerykańskich uczonych, wpływa destrukcyjnie na żeńskie libido. O męskim nie wspomnę, bo pęd do kariery zrujnował je już dawno. Wiadomo, że jesienią czymś normalnym jest jazda w warunkach micelarnej pogody. Taka też panowała w pierwszych godzinach naszego wyjazdu. Prowadzący postarał się by nie był to wyjazd, za przeproszeniem, do Słopca, wszak Bławatków to out space całą gębą… Mało spontaniczny charakter wycieczki spowodował, że nawet Sławek warcholił z rzadka. Tak się złożyło, że przez większość czasu jechaliśmy o suchym pysku. Niepokoił trochę nieustabilizowany błędnik, co jak wiadomo zaburza symetrię, wprowadza nerwowość i przy bocznym wietrze stwarza spore zagrożenie. Na szczęście nikt nie stał się bohaterem dnia z tego powodu. Jednak w Brynicy pierzchła ostatnia nadzieja na to, aby doprowadzić kondycję psychiczną do normy. Stasiu uratował sytuację tzw. “ucieczką do przodu”. Dlatego nie wiedzieć kiedy, znaleźliśmy się w granicach Kielc, a konkretnie w miejscu, które jest czymś w rodzaju tajemnego czakramu. Nerwowy pośpiech znikł jak ręką odjął. Natychmiast wdrożyliśmy procedury pobytowe zwłaszcza, że nikomu rosół w domu nie stygł. Czekoladowo – szarlotkowa donacja Basi, orzechy Krzysztofa oraz pączki Doroty, które choć padły ofiarą pocisków dum dum, dopełniły dzieła tak, że finał naszego covidcrossu był w stylu beauty…

PS. Liściaki w dalszym ciągu trzymają się mocno.

Tekst MS; foto Ania

Sielpia – złote liście z tombaku, lecz atmosfera na 24 karaty

4.10.2020 r.

Trasa prejazdu – I dzień rajdu

Kielce – Białogon – Górki Szczukowskie – Promnik – Strawczyn (wiata nad zalewem) – Kuźniaki – Pałęgi – Łysów – Węgrzyn – Radoszyce – Sielpia Wielka. Dystans ok. 60 km. Prowadził Andrzej, wzięło udział 20 osób w tym 3 osoby, które dojechały do Sielpi z zaprzyjaźnionego klubu z Przedborza.

Trasa przejazdu – II dzień rajdu

Sielpia Wielka – Miedzierza – Martyniów – Przyłogi – Adamek – Chyby – Serbinów – Rogowice – Długojów – Kołomań – Umer – Tumlin – Kostomłoty (węzeł drogowy) – Kielce. Dystans 52 km. Prowadził Andrzej, wzięło udział 20 osób w tym 3 osoby, które odjechały z Sielpi do Przedborza.

Każdy nasz wyjazd rowerowy poprzedza bardziej lub mniej skomplikowany proces decyzyjny. Jedni w mozole zestawiają “jechać”, z “nie jechać” i często zostają w domu, bo od tego myślenia boli ich głowa. Inni, jak Leszek, Andrzej czy Rysio, robią to odruchowo, ponieważ ich wzywa rowerowy zew. Bez względu na to jaka siła wypycha nas z rowerem niedzielnego ranka poza granice Kielc, wszystkich ogranicza wizja nieuchronnego powrotu. Najpierw miasto nie chce nas wypuścić, wymyślając różne powody np. remont, który trzymał Henia w domu niczym hydra lernejska, a jak już się z tego miasta wyrwiemy, to i tak nie pozwala zbytnio się oddalić. Czysta fizyka. Bywają jednak sytuacje, że udaje się przezwyciężyć “miejską grawitację” i dotrzeć nawet do Sielpi. A to już jest odległość z której nie ma powrotu bez zmiany daty. Świadomość, że się urwaliśmy z tego niewidzialnego sznurka, jest dla kondycji psychicznej bezcenna i czasem warto się w ten sposób odświeżyć.

“Złote Liście”, wyjazd o wieloletniej tradycji, był wystarczającym motywem aby nie wracać w tym samym dniu. Poprzednimi laty “Złote Liście” były bardziej złote, jako że w tym roku chlorofil, niczym “Chińcyki” Wyspiańskiego trzyma się mocno… Niedostatek złotych kolorów jakoś specjalnie nie ujmował urody mijanym krajobrazom. Po niezbyt wyczerpującej podróży na ekologicznych rowerach napędzanych wiatrem, stanęliśmy za sprawą Ani, w wygodnych domkach kempingowych. Wiele wskazuje, że to głównie motywy społeczne sprowadziły nas do Sielpi. Dowodem tego są Dzidek z Fredkiem, którzy odwiedzali to miejsce trzydzieści dwa razy i przyjechali po raz kolejny, chyba nie zwabieni plażowaniem, tylko może dlatego, żeby z nami spędzić trochę czasu. Rychło po przyjeździe wdrożyliśmy “procedury pobytowe” lecz tym razem zamiast ogniska hitem okazało się, wymyślone przez Anię, urządzenie towarzyskie, mające formę długiego stołu z takimiż ławkami po obu stronach. Jego zdolności zabawotwórcze zależą od dwu czynników, mianowicie “co na nim leży” oraz “kto za nim siedzi”. U nas jedno i drugie było w dobrym gatunku. Korzystanie z wynalazku wymagało jednak skupienia, refleksu i dobrej koordynacji ruchu, czego dowodzą niżej opisane sytuacje „zastolne”:

Dostrzegasz pyszny kalafior w serowej panierce
 i jesteś w rozterce: 
 sięgnąć po kalafiora?
czy może na szyneczkę pora! 

A może – myślisz - trzymając w ręku kielich do toastu, 
zacznę od grzybków w marynacie? 
Lecz rezygnujesz z grzybków i trudno się temu dziwić,
 bo aby po nie sięgnąć musiałbyś pierwej puścić koleżanki kibić. 

Więc nie zakąszając, spełniasz kolejne toasty 
 pigwówką, dereniówką 
a w tym czasie znikają ze stołu, 
zielone ogórki z kiszonymi pospołu. 

Już na ciebie nie łypie oscypek żółtym okiem,
ementaler jedwabnym plastrem nie kusi, 
nie widzisz już pasztecików o przepysznym smaku … 
z powodu ich braku. 

Trudno więc się dziwić, 
że na widok  jabłkowych ciasteczek
puszczasz w desperacji 
koleżanki kibić 

Teraz wolną ręką nalewasz zimny płyn do szklanki,  
kosztem sąsiedzkiego ciepła koleżanki
i racząc się cukinią w marynacie
nawet nie wiesz co tracisz, bracie... 

Nazajutrz ciepłym rankiem, ciepły kugel przedborskiej donacji,  
podstawiasz zatem miseczkę proszalną,  myśląc nie bez racji: 
com miłego przeżył wieczorem, to moje  
a teraz zjem smacznie i w dodatku nie za swoje... 

Nie miałbyś bracie tych przyjemnych przeżyć
 ani szeregu innych "ani" 
gdyby nie talent oraz inwencja Ani!

Tekst MS, foto Ania