Jesienny epizod styczniowy

2.01.2022 r.

Trasa wycieczki: Kielce – Dyminy – Bilcza – wiata Kuby Młyny – Suków Modrzewie – Mójcza – wiata Dyminy – Kielce. Dystans 40 km, wycieczkę prowadził Leszek. Wzięło udział 10 osób.

Nawet cierpiący na urojoną pomroczność jasną mogli bez trudu dostrzec, że pierwsza niedziela stycznia obdarowała rowerzystów łagodną jesienią z malowniczym zamgleniem, poprzetykanym promieniami słońca podnoszącego się powoli z zimowych kolan. W porze takiej epizodycznej jesieni można oglądać równie epizodyczne krajobrazy. Bo czyż nie są malownicze rozlane wody Czarnej Nidy w Kubach Młynach, utworzone przez klimatyczny zbieg okoliczności? Zamarznięta ziemia nie zdążyła bowiem wchłonąć wód roztopowych tworząc rozległe rozlewiska, które jeśli zamarzną to może przechowają wodę nawet do wiosny. Dzięki, że Andrzej wiedziony przyrodniczym nosem nam to pokazał. Podczas tej wycieczki woda często pełniła rolę zakazu wjazdu. Tak było na leśnej drodze z Sukowa do Marzysza. Tu jezioro kazało nam zawrócić przed stalowymi mostkami na Nidzie. Jednak niezrażeni odbiliśmy ponownie do Dymin, by dokończyć w tutejszej wiacie Green Velo poświątecznego dzieła rozpoczętego w Kubach Młynach.

Tekst SM, foto Ania, Marek, SM.

Bal kaszankowy 2022

1.01.2022 r.

Wiata na Stadionie – wzięło udział 19 osób.

To już kolejny Bal kaszankowy, który mamy za sobą. Jedna ze stałych imprez z rowerowego kalendarza. Nie wiadomo jakie miejsce zajmuje w hierarchii naszych eventów, lecz sądząc po atmosferze tych noworocznych spotkań – poczesne. Zresztą, nie ma to większego znaczenia, bo wszystkie one, czyli chronologicznie: Bal Kaszankowy, Powitanie Wiosny, Kajaki, Złote Liście, Spotkanie Rocznicowe oraz Wigilia pięknie się udały. Co by nie powiedzieć, to jednak udane relacje towarzyskie mają trochę mistyczną naturę. Wypada zatem podziękować Panu za ten mijający rok rowerowy z nadzieją, że kolejny będzie równie dobry. Życzenia może zbyt zachowawcze, lecz prośby bez umiaru mogą opatrzność wystawiać na próbę. Z podobnych powodów nie będziemy rozpamiętywać deszczowej pogody, która ze złośliwym uporem, jednak bezskutecznie, próbowała zakłócić nasz znakomity noworoczny nastrój.

Dziękuję Balowiczom za życzenia imieninowe oraz wzruszające prezenty w słodko – różowych kolorach smaku.

Tekst: Solenizant, foto: Ania, Kasia, Jola

PS. Etymologiczne emancypantki niech mi wybaczą brak użycia żeńskiej formy “balowicz” – jestem bowiem w rozterce między “balowiczką, balowniczką, a może balowniczynią?

Wigilijne forest party

19.12.2021 r.

Wiata na Stadionie. Wzięło udział 18 osób.

Ktoś powie, po co ta pretensjonalna nazwa Wigilii, rzecz przecież dotyczy spotkania, które w szczególny sposób jest oparte na chrześcijańskiej tradycji. W ścisłym, denotacyjnym znaczeniu słowo “wigilia” oznacza czuwanie przed świętem dnia następnego, w tym przypadku przed dniem  Bożego Narodzenia. Zatem zorganizowana impreza nie była Wigilią sensu stricto jako że miała miejsce kilka dni wcześniej przed tą właściwą. Trudno bowiem czuwać przez sześć dni bez snu oczekując na przyjście Pana. Ponadto nazwa forest party ekskluzywnie wyróżnia nasze spotkanie wśród tych wszystkich przedwigilijnych firmowych spędów. W końcu to wigilia towarzyska, a to zobowiązuje.  Krótko mówiąc – societas oblige. 

Liczna frekwencja, podczas wigilijnego forest party oraz inne momenty świadczą, że aspekt towarzyski dużo znaczy w naszych relacjach. To naturalne, nie jesteśmy przecież pierwszym lepszym rowerowym klubem, gdzie wszyscy pedałują w jakimś zapamiętaniu, nie znając nawet imion jadących obok. U nas fizis i psyche subtelnie się przenikają, dając unikalny efekt radości spontanicznej… Co tu dużo mówić, jacy uczestnicy takie spotkanie, a skoro wszystkie warunki udanej imprezy wypełniliśmy celująco, to i wigilijne forest party było bardzo udane.

Jednak tym razem nie będziemy wdawać się w szczegóły, głównie dlatego, żeby nie utopić miłych wrażeń w powodzi zbędnych słów.  Wypada jednak poświęcić odrobinę uwagi dwu kwestiom, które stanowią creme de la creme wigilijnych spotkań. To oczywiście kolędy oraz potrawy. Jesteśmy w tej korzystnej sytuacji, że przeważnie nie umiemy śpiewać, a zgodnie z zasadą ci którzy nie umieją bardzo “lubieją” to robić. Leszek, którego Pan obdarzył słuchem absolutnym, przy aktywnym udziale Doroty, z każdego składu amatorów potrafiłby stworzyć Harlem Gospel Choir. Jednak w tym roku potencjał kolędowy został niewykorzystany na rzecz zachowań noszących lekkie znamiona radosnego rozpasania. Rekomendujemy, aby tę interesującą formę relacji międzyludzkich rozwijać w przyszłości. Nie zawiodły natomiast kulinarne dokonania naszych dziewczyn, którym poświęcono na tym portalu już tyle słów, że dałoby się z nich ułożyć przemówienie Fidela Castro w ONZ- ecie w 1960 roku. Z wyśmienitych potraw, przygotowanych przez Basię, Anię, Małgosię, Monikę, Kasię, Dorotę, Gosię oraz Jolę na tegoroczną Wigilię, można by sporządzić a la carte choćby i dla warszawskiej Atelier Amaro. Może kiedyś uda się męskiej części podziękować Wam za to nie słowami, a kulinarnym czynem, atoli nie lękajcie się, podamy także odtrutkę w pakiecie.  

A zatem, nie pozostaje nic innego jak życzyć Wesołych Świąt Bożego Narodzenia wszystkim, którzy coraz liczniej zaglądają na stronę Towarzystwa. Szczególnie gorące życzenia (żeby w drodze nie wystygły) wysyłamy dla tych co nas śledzą z daleka – USA, Niemiec czy W. Brytanii.  Wszystkim, którzy ślą polubienia strony KTR KIGARI przesyłamy świąteczne całuski.

Tekst MS, foto Jola

Życzenia świąteczne

12.12.2021 r.

Trasa wycieczki: Szczegółowego przebiegu wycieczki nie podajemy, bo przecież każdy do Słopca drogę zna. Prowadzić chcieli wszyscy, lecz ten zaszczyt nie mógł przypaść nikomu innemu, tylko Leszkowi. Dystans ok. 30 km, wzięło udział 11 osób.

Ostatnia śliska niedziela postawiła w centrum uwagi problem tarcia. Dlatego pojechałem na zbiórkę głównie z ciekawości, kto się nie bał zmierzyć z jego niedostatkiem. Jedenaścioro uczestników dowiodło, że śliskość to żadna przeszkoda w rowerowym użytkowaniu zimy. Wycieczkę odbyłem wirtualnie, oddając się rozważaniom nad zagadnieniem, które wywołuje ostatnio spore tarcie o politycznej naturze. Rzecz mianowicie dotyczy dyskusji nad formą świątecznych życzeń.

Wydawać by się mogło, że składanie życzeń to prosta sprawa. Wystarczy jednak podzielić włos na dwoje, a uświadamiamy sobie, że sprawa prosta nie jest. Podchodząc do rzeczy analitycznie, zwykle do składania życzeń potrzebny jest powód, czyli okazja, podmiot składajacy życzenia oraz ich adresat. Dobrze jak życzeniom towarzyszą szczere intencje jednak, jak wiemy, to nie jest konieczne. Największy kłopot jest z okazją. Nie ma problemu jeśli adresatem życzeń jest konkretna osoba, bo w tym przypadku okazja jest jasno określona. Gorzej gdy przychodzi złożyć życzenia zróżnicowanej grupie ludzi np. społeczeństwu, zwanego obecnie publicznością. Przykładem są wiszące w Warszawie plakaty z życzeniami: “Każdemu, bez wyjątków, wszystkiego dobrego”, podpis pod życzeniami – Warszawa. Ośnieżone świerczki oraz ludzie na łyżwach śpieszący na wschód mogą sugerować, że to życzenia z okazji zimy, od Warszawy dla ludzkości całego świata. Autorzy tak przestrzegali lakonicznej konwencji plakatu, że nawet nie podali z jakiej okazji składają życzenia. Zatem to “bez wyjątków” też jest zbędne, bo skoro składają “każdemu” to znaczy bez wyjątków. Należy rozumieć, że mieszkańcom tropików również. Swoją drogą składanie życzeń np. Papuasom z okazji zimy wydaje się niemądre, zwłaszcza że nasza zima obchodzi ich tyle co Inuitów upały w Australii. Miały być życzenia, a wyszła za przeproszeniem… kiepska podróba Urbi et Orbi… Niech czytelnicy wybaczą autorowi sarkazm, lecz już się nie chce o tej ideologicznej nowomodzie gadać. Może jednak trzeba ludziom z Warszawskiego Ratusza przypomnieć, że procesy społeczne są jak dojrzewanie sera i nie warto ich na siłę przyspieszać, ponieważ zmieniają się w swoim tempie i bez pomocy ideonawiedzonych. Tak na marginesie – osiem gwiazdek widniejących na plakacie sugeruje, że te życzenia są chyba nie “każdemu”. Cóż – tyleż śmieszno co straszno.

Dlatego my – KTR “KIGARI” – bez owijania w polityczną bawełnę, nie bojąc się nazwać okazji po imieniu, czyli z okazji Świąt Bożego Narodzenia, życzymy Rowerowej Społeczności Kielc, aby rzeczona pasja przysparzała Wam dużo zdrowia i radości życia.

Tekst MS, foto Leszek

Wycieczka barbórkowo-mikołajkowa

5.12.2021 r.

Orientacyjny opis trasy z powodu zamglonych okularów: Kielce – wiata na Stadionie – leśnymi ścieżkami gdzieś w okolicach Białogona, Jaworzni, Szczukowic, następnie chyba przez Pietraszki do Kielc. Dystans ok. 30 km; wycieczkę prowadził Andrzej. Wzięło udział 16 osób.

Pobarbórkowa, a zarazem przedmikołajkowa niedziela trafiła szczęśliwie w dwa okna klimatyczne. Efemeryczny śnieżek prószył jedynie przed i po wycieczce, a delikatny przymrozek ujarzmił na czas wycieczki grząskość piaszczystych leśnych ścieżek. Andrzej sprytnie wykorzystał to zrządzenie losu, marginalizując asfalty.

Chociaż śnieg jeszcze nie zlikwidował tarcia, to i tak udało mi się prasnąć z powodu śliskości. Wyczyn tym większy, że na całej trasie był jedynie niespełna metr oblodzonego chodnika. Sukces zawdzięczam specjalizacji w tej dziedzinie…

Skądinąd praśnięcie to dobry sposób zwrócenia na siebie uwagi, wszakże pod warunkiem, że praśnięty podnosi się z ziemi w optymalnym czasie. Nie można wstawać zbyt dziarsko, bo nikt nie zauważy praśnięcia, ani też leżeć na ziemi zbyt długo, bo wtedy praśnięcie może budzić litość. A chodzi przecież o to, aby się pławić w niczym nie skażonej ludzkiej życzliwości, która z reguły takim zdarzeniom towarzyszy. W szczególnie sprzyjających okolicznościach popularność z tytułu praśnięcia jest tak duża, że można nawet rozdawać autografy. Tym razem jednak moje “pięć minut” zostało przykryte wystawnym przyjęciem imieninowym Basi pod wiatą na Stadionie oraz słodkościami od św. Mikołaja … czyli Doroty w mikołajkowej czapeczce. Później już żadne wydarzenie nie było w stanie zająć znaczącego miejsca w wycieczkowej świadomości…

Tekst MS, foto Jola

Rowerowe fish party

28.11.2021 r.

Trasa wycieczki: Kielce – Bilcza – Kuby Młyny – Marzysz – ognisko na polanie przy drodze wywozowej – Bilcza – Kielce. Wycieczkę prowadził Henio, dystans ok. 30 km. W wycieczce od startu do mety wzięło udział 12 osób. Pogoda sprzyjająca czynnościom 2xJ.

Był czas, gdy lubiliśmy rowerowe wypady do Słopca. Głównie ze względu na znaną atrakcję tego miejsca docenianą szczególnie przez zimowych weteranów rowerowych. Dlatego dobrze się stało, że Henio zaplanował ostatni listopadowy wyjazd właśnie w te okolice. Zapowiadała się wycieczka sentymentalna. Taki nastrój zwykle nam towarzyszy, kiedy odwiedzamy stare kąty.

Życie jednak skorygowało te plany, głównie za sprawą Tomka. Z Jego powodu bowiem wycieczka, podobnie jak poprzednia, miała charakter kulinarny.

Tym razem ze względu na delikatność dorszowo – łososiowych dań, nadzór nad procesem mieszania warząchwią w specjalnym garnku ze stali damasceńskiej powierzyliśmy Sławkowi, który zamieszał już niejeden raz podczas naszych wycieczek… Dla emerytów, co jeszcze dobrze trawią, obok dań typu „cod – salmon”, serwowano wołowinę w zawiesistym sosie, wieprzowe polędwiczki w zielonym curry, czy piekielnie ostre gulasze.

Było smacznie i wesoło w dosłownym znaczeniu oraz pogodnie w wielu wymiarach.

Tekst MS, foto JS

Jeszcze jedna zagadka dla Andrzeja: co może oznaczać tajemniczy skrót w tytule wycieczki – [2xJ]?

Boeuf Stroganow* w onomastycznym sosie

21.11.2021 r.

Kielce – Dąbrowa Koszarka – Masłów Drugi – Marczakowe Doły – Masłów Podklonówka – Mąchocice – Leszczyny Skała – Cedzyna zalew – Kielce. Wycieczkę prowadził Andrzej. Dystans 35km, wzięło udział 14 osób.

Cieszy nieudana próba zakończenia serii wycieczek „Bliżej Natury”. Jej kontynuacja przypomina trochę pewną barcelońską budowlę tworzoną bez końca. Andrzej zwrócił uwagę na zmianę nazw ulic oraz wsi będących na trasie przejazdu. Dobrze zrobił, bo myślałem, że kolejny raz będę pisał o jesiennych pejzażach, które w tych okolicach wprawdzie zasługują na pióro poety, lecz są coraz mniej widoczne. Zasłaniają je bowiem wielkie ponad miarę chałupy przy drodze, które na tle tego krajobrazu wyglądają jak betonowe umocnienia linii Maginota…

Nazwy miejscowości, często kodują jakiś fragment swojej historii. Dlatego bywa, że jadąc na rowerze, zastanawiamy się dlaczego dane miejsce nazywa się tak, jak się nazywa. Zwłaszcza gdy nazwa jest niebanalna, czy śmieszna. Nad miejscowościami o śmiesznych nazwach nie będziemy się pastwić, ponieważ już to kiedyś robiliśmy (por. wycieczka 27.06.2021).

Tym razem przejeżdżaliśmy przez Masłów, więc ciekawość skąd taka nazwa, wydaje się naturalna. Może się kojarzyć z masłem, lecz to jeszcze niczego nie wyjaśnia. Na stronie Samorządowego Portalu Internetowego (SPI) gminy czytamy: „ Nazwa Masłów pojawiła się w 1573 roku. Nazwa gminy Masłów pochodzi ze staropolskiego Masło”. Konia z chomątem temu, kto wie o co chodzi z tym „staropolskim Masło”. Nie mówiąc już o tym, że nazwa gminy nie pochodzi od żadnego „Masło” tylko od nazwy miejscowości Masłów, która jest jej siedzibą. To jest przykład „twórczości historycznej” metodą „kopiuj – wklej”.

Kolejnego rąbka „maślanej” tajemnicy uchyla Lokalna Grupa Działania – Wokół Łysej Góry: „Masłów- po raz pierwszy nazwa pojawiła się w 1573 roku. Pochodzi od staropolskiej nazwy osobowej Masło”. Skoro rzeczone Masło to nazwa osobowa, zatem możemy wnosić, że nazwa miejscowości Masłów pochodzi być może od nazwiska jej założyciela. Lecz to nic pewnego, jako że autorzy tekstów nie podają źródeł. Widać, że onomastyka, czyli nauka o nazwach własnych, nie jest ich szczególną pasją.

Trochę lepiej wygląda „internetowa” geneza nazwy Mąchocice, chociaż i tu panuje zamęt. Według wspomnianego wyżej gminnego SPI nazwa Mąchocice pochodzi od nazwy osobowej Mąchota lub od staropolskiej nazwy osobowej Mach, Macho, ale kto się kryje za tymi „nazwami osobowymi”, SPI nie podaje. Mąchocice – Mąkocice (Mochoczcicze) są jedną z najstarszych wsi w rejonie Gór Świętokrzyskich i powstały przed 1171 rokiem jako uposażenie kolegiaty kieleckiej. Dochody z części wsi szły na jej kapitułę, stąd Mąchocice Kapitulne, a z części na utrzymanie scholastyka – członka kapituły kierującego szkołą parafialną, stąd Mąchocice Scholasteria. Inny wpis SPI gminy sugeruje, że Mąchocice – Scholastyka były własnością scholastyka. Kolejny, że ta część Mąchocic dostarczała dochodów na utrzymanie szkoły parafialnej. Zapewne nietrudno to ustalić analizując dokumenty kościelne, lecz komu by się chciało…

Nam to również nie zaprzątało głowy, zwłaszcza, że pogoda znośna, widoki pięknie rozmazane jesienią, niczym z obrazów Moneta, a na deser boeuf Stroganow w Cedzynie kolejny raz sponsorowany przez Tomka, któremu przy tej okazji bardzo dziękujemy. Bardzo fajna wycieczka, może dlatego jej czas przemknął nam tak szybko, jak Donald Tusk w terenie zabudowanym…**

———————————–

* Najlepszy „bif” a’la Stroganow, lub jak chcą Polacy, Strogonow, jadałem ongiś w leningradzkiej knajpce „Pogribok”. Niedostatek polędwicy wołowej ten Stroganow nadrabiał wyśmienitym sosem z dodatkiem kiszonych ogórków.

**To jest nawiązanie do zwrotu, którego użył, obdarzony poczuciem humoru Cezary Łasiczka, w swojej audycji OFF Czarek.

Tekst MS; mapka Dorota;foto Gosia W.

————————————

Postscriptum

Ponieważ Andrzej podczas poprzedniej wycieczki często nas raczył różnymi zagadkami, przeto i my uraczymy Andrzeja: Stefan Żeromski w swojej noweli „Puszcza Jodłowa” przytacza pojęcie „zburzyszcze”. O jakiej formie geomorfologicznej pisze Żeromski?

Czas na rozwiązanie zagadki do następnej niedzieli. Prawidłową odpowiedź nagrodzimy pochwałą przed frontem naszej kompanii. Fragment tekstu ze słowem o które pytamy, wraz z jego objaśnieniem, zostanie zamieszczony w sprawozdaniu z wycieczki 28.11.2021.

Losy doliny Morawki

14.11.2021r.

Trasa wycieczki: Kielce – Bilcza – Bieleckie Młyny – Morawica zalew – Dolina Morawki – Radomice Gawronki – Brudzów Zalipie – Bielany Lipie – Skrzelczyce – Radomice – Suków – Kielce. Wycieczkę prowadził Andrzej, dystans 50 km. Wzięło udział 15 osób. Zachmurzenie umiarkowane z przejaśnieniami temp. 10 st.C.

Ten wyjazd w zamyśle prowadzącego miał zamknąć cykl wycieczkowy “Bliżej natury”.

Głównym tematem wycieczki był fragment planowanej  obwodnicy Kielc w rejonie Morawicy. Przez jakiś czas udawało się Andrzejowi koncentrować uwagę uczestników na tym problemie. Dopóki nie poprowadził wycieczki od zalewu w Morawicy w kierunku Brudzowa, doliną Morawki. Mała 25 –  kilometrowa rzeczka Morawka niesie tu swe mizerne wody piękną szeroką doliną, by przed ujściem do Czarnej Nidy zasilić jeszcze wspomniany zbiornik w Morawicy. Właśnie m.in. tym fragmentem doliny będzie przebiegać wspomniana obwodnica. Skutki takiej inwestycji dla walorów przyrodniczych tego miejsca łatwo sobie wyobrazić. Trudno się dziwić, że od tej chwili nikt z  wycieczkowiczów już obwodnicy nie lubił. Tym bardziej, że sama rzeczka Morawka traktowana jest w sposób rabunkowy przez właścicieli stawów, którzy korzystając z jej wód tak obniżyli przepływ, że w ub. roku, na odcinku między Lisowem a Morawicą, zupełnie zanikła. Wody Polskie, które z urzędu powinny reagować na tego typu sytuacje, nomen omen umywają ręce… resztkami wody z Morawki.

Andrzej to wytrawny gracz, myślę że tak dobrał tematykę wycieczki, żeby pokazać po raz kolejny jak trudna jest koegzystencja człowieka i przyrody. Paradoksalnie im jesteśmy bliżej natury, tym bardziej sobie uświadamiamy, że jesteśmy od niej coraz dalej…

Wszystko wskazuje na to, że cyklu wycieczek “Bliżej natury” zakończyć nie sposób, dlatego sugerujemy Andrzejowi kontynuację tej udanej serii w wersji jesienno – zimowej.

Tekst MS, foto Jola

Ekopatriotyzm

11.11.2021 r.

Trasa wycieczki upamiętniającej Święto Niepodległości: Kielce – Słowik, dystans ok. 20 km. Wycieczkę prowadził Andrzej, wzięło udział 18 osób.

Jeśli się jedzie na wycieczkę 11 listopada, to nie sposób uniknąć refleksji, które w innym czasie z reguły nie zajmują naszej uwagi. Święto Niepodległości skłania m.in. do dyskusji na temat patriotyzmu. Obecnie patriotyzm ma tyle znaczeń ilu mamy patriotów. Co więcej, ci którzy uważają, że jest passe, też Go jakoś definiują. Współczesna recepcja patriotyzmu zawiera się z grubsza między patosem a trywializmem. Kiedyś patriotyzm był rozumiany jako szacunek, umiłowanie własnej ojczyzny i gotowość do jej obrony. Nie wiedzieć dlaczego wielu uważa, że to określenie nie przystaje do współczesności, a nawet zawiera agresywne konotacje. Niektórzy utożsamiają go wręcz z nacjonalizmem. Inna definicja patriotyzmu jako umiłowania i pielęgnowania narodowej tradycji, kultury czy języka też niedobra, bo rani kosmopolityczne dusze. Ci, którzy szczególnie “odlecieli” sprowadzają patriotyzm do płacenia podatków, wymyślając jednocześnie kreatywną księgowość dzięki której można ich nie płacić… Trzeba przyznać że to swoisty patriotyzm, inaczej mówiąc idiopatriotyzm (od idio – swoisty). Skoro kreatywni księgowi wypreparowali z patriotyzmu słowo ojczyzna (gr. patria) zatem etymologicznie ich idiopariotyzm przekształcił się w … idiopatriotyzm… Tu widać wyraźnie jak czas zmienia znaczenie pojęć, przypisując im niekiedy niedorzeczne desygnaty.

Z patriotyczną praktyką też bywa różnie, bo jeśli już nie patriotyzm, to zwykła przyzwoitość nakazywała urzędnikom polskiej ambasady, aby Janowi Karskiemu zapalić świeczkę na grobie w Dzień Wszystkich Świętych. Niestety, nie chciało się ruszyć „d” rządową limuzyną na cmentarz Mount Olivet pod Waszyngtonem… Jednocześnie flagi rozdawane kielczanom z okazji świąt państwowych idą jak świeże bułeczki. To akt patriotyczny, bo przecież ludzie biorą je ze szlachetnych pobudek.

Żeby być w trendzie a nie przekraczać granicy absurdu, uznaliśmy, że nasza wycieczka będzie miała ekopatriotyczny charakter, gdzie patriotyzm jest pojmowany jako poszanowanie przyrody ojczystej. Zawsze to lepsze od hipokryzyjnego patriotyzmu fiskalnego. Przesłanie ekologicznego patrioty to „podziwiać przyrodę nie szkodząc”. Na dowód, że ekopatriotyzm to nie jakaś fanaberia ostatniego czasu, prezentujemy fragment patriotycznego wiersza Adama Asnyka z 1919 r. pt. „Polska”.

Choć jej granice znajdziesz na mapach,
ale o treści co je wypełnia,
powie ci tylko księżyca pełnia
i mgła nad łąką i liści zapach

Skoro obchody Święta Niepodległości były opatrzone przedrostkiem eko-, zatem prowadzenie wycieczki powierzyliśmy Andrzejowi. Prowadzący wybrał piękne miejsce oraz zainaugurował spotkanie starannie przygotowanym, merytorycznym komentarzem, stosownie do uroczystej okazji.

Odwiedziliśmy słoneczną, leśną polanę nieopodal Słowika jako symboliczną cząstkę naszej Małej Ojczyzny. Zapalone światełko u stóp kapliczki to nasza pamięć o bohaterach. Pieśni patriotyczne przygotowane przez Jolę w muzycznej oprawie Doroty, dzięki chórmistrzowskiemu talentowi Henia, śpiewaliśmy w miarę składnie i uroczyście, jak nakazywała podniosłość chwili.

Atmosfera spotkania jak zwykle ciepła i serdeczna nie tylko dzięki ognisku i słonecznej pogodzie.

Tekst MS; foto Ania

Wycieczka przedświętna

7.11.2021 r.

Trasa wycieczki: Kielce – Grzbiet Szydłówkowski – Wola Kopcowa – Masłów – Dąbrowa – Wiśniówka – Kajetanów Dolny – Dolina Marczakowa – Brzezinki – Ciekoty – przełom Lubrzanki – Mąchocice – Cedzyna – Kielce. Prowadził Leszek. Dystans 50km, wzięło udział 15 osób. Zachmurzenie umiarkowane z przejaśnieniami, temp. ok 8 st. C, 29.8 st. K. Oblicza wycieczkowiczów słoneczne, jedynie podczas pokonywania ruchliwej drogi z Masłowa do Dąbrowy lekko chmurne...

Przymiotnik “przedświętny”, który pojawił się w tytule, robi ostatnio karierę w reklamie. „Przedświętne życzenia” od kilku dni płyną z radiowych reklam. Nie szkodzi, że do tych świąt, które mają na myśli copywriterzy, jest jeszcze dwa miesiące. Ludzie małego talentu sądzą, że skoro święta dobrze się kojarzą, to można je przyklejać w dowolnej porze, do dowolnie głupich tekstów reklamowych. Z podobnych powodów pewna gastronomiczna celebrytka to co robi nazywa sexy kuchnią. Skądinąd seks to częsty powód zachowań kompulsywnych, zatem nie dziwi, że celebrytka chce go uprawiać nawet gotując pomidorową… Zresztą, psychologia natręctw zna jeszcze dziwniejsze przypadki.

My w Towarzystwie słowo “przedświętny” wykorzystaliśmy stosownie do czasu i powodu, czyli jako zapowiedź zbliżającej się wycieczki z okazji Święta Niepodległości. Dlatego Leszek tak opracował trasę, aby zapowiadała myśl przewodnią wycieczkowych obchodów Święta Narodowego w tym roku. O ruchliwym odcinku z Masłowa do Dąbrowy, pozwoliła nam zapomnieć malownicza Dolina Marczakowa czy przełom Lubrzanki. Kto uczestniczył w ostatniej wycieczce Leszka, to wie jakie przesłanie będzie przyświecać następnej wycieczce prowadzonej przez Andrzeja.

Tekst MS, foto Jola