Wigilijne forest party

19.12.2021 r.

Wiata na Stadionie. Wzięło udział 18 osób.

Ktoś powie, po co ta pretensjonalna nazwa Wigilii, rzecz przecież dotyczy spotkania, które w szczególny sposób jest oparte na chrześcijańskiej tradycji. W ścisłym, denotacyjnym znaczeniu słowo “wigilia” oznacza czuwanie przed świętem dnia następnego, w tym przypadku przed dniem  Bożego Narodzenia. Zatem zorganizowana impreza nie była Wigilią sensu stricto jako że miała miejsce kilka dni wcześniej przed tą właściwą. Trudno bowiem czuwać przez sześć dni bez snu oczekując na przyjście Pana. Ponadto nazwa forest party ekskluzywnie wyróżnia nasze spotkanie wśród tych wszystkich przedwigilijnych firmowych spędów. W końcu to wigilia towarzyska, a to zobowiązuje.  Krótko mówiąc – societas oblige. 

Liczna frekwencja, podczas wigilijnego forest party oraz inne momenty świadczą, że aspekt towarzyski dużo znaczy w naszych relacjach. To naturalne, nie jesteśmy przecież pierwszym lepszym rowerowym klubem, gdzie wszyscy pedałują w jakimś zapamiętaniu, nie znając nawet imion jadących obok. U nas fizis i psyche subtelnie się przenikają, dając unikalny efekt radości spontanicznej… Co tu dużo mówić, jacy uczestnicy takie spotkanie, a skoro wszystkie warunki udanej imprezy wypełniliśmy celująco, to i wigilijne forest party było bardzo udane.

Jednak tym razem nie będziemy wdawać się w szczegóły, głównie dlatego, żeby nie utopić miłych wrażeń w powodzi zbędnych słów.  Wypada jednak poświęcić odrobinę uwagi dwu kwestiom, które stanowią creme de la creme wigilijnych spotkań. To oczywiście kolędy oraz potrawy. Jesteśmy w tej korzystnej sytuacji, że przeważnie nie umiemy śpiewać, a zgodnie z zasadą ci którzy nie umieją bardzo “lubieją” to robić. Leszek, którego Pan obdarzył słuchem absolutnym, przy aktywnym udziale Doroty, z każdego składu amatorów potrafiłby stworzyć Harlem Gospel Choir. Jednak w tym roku potencjał kolędowy został niewykorzystany na rzecz zachowań noszących lekkie znamiona radosnego rozpasania. Rekomendujemy, aby tę interesującą formę relacji międzyludzkich rozwijać w przyszłości. Nie zawiodły natomiast kulinarne dokonania naszych dziewczyn, którym poświęcono na tym portalu już tyle słów, że dałoby się z nich ułożyć przemówienie Fidela Castro w ONZ- ecie w 1960 roku. Z wyśmienitych potraw, przygotowanych przez Basię, Anię, Małgosię, Monikę, Kasię, Dorotę, Gosię oraz Jolę na tegoroczną Wigilię, można by sporządzić a la carte choćby i dla warszawskiej Atelier Amaro. Może kiedyś uda się męskiej części podziękować Wam za to nie słowami, a kulinarnym czynem, atoli nie lękajcie się, podamy także odtrutkę w pakiecie.  

A zatem, nie pozostaje nic innego jak życzyć Wesołych Świąt Bożego Narodzenia wszystkim, którzy coraz liczniej zaglądają na stronę Towarzystwa. Szczególnie gorące życzenia (żeby w drodze nie wystygły) wysyłamy dla tych co nas śledzą z daleka – USA, Niemiec czy W. Brytanii.  Wszystkim, którzy ślą polubienia strony KTR KIGARI przesyłamy świąteczne całuski.

Tekst MS, foto Jola

Życzenia świąteczne

12.12.2021 r.

Trasa wycieczki: Szczegółowego przebiegu wycieczki nie podajemy, bo przecież każdy do Słopca drogę zna. Prowadzić chcieli wszyscy, lecz ten zaszczyt nie mógł przypaść nikomu innemu, tylko Leszkowi. Dystans ok. 30 km, wzięło udział 11 osób.

Ostatnia śliska niedziela postawiła w centrum uwagi problem tarcia. Dlatego pojechałem na zbiórkę głównie z ciekawości, kto się nie bał zmierzyć z jego niedostatkiem. Jedenaścioro uczestników dowiodło, że śliskość to żadna przeszkoda w rowerowym użytkowaniu zimy. Wycieczkę odbyłem wirtualnie, oddając się rozważaniom nad zagadnieniem, które wywołuje ostatnio spore tarcie o politycznej naturze. Rzecz mianowicie dotyczy dyskusji nad formą świątecznych życzeń.

Wydawać by się mogło, że składanie życzeń to prosta sprawa. Wystarczy jednak podzielić włos na dwoje, a uświadamiamy sobie, że sprawa prosta nie jest. Podchodząc do rzeczy analitycznie, zwykle do składania życzeń potrzebny jest powód, czyli okazja, podmiot składajacy życzenia oraz ich adresat. Dobrze jak życzeniom towarzyszą szczere intencje jednak, jak wiemy, to nie jest konieczne. Największy kłopot jest z okazją. Nie ma problemu jeśli adresatem życzeń jest konkretna osoba, bo w tym przypadku okazja jest jasno określona. Gorzej gdy przychodzi złożyć życzenia zróżnicowanej grupie ludzi np. społeczeństwu, zwanego obecnie publicznością. Przykładem są wiszące w Warszawie plakaty z życzeniami: “Każdemu, bez wyjątków, wszystkiego dobrego”, podpis pod życzeniami – Warszawa. Ośnieżone świerczki oraz ludzie na łyżwach śpieszący na wschód mogą sugerować, że to życzenia z okazji zimy, od Warszawy dla ludzkości całego świata. Autorzy tak przestrzegali lakonicznej konwencji plakatu, że nawet nie podali z jakiej okazji składają życzenia. Zatem to “bez wyjątków” też jest zbędne, bo skoro składają “każdemu” to znaczy bez wyjątków. Należy rozumieć, że mieszkańcom tropików również. Swoją drogą składanie życzeń np. Papuasom z okazji zimy wydaje się niemądre, zwłaszcza że nasza zima obchodzi ich tyle co Inuitów upały w Australii. Miały być życzenia, a wyszła za przeproszeniem… kiepska podróba Urbi et Orbi… Niech czytelnicy wybaczą autorowi sarkazm, lecz już się nie chce o tej ideologicznej nowomodzie gadać. Może jednak trzeba ludziom z Warszawskiego Ratusza przypomnieć, że procesy społeczne są jak dojrzewanie sera i nie warto ich na siłę przyspieszać, ponieważ zmieniają się w swoim tempie i bez pomocy ideonawiedzonych. Tak na marginesie – osiem gwiazdek widniejących na plakacie sugeruje, że te życzenia są chyba nie “każdemu”. Cóż – tyleż śmieszno co straszno.

Dlatego my – KTR “KIGARI” – bez owijania w polityczną bawełnę, nie bojąc się nazwać okazji po imieniu, czyli z okazji Świąt Bożego Narodzenia, życzymy Rowerowej Społeczności Kielc, aby rzeczona pasja przysparzała Wam dużo zdrowia i radości życia.

Tekst MS, foto Leszek

Wycieczka barbórkowo-mikołajkowa

5.12.2021 r.

Orientacyjny opis trasy z powodu zamglonych okularów: Kielce – wiata na Stadionie – leśnymi ścieżkami gdzieś w okolicach Białogona, Jaworzni, Szczukowic, następnie chyba przez Pietraszki do Kielc. Dystans ok. 30 km; wycieczkę prowadził Andrzej. Wzięło udział 16 osób.

Pobarbórkowa, a zarazem przedmikołajkowa niedziela trafiła szczęśliwie w dwa okna klimatyczne. Efemeryczny śnieżek prószył jedynie przed i po wycieczce, a delikatny przymrozek ujarzmił na czas wycieczki grząskość piaszczystych leśnych ścieżek. Andrzej sprytnie wykorzystał to zrządzenie losu, marginalizując asfalty.

Chociaż śnieg jeszcze nie zlikwidował tarcia, to i tak udało mi się prasnąć z powodu śliskości. Wyczyn tym większy, że na całej trasie był jedynie niespełna metr oblodzonego chodnika. Sukces zawdzięczam specjalizacji w tej dziedzinie…

Skądinąd praśnięcie to dobry sposób zwrócenia na siebie uwagi, wszakże pod warunkiem, że praśnięty podnosi się z ziemi w optymalnym czasie. Nie można wstawać zbyt dziarsko, bo nikt nie zauważy praśnięcia, ani też leżeć na ziemi zbyt długo, bo wtedy praśnięcie może budzić litość. A chodzi przecież o to, aby się pławić w niczym nie skażonej ludzkiej życzliwości, która z reguły takim zdarzeniom towarzyszy. W szczególnie sprzyjających okolicznościach popularność z tytułu praśnięcia jest tak duża, że można nawet rozdawać autografy. Tym razem jednak moje “pięć minut” zostało przykryte wystawnym przyjęciem imieninowym Basi pod wiatą na Stadionie oraz słodkościami od św. Mikołaja … czyli Doroty w mikołajkowej czapeczce. Później już żadne wydarzenie nie było w stanie zająć znaczącego miejsca w wycieczkowej świadomości…

Tekst MS, foto Jola