Czarodziejska Góra Perzowa*

29.08.2021 r.

Trasa wycieczki: Kielce – Białogon – Jaworznia – Piekoszów – Wincentów – Snochowice – Kuźniaki – G. Perzowa – Niedwiedź – Oblęgor – Oblęgorek – Szczukowskie Górki – Kielce. Wycieczkę prowadził Leszek.  Z Kielc wyjechało 21 osób, do celu dotarło 10. Dystans 75 km.

Leszek poproszony o poprowadzenie ostatniej sierpniowej wycieczki, zaproponował Perzową Górę. To miejsce, które może satysfakcjonować z wielu powodów.

Mimo deszczowo – dżdżystej pogody, połowa grupy dotarła do celu, niektórzy byli nawet gotowi podróżować łodzią, lecz stan wody tego dnia był w Piekoszowie wyjątkowo niski.

Słabsi duchem  wybrali bardziej lajtową wersję wycieczki, sfinalizowaną “czakramem Kruszelnickiego”. Swoją drogą ppor. Zbigniew Kruszelnicki, odważny dowódca oddziału dywersyjnego AK, chyba nie byłby szczególnie kontent, że kilkoro wycieczkowych dezerterów schroniło  się w miejscu nazwanym Jego imieniem.

Dobrze się stało, że najwytrwalsi zrealizowali plan. Perzowa Góra, to niezbyt wysokie wzniesienie, nawet jak na świętokrzyskie warunki (395 m. n.p.m.) za to o dość stromych zboczach. Dlatego jest atrakcyjne dla prozdrowotnych piechurów trzeciego wieku, zarówno zwykłych jak również kijkowych, preferujących wchodzenie bez schodów. To bowiem umożliwia im, coraz powszechniej uprawiane, nadwyrężanie stawów przy umiarkowanym wysiłku.

Dla miłośników geologii wprawdzie to nie jest np. dawny kamieniołom Ciosowa z piękną ścianą piaskowca, lecz zaburzenia tektoniczne złóż czerwonych piaskowców triasowych też się tu ciekawie eksponują.

To również świetne miejsce dla amatorów modnych obecnie tzw. “miejsc magicznych”, w czym niewątpliwie pomagają porozrzucane w nieładzie omszone bloki skalne, pozostające w wilgotnym, tajemniczym mroku starej buczyny.

Magii dopełnia osobliwa kapliczka św. Rozalii, wytwór człowieka i przyrody, dobrze “owiana” legendami. Nie wiadomo kiedy i dlaczego powstała, dlatego stanowi atrakcję dla miłośników legend czy ludowych podań, począwszy od głównej o chłopie Perzu oraz innych pomniejszych. Co bardziej kreatywni mogą wymyślać nowe legendy i składać je jako wota w kapliczce.

Będą za to wdzięczni przewodnicy turystyczni, ponieważ ci lubią opowiadać turystom to, czego turyści chcą słuchać, a od dawna wiadomo, że opowiadanie bajek najlepiej skupia naszą uwagę. Abstrahując od powyższego, polityczna rzeczywistość daje wiele dowodów na to, że jednak opowiadanie niestworzonych rzeczy bardziej leży w interesie opowiadających niż słuchaczy…

Niewykluczone, że część z nas potraktowała wycieczkę na Perzową Górę jako pielgrzymkę. Święta Rozalia Sycylijska, patronka kapliczki, jest bowiem, obok św. Rocha, ceniona za wstawiennictwo w sprawach wszelkich epidemii. Św. Rozalia ur. w XII w. ma na tym polu spore sukcesy. Według przekazów, w XVII w., a więc już mocno pośmiertnie, ocaliła Palermo od zarazy.

Góra Perzowa wydaje się być również dobrym miejscem do kontemplacji. Muszę ją polecić mojej znajomej, która po przeczytaniu psychoporad w pewnym fioletowym czasopiśmie, próbuje nawiązać dialog ze swoją intuicją…

Należy wierzyć, że większość z uczestników podczas tego wyjazdu zrealizowała jakiś cel pożyteczny, bo ofertę Perzowa Góra ma bogatą. Dziękujemy Leszkowi, a w imieniu Leszka także tym, którym się wydaje, że jechali bez celu…

Tekst MS; fot. Zbyszek, Dorota, Sławek


*Tytuł sprawozdania zapożyczony od Thomasa Manna z szacunku dla rowerowej pasji noblisty, o której tak wspominał: “Byłem w tych latach tak namiętnym cyklistą, że nie robiłem prawie kroku pieszo i nawet w ulewny deszcz, w kaloszach i lodenowej** pelerynie, jeździłem wszędzie na rowerze. Wnosiłem swój wehikuł do mieszkania na trzecim piętrze, gdzie miał stałe miejsce w kuchni. Przed południem, po pracy, zawsze odwracałem go kołami do góry i czyściłem. (…) W letnie popołudnia jeździłem z książką na kierownicy do lasku w Schleissheim”. (S. koło Monachium – w którym autor “Czarodziejskiej Góry” mieszkał ponad 40 lat – przyp. SM)

Źródło: Szkic autobiograficzny

**Loden – rodzaj tkaniny ze sfilcowanej wełny owczej, często z domieszką alpaki, o właściwościach “oddychających” i przeciwdeszczowych.

Wycieczka na bis

22.08.2021 r.

Trasa wycieczki: Kielce – Mójcza – Kranów – Daleszyce – Niwy – Cisów – Widełki – Niwy – Daleszyce – Słopiec – Borków – Kaczyn – Marzysz – Mójcza – Kielce. Wycieczkę prowadził Henio. Wzięło udział 15 osób, dystans 79 km.

Widać to ulubione miejsce Henia, bo znów nas przywiódł w okolice Cisowa i Widełek.

W małym Cisowie poza kościołem na pagórku, który go szczególnie nie wyróżnia, bo kościoły zwykle stoją na pagórkach, i okolicą, która jest równie piękna jak inne – atrakcji brak. Jednak takie miejsca zdobią nie tylko materialne walory. Dlatego przewodnicy po małych miasteczkach barwią ich historię relacjami typu „tu się z kochanką spotykał…”, „w tym miejscu z konia spadł”, czy „pod tym drzewem odpoczywał…” ktoś sławny i znany, nieważne z jakiego powodu. To dodaje rumieńców miejscu, które na co dzień jest blade jak Dunki pod koniec lutego.

Cisów również ma taki epizod, związany z pobytem Jana Chryzostoma Paska. Autor „Pamiętników” przebywał w Cisowie na „infamicznej kwarantanie” u swego bratanka w 1700 roku. J.Ch. Pasek – szlachcic siedemnastowieczny, utalentowany literacko kronikarz z poczuciem humoru, warchoł, pieniacz i awanturnik, dzielny żołnierz hetmana Czarnieckiego, nagradzany i skazywany na infamię i banicję, słowem człowiek swoich czasów. Kto wie, może w Cisowie napisał „Wydrę”, nad której losem płakałem w dzieciństwie, nienawidząc króla Jana Sobieskiego…

Doskonały obserwator, tak np. pisał o Dunkach wspominając wyprawę pod wodzą Stefana Czarnieckiego do tego kraju: „Lud też tam nadobny: białogłowy gładkie i zbyt białe, stroją się pięknie, ale w drewnianych trzewikach chodzą wieskie i miesckie. Gdy po bruku w mieście idą, to taki uczynią kołat, co nie słychać, kiedy człowiek do człowieka mówi”.

Byłoby nie od rzeczy gdyby cisowianie wbili kołek z tabliczką gdzieś blisko drogi z parkingiem i wyskrobali napis: „W tym miejscu odbywał infamiczną pokutę kronikarz i awanturnik Jan Chryzostom Pasek. Uwaga: miejsce nawiedzone – nocą straszy!„.

Cisów tym razem liznęliśmy jedynie z asfaltowej ścieżki. Natomiast Widełkom pełne uszanowanie. Przejechaliśmy je łagodnym podjazdem, aż do skrzyżowania leśnej drogi wywozowej z asfaltową w kierunku Makoszyna. Jeśli chcemy by pojęcie „piękne położenie” miało jeszcze jakiś sens, to powinno byś zarezerwowane wyłącznie dla takich miejscowości jak Widełki. Oni tu wszyscy w Widełkach powinni wnosić państwu opłatę za piękne widoki za oknem. Chociaż może to niesprawiedliwe, boć przecież mieszkający w miejskich patoosiedlach też mają takie widoki za darmo. Wszak teraz trzeba mieć pecha żeby z własnego balkonu nie widzieć sypialni sąsiadki…

Na deser zostawił Henio dłuuugi łagodny zjazd wspomnianą drogą wywozową w kierunku Niw, zamykając cisowsko – widełkową pętlę. Jadąc tędy wszyscy mieliśmy elektryczne rowery. U progu traktu powitał nas wiekowy dąb trójkonarowy, pozwalając jechać żwirową drogą wśród dorodnych świerków poprzetykanych starą dębiną przechodzącą w bór sosnowy. Szok! Ani śladu leśnych barbarzyńców oraz ich diabelskich harwesterów. To był pierwszy las, który widzieliśmy w tym roku, nie dotknięty wyrębem. Swoją drogą, nikt nie przypuszczał, że okaleczone lasy będą normą, a normalne wyjątkiem…

Dla Henia wielkie podziękowania !

Tekst MS. foto Marek, MS.

Zło wcielone

15.08.2021 r.

Trasa wycieczki: Kielce – Wiśniówka – Kajetanów – Gózd – Jęgrzna – Łączna – Kamionka – Krzyżka – Michniów – Wzdół Rządowy – Bodzentyn – Święta Katarzyna – Wilków – przełom Lubrzanki – Mąchocice – Masłów – Kielce. Część grupy pojechała z Mąchocice do Kielc przez Cedzynę. Wycieczkę zaplanował i prowadził Leszek. Wzięło udział 12 osób. Dystans 80 km.

W Dzień Maryjny realizowaliśmy zamysł Leszka by odwiedzić Mauzoleum Martyrologi Wsi Polskich (MMWP) w Michniowie. Upłynęło bowiem sporo czasu gdy byliśmy tam poprzednio. W takim miejscu jak TO ludowa mądrość, że czas leczy rany, nabiera niejednoznacznego sensu. Czas pewnie łagodził szok, rozpacz i ból towarzyszący świadkom, którzy przeżyli to niemieckie bestialstwo. Jednak po kilkudziesięciu latach recepcja tych aktów zwyrodnialstwa nabiera nowego niemniej destrukcyjnego wymiaru. Zaczynamy bowiem mimowolnie konfrontować to co TU widzimy, ze współczesną wyrafinowaną manipulacją historyczną, hipokryzją, relatywizmem, cynicznym zamazywaniem win itp. To są ewidentne świadectwa złych intencji wpływowych antenatów niemieckich zbrodniarzy. W takich sytuacjach przypominam sobie słowa studentki po wizycie w niemieckim obozie koncentracyjnym na Majdanku. Wie pan, jestem cała zdenerwowana, bo zamiast się skupić na tym co tu widziałam i słyszałam, przez cały czas szukałam słów pogardy dla tych oprawców i nie mogłam znaleźć adekwatnie obraźliwych …

Zaraz za Michniowem skręciliśmy w prawo by żwirową drogą dotrzeć na wzniesienie oferujące widoki warte mozołu włożonego w podjazd. To pozwoliło nieco odreagować przygnębienie po wizycie w MMWP. Następnie karkołomnym zjazdem do Wzdołu Rządowego i dalej spokojnie, równym tempem z przerwą na odpoczynek pod zamkiem i dożynki w Bodzentynie, by dotrzeć do domu już koło piątej…

Tekst: MS. Foto: Dorota, MS.

Czas nas uczy pogody…

8.08.2021 r.

Zgodnie z wcześniejszym planem wycieczkę prowadził Stasiu. Trasa: Kielce – Borków – Komórki – Skrzelczyce – Radomice – Łabędziów – Morawica zalew – Bieleckie Młyny – Bilcza – Kielce Dystans 55 km. Wzięło udział 15 osób.

W ostatnim tygodniu przyroda starała się złagodzić powody do klimatycznego narzekania, oferując trochę deszczu i chłodu. Narzekać na ocieplenie chce każdy: eksperci, politycy, ekolodzy, celebryci, bo z narzekania można wyżyć. Jako że na klimacie wszyscy się znają, stąd w Internecie tłoczno od opinii mądrych i głupich, hipokryzja idzie w parze z polityką, a manipulacja miesza się z prawdą.

My w Towarzystwie przyjmujemy “klimatyczną masę spadkową” z dobrodziejstwem inwentarza z braku alternatywy. Dlatego bierzemy pogodę jak leci, bez utyskiwania na coś na co nie mamy wpływu. Poranną mżawkę powitaliśmy równie życzliwie jak późniejsze słońce, czyli ze stoickim spokojem. Z pewnością Zenon z Kition byłby kontent z takiego zachowania. Orzeźwiającą wilgotność powietrza i ziemi po ostatnich opadach, osuszała nam równie skutecznie jak słońce, ciepła atmosfera wycieczki. Ciepła choć nie nudna, bo kilka wydarzeń zaburzyło leniwą niedzielę. Najpierw jabłecznik Basi oraz Jej beczki z rumem, które wywołały zrozumiały niepokój wśród słodyczożerców z powodu braknie czy nie braknie? Jeszcze się nie skończyła konsumpcja wspomnianych pyszności, jak gruchnęła wieść o uroczystościach związanych ze smarowaniem roweru Rysia, w ramach tzw. procedur inicjacyjnych. Płyn smarujący wyrafinowany, na bazie pestek z egzotycznych owoców, których nazwy trudno wymówić, złamany leśną jagodą, a to wszystko utrwalone wysokiej jakości substancją, bez której ów specjał byłby tylko kompotem… Drobna awaria roweru Ani, która nastąpiła po wspomnianych wydarzeniach, to były swoiste werble przed finałem. A na finał Uzus. Otóż w sposób niekontrolowany utarł się zwyczaj tzw. owocnych podsumowań wycieczek przez prowadzących. Tym razem Stasio przypomniał stare dobre czasy wermutów – szlachetnych trunków, którymi wabiliśmy dziewczyny w latach stosunkowo odległych. Bursztynowy trunek przydał wycieczce trochę nostalgii, wszak wermut to przecież prosecco naszej młodości… Podwójnie honorowym gościem dnia był Boguś – weteran rowerowy, Honorowy Lider i zasłużony sponsor naszego Towarzystwa. Informujemy, że nasz kolega pozytywnie przeszedł ostatnią “wizytację”. Stwierdzamy zatem, że wygląda zdrowo i trzyma się prosto.

Nawiązując do powstałego zwyczaju owocnych podsumowań: jak tak dalej pójdzie, to będziemy prosić o prowadzenie wycieczek wyłącznie zamożnych emerytów, ze świadczeniem powyżej tysiąca, aby mogli sprostać wyzwaniom…

Tekst MS., foto Ania

Lato na północnym zachodzie

1.08.2021 r.

Rowerowy sierpień zainaugurowała Ania wycieczką w rejon Strawczyna. Oprócz wycieczkowych atrakcji, o których Ania niżej wspomina, nie sposób nie odnotować ciekawej stylizacji Doroty, którą zdobi modna w tym sezonie nibykrata ozdobiona feerią pięknych kolorów. Michał z kolei postawił na mozajkowo – kwieciste desenie. To wszystko potwierdza, że w rowerowej modzie idzie nowe… (red.)

W wycieczce, wg wcześniej podanego planu , wzięło udział 14 osób. Zbyszek , jako jedyny pracujący, musiał opuścić nas wcześniej. Na trasie przejazdu był Strawczyn , którego nazwa wg legendy pochodzi z czasów Kazimierza Wielkiego, który lubił polowania. Wioska była bazą wypadową dla niego i dworu gdy przybywał na łowy w okoliczne lasy. Tu miał zapewniony nocleg i strawę. Dlatego wioskę nazwano Strawczyn, od strawę czyń. Staropolskim zwyczajem strawę spożyliśmy w Strawczynie pod wiatą. A w Oblęgorku pod wiatą był Sienkiewicz – praca zbiorowa : Leszek – Ryszard – Dorota. W przyjaznej atmosferze i dobrej pogodzie /pomimo alertów/ dojechaliśmy do Kielc.

Tekst i foto Ania

Wycieczka pasteryzacyjna

25.07.2021 r.

Telegram od Doroty:

Trasa: Kielce-Dąbrowa-Wisniówka-Zagnańsk-Samsonów-Kobylaki-Bobrza STOP  dystans 70 km STOP wzięło udział 15 osób STOP prowadzący Leszek STOP temperatura powietrza 32oC STOP pozdrawiamy serdecznie redakcję STOP do zobaczenia wkrótce STOP

Jak wynika z informacji przesłanych przez Dorotę, uczestnicy wycieczki byli poddawani wstępnej pasteryzacji w temperaturze 32 st. C. Nie mogło być inaczej, wszak to pora robienia przetworów… Mamy nadzieję, że prowadzący wycieczkę wdrożył przewidziane w takich przypadkach procedury schładzające.

Info i foto Dorota