Trochę zimy zimą?

Trasa wycieczki: Kielce park miejski– Kielce Pakosz – Białogon – Szczukowskie Górki – Podzamcze – Piekoszów – Wincentów – Łaziska – Szewce – Zgórsko – Kielce. Dystans 50 km. Wycieczkę prowadził Leszek, wzięło udział 11 osób.

26.01.2020 r.

Miejsce startu było jesienne z lekkim porannym przymrozkiem, lecz na obrazku poniżej, jak widać – biało. Przyjmijmy zatem, że pozamiejska część wycieczki odbyła się w warunkach trochę zimowej zimy, ponieważ ta biel na zdjęciu nie jest śniegiem, a raczej szronem i przypomina śnieg z tych hollywoodzkich filmów bożonarodzeniowych, kręconych przy 90 stopniach Fahrenheita. Niestety autor tekstu, nie brał fizycznego udziału w wycieczce. Natomiast udział duchowy każe przypuszczać, że skoro prowadził Leszek, to planowany dystans, mimo zimowej aury, został przebyty w pogodno – wesołej atmosferze.

Wiadomość podana przez agencję KTR Press – od godz. 10.00 do 10.30 trwała akcja niedzielnej pomocy – Gosia “złapała kapcia”. Dalej bez ekstremalnych zdarzeń.

Pyt. – ciekawe z czego Andrzej się cieszy? Odp. – nareszcie ślisko!

Foto: Gosia. Tekst: M.S.

Od wiaty do wiaty, czyli wycieczka na raty

Trasa wycieczki: Kielce – Bilcza wiata – Kuby Młyny wiata – Marzysz – Kaczyn – Borków wiata – Słopiec – Kranów – Suków – Mójcza – Kielce. Dystans: 43 km. Wycieczkę prowadził Andrzej, wzięło udział 12 osób, w tym cztery kobiety – tzn. że – jako się rzekło – zimy w dalszym ciągu nie ma.

19.01.2020 r.

Wiaty – można je spotkać wszędzie, zwłaszcza w regionach turystycznych. Niektóre okazałe, szczególnie te wybudowane w ostatnich latach, zaimpregnowane “drewnianym botoksem”, opóźniającym starzenie. Istnieją wciąż te pamiętające czasy słusznie minione, których chemią nikt nie traktował, przez co zestarzały się pięknie i gdyby nie przeciekające dachy, mogłyby jeszcze służyć przez lata. Zarówno stare jak i nowe, noszą niekiedy ślady pobytu współczesnych jaskiniowców homine veteris. Ten gatunek bardzo często znaczy swój teren moczem, napisami naskalnymi typu “my tu byli” i tym podobnymi śladami “veterskiej” obecności.

My tym razem korzystaliśmy z wiat w celu planowania wiosenno – letnich wyjazdów Towarzystwa. Uważamy bowiem, że decyzje podejmowane pod dachem mają większą moc sprawczą od tych, które zapadają gdzie indziej. Chociaż trzeba przyznać, że niektóre decyzje podejmowane na łonie przyrody bywają również, nomen omen, brzemienne w skutkach… Wracając jednak do wiat: piękna wiata w Bilczy – tu decyzja odnośnie imprezy w weekend majowy, który od tego sezonu będzie organizowany w innowacyjnej formule “jednoprzymierza”. Znaczy to mniej więcej że, jak to bywa w towarzystwie, sprzymierzamy się głównie sami ze sobą. Z kolei w okazałej wiacie Kuby Młyny, wyposażonej w solidne topolowe stoły, poczyniliśmy ustalenia odnośnie weekendu czerwcowego. Dopiero wiata Green Velo w Borkowie została wykorzystana zgodnie z przeznaczeniem. Tam bowiem nastąpiła konsumpcja przywiezionych zasobów we wszystkich stanach skupienia. Szczególnie uwzględnić należy kulinarną maestrię Doroty, wyrażoną w postaci bigosu o wyrafinowanym smaku, z subtelną nutą cielęciny pieczonej na wolnym, jałowcowym ogniu. Wspomniany bigos, zupa grzybowa Ani, obok smalcu Krzysztofa oraz kaszanki swojskiej bez konserwantów, to kulinarne hiciory Towarzystwa, godne wszystkich gwiazdek Michelina.

Reasumujac: czymże byłby rowerowy świat bez przydrożnych wiat.

Narada I – wiata w Bilczy

Wiata w Borkowie

Foto: J.S. Tekst: M.S.

“Walka” męskiego postu z żeńskim karnawałem

Trasa wycieczki: Kielce – Dąbrowa – Masłów – Cedzyna – Wola Kopcowa – Kielce. Dystans 29 km. Prowadził Andrzej, wzięło udział 21 osób.

12.01.2020 r.

Przyjęliśmy, że jeśli jeżdżą z nami kobiety, to zimy nie ma. Wychodząc z tego założenia, ostatnia wycieczka to pełnia lata, bowiem aż dziewięć dziewcząt dotarło na niedzielne ognisko. To niemal cały zasób żeńskiego stanu, którym dysponuje nasze Towarzystwo. Tym razem wskaźnik “uchłopienia” wynosił jedynie 0,57, przy średniej długookresowej 0,85. Wyraźnie więc widać, że “walka” testosteronu z estrogenem została rozstrzygnięta na korzyść tego ostatniego. Jeśli do tego dodać siłę rażenia żeńskich feromonów oraz kobiecego zespołu Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, który nas odwiedził, to można powiedzieć, że ogniskową zabawę napędzała zdecydowanie femina witae. Było pięknie, bo nic nie jest lepsze na jesienne chłody niż blask kobiecej urody…

Przy ognisku zagrała też Orkiestra

Wszystkie drogi prowadzą do Słopca

Trasa wycieczki: Kielce – leśną drogą wywozową do Marzysza – Kaczyn – Borków – Słopiec- Kranów – drogą rowerową wzdłuż DW 764 do skrzyżowania z drogą przez Mójczę – Mójcza – Kielce. Dystans 42 km. Prowadził Andrzej, wzięło udział 8 osób.

5.01.2020 r.

Ostatnia niedziela zgodnie z prognozą: przyprószony śniegiem ranek poprzedził słoneczne przedpołudnie, które się nieco później zasłoniło chmurami, jakby ze wstydu, że jest słoneczne jesienią. Pogoda wprawdzie jesienna, lecz astronomicznie już zima. Teraz jednak takie czasy, że nawet zwierzęta ignorują fenologiczne reguły. Cóż dopiero współcześni rowerzyści żyjący w marketingowym świecie poliestrów, poliamidów, spandexów, czy innych termoaktywnych cudów. Zresztą, my zimowe niedogodności lekceważymy również dlatego, bo uważamy, że dopóki jeżdżą z nami kobiety to żadnej zimy nie ma. Tym razem niezimową porę uratowała Gosia. Tylko nie wiedzieć dlaczego, znów wylądowaliśmy w Słopcu…

W miejscu przeznaczenia

Tekst i foto: M.S.

Nowy Rok 2020 -rozpoczęcie godne zakończenia

„Bal kaszankowy” – Kielce – Stadion, wzięło udział 20 osób (a w porywach nawet 40!). Dystans: 10 km.

1.01.2020 r.

W czasie ostatniej wycieczki 2019 r. przyroda uczyniła wiele, żebyśmy dobrze podsumowali ubiegłoroczny sezon. No bo co jest potrzebne, jak się wprowadza rower na górę Grabinę, aby popatrzeć na 350 stopni odległego horyzontu? Oczywiście okno pogodowe z wysokim ciśnieniem, które przegoniło przypadłości listopadowej pogody, a bezdeszczowy stratus zasnuł niebo, żeby słońce nie raziło w oczy. Nawet kierownik wycieczki dostał prezent od przyrody. Akurat w ten dzień, jeden stopień poniżej zera lekko zmroził leśne ścieżki Andrzeja, co pozwoliło zaoszczędzić na proszku do prania. Tuż przed Kielcami przyroda pożegnała nas delikatnym śnieżkiem, podkreślając świąteczny czas. Doceniamy ten gest, wiadomo przecież jak trudno o śnieg przy ciśnieniu 1030 hPa. Mając zatem w pamięci finał 2019, postanowiliśmy równie dobrze rozpocząć 2020. W Nowy Rok daleko jechać się nie godzi, bo to dzień imprezowy. Dotarliśmy więc pod stadionową wiatę, na zapowiadany bal kaszankowy. Dobrze, że stoły tam są solidne, bo noworocznych wiktuałów było co niemiara, a szkło też swoje waży. Zaczęło się od dziesięciu osób na rowerowej zbiórce, plus nasza kigarowska Westa – Monika oraz dyspozytor garnka szeroko płytkiego (z uwagi na RODO nie ujawniamy jego danych osobowych), którzy nas oczekiwali na miejscu. Część Towarzystwa przybyła transportem alternatywnym, czyli Ania autobusem, a Małgosia z Jarkiem per pedes. Inna Ania, preferująca bardziej letnie klimaty, swoim przybyciem wzbudziła mój szczególny podziw, nawet gdyby nie przywiozła swojego wyśmienitego piernika. Natomiast trwają prace nad ustaleniem sposobu w jaki dotarł Henio z Grażynką. Dalej to już poszło zgodnie z efektem kuli śnieżnej. Sławek wysłał strumień testosteronu w kierunku gromadki dziewcząt w wieku poborowym wciągając je tym samym w naszą strefę wpływów. Nieco później dołączyli rowerowi znajomi jeżdżący stylem “głowa w dół”. Noworoczne ognisko odwiedził nawet mały chłopczyk polsko – niemiecki, nadając mu międzynarodowy charakter. Jednym słowem impreza była co się zowie, czyli z przytupem.

Noworoczne spotkanie

Tekst M.S., foto J.S.