Silva rerum


20.10.2024 r.

Chyba zbliża się sabat czarownic na Łysej Górze, bo w rakowskich lasach widziano już wiedźmę….


9.09.2024 r.

Nareszcie otwarte!!! Tak długo czekaliśmy……!!


18.05.2024 r.

Okolice Solca Zdroju – kraina rowerowa dla leniwych kontemplatorów

Tytuł jest adekwatny w tym sensie, że w stronę Wisły równo jak na snookerowym stole. Można podziwiać rozległe łęgowe krajobrazy, których już na Kielecczyźnie ze świecą szukać, czy przydrożne kapliczki lub okazałe misternie rzeźbione dębowe krzyże wotywne. Szpalery przydrożnych akacji podczas naszego pobytu już zaczynały dekorować asfalt białym kobiercem, podczas gdy te podkieleckie z trudem odnawiały zmrożone listowie. Na tle akacjowej dominacji, stara kasztanowa aleja przy stopnickiej drodze wydaje się być z innego świata. Wszędzie odczuwa się bliskość wielkiej rzeki, chociaż niełatwo ją dostrzec. O tej porze, wiosennej ciszy akompaniuje miarowe kukanie. Jedynie głos żółtej wilgi, którą już mało kto widział, od czasu do czasu przerywa tę miłą dla ucha monotonię.

Nie omieszkaliśmy odwiedzić sąsiednich miasteczek. Nowy Korczyn ma wszystko co się składa na urok małego miasteczka. Malownicze położenie nieopodal ujścia Nidy, nobliwe zabytki oraz lekko senny klimat z widocznymi przejawami życia. Tego typu przejawów nie wykazuje natomiast pobliska Oleśnica. Podczas naszej bytności spotkaliśmy jedynie żuczka podłych rozmiarów, nieśpiesznie przechodzącego przez ulicę. Chyba wiedział, że ostatni samochód przejechał tędy przedwczoraj… Z kolei w Stopnicy na uroczym zielonym ryneczku widzieliśmy nastolatkę… czytającą książkę ! Natomiast Pacanów taki jakiś nijaki, może poza małym diabełkiem w przygniecionej pozie, który wydaje się patrzeć na piękny kasetonowy sufit miejscowej bazyliki.

Jak się “pokona” na rowerze niespełna 200 km w tydzień, to można wiele zauważyć. Stąd ta galeria pobożnych artefaktów prezentowana poniżej. Widać, że niemal wszystkie kapliczki są odnowione. Renowacja polega głównie na ich pomalowaniu na biało tak starannie, że w wielu przypadkach nie można już odczytać datowania. Niektóre są dodatkowo pięknie przystrojone w odpustowym stylu. Można się zżymać z tego powodu, jednak jest w tej trosce miejscowych ludzi coś wzruszającego…

Galeria wybranych kapliczek ziemi soleckiej : https://photos.app.goo.gl/4AizhEsKyxShRa1w8

Jola, Mietek – Maj 2024.


6.04.2024 r.

Zwiedzanie synagogi w Chęcinach.

W środę 6 marca br. za namową Henia, wziąłem udział w wycieczce pieszej do Chęcin zorganizowanej przez Stowarzyszenie Ziemia Świętokrzyska, głównie w celu zwiedzenia niedawno wyremontowanej synagogi. Wycieczkę prowadził Ryszard Garus – prezes Stowarzyszenia, znany przewodnik świętokrzyski, autor publikacji oraz animator wielu przedsięwzięć turystycznych, który w ub. miesiącu obchodził 50-cio lecie swojej działalności. Cieszę się, że mogłem Go poznać, to człowiek o dużej wiedzy oraz ujmującej osobowości.

Budynek synagogi starannie odrestaurowany, z przedsionkiem, ciekawym kolebkowym sklepieniem głównej sali modlitewnej oraz babińcem na piętrze. Wyposażenie póki co ubogie, składające się z przypadkowych artefaktów. Trudno się dziwić zważywszy na losy tego typu obiektów. Doskonałe miejsce dla organizowania spotkań czy wystaw tematycznych.

Po zwiedzaniu synagogi przeszliśmy grzbietem Góry Zamkowej od cmentarza żydowskiego do zamku, m.in. wspominając z Panem Ryszardem, nasze statystowanie w kręconym tu filmie “Pan Wołodyjowski”. Szkoda że, co zauważyli uczestnicy wycieczki, przy okazji remontu synagogi niejako “w pakiecie” nie zrobiono bezpiecznego zejścia z grani w stronę kirkutu.

Dziękuję Heniowi, że zachęcił mnie do wzięcia udziału w tej wycieczce. Pozwoliłem sobie zaprosić jej uczestników na nasze wyjazdy rowerowe.

M. B. Sobielga


4.03.2024 r.

Pozdrowienia z Chopoka od Ryśka!


19.02.2024

Pozdrowienia od Doroty!!

Serdeczne pozdrowienia z sanatorium w Szczawnicy dla koleżanek i kolegów z KTR „Kigari” śle Dorota


20.11.2023

Pejzaż miasteczkowy z rowerowym sztafażem

Wraz z naszym klubowym kolegą Zbyszkiem Rękasem skorzystaliśmy z zaproszenia na wernisaż wystawy z I Międzynarodowego Pleneru Malarskiego “Szydłów – polskie Carcassonne 2023”, który się odbył w kieleckim WDK 17.11.2023 r. Samozwańcze jury w składzie: Burmistrz Szydłowa, poprzedni Wójt Szydłowa, Zbyszek oraz moja skromna osoba, wybrało najlepsze obrazy Pleneru.  Na zdjęciach: Jurorzy oraz wyróżnione obrazy.

MS.


13.11.2023 r.

Pozdrowienia z Hawany dla wszystkich KTRowców przesyła Ryszard!!!


Cykl fotograficzny: śmieszne, dziwne, ciekawe

Rower dobry do wszystkiego!!!

Fot. Dorota – Zielona Dolina, ogródki w Masłowie


Atrakcji co niemiara!!

Fot. Jola. Zdjęcie zrobione przy ul. Warszawskiej, na wysokości Bocianka


W cyklu “Krótka historia mojego roweru”


Rower mojego dzieciństwa – wspomnienia Henia

Stało się. Po zdaniu do drugiej klasy Szkoły Podstawowej nr 1 im. St. Staszica, w nagrodę za świadectwo z samymi piątkami, otrzymałem od taty rower. Była to młodzieżowa wolnobieżka z bydgoskiego Rometu w czarnym kolorze, na 20 – calowych kołach. Tata zapłacił za niego w czerwcu 1955 roku 960 zł. Było to sporo kasy. Przy ul. Prostej w rejonie szpitala, gdzie wówczas mieszkałem, żadne z dzieci nie miało takiego rowerka. W związku z tym każde wyjście na rower wiązało się z prośbami koleżanek i kolegów w rodzaju “daj się przejechać”. Nie sposób było odmówić, w związku z tym rower był w ciągłym użyciu. Na pierwszą dłuższą wycieczkę (14 km), wybrałem się następnego roku do Słopca. Wycieczki do Słopca, gdzie mieszkała moja babcia, były bardzo częste aż do roku 1959, kiedy przeprowadziliśmy się do nowego mieszkania przy ul. Żelaznej. Jeździłem ulicą Prostą koło Wietrzni, następnie Wojska Polskiego, przez Bukówkę, Suków i Borków (jeszcze nie było zalewu). Droga utwardzona bez asfaltu, pełna dziur i nierówności. Mijałem dużo wozów konnych, a za nielicznymi samochodami unosiły się tumany białego kurzu. Tak więc do babci przyjeżdżałem niczym młynarz. W roku 1957 oraz 1958 wziąłem udział w wyścigach rowerowych dla dzieci, organizowanych przez Słowo Ludu. Wyścigi odbywały się na obecnym Placu Piłsudskiego. W obu lokowałem się w czołówce wygrywając nagrody, z czego byłem bardzo dumny. Wspomnianego roweru używałem do roku 1963. Później miałem już “dorosłe” rowery, lecz ten pierwszy wspominam najmilej. W czasie mojej rowerowej aktywności jeździłem m.in. z ŚKTK “Kigari” aż do jego rozwiązania. Obecnie uczestniczę w niedzielnych wycieczkach z KTR “Kigari”, dzieląc je z turystyką pieszą. W czerwcu 2023 roku minie 68 lat mojej rowerowej pasji. Jestem, jak sądzę, jednym z niewielu kieleckich cyklistów o tak długim rowerowym stażu.

Zapewne to ten pierwszy czarny Romet – bohater mojego rowerowego dzieciństwa – sprawił że miłość do jazdy rowerem pozostała mi do dziś – oby jak najdłużej…

Z rowerowym pozdrowieniem – Henryk Domagała

Od redakcji: sądzimy, że równie ciepłe wspomnienia należą się składakowi, którym Henio przemierzył wiele kilometrów po mieście, lecz to już temat na inne opowiadanie…


Moje rowery – wspomnienia Ani

Fot.1,2 WAGANT

Na pierwszej wycieczce rowerowej z Klubem KIGARI byłam w maju 1979 roku na pożyczonym składaku WIGRY. Były to wycieczki organizowane dla wszystkich chętnych i ogłaszane w prasie. Trasa wiodła przez Masłów- Ciekoty – Leszczyny, a ja prowadząc rower pod górki, przebyłam całą trasę.
Na kolejnych wycieczkach byłam już na kupionym z wielkim trudem, bo w sklepach były pustki, WAGANCIE z Rometu.

Fot. 3,4 – JAGUAR

Kolejnym rowerem był JAGUAR przerobiony na bardziej turystyczny. Na tych rowerach zwiedziłam Region Świętokrzyski zbierając punkty na Kolarską Odznakę Turystyczną. W 1983 r. przyznano mi odznakę KOT w stopniu srebrnym. Potem jeszcze przez kilka lat zbierałam punkty na kolejną odznakę, ale już nie były weryfikowane i zaprzestałam je zbierać bo było to troszkę kłopotliwe.


W 2002 r kupiłam AUTHORA Classic i jeździłam nim przez 12 lat. Na tym rowerze przejechałam nasze Wybrzeże, Podlasie, czeskie Morawy, czesko – saską Szwajcarię. Były to wyjazdy organizowane przez Marka Szymczakowskiego. W tym czasie brałam udział w niektórych Rajdach Trójprzymierza, organizowanych przez zaprzyjaźnione kluby z Kielc, Warszawy i Lublina. Uczestniczyłam też w kilku Centralnych Zlotach Kolarskich inicjowanych przez PTTK. Były to zloty w Zamościu, Giżycku, Witnicy, Krasnobrodzie, Raciborzu. W sumie na AUTHORZE przejechałam 62 tys. km. Kiedy pękła rama AUTHORA kupiłam Meridę i przejechałam na niej 22 tys. km.


Od 2018 roku mam rower GT z hamulcami tarczowymi, który jest moim piątym rowerem. Tym rowerem przejechałam już 40 tys. km i zwiedziłam wiele ciekawych miejsc. Większość przejechanych kilometrów zrobiłam uczestnicząc w wycieczkach organizowanych i prowadzonych przez naszych kolegów z Towarzystwa Rowerowego.
Mam tylko jeden rower i służy mi on również na co dzień do przemieszczania się po mieście.


Wspomnienia Gosi W.

Moim pierwszym rowerem był Orlik, jeździłam na nim od piątego roku życia. Później jako uczennica szkoły średniej jeździłam na rowerze Wigry, potem Traper. Aktualnie posiadam dwa rowery, jest to Author służący do jazdy zimą po śniegu. Został zakupiony 17.06.2005 r. Niestety nie mam zanotowane ile na nim przejechałam kilometrów, ale dość sporo. Aktualnie jeżdżę na rowerze Merida, który kupiłam 08.05.2019 r. Duże zainteresowanie tym rowerem wynika z tego, że ma dwa liczniki, kilka lampek i torebki na narzędzia lub inne potrzebne w podróży rzeczy, które zamontowane są w każdym możliwym miejscu na ramie. Jak do tej pory przejechałam na nim bardzo dużo kilometrów i jest bezawaryjny.

Od redakcji: Oryginalność Meridy dopełniają piękne rowerowe stroje jej właścicielki.


Rowerowe wspomnienia Andrzeja

Pierwszy rower kupiłem w 1964 roku zaraz po maturze. W tym czasie nie było wyboru gdyż, nie licząc rowerów typowo kolarskich Jaguar i Huragan, krajowy przemysł oferował bardzo kiepskiej jakości wyroby. Pozostawały rowery produkcji ZSRR i akurat w tym czasie pojawił się rower produkcji Charkowskich Zakładów Rowerowych o nazwie Sputnik na który rzucili się fani turystyki rowerowej z Kielc. Był to rower typu sportowego z kierownicą typu baranek o jednej tarczy z przodu i trzech przełożeniach z tyłu ale o dużym skoku zębów 16 – 20 – 24 i co ciekawe, zębatki były wymienne i osadzone tak jak współczesne. Piasty były dobrej jakości, nie do zdarcia. W tamtym czasie rower kupiony w sklepie stanowił bazę do dalszych przeróbek. Ja od zawsze miałem skrystalizowaną wizję mojego roweru, miał to być rower uniwersalny na wszystkie warunki drogowe, niezawodny, na dobrych częściach i mogę powiedzieć, że był to rower typu obecnych rowerów górskich. Tyle zamierzchłej przeszłości.

W 1995 roku kupiłem w Krakowie prawdziwy, nowoczesny rower górski Giant ATX 850 EXPERT SERIES. Rama AL 6061, widelec przedni sztywny CroMoly 4130 i pełny osprzęt Shimano STX. Mijały lata, a z nimi tysiące kilometrów, człowiek się zmieniał i rower też. Najpierw przybył  pierwszy widelec amortyzowany, po nim o klasę lepszy drugi, oryginalne obręcze kół  zastąpione zostały nowymi, hamulce i manetki zmiany biegów nowocześniejszymi. Przybył przedni hamulec tarczowy, zmieniła się kierownica. Z pierwotnej wersji roweru pozostała tylko rama i tylna przerzutka. No i oczywiście moja pierwotna wizja roweru: rower na wszystkie drogi, niezawodny, do ciężkiej pracy, a nie na wystawę, czasem zabłocony ale zawsze sprawny technicznie. Roweru mojego nigdy nie dotknęła ręka mechanika w serwisie.


Mój weteran KTM – wspomnienie Mietka

Zakup roweru poprzedziłem stosowną lekturą internetową. Wśród chaosu różnych opinii szczególnie jedno przykazanie wydawało się istotne: “ lepiej kup rower używany na przyzwoitym osprzęcie, niż nowy z marketu”.

Tym sposobem 23 października 2014 roku stałem się właścicielem KTM cross ferara z połowy lat dziewięćdziesiątych, za 60 euro. Poprzedni właściciel, czyli Bert, przejechał na nim kawał Iranu oraz dwie republiki postradzieckie podobno w ekstremalnych warunkach, zarówno terenowych jak i politycznych.  W Internecie jeszcze gdzieś hula opis tej wyprawy, sporządzony przez Berta jakiś czas po tym wyczynie.  Już w chwili zakupu wydawało się, że mój KTM dożywa swoich dni, choć był wyposażony w napęd stx oraz oryginalne japońskie deore. Jednak o dziwo, po 28 latach użytkowania w dalszym ciągu działa bez większych napraw. Przypomina trochę tych zasuszonych staruszków, którzy po osiemdziesiątce funkcjonują podobnie jak 10 lat wcześniej. Wychodzi na to, że z tych 60. euro połowę zapłaciłem za jego chwalebny życiorys, a drugą  za niezawodność, choć ostatnio trochę niedomaga z powodu spadania łańcucha… W sytuacjach gdy mu ten łańcuch spadnie, ubliżam mu wykrzykując: gdyby nie te Irany i Uzbekistany byłbyś stary gracie już zezłomowany!

Na szczęście mój KTM złości nie odwzajemnia i pracuje w dobrej sprawie, penetrując pogranicze powiatów – staszowskiego i kieleckiego a w wolnych chwilach wozi piwo z Rakowa nad Chańczę.

Jola – w oczekiwaniu na rowerowy ideał

Biorąc pod uwagę krótki i mało intensywny staż rowerowy, w mojej “rowerowej karierze” przewinęło się nieproporcjonalnie dużo sprzętu.

Pierwsza była damka Styx zakupiona w niemieckim markecie w 2000 r. z lichym osprzętem na stalowej ramie. Następny Pegasus unisex przyzwoicie wyposażony, na ramie chromo, a trzeci to używana stylowa miejska damka niemieckiej produkcji Junghertz. Te rowery to już przeszłość. Żadnego z nich nie lubiłam na tyle, aby nim jeździć dłużej niż rok, dlatego zmieniły właścicieli. Z kolejnej trójki korzystam obecnie. Jest to niebieska Merida 26” z dobrym osprzętem oraz niezawodny Centurion. Pomimo tych kilku rowerów żadnego z nich nie darzyłam taką atencją jak Andrzej swojego Gianta czy Sławek Ideala. Czekam więc na mój rowerowy ideał. Może nim będzie najnowszy elektryczny nabytek. A może rzecz nie w rowerze tylko w niedostatku rowerowej pasji?


Wspomnienia Sławka

To był przedwojenny rower Ojca. Mój czwarty. Miałem 12 lat. Był ogromny, czarny, niemiecki i nazywał się Ideal. Był tak duży, że na początku siedziałem okrakiem na ramie a czubkami butów ledwo sięgałem pedałów. Był za duży na mnie nawet gdy dorosłem. Ważył grubo ponad 20 kilo. Ojciec opowiadał, że gdy przed wojną rower można było kupić za 120 zł, ten kosztował 300. Niemiecka solidność, techniczne wyrafinowanie. Każde łożysko tego roweru można było nasmarować smarownicą z zewnątrz, bez rozbierania. Wszystko w nim – skórzane siodełko, łańcuch szerszy niż teraz było oryginalne i ważyło swoje. Jeździłem na nim kilka lat    i rosłem. Miałem kolegów, którzy mieli motorowery Komar kupione za suszony kwiat lipy i oni pozwalali mi jeździć za nimi. Oni na Komarach a ja na rowerze, który ważył tyle co ja. Gdy zaczęły się składaki, zdradziłem go. Też mi kupili składaka. Wtedy zauważyłem, że nawet starsze chłopaki zostają z tyłu chociaż jestem od nich dużo mniejszy i chudszy. I tak jest do dziś. To przez to, że na moim Idealu goniłem za Komarami.


16.01.2023

Koty, miejcie się na baczności, bo myszy zatrudniły detektywa!!


13.08.2022 r.

Z pikniku w Lasocinie pozdrowili nas:


10.07.2022 r.

Gosia i Zbyszek pozdrawiają z Giżycka


26.06.2022 r.

Odsłonięcie Ławeczki Bronka Opałki

Dziękujemy Ani oraz Rysiowi, że wzięli udział we wspomnianej uroczystości. Kilka osób z naszego klubu znało Bronka osobiście. Miałem przyjemność poznać Bronka, Marysię i Wojtka jeszcze w studenckich czasach kabaretu “Pod postacią”. Był to bardzo dobry okres w Jego twórczości. Ogromnie żałuję, że z powodu obowiązków nie mogłem być obecny.

M.S., foto Ania.


25.05.2022 r.

Amsterdam w Kielcach

W ramach imprezy „Budzenie Sienkiewki” centrum Kielc ozdabiają kolorowe rowery. Poniżej mała galeria zdjęć przysłanych przez Dorotę:


23.02.2022 r.

Pozdrowienia z Ustronia od Doroty

Ustroń-Zdrój znajduje się w samym sercu Beskidu Śląskiego. Czyste powietrze sprawia, że to doskonałe miejsce na odpoczynek oraz regenerację, na szybki powrót do zdrowia
Ścieżki rowerowe, zwłaszcza wzdłuż Wisły, są super rozwinięte. Niestety wypożyczalnia rowerów o tej porze roku jest nieczynna. Żeby nie wypaść z formy (haha) korzystam z roweru stacjonarnego.

Pozdrawiam koleżanki i kolegów z KTR
Do zobaczenia w marcu
DOROTA

13.01.2022 r.

Piwniczna i okolice

Piwniczna jest trochę przygnieciona renomą swoich sąsiadek: Krynicy oraz Szczawnicy, lecz zyskuje przy bliskim poznaniu. O każdej porze roku ma, w stosunku do wymienionych, niewątpliwy atut – nie ma tu tłoku. Teraz, w czasie między świętami a feriami szczególnie. Trudno spotkać narciarzy, ponieważ w pobliżu jest czynny jeden stok orczykowy Kokuszka – dobrze naśnieżony i prawie nieuczęszczany. Nawet w pobliskiej Wierchomli ruch niewielki. Jedno uzdrowisko, więc kuracjuszy również niewielu. Za to kwater w bród; kto chce szybko zagotować wodę na herbatę, wybiera te wyżej położone, komu się nie śpieszy może mieszkać nad rzeką. Tutejszy szlak rowerowy AquaVelo łączy się z innymi beskidzkimi “velami”, ale rowerzystów też nie widać, choć warunki pogodowe dla rowerów aktualnie bardzo dobre. Górki rzędu tysiąca m n.p.m., a krajobraz (w środku zimy) pstrokaty: drogi czarne, reszta z dnia na dzień coraz bardziej zielona, tylko gdzieniegdzie widać białe wstążki naśnieżanych stoków. Z rzadka jakiś kijkujący kuracjusze nad Popradem, cisza i święty spokój…

Pozdrawiamy – JMS

Piwniczna, pierwsza połowa stycznia 2022.


12.01.2022 r.

Mail od Doroty:

Tym razem 6 osób z KTR postanowiło wykorzystać uroki mroźnej, lecz nieśnieżnej zimy. Udaliśmy się na zamarznięte jeziorko na Wietrzni - glinka w Kielcach. Stan lodu tego dnia był doskonały, można było bezpiecznie ślizgać  się na łyżwach, nie zaliczając  tzw. gleby.... haha.
Dziękuję Andrzejowi W.  za ten sportowy relaks, bo to on pierwszy odkrył to urokliwe miejsce.

Pozdrawiamy redakcję, która odpoczywa od nas (oczko) w górskich terenach 
Pozdrawiamy pozostałą  ekipę KTR.  Do zobaczenia!

23.12.2021 r.

*Zmęczyło go rozdawanie mikołajkowych prezentów?
Zbieraj się Mikołaju bo gwiazdka tuż tuż!!

*Zdjęcie zrobione w Kielcach (Promenada na Solnej)


8.12.2021 r.

Zima go nie zaskoczy!!

Zdjęcie zrobione na warszawskim Mokotowie


12.08.2021 r.

Rowerem do Powsina i Konstancina

Kilka dni w Warszawie wystarczy na rowerowy rekonesans po mieście i okolicach. Nie ma tu sensu omawiać tras rowerowych czy napotykanych atrakcji, ponieważ jak przystało na miasto stołeczne one są wszędzie. Jednak drogę rowerową przez Ursynów, Natolin, Las Kabacki do Powsina i Konstancina lubimy z Jolą szczególnie. Wprawdzie w tym roku zamiast naszej ulubionej tawerny w powsińskim letnisku, tylko buda gdzie podają jedynie kawę… Lecz ten niedostatek można sobie wynagrodzić jazdą przez ogród botaniczny do Konstancina, na bułeczki u Putki. Później nie zaszkodzi schłodzić się nieco przy konstancińskiej tężni i leżąc w rzymskiej pozie pod jednym z parkowych drzew, czytać kryminał pożyczony na Przystanku Książka. SM.


8.08.2021 r.

Fotorelacja z wakacji od Andrzeja W.

Mail od Andrzeja

Informacja krajoznawcza - tereny Pojezierzu Wałeckiego leżą na pograniczu Brandenburgii i Wielkopolski. Jako pogranicze przechodziły z rąk do rąk a do ostatniej wojny należały do Niemiec. Z racji swojego położenia były słabo zaludnione i pokryte ogromnymi kompleksami lasów. W czasie wojny Niemcy stworzyli na linii rzek i jezior linię umocnień, na której do naszych czasów widoczne są linie okopów i liczne bunkry.  Drawieński Park Narodowy obejmuje obszar lasów i jezior w widłach Drawy i Płocicznej. 
Jesteśmy w małej wiosce Załom, 4 km od Człopy, położonej przy trasie Gorzów Wałcz. Załom, to dawna wioska niemiecka położona w środku lasów, przy dużym gospodarstwie rolnym. Fot.5 - malownicze jezioro Szuczarz. Wszystkie jeziora w tej okolicy to polodowcowe jeziora rynnowe powstałe w rynkach subglacjalnych.
I jeszcze ciekawostka (fot. 9) - pająk Błotnik,wielkości małej dłoni, żyjący nad jeziorami, polujący na zwierzęta wodne sfotografowany  nad jeziorem Piaseczno Małe. 

16.07.2021 r.

Mail od Andrzeja K.

Cześć

Na początku lipca w 7-osobowej grupie (Zenon, Staszek, Bogdan, Leszek, Rysiek, Heniek i ja) odbyliśmy wyprawę rowerową po województwie lubuskim. Odwiedziliśmy szereg miast, miasteczek i miejscowości, które niegdyś należały do historycznych terytoriów Śląska, Wielkopolski, Łużyc i właściwej Ziemi Lubuskiej, a obecnie znajdują się na terenie województwa lubuskiego. Trasa przejazdu rowerowego liczyła ponad 600 kilometrów.

 Zdjęcia z przejazdu:
https://photos.app.goo.gl/P8tJ4S7K8emQZygT6

 Pozdrawiam

 Andrzej

15.07.2021 r.

Czyżby? …..

1.07.2021 r.

Info od Andrzeja K.

Część!
 W sobotę (19.06)wybrałem się do Potoku Wielkiego. Stamtąd ruszyłem w stronę Mierzawy, przez którą przepływa rzeka o tej samej nazwie. Doliną tej rzeki dotarłem do Krzcięcic. W tej wsi znajduje się piękny późnogotycki kościół pw. św. Prokopa. Ponieważ było dość wcześnie postanowiłem odbić w stronę Lasu Sielec w pobliżu Wodzisławia. Las Sielec był do końca drugiej wojny światowej w posiadaniu rodziny Lanckorońskich. Ostatnią przedstawicielką rodu była profesor  Karolina Lanckorońska, wybitna historyk sztuki, która w 1994 r. ofiarowała kolekcję dzieł sztuki, zachowaną w pałacu jej ojca w Wiedniu. Stamtąd wróciłem do doliny Mierzawy w Boleścicach. Stąd pojechałem w stronę Jędrzejowa, odwiedzając jeszcze park podworski w Desznie. Wycieczkę rowerową zakończyłem w  Miąsowej. Trasa przejazdu wyniosła 70 km.
Pozdrawiam Andrzej

 Zdjęcia:
https://photos.app.goo.gl/AemHcnTJ4X3pPboh7
     


8.06.2021 r.

Info od Andrzeja:

Dzisiaj, we wtorek (8.06.), wybraliśmy się z Heniem,Piekielnym szlakiem na wycieczkę do rezerwatu skalnego Piekło Dalejowskie koło Skarżyska. Nie było łatwo tam dotrzeć, bo albo drogi leśne w budowie, albo rozjeżdżone przez pojazdy leśne, ale pokonaliśmy wszelkie trudności i wjechaliśmy do piekła przez Piekielną bramę (foto). Dystans wycieczki do Kielc to 50 km. Zachęcam wszystkich do odwiedzenia tego rezerwatu.

12.05.2021 r.

Mail od Andrzeja

Dzisiaj (11.05.2021) z Heniem pojechaliśmy na trasę rowerową Śladami Leszka, wzdłuż kolejki "Ekspres Ponidzia", z Jędrzejowa do Kielc. Piękna trasa długości 60 km (w tym 9 km ścieżką rowerową). Przejazd przez Jędrzejów szybki, nam zajęło to 15 min, o długości ok 2,5 km. Ale tu uwaga, reklamowana ścieżka rowerowa nie posiada żadnych punktów informacyjnych, ani na początku, ani na końcu trasy, więc przed wyruszeniem warto się odpowiednio przygotować. Ale warto się wybrać!


3.05.2021 r.

ROWER – czy na pewno dla rowerzysty?

Foto MS


19.04.2021 r.

Chyba nie zaszkodziłby mały remoncik tak zacnej siedzibie?....

Foto zrobiła JS w Górach Świętokrzyskich


31.03.2021 r.

Poszukiwanie wiosny

Mail od Andrzeja:

Dzisiaj zwiastun wiosny - wawrzynek wilczełyko - pojawił się w lesie. Mała krzewinka o wysokości 0,5 - 1,0 m znamienna tym, że pojawiają się na niej kwiatki przed listkami. Owoce silnie trujące barwy czerwonej. Zachęcam do poszukiwania wiosny w lesie na Stadionie podczas wycieczek rowerowych. Pozdrawiam Andrzej W.😊

Post scriptum:

Popieramy pomysł Andrzeja dot. poszukiwania wiosny! Przysyłajcie foto ze swoich wiosennych obserwacji.

Foto. Andrzej – Wawrzynek wilczełyko

22.03.2021 r.

Cykl fotograficzny: śmieszne, dziwne, ciekawe

Jeszcze jedno covidowe obostrzenie?

Foto wykonał M.S. 21.03.2021. w okolicy Piekoszowa


„U zbiegu Białej i Czarnej Nidy”

28.02.2021 r.

Mail od Andrzeja K. – krótka relacja z wycieczki

Cześć!   Wybrałem się dzisiaj (26.02.) na wycieczkę rowerową. Pierwszą  miejscowością, którą odwiedziłem był Mnichów. Niestety nie udało mi się  obejrzeć wnętrza kościoła pw. św. Szczepana. Dlatego udałem się w  dalszą drogę w stronę Sobkowa przez Mokrsko. W Sobkowie znajdują się  ruiny fortalicji z XVI wieku. Kolejnym przystankiem były Żerniki, gdzie  Biała Nida łączy się z Czarną Nidą. A później poprzez Chęciny wróciłem  do Kielc. PS. A mimo że rower zabytkowy, to udało mi się wyjechać za rogatki miasta.  Pozdrawiam Andrzej

link do foto z wycieczki:  https://photos.app.goo.gl/6WkSjqLQEkCVjeWo9

19.01.2021 r.

Cykl fotograficzny: śmieszne, dziwne, ciekawe

Zdjęcie zrobiła Dorota na ul. Grunwaldzkiej


Zagadka od Doroty. Odpowiedzi przesyłajcie na adres Towarzystwa.

Post scriptum od Redakcji: skoro wszyscy tam zmierzają, to nie może to być nic innego niż nasze ulubione miejsce w Słopcu!!

Inne odpowiedzi:

W punkcie B jest cel podróży, he, he! – Salomoniusz Mądrala.


17.01.2021

Cykl fotograficzny: śmieszne, dziwne, ciekawe

Gra cieni

Widok z okna Biblioteki Politechniki – JS


09.12.2020 r.

Z archiwum Leszka: kamieniołom “Ciosowa”

Działalność człowieka często szpeci krajobraz, ale też bywa, że niektórym miejscom dodaje urody. Tak się również zdarza w Górach Świętokrzyskich. To „stare” góry, w dużej części przykryte zwietrzeliną, która skrywa bogactwo skał, minerałów, skamieniałości czy ciekawą budowę. Kto by np. ujrzał unikalny w skali kraju fałd obalony, gdyby nie eksploatacja wapieni w kamieniołomie Ślichowice. Dlatego dawne odsłonięcia pokopalniane pozwalają uszczknąć nieco geologicznej tajemnicy. Takim przykładem jest również nieczynny kamieniołom Ciosowa. Wysoka, dwudziestometrowa ściana czerwonego piaskowca rzuca się w oczy.

Według powszechnie dostępnych źródeł, to skała osadowa powstała w dolnym triasie. W tym okresie na obszarze dzisiejszej Europy Środkowej dominował suchy, pustynny klimat. Myślę, że tyle wiedzy wystarczy aby przyglądając się odkrywce z bliska, próbować choćby w uproszczeniu opisać procesy, które doprowadziły to miejsce do obecnego stanu.

Wiemy, że skała na którą patrzymy jest osadowa, jest piaskowcem, powstała w klimacie pustynnym oraz ma mniej więcej czerwony kolor. Z bliska widać, że rozkruszona, składa się z dobrze obtoczonych ziarenek piasku. Skoro tworzyła się w warunkach pustynnych, zatem osadzał, czyli gromadził ją wiatr, przemieszczając piasek z miejsca na miejsce (sedymentacja). To spowodowało zaokrąglenie (obtoczenie) ziarenek. Można też zauważyć, że w skale poza ziarnami kwarcu oraz związków żelaza, które zabarwiły go na czerwono, trudno dostrzec jakieś inne skały czy minerały. Pozbawiona jest ponadto śladów flory czy fauny z okresu z którego pochodzi. Staje się zatem jasne, że tym co zlepiło, lub jak kto woli, scementowało  piasek czyniąc z niego piaskowiec, są m.in. wspomniane związki żelaza, głównie tlenki oraz wodorotlenki, przy udziale ciśnienia nadkładu, czyli kolejnych warstw nawiewanego piasku oraz utworów gromadzonych w późniejszych okresach geologicznych. Ponadto, skoro piaskowiec powstawał z ziaren kwarcu nawiewanych w warunkach pustynnych na dużym obszarze, to trudno się w nim doszukiwać skamieniałości, czy obecności innych minerałów, które mogłyby być przyniesione z zewnątrz. Widać również, że piaskowiec jest spękany wzdłuż miej lub bardziej regularnych płaszczyzn. Taka właściwość skały określana jest terminem – cios, stąd nazwa “Ciosowa”.

Spękania piaskowców tumlińskich, które widzimy w odkrywce, powstały m.in. w procesie przekształcania się skały luźnej, czyli piasku w skałę zwięzłą (diageneza), wskutek zmniejszania objętości osadzanego materiału. Wszak jak coś ściśniemy, to zmniejsza objętość – nawet metal, nie mówiąc już o pierzu… Spękania powstawały również później pod wpływem naprężeń w wyniku nacisku nadładu.  W przekroju odkrywki widać poziome lub ukośne warstwy, jaśniejsze oraz ciemniejsze, które świadczą o zróżnicowanych warunkach w procesie osadzania, głównie z uwagi na różną zawartość związków żelaza w skale. Spękania poziome nawiązują często do tych zaburzeń ciągłości osadzania. Ponadto w górnej warstwie odkrywki widać ślady wietrzenia, czyli w tym przypadku mechanicznego rozpadu piaskowca wskutek nagrzewania/ochładzania, zamarzania/odmarzania, czy kruszenia skał przez korzenie drzew. Niestety na jaskinie krasowe nie ma tu co liczyć wszak migrująca w skałach woda kwarcu nie rozpuszcza. Patrząc na odkrywkę jest szansa, żeby jeszcze bardziej rozgrzać szare komórki i spróbować odtworzyć genezę skał  przy założeniu, że nic o nich nie wiemy. To zadanie dla szczególnie dociekliwych. Myślę, że Andrzej zrobi kiedyś z tego sprawdzian….

Pozostaje jeszcze problem, który dla analizowanych procesów chyba nie ma istotnego znaczenia, jednak jest intrygujący, mianowicie dlaczego związki żelaza barwią piaskowiec na rdzawo – czerwony kolor?   Można próbować to wyjaśnić wykorzystując falową teorię światła. Światło padając na utlenione żelazo pochłania najkrótsze fale promieniowania widzialnego, odbierane przez siatkówkę oka jako kolory: niebieski i fioletowy. Zatem docierają do naszego oka jedynie te dłuższe fale odbierane jako “ciepłe” barwy. Możemy brnąć dalej, zastanawiając się dlaczego  światło jest pochłaniane przez substancję w ten a nie inny sposób itd, itd, lecz należy uważać by nie rozbolała nas głowa… Dlatego podczas wycieczek rowerowych, można sobie darować naukową terminologię, dopuszczalne są także uproszczenia, wszystko po to, aby nas nie zniechęcić do stawiania pozornie naiwnych pytań jakie pamiętamy z wieku dziecięcego.*

*Materiały zawarte w “archiwum Leszka” były wyłącznie inspiracją do napisania tego tekstu. M.S.


27.11.2020 r.

Z archiwum Leszka: „Siedem Źródeł

Jadąc rowerem białogońską ulicą Siedmiu Źródeł w kierunku ul. Pietraszki, po prawej stronie, nieopodal Góry Stokowej, widać betonowe obramowanie pierwszego ujęcia wody dla Kielc. Nie wiem czy postawiono już kiedyś pomnik ku chwale wyobraźni i dalekowzroczności, lecz ta betonowa konstrukcja na takie miano zasługuje. Schyłek lat dwudziestych ub. wieku to wszechogarniający kieleckie podwórka i okalające je nędzne oficyny, kloaczny fetor. Wprawdzie, jak twierdził znajomy chłop spod Tarnobrzega, do smrodu można się przyzwyczaić, jednak do bakterii tyfusu czy cholery już trudniej. Dlatego ówczesna decyzja władz miejskich o budowie wodociągu z ujęcia w Białogonie oraz kanalizacji ścisłego centrum, mimo skromnego budżetu, to przejaw zarządzania z użyciem wyobraźni. W roku 1929 wodociąg oddano do użytku, pobierając wodę z najobfitszego źródła. Zbudowano go pod organizacyjno – finansowymi auspicjami amerykańskiej firmy Ulen and Company. Kredyt pokrywający 70% inwestycji, po renegocjacjach został spłacony w 1937 roku z pomocą skarbu państwa. Podobno w rozliczeniu firma zawarła koszty morskiej podróży z Ameryki, żony jej szefa wraz z pieskiem i papugą, co wywołało oburzenie kieleckich rajców. Cóż… jak przychodzi do oddania długu, każdy powód dobry żeby ponarzekać… W 1974 ten sposób poboru wody zastąpiono studniami głębinowymi. Obecnie jest ich 15 i zaspokajają wodne potrzeby miasta w 64%.

Przez lata to ważne dla Kielc miejsce zarastało krzakami i dopiero interwencja przewodnika świętokrzyskiego Jacka Skrzypczaka w Wodociągach spowodowała, że w 2009 roku, na 80-lecie wodociągów uporządkowano teren ujęcia. To dobrze, bo powszechnie wiadomo że najlepszą reklamą firmy i budowania marki jest dbałość o własną historię. M.S.


Cóż jest piękniejszego niż wysokie drzewa?

21.11.2020 r.

W niespodziewanie wolny, słoneczny czwartek postanowiliśmy zobaczyć okazały dąb nieopodal wiaty Murawin, do którego pielgrzymowało już niemal całe Towarzystwo. Otóż nasz bohater ma 510 cm w obwodzie, 162 cm średnicy (pomiar wykonany osobiście na wys. 130cm) i liczy ponad 200 lat*. Jakże tu nie pokłonić się drzewu, które przeżyło lata niewoli, dwie wojny światowe, a obecnie dopiero rozpoczyna swój dorosły żywot. Według ludzkiej miary przekroczył bowiem dopiero dwudziestkę, a więc jest na progu dorosłego życia. Tak też wygląda. Pień dorodny, o wzniosłym pokroju, konary rozłożyste niczym ramiona mocarza, miejscami obłamane, lecz są to rany chwalebne – efekt zmagań z wichrami. Kora zdrowa bez spękań, od północy książkowo omszona, słowem piękne monumentalne drzewo. Po smukłej sylwetce widać, że kiedyś ostro walczył o światło. Trud się opłacił, bo zdominował swoich sąsiadów i teraz spogląda na nich z wysoka spokojny swego losu. Byłby jeszcze spokojniejszy gdyby otrzymał status pomnika przyrody**. Tym bardziej, że spełnia warunki formalne***. Patrząc na Niego mieliśmy nieodparte wrażenie, że jest dużo starszy i pewnie pamięta wszystkie trzy Rzeczpospolite. Może ma już jakieś imię (podobno Józef lub Dąb Powstańców) lecz na nasze Towarzyskie potrzeby proponujemy by nadać mu imię KTR Jędrek, czyli imię naszego Towarzystwa oraz tego, który go dla nas odkrył.

* Stosowana tu metoda pomiaru, podobnie jak inne nieinwazyjne, jest wysoce nieprecyzyjna z uwagi na duże wahania rocznych przyrostów w obwodzie.W tym przypadku wiek obliczono dzieląc obwód przez przeciętny roczny przyrost obwodu tj. 510 cm : 2.5 cm = 204 lata. Tylko metody inwazyjne tj. ścięcie lub przewiercenie pnia dają w miarę miarodajne wyniki.

** Podobno Gmina Daleszyce podjęła uchwałę w tej sprawie w br.

*** Rozporządzenie Ministra Środowiska z dnia 4.12.2017r.

Tekst M.S.; foto Jola

Dwuosobowa wycieczka podmiejsko – podwiejska

7-8.11.2020 r.

Trasa wycieczki: w sobotę – ul. Warszawską do skrzyżowania z Witosa i leśną drogą w kierunku Wiśniówki, następnie na zachód drogą wywozową do Zagnańskiej i dalej przez las do obwodnicy w rejonie stacji kolejowej Kostomłoty. Stamtąd wschodnią stroną obwodnicy, by rozbabraną, błotnistą ulicą Zastawie dojechać do wiat w rejonie Sufragańca. Tam wdrożyliśmy wysokokaloryczne procedury pobytowe, dzięki czemu podjazd pod Gruchawkę to już małe piwo. Wycieczka nie była może specjalnie odkrywcza, za to wróciliśmy ubłoceni po uszy. “Ubłocone” wycieczki mogą być urocze – oczywiście zależy z kim się ubłocimy…

W niedzielę z kolei błota jak na lekarstwo, choć penetrowaliśmy okolice wsi Potok. To tereny śliwkowe, więc wyjazd nie mógł się odbyć bez wizyty w śliwkowej suszarni. Poniżej fotoreminiscencje z wycieczek.

PotokDziękczynna donacja (wg miejscowego przekazu – za ocalenie przed zarazą)

Tekst i foto J.M.S.


Cykl fotograficzny: śmieszne, dziwne, ciekawe

Okazja!!! (dobra lokalizacja – w pobliżu zalewu Chańcza)

Zdjęcie z okolic Potoka-JS


01.11.2020 r

Tandem na dwóch rowerach

Coronawirus niespodziewanie wygospodarował tegoroczną sobotę i niedzielę na rower. Sobotnia wycieczka dwuosobowa miała, zapewne przez przypadek, nieco refleksyjno – pokutny charakter. Mianowicie, droga z Mójczy do Kranowa dostarczyła nam pokuty nie mniejszej niż średniowieczna włosienica, w postaci jazdy po wystających korzeniach, natomiast powód do refleksji widać na zdjęciu. Z kolei nasza wycieczka niedzielna na Cedzynę to już pełny banał. Trudno się dziwić, że najbardziej lubimy to co znamy. Zresztą nawet Immanuel Kant poobiedni spacer całe życie odbywał zawsze tą samą drogą, podobno tylko dwa razy zboczył z trasy, raz by kupić książkę a drugi aby zasięgnąć języka o Rewolucji Francuskiej…

Sosna
Walcząc o słońce na trzy się podzieliła
Niestety zapomniała, że w jedności siła
Dwa konary już uschły, trzeci dogorywa
Bo kto zbyt przebiegły to często obrywa

Tekst M.S. foto Jola

tekst i foto JSM


12.10.2020 r.

Słownik wyrazów oraz wyrażeń klubowych

Towarzystwo Rowerowe, oprócz wielu innych pożytecznych funkcji społecznych, posiada także dokonania lingwistyczne, szczególnie w zakresie słowotwórstwa. Niżej prezentujemy słownik ilustrujący nasz „język korporacyjny”

Asymetria – stan psychofizyczny przed ustabilizowaniem błędnika (por. Stabilizacja błędnika).

Autosponsor – zwolennik donacji endogenicznej (ujęcie eufemistyczne) lub mówiąc wprost sponsorujący sam siebie.

Bal kaszankowy – wielki bal noworoczny KTR “Kigari”.

Bilans zerowy – sytuacja gdy wszyscy rozpoczynający wycieczkę ją zakończyli, zachowując integralność grupy.

Bąbelki na wodzie – opady ciągłe.

Bohater dnia – osoba która doświadczyła w czasie wycieczki szczególnego wydarzenia lub spowodowała takie wydarzenie.

Chochla po przejściach – naczynie kuchenne, częściowo emaliowane, służące do czerpania strawy z garnka szeroko płytkiego (por. Garnek szeroko płytki).

Chodo – jazda – forma przemieszczania się piechoty rowerowej

Covidcross – wycieczka z zachowaniem rygorów pandemicznych.

Coviddance – taniec z zachowaniem wymogów podyktowanych pandemią.

Czakram Kruszelnickiego – szczególne miejsce mocy, oferujące „energetyki” w przystępnych cenach.

Druciarz – rowerzysta osobiście czyniący różnorakie naprawy i usprawnienia w rowerze – termin znany w środowisku rowerowym.

Dum dum – sytuacja gdy coś jest podzielone na więcej części niż by to wynikało z wielkości dzielonego przedmiotu.

Dyspersja pandemiczna – jazda rowerowa w małych grupach z uwagi na obostrzenia związane z covid 19.

Dzień bezdętkowy – wycieczka, podczas której nikt nie złapał gumy.

Flauta rowerowa – przerwa w organizowaniu wycieczek.

Dysonans klimatyczny – dzień o pogodzie nietypowej dla pory roku.

Gadżet lab – miłośnik gadżetów rowerowych.

Garnek szeroko płytki – rodzaj emaliowanego garnka o nieproporcjonalnie dużej średnicy w stosunku do wysokości – służy w KTR do przygotowywania potraw na ognisku.

Główny prowadzący/a/ – tytuł osoby organizującej i prowadzącej wycieczkę w przypadku, gdy ta z jakichś powodów podzieli się na mniejsze grupy.

Green out – dolegliwość polegająca na utracie orientacji orientacji w lesie.

Gościniec – gość – zgodnie z obecnie obowiązującą nowomową – w nawiązaniu do lansowanego słowa „gościnia”

Hermit – osoba preferująca jazdę na rowerze w pojedynkę.

Inspektor – osoba stawiająca się na wycieczkę, bez zamiaru jej kontynuacji

Jazda spontaniczna – ignorowanie zasad ruchu drogowego podczas jazdy rowerem. (termin inspirowany protestami kobiet w czasie pandemii).

Jazda o suchym pysku – jazda bez dostatecznego nawodnienia.

Koronaświrus – rowerzysta ignorujący rygory pandemiczne.

Legginsowa rowerzystka – wzorzec piękna absolutnego typu: kobieta w tańcu, koń w galopie, fregata pod żaglami.

Liściaki – drzewa liściaste.

Lov tour – wycieczka z bliską osobą.

Lustrzany korowód – rodzaj tańca nad brzegiem akwenu.

Łazik marsjański – firma prowadząca działalność pozorowaną, finansowana z grantów.

Miejsce betlejemskie – zajazd, restauracja „Stajnia” w Białogonie, gdzie kończymy wycieczki realizowane w tamtych okolicach.

Miejsce charakterystyczne – sklep spożywczy – w związku z koncentracją placówek handlowych, takie miejsca na wsi są coraz bardziej charakterystyczne, a niedługo będą miały rangę zabytków klasy zero…

Miejska grawitacja – zespół powodów społecznych uniemożliwiających wzięcie udziału w niedzielnej wycieczce rowerowej.

Muza rowerowa – osoba podejmująca aktywność kulturalną w ramach KTR.

Naczynie proszalne – naczynie do produktów, we wszelkich stanach skupienia, oferowanych przez donatorów.

Niedziela palindromowa – wycieczka przypadająca w “imieniny miesiąca”. Szczególny typ takiej wycieczki przypadał w dniu 02.02. 2020.

Obornik na asfalcie – region rolniczy.

Od świtu do zmierzchu – ironicznie o wycieczce długodystansowej.

Od wiaty do wiaty – wycieczka o dominującej przewadze problematyki społecznej nad krajoznawczą.

Ogórki dużosolne – ogórki kiszone (w przeciwieństwie do małosolnych).

Out space – atrakcyjne, rzadko uczęszczane miejsce.

Owocne podsumowanie – podsumowanie wycieczki sponsorowane przez prowadzącego.

Piechota rowerowa – grupa rowerzystów prowadząca rowery

Piechur kijkowy – uprawiający nording walking

Praśnięcie – upadek z roweru.

Przedwieście – okolice wsi (per analogiam wyrazu przedmieście)

Pogoda micelarna – mżawka przy dużym natężeniu smogu.

Port macierzysty – wiata wybrana jako symboliczna siedziba KTR “Kigari”. Taką funkcję pełni wiata „Pod Rybami” w Cedzynie.

Procedury inicjacyjne – działania, którym podlega nowo zakupiony rower podczas wycieczki inaugurującej jego użytkowanie.

Procedury pobytowe – zespół czynności podejmowanych podczas wycieczki, poza jazdą rowerem.

Przyjemność dwubiegunowa – zrzucanie kalorii podczas jazdy na rowerze, na przemian z konsumpcją podczas postoju

Rainy cyclist – deszczowy rowerzysta, czyli osoba, której nie przeszkadza deszcz w czasie jazdy rowerem

Relaks męski – wszelkie aktywności w czasie wycieczki rowerowej, których dobre maniery zabraniają podejmować w obecności kobiet.

Rosół stygnie – nieuzasadniony pośpiech w czasie wycieczki.

Rowerzysta okablowany – rowerzysta podłączony do wielu urządzeń mobilnych

Słowa na niedzielę – program kolejnej wycieczki rowerowej.

Songfire – banan przypiekany na ognisku.

Speech code – język używany w Towarzystwie.

Stabilizacja błędnika – zespół działań mający na celu zapewnienie prawidłowego działania zmysłu równowagi i orientacji podczas jazdy na rowerze.

Styl beauty – rowerowa jazda na luzie, czyli bez pospiechu czy wcześniej wyznaczonego planu.

Styl głowa w dół – jazda rowerem, której celem jest maksymalizacja szybkości oraz pokonywanie długich dystansów.

Styl głowa w górze – jazda rowerem, której celem jest czerpanie przyjemności zarówno z aktywności fizycznej jak i poznawczej.

Symetria – stan psychofizyczny po ustabilizowaniu błędnika (por. Stabilizacja błędnika).

Szarlotkowe dziewczyny – panie z Towarzystwa, obdarzone kulinarnym talentem oraz szczodrością.

Terapia WNK – metoda likwidacji zbędnych kalorii poświątecznych wg sekwencji: wysiłek – nawadnianie – kontemplacja.

Urban out – dolegliwość polegająca na utracie orientacji w mieście.

Urządzenie towarzyskie – przedmiot wspomagający realizację towarzyskich funkcji społecznych mających integracyjny charakter.

Warcholić – wyprzedzać prowadzącego.

Warchoł – rowerzysta niezdyscyplinowany.

Wigilia roratna – wigilia organizowana przez KTR w adwencie, przed wigilią właściwą i podobnie jak roraty celebrowana rano.

Wjazdo – wejście – zdobywanie wzniesienia techniką mieszaną

Wojna dendrologiczna – procesy zmierzające do uzyskania przewagi estetycznej między iglakami i liściakami (podejście antropogeniczne)

Wskaźnik uchłopienia – % udział mężczyzn w stosunku do ogółu uczestników wycieczki.

Wycieczka do Słopca – wycieczka często uczęszczaną trasą.

Wycieczka spontaniczna – wycieczka pozbawiona dobrej organizacji.

Wycieczka truskawkowa – wycieczka, której termin charakteryzuje dojrzewanie typowych warzyw, owoców oraz innych roślin.

Wycieczka ze zmianą daty – wycieczka więcej niż jednodniowa.

Wymiana butli – wymiana pustych butelek na pełne.

Zagapior – osoba powodująca kraksę w wyniku chwilowej nieuwagi.

Zrzędliwa zgoda – stan w którym słychać drobne narzekania, które nie przeszkadzają w kontynuowaniu wycieczki rowerowej.

Wycieczka zimowa – wycieczka z udziałem wyłącznie mężczyzn (zgodnie z zasadą – “jak jadą z nami panie to zimy nie ma”)

Zwiedzaniowstręt – niechęć do zwiedzania obiektów napotykanych w trakcie wycieczki rowerowej.

Opracowanie M.S.


27.08.2020 r.

Ze zbiorów Krzysia

I przyjemne i pożyteczne!!

23.08.2020 r.

Cykl fotograficzny: śmieszne, dziwne, ciekawe

Brakuje tylko dźwigni do startu pionowego…*

*Kierownica Jarka – zdjęcie zrobiła Monika


18.08.2020 r.

Cykl fotograficzny: śmieszne, dziwne, ciekawe

Parking dla rowerzysty-ekwilibrysty?*

*Zdjęcie zrobiła Dorota w Kielcach na Czarnowie


Cykl fotograficzny: śmieszne, dziwne, ciekawe

Moda na upalny sezon?*

*Zdjęcie z warszawskiej plaży nad Wisłą. Foto: Jola.


15.08.2020 r.

Sielsko – anielsko…

Trasa: Życiny- Potok Rządowy – Osówka – Życiny. To jedna z tych krótkich wycieczek, które odbywa się w porze urlopowej, głównie po to aby przełamać leżakową monotonię. Urozmaicenie oczywiście nie powinno być zbyt radykalne zarówno pod względem tempa jak i dystansu. Najlepiej przedwieczorną porą, w miarę po równym i z dużą liczbą nieracjonalnych przystanków. Za wyjątkiem dziury w dętce, właściwie każdy powód jest dobry aby przystanąć: sejmikujące bociany, śliwki w opuszczonym sadzie, piękny mur starej suszarni, mysz przebiegająca drogę, bo przesąd nie mówi czy to pech, czy fart. No i wreszcie ten miły moment, kiedy po zakończeniu wycieczki odbieramy nagrodę w postaci Urquela z lodówki. Bądźmy szczerzy, to nie są wycieczki po zdrowie, czy po jakieś estetyczne doznania, to są wycieczki po alibi…

Tekst i foto: Spółka JMS.


Cykl fotograficzny: śmieszne, dziwne, ciekawe

Otwieramy nowy cykl fotograficzny, w którym będą zamieszczane zdjęcia niecodziennych zjawisk, paradoksalnych okoliczności, dziwnych lub ciekawych obiektów, które wzbudzają uśmiech albo zaskoczenie. Zapraszamy do przesyłania fotek każdego, kto na swojej rowerowej trasie napotka jakieś osobliwe sytuacje.

Po słomie szybciej się nie da??*

*Zdjęcie zrobione w okolicy Bilczy. Foto: Jola.


Linki do filmów

Poniżej znajdują się 2 linki do nagrań z imprezy z 11.06.2020 r. pt. „Sąd nad Epidemią”:

  1. Widowisko „Sąd nad Epidemią” https://drive.google.com/file/d/1SOw5t24ho7P2JIf39Zl0Qxo7bPDn1PRX/view?usp=sharing
  2. Krótka impresja sprzed i po widowisku https://drive.google.com/file/d/14cQ0hVLGAdt3i-nM-si61MC6aZEmZ_n3/view?usp=sharing

Miłego oglądania!


Scenariusz widowiska plenerowego „Sąd nad Epidemią”

Narrator: Zebraliśmy się dzisiaj, żeby osądzić obecną tu Epidemię za jej podłe uczynki, które wyrządziła naszemu Towarzystwu wraz ze swoją zabójczą familią - czyli matką Pandemią, oraz ojcem Coronawirusem - domniemanym agentem chińskiego wywiadu, który ukrywa się pod pseudonimem Covid 19.
Dzisiaj osądzimy córkę, bo na razie tylko ją udało się ująć 30 maja w lasach Daleszyckich, po brawurowej akcji, dowodzonej przez Henia, który tropił ją przez ostatnie miesiące. Nadal trwa, zakrojona na szeroką skalę, operacja unicestwiania Covida oraz jego występnej żony Pandemii. O rezultatach akcji będziemy Was informować na bieżąco.
A teraz nastąpi prezentacja uczestników procesu. Proszę każdego z Państwa o przedstawienie się.
Epidemia
Jestem Epidemia
Mam wrażenie, że się tu znalazłam przez nieporozumienie.
Sędzia
Nazywam sięStefan Przekupny
Jestem sędzią i mimo, że nie jestem dzisiaj w todze,
to będę sądził srodze
i wbrew temu, co o mnie mówią, z uczciwej drogi nie schodzę.
Prokurator
Nazywam się Wojciech Nachalny
Groźny ze mnie prokurator,
choć kiepski orator,
lecz na co mi oracje,
jak wiem, że zawsze mam rację.
Adwokat
Nazywam się Wacław Papuga
Jestem adwokatem z urodzenia i niezależnie od przewinienia
każdą sprawę doprowadzam do przedawnienia.
Przedstawiciel ławy przysięgłych
Nazywam się Remigiusz Zydel
My ławnicy grzejemy ławę w oczekiwaniu przerwy na kawę.
Sekretarka
Nazywam się Leokadia Szparka
Pracowałam w lodziarni na warszawskiej Ochocie,
więc potrzeby szefa odgaduję w locie.
Kat
Nazywam się Jan Oprawca
Jestem synem krawca
co przeważnie poszerza, podłuża lub igłą zawraca
Ja natomiast obcinam i ewentualnie skracam.

Przebieg procesu:

Narrator: A teraz proszę o rozpoczęcie rozprawy oraz procesu sądowego

Sekretarka:
Rozprawa z powództwa Towarzystwa Rowerowego przeciw pozwanej Epidemii, córki Koronawirusa i Pandemii, z domu Zaraza. Proces prowadzi sędzia - Stefan Przekupny.

Sędzia:
Czy oskarżona Epidemia przyznaje się do winy?

Oskarżona:
Jestem niewinną panienką, dowody niewinności trzymam pod sukienką.

Narrator:
Proszę o przemówienia stron

Ptokurator:
Oskarżam obecną tu obywatelkę Epidemię o to, że
w czasie od 15 marca do 30 maja naraziła na utratę swobody, wielu przyjemności i zdrowia psychicznego rowerzystki i rowerzystów z Towarzystwa Rowerowego KIGARI, w ten sposób, że:
- przez długotrwałą izolację, kilku rowerzystów popadło w pandemiczną hibernację,
- inni przed swobody brakiem, nie raz przed policją kryli się za krzakiem,
- maseczki też wprowadziły duże zamieszanie, nie tylko utrudniły zwykłe oddychanie
lecz przede  wszystkim, rowerzystki były  nie do rozróżnienia,  a to dla kobiety jest nie do zniesienia,
- pewien rowerzysta podczas izolacji miał aż trzy ataki ciężkiej desperacji,
- koleżanka rowerzysty, będąc w kwarantannie, na ból głowy i nudę narzekała bezustannie,
- na skutek zachowania należytej odległości, wielu rowerzystom zabrakło... zwykłej z życia radości.

A co najważniejsze - Epidemia przez okres swego panowania, zniszczyła nasze niedzielne spotkania!

Wysoki Sądzie tego typu przypadki mógłbym jeszcze mnożyć
lecz zmęczony Pandemią muszę się położyć.

Adwokat
Wysoki Sądzie, powiem krótko mową płynną, oskarżona Epidemia jest osobą niewinną.
- Mam na to wielu świadków, że dzięki Epidemii było znacznie mniej drogowych wypadków,
- Łatwo również udowodnić, że siedząc w domu trudniej się odwodnić,
- Noszenie maseczek niezależnie od pogody, skrywa wszelkie defekty urody,
- Domowa izolacja to najlepsza rekreacja, bezkarnie sobie piwko pijesz i wiesz, że żyjesz!
- Ponadto, lepiej siedząc w fotelu, pandemicznie kichnąć, niż na rowerze nogę sobie zwichnąć,
- A poza tym, trzymanie dystansu źle wpływa na rozwój romansów!

Mógłbym tak bez końca dobrodziejstwa Epidemii mnożyć,
lecz wypiłem za dużo i muszę się położyć.

Przedstawiciel ławy przysięgłych
My ławnicy siedzimy z boku
i jak zwykle, nie możemy uzgodnić wyroku.
Przyszedł nam do głowy wyrok salomonowy, 
więc chcemy go obwieścić
można Oskarżoną uwolnić lub można zbezcześcić!

Narrator
Proszę Wysoki Sąd o wydanie wyroku

Sędzia
Po wysłuchaniu stron postanawiam: 
Epidemię należy unieszkodliwić
i osikowym kołkiem do czarnej ziemi przybić.
Bo jak jej zrobimy takiego psikusa
to przestanie wreszcie roznosić wirusa.

Jestem Sędzią Wszechmocnym
Tak więc wyrok jest prawomocny!

Prokurator
Oddaję więc Epidemię w ręce kata vel killera
A ja idę zaraz do fryzjera,
bo przez te lockdowny zarosłem jak cholera!

Kat
Teraz Epidemię mocno wezmę za szyję
I zgodnie z wyrokiem na pal ją nabiję
Z wyrokiem na skazanej uporam się szybko
Bo mam już ochotę na zimne z pianą piwko.

Kat czyni swą powinność a zgromadzeni śpiewają:

Na epidemii pożegnanie
Hip hip hura, hip hip hura, hip hip hura
Bo nadszedł czas na odmrażanie
Ciekawych tras i wspólnych jazd, już nadszedł czas     [X 3]


                           K o n i e c
Scenariusz i reżyseria Jola

Konkurs na spostrzegawczość!

Poniżej znajduje się 6 fotografii z różnymi obiektami z terenu Kielc i okolicy. W niektórych miejscach byliśmy lub mijaliśmy je wielokrotnie w czasie niedzielnych wycieczek KTR. Inne są po prostu niepospolitymi elementami naszego miasta.

Gdzie znajdują się przedstawione na foto obiekty?

Odpowiedzi przesyłajcie do dnia 5.06.2020 r. na adres KTR towarzystworowerowe@gmail.com Foto: Jola.

Dla pierwszej osoby, która przyśle wszystkie poprawne odpowiedzi przewidziana jest nagroda-niespodzianka!


W zasięgu biało – czerwonego patriota*

3.05.2020 r.

Tym razem na Gruchawkę, właściwie z jednego powodu. Chciałem popatrzeć na panoramę miasta z pagórka tuż za ciepłownią. Nadzieja na piękny widok pchała mój rower pod znaczną stromiznę. Niestety najlepszy punkt widokowy zagospodarowała już pani z kocykiem i laptopem, dla której kontemplacja krajobrazu chyba nie była priorytetem, ponieważ to co chciałem podziwiać miała za plecami. Zrozumiałem, że przyjechała po chwilę samotności i potrzebuje jej jak kania dżdżu. Byłbym barbarzyńcą gdybym ją tego pozbawił. Ruszyłem zatem nieśpiesznie, żegnany tym rodzajem wdzięczności z jaką się żegna intruzów. Na końcu pagórka cypelek, który jak ulał spełniał moje widokowe potrzeby. Też zajęty, tym razem przez mamę i dwie energetyczne dziewczynki. Widać że świeżo wyzwolone z pandemicznego aresztu. Pozostało zatem zjechać drogą z płyt betonowych wzdłuż lasu aż do Sufragańca. Tu dołączyłem do dwu pań stojących bezradnie z wózkami przed szlabanem, na drodze do miejsca z wiatami. Nawiasem mówiąc, jak trzeba być głupim, żeby zagradzać drogę do miejsca wypoczynku. Po sforsowaniu barier – leśną ścieżką, następnie drogą technologiczną wzdłuż S7 do ul. Zastawie. Przy tej ulicy po prawej w kierunku miasta, wiata. Ta nie była zajęta. Nie zważając na śmieci wokół, “rozbiłem obóz” żeby zjeść ulubiony batonik popijając niezdrowym napojem. Swoją drogą co trzeba mieć w prawej półkuli mózgowej (zwykle ludzie mają tam wyobraźnię) żeby w tak uczęszczanym miejscu postawić dwa mikroskopijne pojemniki na śmieci jeśli się wie, że będą opróżniane raz w roku. Dwie dziewczyny z pieskami próbowały mi odbić zawłaszczone terytorium. Odparłem atak ostentacyjnym, pandemicznym kichaniem, co pieski odebrały jako mowę w ich języku, jazgocząc niemiłosiernie. Nieco później ustępując pola dzielnym terierom, ruszyłem w kierunku miasta. Wycieczka w dniach, w których wiele się mówi o barwach narodowych, wokół biało – czerwonego komina była w sam raz.

*PS. Warszawiacy biało – czerwone słupki stojące przy ulicach nazywają “patriotkami” stąd wielki słup komina kieleckiej ciepłowni nazwałem “patriotem.”

M.S.


A miało być Ponidzie……

3.05.2020.

Nieliczna grupa Towarzystwa Rowerowego tj. 5 osób, wzięła udział w rowerowym wypadzie w nieznane... Oczywiście w tym dniu towarzyszył nam akcent patriotyczny, co widać ma fotce. Serdecznie pozdrawiamy pozostałą część ekipy.  Do zobaczenia - Dorota

Coś na dobry humor od Doroty!


Pozdrowienia i fotki od KTRowców

28.04.2020 r.

Od Moniki i Sławka

Władza powoli spuszcza nas ze smyczy, więc korzystamy z wolności. W niedzielę w małym zgromadzeniu, zamaskowani oraz z zachowaniem dystansu spędziliśmy miło czas.. Mamy nadzieję, że za tydzień mniej lub bardziej przypadkiem spotkamy się na trasie w większym gronie.
Monika i Sławek

i od Doroty

Na rowerze bez ekipy to już nie te same tripy… pozdrowienia Dorota

Od Redakcji: Dorota pewnie odmierza czas do wspólnej wycieczki KTR ….

a na koniec ….

Pozdrowienia z wycieczki po okolicy - Jola
P.S. Tym razem wycieczka była "solo", więc z braku fotografa, na zdjęciu zamiast oryginału, odbicie w szklanej witrynie.  

Oprac. JS


Wycieczka kontemplacyjna

25.04.2020 r.

Ostatnio przejechaliśmy znaną trasę – drogą wywozową w kierunku Marzysza, przez Kuby Młyny i Bilczę. Tempo wycieczki niezbyt zawrotne, stosownie do stylu “głowa w górze”. Kilka reminiscencji poniżej.

Spółka JMS


Osobno ale jednak…

22.04.2020 r.

Prosimy, przysyłajcie fotki i krótkie informacje o swoich wyjazdach rowerowych. Odkąd przepisy na to pozwalają, to wprawdzie w okrojonym składzie, ale jednak jeździmy. Niech to będzie świadectwo, że mimo wszystko duch rowerowy w naszym Towarzystwie jeszcze się plącze…

Redakcja


Polowanie na witaminę D

22.04.2020 r.

Nasza rzeczywistość przypomina trochę cyklistę kręcącego rowerowym kołem, do którego przykleiły się prawidłowości współczesnego świata; udoskonalaj – wytwarzaj – kupuj – wyrzucaj i tak w kółko, tylko coraz szybciej i szybciej. Jeśli takiemu “rowerzyście” jakiś wredny wirus wsadzi kij w szprychy, to skutkiem jest wszechogarniający deficyt. Deficyt dla człowieka, który konsumpcję uczynił istotą swojej egzystencji, jest rzeczą straszną. Na szczęście są jeszcze na świecie zasoby nieograniczone, chociażby słoneczne, z których korzystaliśmy w środę podczas rowerowej wycieczki do Cedzyny. Witaminy D ile kto udźwignie – za darmo!

W witaminowej kąpieli

Tekst M.S. a foto J.S.


Myśl dnia

20.04.2020 r.

Obrazek od Doroty – ku pokrzepieniu!


12.04.2020 r.

Poniżej życzenia i obrazek od Doroty przesłane drogą mailową :

Dla Towarzystwa Rowerowego "Kigari"zdrowego Alleluja
- pozdrawia Dorota

Ze zbiorów Krzysia

Sponsorem tej drogi rowerowej jest lokalny dentysta!?


Bestiariusz – lektura na czas epidemii (3)

09.04.2020 r.

Piła stanowi dość upiorne połączenie narzędzia drwalskiego i leśnej zmory. Jako taka pozostaje ciekawą syntezą świata prymitywnej techniki i nadprzyrodzonego świata ludowej demonologii. Nie dziwi więc, że naturalnym środowiskiem Piły jest las, a źródłem cokolwiek makabrycznej rozkoszy – zęby: „Zazgrzytała od rozkoszy, naostrzyła zęby./»Idę w miłość, jak chadzałam na leśne wyręby!«”. W takich to przyjemnych okolicznościach przyrody dochodzi do miłosnego zbliżenia Piły z nieświadomym niebezpieczeństwa parobczakiem. Jak się można domyślić, spotkanie pozostawi chłopaka nie całkiem sobą, a z pewnością – nie całym sobą. „Poznał chłopiec, czym w uścisku jest stal, gdy pokocha!” Jak przystało na krwawy horror, rozkawałkowane fragmenty ciała parobczaka długo jeszcze podrygiwać będą w okolicznych lasach i na gościńcach, ożywiając już i tak wystarczająco barwny krajobraz.*

Poszarpała go pieszczotą na nierówne części:
„Niech
wam, moje wy drobiażdżki, w śmierci się poszczęści!”.

*Gliński Mikołaj. Bestiariusz Leśmiana. Przekrój 2017, nr 4, s. 137


Uwaga na Rusałkę Sośnicę!

Spotkaliśmy to paskudne stworzenie nieopodal drogi Kielce – Staszów, 300 m za rondem daleszyckim, po prawej stronie.

Zwykle siedzi na sośnie i patrzy jak las rośnie
Jak spotka ładnego grzybiarza, to się przed nim obnaża
Jeśli młodzieniec na gołe wdzięki nie zważa,
To Sośnica myśli, że ten ją obraża
A wtedy pożera biednego grzybiarza…

No cóż, wiosną grzybiarz - raczej rzadkie zdarzenie
Tak więc Sośnica przy drodze zapuściła korzenie
I czeka.....
Przeto: rowerzyści, kierowcy i piesi!
Uważajcie na wdzięki tej sosnowej oblesi!

PS. Chcemy Was ostrzec, bo ponoć, samych rowerzystów, Sośnica pożarła już około… trzystu!

Tekst i foto: MS i JS


Koronanieustraszeni

Tym razem mail od Moniki i Sławka

Sprawozdanie nadzwyczajnej delegacji Towarzystwa Rowerowego KIGARI z wycieczki odbytej w celu realizacji zadań statutowych.
Uczestnicy Sławek i Monika
Trasa: Kielce – Piekoszów- Brynica - Bugaj – Porzecze – Oblęgorek - Niedźwiedź - Hucisko - Snochowice - Korczyn - Wincentów - Piekoszów - Jaworznia - Białogon - Kielce. Długość trasy 65 km
Póki jeszcze możemy, korzystamy maksymalnie. Dbamy o kondycję i wzmacniamy odporność. Na trasie żywej duszy, więc wirus nam nie straszny.  Pogoda nadzwyczajna. Szkoda, że Was z nami nie było. Wiemy że nam zazdrościcie, ale przez wzgląd na zarazę jechać mogła tylko delegacja. Do zobaczenia na trasie.
Z rowerowym pozdrowieniem Sławek i Monika


Rozwiązanie zagadki

Zagadkę „Raz, dwa, trzy – szukaj Ty” z felietonu “Tandemem na dwóch rowerach” pierwsza rozwiązała Dorota. Gratulujemy, nagrodę wręczymy osobiście jak tylko wirus pozwoli.

Redakcja


Pandemiczna opcja wycieczki*

*Humor przysłała Dorota


Typy niepokorne

Wiosna, wprawdzie ciut zmrożona epidemicznym strachem, ale jednak przyszła. Tegoroczny rowerowy debiut wiosenny, mimo wszelkich przeciwności, również się odbył. Wiemy to dzięki Dorocie, której maila, wraz fotografią prezentujemy poniżej. Na fotografii żółty wiosenny ptaszek, który by nie zwrócił szczególnej uwagi, gdyby nie spoczywał na pięknej szyi w równie pięknym otoczeniu… M.S.

Mail od Doroty: pierwsza wiosenna wycieczka w obliczu pandemii… Ps. Wszelkie środki ostrożności należycie zachowane…😉 Trasa: Kielce-Białogon-Zalesie-Szewce-Rykocin-Wincentów-Piekoszów-Białogon-Kielce. Udział wzięły 3 typy niepokorne: DOROTA,KRZYSZTOF,LESZEK (PROWADZĄCY). Zaliczono około 45 km przy temperaturze minus 3st.C*

Autoportret z ptaszkiem

*Tytuł, tekst maila i foto – Dorota


Bestiariusz – lektura na czas epidemii (2)

Dziwożona nie ma zbyt wiele wspólnego z owymi okropnymi demonami kobiecymi znanymi ze słowiańskiego folkloru. Brzydkie, dzikie i owłosione stworzenia słynęły z okrucieństwa i skłonności do podmieniania ludzkich dzieci. Leśmianowska Dziwożona jest drobna i wiotka (pojmana, łatwo zmieści się w worku), przy czym jej ciało opisane jest jako jędrne i biodrzyste. Zamieszkuje w dziupli dębu, a jej najbardziej charakterystyczną cechą są grube, mięsiste usta – to ich pocałunku tak bardzo pragną Jednoręki, Kulawy i Podlasiak. Trudno powiedzieć, na ile zmysłowe usta Dziwożony to cecha wrodzona, a na ile nabyta: rusałka oddaje się bowiem dość niezwykłej oralnej fiksacji, jaką jest wyjadanie miodu z rozmaitych dziupli – przez co jej pokąsane przez komary wargi są permanentnie nabrzmiałe.

Zbyt wielkie, rzęsami kosmato najeżone oczy i zbyt purpurowe, i wypukłe, jak zaraźliwy ponętny liszaj, wargi zdawały się z nieznośnym mozołem mieścić w utulnie szczupłym owalu ogorzałej twarzy.*

*Gliński Mikołaj. Bestiariusz Leśmiana. Przekrój 2017, nr 4, s. 37


Wycieczkowy remanent kwartalny

Może ten tekst jest nieco przynudzający, jednak można nim rozruszać szare komórki, nieco zgnębione epidemiczną sytuacją.

Już dwa kwartały rowerowego istnienia Towarzystwa przeszły do historii. Warto zatem dokonać porównania obydwu, tzn. ostatniego kwartału 2019 r. z pierwszym kwartałem 2020 r. Porównania dokonano według następujących kryteriów:

  • liczba wycieczek rowerowych w roku 2019 oraz w 2020, wynosi odpowiednio: 11 oraz 12, zatem 12 – 11 = 1 : 11 = 0.09 x 100, czyli nastąpił wzrost o 9,1%
  • liczba osób biorących udział w wycieczkach w roku 2019 oraz w 2020, wynosi odpowiednio: 85 oraz 171 – wzrost o 101%
  • liczba przejechanych kilometrów w roku 2019 oraz w 2020, wynosi odpowiednio: 251 oraz 514 – wzrost o 104%
  • liczba osób przypadających na jedną wycieczkę w roku 2019 oraz w 2020, wynosi odpowiednio: 8 oraz 14 – wzrost o 75%
  • liczba kilometrów przypadających na jedną wycieczkę w roku 2019 oraz w 2020, wynosi odpowiednio: 23 oraz 43 – wzrost o 87%

Poddano analizie intensywność użytkowania przestrzeni na poszczegónych kierunkach oznaczonych na ryc. 1. NE – pole A, SE – pole B, SW – pole C, NW – pole D. Miarą intensywności użytkowania przestrzeni na poszczególnych kierunkach jest suma przejazdów rowerowych przez miejscowości zlokalizowane w danym polu, w IV kwartale 2019 r. oraz I kwartale 2020 r.

  • suma przejazdów ogółem w okresach 2019 oraz 2020, wynosi odpowiednio: 61 oraz 87, czyli nastąpił wzrost intensywności użytkowania przestrzeni mierzony liczbą przejazdów o 43%
  • dominującym kierunkiem przejazdów w roku 2020 podobnie jak w 2019 jest SE, czyli południowy wschód.
  • stopień koncentracji przejazdów rowerowych według kierunków (S) przyjmuje wartości od 0 do 1, gdzie 0 – jednakowa liczba przejazdów w każdym kierunku, 1 – wszystkie przejazdy skoncentrowane na jednym kierunku. Stopień koncentracji przejazdów w roku 2019 wynosił 0.45, natomiast w roku 2020 wynosił 0,32, zatem 0,45 – 0.32 = 0. 13 : 0.45 = 0.29 x 100, czyli nastąpił spadek koncentracji przejazdów w analizowanym okresie o 29%

Porównajmy następnie intensywność przejazdów rowerowych w IV kwartale 2019 r., oraz w I kwartale 2020 r. na kierunkach: NE (północny wschód), NW (północny zachód), SE (południowy wschód) SW (południowy zachód), według ilości przejazdów przez miejscowości zlokalizowane na poszczególnych kierunkach.

Dane:

IV kwartał 2019 r. NE – 5 przejazdów, co stanowi 8% z 61 ogółu przejazdów na wszystkich kierunkach, czyli: 5 : 61 = 0.08 x 100 = 8%

Na pozostałych kierunkach odpowiednio:

  • SE – 36 przejazdów, czyli 59%
  • SW – 17 przejazdów, czyli 28%
  • NW – 3 przejazdy, czyli 5%

I kwartał 2020 r. NE – 21 przejazdów, co stanowi 24% z 87 ogółu przejazdów na wszystkich kierunkach, czyli: 21: 87 = 0.241 x 100 = 24%

Na pozostałych kierunkach odpowiednio:

  • SE – 40 przejazdów, czyli 46%
  • SW – 23 przejazdy, czyli 26%
  • NW – 3 przejazdy, czyli 4%

Porównanie:

1. O ile wzrosła lub zmalała intensywność wyjazdów rowerowych na poszczególnych kierunkach, w analizowanym okresie, mierzona liczbą przejazdów?

NE = 21 przejazdów (2020) – 5 przejazdów (2019) = 21 – 5 = 16 , czyli nastąpił wzrost o 16 przejazdów.

Na pozostałych kierunkach odpowiednio:

SE – wzrost o 4 przejazdy, SW – wzrost o 6 przejazdów, NW – bez zmian

Liczba przejazdów jest dobrym miernikiem rzeczywistych zmian wyjazdów rowerowych na poszczególnych kierunkach w analizowanym okresie.

2. O ile wzrosła lub zmalała intensywność wyjazdów rowerowych na poszczególnych kierunkach, w analizowanym okresie, mierzona w procentach?

NE – W roku 2020 nastąpił wzrost przejazdów o 16 w stosunku do 5 przejazdów w 2019 r. ( 21- 5 = 16) , czyli nastąpił wzrost przejazdów o 320%, ponieważ: 16 : 5 = 3.2 x 100 = 320 % . Innymi słowy w roku 2020 ilość przejazdów w stosunku do roku 2019 wzrosła 3.2 raza, czyli nastąpił wzrost o 320 %

Na pozostałych kierunkach odpowiednio: SE – wzrost o 11%, SW – wzrost o 35%, NW – bez zmian 0%.

Liczba przejazdów wyrażona w procentach jest dobrym miernikiem dynamiki zmian wyjazdów na poszczególnych kierunkach w analizowanym okresie.

3. O ile wzrosła lub zmalała intensywność wyjazdów rowerowych na poszczególnych kierunkach, w analizowanym okresie, mierzona w punktach procentowych (p.p.)?

NE – w roku 2020 przejazdy na tym kierunku stanowiły 24% ogółu przejazdów, a w roku 2019 stanowiły 8% ogółu przejazdów, zatem różnica wynosi: 24% – 8%, czyli nastąpił wzrost o 16 p.p.

Na pozostałych kierunkach odpowiednio:

SE – spadek o 13p.p., SW – wzrost o 2 p.p., NW – wzrost o 1p.p.

Liczba przejazdów wyrażona w punktach procentowych jest dobrym miernikiem zmian struktury wyjazdów na poszczególnych kierunkach w analizowanym okresie.

Reasumując: Wszystkie omówione mierniki są wobec siebie komplementarne, ponieważ identyfikują różne aspekty badanego zjawiska.

Wnioski końcowe: W analizowanym okresie nastąpiło znaczące zrównoważenie wyjazdów, głównie dzięki zintensyfikowaniu wyjazdów w kierunku północno wschodnim (NE) – Masłów, (przyrost wyjazdów na NE 320 %, spadek stopnia koncentracji wyjazdów o 29%, przy ciągle jednak minimalnych wyjazdach na północny zachód (NW) – Oblęgorek). Stąd utrzymuje się największa asymetria wyjazdów na kierunku NW – SE. Nastąpił zauważalny wzrost wyjazdów na pozostałych kierunkach za wyjątkiem NW. Powyższe parametry ilustruje ryc. 1.

Uwagi: Rycina zamieszczona w opracowaniu “Podsumowanie 2019 r.” różni się nieco od prezentowanej w niniejszym tekście, ze względu na drobne różnice metodyczne w ich sporządzaniu.

S.M.


Tandemem na dwóch rowerach

Wszelkie spędzanie czasu poza domową kanapą powoduje obecnie wyrzuty sumienia. Wydaje się, że trochę mniejsze skrupuły towarzyszą wycieczkowiczom w gronie rodzinnym, pod warunkiem, że nie zabieramy na nie wszystkich kuzynów. Im mniej, tym lepiej; zgodnie z zaleceniami. Dlatego wybraliśmy się w rodzinnej, dwuosobowej grupie do rezerwatu Biesak-Białogon. No bo co w domu robić po południu? Wszystkie “Przekroje” przeczytane, książki nie chce się otwierać, bo teraz autorzy piszą bardzo grube powieści i byłoby trudno skończyć lekturę przed końcem epidemii. Przez tę pracę zdalną, na komputer też już patrzeć się nie da. Telewizor strach włączać, bo tam eksperci zalecają coraz to większe odległości międzyosobowe, tak że niedługo bliźniego wyminąć będzie trudno. W dodatku samych instrukcji mycia rąk jest już kilkanaście, przez co pytanie, który sposób jest najbardziej wirusobójczy, nie daje nam spokoju. To bardzo frustrujące. Dlatego Biesak jest dobrym wyjściem. Kwitnących wawrzynków, które Andrzej tak zachwalał, nie widzieliśmy – ale, i bez wilczełyka miejsce urokliwe. Należy jedynie uważać na żaby, bo zmierzają z lasu do jeziorka masowo i bez opamiętania. Karygodne przy tym, że biedne panie żaby niosą na grzbietach swoich próżniaczych narzeczonych. Dobrze, że feministki po lesie nie spacerują, byłoby dopiero gadania…

M.S.


Zagadka: na poniższym zdjęciu ukryło się kilka żab – ile?

Odpowiedzi przysyłajcie na adres towarzystworowerowe@gmail.com Dla zwycięzcy przewidziana nagroda-niespodzianka ;))

Raz, dwa, trzy – szukaj Ty!

Foto J.S.


Bestiariusz – lektura na czas epidemii (1)

18.03.2020 r.

Radość z nadejścia wiosny lub lata jest naturalna, a w te czary mary, które jej ongiś towarzyszyły nikt, oprócz kulturoznawców, zapewne nie wierzył. Młodzi ludzie np. topiąc Marzannę z nadejściem wiosny lub strasząc się wodnikami czy innymi utopcami z nadejściem lata, chcieli trochę poszaleć. To właściwie przykrywka aby np. w noc Kupały pofiglować z dziewczynami w paprociach, a ten cały obrzędowy sztafaż to w istocie alibi. Tego typu stwory pięknie charakteryzował Bolesław Leśmian w swoim “Bestiariuszu”, którego fragmenty przypomina “Przekrój”, z komentarzem Mikołaja Glińskiego oraz rysunkami Daniela de Latour. W każdym tygodniu będziemy te twory poetyckiej wyobraźni, sukcesywnie prezentować.

Wyjątkowo paskudny demon polny, należący do tych najbardziej popędliwych, typ maniaka seksualnego i gwałciciela. Boginiak czyha na samotnie spacerujące po polach i łąkach kobiety, atak przeprowadza znienacka, przyczajony za krzakiem, który dla rymu może być „chruścianym witakiem”. Silny i muskularny, swoją ofiarę przymusza do aktu seksualnego gwałtem („I mięśniami pociskał jej ciało”) przy wydatnym udziale „warg ssących”. Chwiejny emocjonalnie: po „wykochaniu” i „obezdoleniu” ospaną ofiarę z chichotem odrzuca na siano.

Sponiewierał wargami w ustroniu,
Obezdolił pieszczotą na błoniu!
A ty śpiewaj, śpiewulo –
A ty zgaduj, zgadulo!
*

*Gliński Mikołaj. Bestiariusz Leśmiana. Przekrój 2017, nr 4, s. 37


Ze zbiorów Krzysia

16.03.2020 r.

Słodki ciężar!?

Ze zbiorów Krzysia

9.03.2020 r.

Pierwszy zwycięzca Tour de France z 1903 r., Włoch Maurice -Francois Garin

Port macierzysty KTR KIGARI

Stojąc w kolejce w jednej z sieciówek, podniosłem odruchowo z plastikowego korytka książkę pod tytułem “Port macierzysty”. Sądząc po okładce, to jeden z tych romansów, produkowanych przez autorów w skali przemysłowej. Lecz nie o samą treść czytadła tu chodzi, a o jego tytuł. Port macierzysty jest bowiem symbolem czegoś stabilnego, trwałego i w pewnym sensie określa tożsamość podmiotu, którego dotyczy. Pomyślałem, że Towarzystwo Rowerowe też powinno mieć taki punkt odniesienia. Naszym portem macierzystym, czyli swoistym adresem, może być wybrane przez nas miejsce. W czasie wycieczek Towarzystwo jest z nami, a w czasie pozawycieczkowym moglibyśmy go symbolicznie “deponować” w porcie macierzystym oraz “pobierać” stamtąd w razie potrzeby. Dla nas to oczywiście rodzaj abstrakcyjnej zabawy, choć dla menadżerów tego typu zagadnienia mieszczą się w obszarze tzw. miękkiego zarządzania. Wracając do żartu; może więc warto wybrać port macierzysty dla naszego Towarzystwa Rowerowego? Oto pierwsze propozycje wiat: Stadion, Kuby Młyny, Borków, Murawin, Gruchawka, Cedzyna, Mordownia Suków, Daleszyce itd. Sprawa do przemyślenia. Prosimy o opinie i ewentualnie o propozycje w tej sprawie.

P.S. Sprawa rozstrzygnięta. Portem Macierzystym KTR KIGARI jest “Wiata Pod Rybami” w Cedzynie. Decyzja podjęta przez aklamację w dniu 08.03.2020 r. Uroczystości poświęcone temu wydarzeniu odbędą się w rzeczonej wiacie, w późniejszym terminie.

S.M.


Ze zbiorów Krzysia

Wyścig w kategorii open

Fanklub KTR (6)

Czy to prawda, że Michał zamierza kupić rower elektryczny? - pyta jego tajemnicza fanka z Gruchawki. 
Odpowiedź: Co z Pani za fanka, skoro nie wie, że Michał ma tyle siły w nogach i we wszystkim innym, że ostatnią rzeczą o której myśli, jest rower elektryczny. Ba!, ten nadmiar energii powoduje, że Michał zrywa przeciętnie dwa łańcuchy rowerowe w miesiącu. Prosimy tylko by podanej informacji nie potraktować jako aluzji, sugestii, czy czegoś, co by wywołało u Pani chęć zagospodarowania tej energii we frywolnym celu.
Czy to prawda, że Staszek D. korzysta z kompasu podczas wycieczek rowerowych?  - pyta ubiegłoroczna zwyciężczyni marszu na azymut na dystansie 2 km. (adres do wiadomości Redakcji).
Odpowiedź: Nieprawda! Po co Staszkowi kompas jak on w swoim wypasionym rowerze ma zainstalowany system GPS jedenastej generacji oraz wozi wysokiej jakości farbę geodezyjną Soppec do ew. znaczenia trasy przejazdu, nie licząc pokaźnej szpuli nici Ariadny... Notabene z tych udogodnień też nie korzysta, jeździ bowiem na wycieczki prowadzone zwykle przez Andrzeja, który ma nad wyraz rozwinięty hipokamp.
Czy to prawda, że Krzysztof G. jest kolekcjonerem win owocowych? - pytają członkinie klubu potencjalnych abstynentek „Od jutra nie piję”, pomieszkujące czasowo na terenie ogródków działkowych „ Oaza pustostanów”.
Odpowiedź: Nie ma przeszkód, abyście Panie poznały kolekcjonerskie zainteresowania Krzysztofa. Jeśli wygospodarujecie jakąś przerwę w realizacji Waszej pasji, to zaglądajcie na stronę Towarzystwa – będziecie wiedzieć co kolekcjonuje wasz idol.
Czy to prawda, że Darek i Paweł nie jeżdżą ostatnio z Towarzystwem na wycieczki rowerowe? - pytają mocno zaniepokojone rowerzystki niemal ze wszystkich dzielnic Kielc.
Odpowiedź: Prawda. Jednocześnie apelujemy aby wyżej wymienieni złożyli oświadczenia w tej sprawie, ponieważ Wasze fanki blokują łącza kontaktowe Towarzystwa, co utrudnia funkcjonowanie strony.

KONIEC


Rowerzysta idealny

Zastanawiające, czy da się poskładać z poszczególnych cech osobowych naszych liderów oraz z ich sprzętu, “rowerzystę idealnego” na idealnym rowerze? Przypomnę, że liderami naszego Towarzystwa są osoby prowadzące wycieczki rowerowe: Andrzej, Ania, Henio, Leszek, Sławek oraz Stasio. Niech zatem nasz ideał będzie miał rowerowe doświadczenie Andrzeja, spokój ducha Stasia, górską wytrzymałość Leszka, pasję krajoznawczą Henia, szybkość i kondycję Sławka oraz stanowczość i urok osobisty Ani. Posadźmy go na rowerze Andrzeja. Jego rower wprawdzie swoje w życiu przeszedł, lecz jest bodaj najlepiej zestrojony ze wszystkich rowerów.

Czy pod wodzą takiego hybrydowego lidera chcielibyśmy jeździć? To nie jest pewne. Obawy potwierdza pewien eksperyment polegający na komputerowym wygenerowaniu ideału kobiety na podstawie twarzy dziesięciu najpiękniejszych aktorek. W rezultacie otrzymano fizis…Fernandela.

Wniosek: każdy z naszych liderów jest doskonały w swojej autonomii i niechaj już tak zostanie.

S.M.


Ze zbiorów Krzysia

Camelbike?

Fanklub KTR (5)

Czy to prawda, że Krzysztof K. od kilku miesięcy ćwiczy jogę? - pyta fanka z kółka kontemplacyjnego “Gryps” z siedzibą w jednym z bejsmentów w dobrze strzeżonym kompleksie przy ul. Zagnańskiej.
Odpowiedź: „Joga” to zapewne wynik prasowej literówki. Otóż Krzysztof, jak nas poinformował jego trener personalny, intensywnie ćwiczy nogę, właściwie obydwie, a dokładniej mięśnie rectus femoris. Ćwiczenia polegają na pokonaniu codziennego dystansu circa 100 km. To podobno niezbędne przygotowanie Krzysztofa do koronnej wyprawy tegorocznego sezonu, pod roboczą nazwą “Rowerem dookoła wszystkich jezior polskich”.
Czy to prawda, że Zbyszek preferuje siodełka żelowe? - pyta miłośniczka żelowych wypełnień ze Słonecznego Wzgórza, fanka naszego Towarzystwa.
Odpowiedź: Rozumiemy Pani zainteresowanie żelem, jednak Zbyszek z pewnością go nie podziela. Nawet, gdyby ograniczyć stosowanie żelowych wypełnień do rowerowych siodełek, co w przypadku Zbyszka wydaje się całkiem naturalne, to i tak on ich nie potrzebuje. Dosiada bowiem, jako jedyny w Towarzystwie, skórzanego Brooksa, czyli mercedesa wśród wszelkich siodełek.
Czy to prawda, że Henio został mianowany Głównym Ceremoniarzem podczas tegorocznych uroczystości Topienia Marzanny? - pyta fanka z Podkarczówki – członkini żeńskiej grupy rekonstrukcyjnej “I ty możesz zostać królową Boną”.
Odpowiedź: Konkurs jeszcze nie jest rozstrzygnięty, jednak w kołach decyzyjnych Towarzystwa przeważa opinia, że to właśnie Henio jest najpoważniejszym kandydatem na Ceremoniarza. Z dziennikarskiego obowiązku dodajmy, że trwają poszukiwania żywej kandydatki na Marzannę. Zadanie nie jest łatwe, ponieważ Marzanna powinna mieć demoniczny charakter, oraz musi być niezbyt silna fizycznie, żeby ją można było utopić.

Cdn.

Ze zbiorów Krzysia

Krzysztof G.(od dobrych win gronowych), przysłał do Redakcji zbiór ciekawych zdjęć i zabawnych materiałów, które sukcesywnie będziemy publikować w nowym cyklu: „Ze zbiorów Krzysia”.

Na wszelki wypadek

Fanklub KTR (4)

Czy to prawda, że Gosia  W. będzie udzielać porad na stronie Towarzystwa w zakresie mody rowerowej? - pyta przewodnicząca Osiedlowego Klubu Wielbicielek Różowego Softshellu z Uroczyska. Pani Przewodnicząca pyta ponadto, czy Gosia mogłaby przyjąć stanowisko Honorowej Przewodniczącej Klubu?

Odpowiedź: Bardzo byśmy chcieli uruchomić takie porady. Używamy różnych metod perswazji, niekiedy na granicy prawa, aby Gosię przekonać do tego projektu. 
Co się tyczy drugiej kwestii, to niestety, Gosia nie może zostać Honorową Przewodniczącą Waszego Klubu z powodu rocznej praktyki u Prady. Prosiła jednak, żeby Paniom przekazać, że jest zaszczycona i życzy Klubowi sukcesów na sofshellowym polu. Na marginesie: “neony” są już passe.
Czy to prawda, że Stasio U.jest jedynym z całego Towarzystwa, posiadaczem super lekkiego, amortyzowanego widelca? - pyta fanatyczna zwolenniczka odchudzania z Bocianka.
Odpowiedź: Tak to prawda, jednak trudno się dziwić, wszak powszechnie wiadomo, że dżentelmeni cenią komfort i wygodę, zwłaszcza jak pokonują rowerem wyboistą drogę w niepogodę.
Czy prawdziwa jest informacja, którą podobno zamieszczono w polskiej edycji Good Food, jakoby Dorota była nominowana do prestiżowej nagrody za swój bigos ekologiczny? - pyta przewodnicząca fanklubu KTR KIGARI na Baranówku, a zarazem autorka bloga “Kapusta dobra na wszystko!"          Odpowiedź: Wiadomość jeszcze nie potwierdzona. Natomiast Wielka Rada Kulinarna – organ KTR Kigari, czyni starania o przyznanie gwiazdki Michelina dla tej wyśmienitej potrawy. Na marginesie: Obecnie Dorota wprowadza na rynek kulinarny Towarzystwa, nowe danie pod roboczą nazwą – Black pudding. Potrawa już przeszła pierwszą degustację - opinie ekspertów nad wyraz pochlebne.

Fanklub KTR (3)

Kolejne pytania od naszych fanów:

Fanklub KTR (2)

Fanka a zarazem admiratorka dobrego jedzenia z Górnego Szydłówka pyta, czy Ania mogłaby jej wysłać przepis na swoją zupę grzybową?
Odpowiedź: Niestety na razie to niemożliwe. Wprawdzie Ania jest niekwestionowaną autorką tej wyśmienitej potrawy, lecz do dwu procent udziałów w tym kulinarnym sukcesie roszczą sobie prawa: Ryszard, ponieważ dostarczył niezidentyfikowaną przyprawę oraz trzy marchewki, a także Mietek, który wspomniane warzywo obierał. Sprawa jest na razie w Wielkiej Radzie Rozjemczej przy KTR. Prawnicy obu Stron już zacierają ręce.
Czy to prawda że Gosia z Jarkiem, to ludzie serdeczni o wrodzonych skłonnościach do gościnności? - pyta fan z Posłowic, wynajmujący się nieodpłatnie jako gość honorowy wszelkiego typu eventów.
Odpowiedź: To prawda, Gosia oraz Jarek to ludzie, którzy cieszą się z gości, nawet gdy jeszcze chodzi zmywarka po tych, co dopiero wyszli.
Jeśli jednak Pan liczy na zaproszenie, to się Pan przeliczył, ponieważ nie dotyczy to takich typków jak Pan!
Czy to prawda, że Basia z Markiem zamierzają w przyszłym sezonie jeździć na tandemie? Pyta fanka Rita w imieniu Klubu Rowerzystów Stacjonarnych ze Ślichowic.
Odpowiedź: Nieprawda, tym bardziej, że Basia stała się ostatnio posiadaczką czerwonego roweru światowej marki, który przeszedł specjalny przegląd podczas jednej z wycieczek, wskutek czego niemal sam jeździ.
Czy to prawda, że Andrzej został skazany przez Sąd Koleżeński KTR za prowadzenie wycieczek po błotnistych wertepach, czym naraził Panie na silne zabrudzenie ich wierzchniej odzieży termoaktywnej, drogich i prestiżowych marek? - pyta przejęta fanka z Bukówki.
Odpowiedź: Nieprawda. Pragniemy Panią uspokoić - rzecznik Andrzeja zdecydowanie zdementował tę informację, nazywając ją fake newsem. Dodajmy, że wprawdzie może i naraził niektóre Panie, lecz w żadnym razie nie został skazany! Wręcz przeciwnie, decyzją Wielkiej Rady Nagród, został wyróżniony tytułem - “Lider Roku 2019” za zasługi dla Towarzystwa. Notabene jazda po błocie, była ważnym argumentem za jej przyznaniem.
Czy to prawda, że Rysio preferuje ostrą jazdę? - pyta podekscytowana fanka z Białogonu 
Odpowiedź: Ponieważ pytanie w zadanej formie jest nieprecyzyjne, odpowiemy wymijająco: Rysio jest najlepszym tancerzem wśród rowerzystów oraz najlepszym narciarzem wśród tancerzy. 
Czy to prawda, że Monika odczuwa wewnętrzny niepokój zjeżdżając z ostrego wzniesienia? - pyta zaniepokojony fan, nomen omen, z Ostrej Górki, oferując darmową terapię hipnotyczną. 
Odpowiedź: Nieprawda. Monika, jak większość osób z IQ na prawo od mediany, ma świetną koordynację w zakresie obsługi klamkomanetek przód/tył. Jeździ szybko ignorując rzeźbę terenu, w czym nie przeszkadza jej rower dobrej marki. Nieodparta skłonność Moniki do prowadzenia peletonu, powoduje niestety kardiologiczne zagrożenie dla rowerowych autsajderów, lecz tego przez hipnozę wyleczyć się nie da.

Cdn.

Tekst M.S.


Fanklub KTR Kigari

Mój znajomy załapał się przypadkiem na kasting do filmu. Tytułu dzieła, ani też wiekopomnego przesłania, które ono niesie, znajomy nie pamięta. Nikt go bowiem nie wtajemniczał w szczegóły. Wynikało to chyba z roli do której dostał engagement. Była to bowiem rola niema i jego aktywność na planie ograniczała się do stania na trotuarze ze wzrokiem skierowanym w wyznaczony balkon po przeciwnej stronie ulicy. Swoimi wrażeniami z tej filmowej przygody podzielił się na facebooku, albo na czymś takim. W krótkim czasie zyskał dużo kliknięcio-wejścio-polubień i teraz twierdzi, że ma tak jakby fanklub.

Słuchając powyższego pomyślałem, że nasze Towarzystwo Rowerowe też powinno mieć taki fanklub! Istniejemy przecież niemal trzy miesiące, a w dzisiejszych czasach to wystarczająco długo, żeby zdobyć sławę i wielbicieli. W celu rozbujania fanklubowego interesu uruchamiamy cykl FANKLUB KTR”, w którym będziemy zamieszczać domniemane pytania od fikcyjnych fanów, tak jak to robią celebryci i aktorki serialowe. Cykl będzie, zgodnie ze swoją naturą, “cyklicznie” uzupełniany, wraz z napływem pytań od “fanklubowiczów”. W związku z tym prosimy o przesyłanie propozycji. Można tu skorzystać ze sprawdzonego szablonu stosowanego w fanologii, czyli nauce o kreowaniu fanów, który się nazywa: “czy to prawda że…”

A oto pierwsze pytania od fikcyjnych fanów i odpowiedzi Redakcji:

Czy to prawda że Leszek ma aż dziesięć rowerów? - pyta fanka z Pakosza.
Odpowiedź: Niestety nieprawda. Ma Pani rację w tym sensie, że Leszek ma liczną stajnię, jednak ostatnio sprzedał jeden ze swoich rowerów Sławkowi, więc ma ich obecnie tylko dziewięć. Jak udało nam się dowiedzieć od jednego z jego przyjaciół, który zastrzegł sobie anonimowość, Leszek nosi się z zamiarem kupna roweru crossowego.
Czy to prawda, że w szczelinie murów obronnych Chęcińskiego zamku, poszukiwacz skarbów – amator - przypadkowo odnalazł dokumenty potwierdzające szlachectwo herbowe Sławka? - pyta wierna fanka, nomen omen, z kieleckich Herbów.
Odpowiedź: Nieprawda. Dokumenty, o których Pani wspomina, pozostają od pokoleń w Jego rodzinie. Obecnie są umieszczone w wielkim jaju faberge i zdeponowane w skrytce na londyńskim dworcu Waterloo.
Czy wiadomo gdzie obecnie znajduje się rower, na którym właściciel przejechał Iran oraz trzy kraje Azji Środkowej? - pyta fan z Czarnowa w imieniu złomiarza z Niewachlowa.
Odpowiedź Redaktora - właściciela roweru.: “Rower stoi w garażu i nie jest dla ciebie złomiarzu!“

Tekst: M.S.


“Rewolucja” w kieleckiej polityce rowerowej!!!

Zapewne nieopisana radość ogarnęła kieleckich rowerzystów po przeczytaniu notatki zamieszonej w Onecie (dostęp: 09. 01.2020 r.) o tym, że “Kielce mają zespół ds. polityki rowerowej”. Z tekstu wynika, że zespół liczy 6 osób, chociaż nie na pewno, bo wyliczankę poprzedza skrót – (m.in.). Kielecki pełnomocnik ds. infrastruktury rowerowej tak określa zadania zespołu: “ to wszystko (chodzi chyba o opinie – przyp. red.) będziemy zbierać, przekształcać w dokumenty i pokazywać, że infrastruktura rowerowa w Kielcach jest bardzo istotnym elementem”. Na to “zbieranie, przekształcanie w dokumenty (sic!) i pokazywanie” mają podobno w tegorocznym budżecie sto tysięcy. Ponadto, jak krzyczy kolejny tytuł w Onecie, “Kielce walczą o puchar rowerowej stolicy Polski”. Według organizatorów ta smartfonowa akcja miała na celu m.in. :

  • namówić mieszkańców do większej aktywności,
  • uzyskać wiedzę jakimi trasami i ścieżkami rowerzyści jeżdżą by poznać tzw. “mapę ciepła”, co z kolei pozwoli lepiej projektować infrastrukturę rowerową.

Te działania pozorne i biurokratyczna nowomowa nawet już nie denerwują – po prostu śmieszą. Efekty takiego „zarządzania” są widoczne rankingu miast przyjaznych rowerzystom, sporządzanym co dwa lata przez miesięcznik “Rowertour”, na podstawie osiemnastu kryteriów klasyfikacji. Oto wyniki dla Kielc – dane za 2018 rok.

  • Procedura projektowania i budowania infrastruktury rowerowej i sposób konsultacji ze środowiskiem rowerowym – zero punktów!
  • Długość infrastruktury rowerowej wybudowanej w ostatnich latach, w stosunku do wielkości miasta – zero punktów! itp, itd…
  • Miejsce w rankingu miast wojewódzkich wg osiemnastu kryteriów – ostatnie!

Gratulujemy Panie Pełnomocniku! Na koniec jedna rada za darmo: proszę jeszcze powołać specjalny zespół ds. kontaktów z Kieleckim Oddziałem GDDKiA, może uda się wreszcie namalować czerwony pasek w ciągu drogi rowerowej – skrzyżowanie ul. Świętokrzyskiej z ul. Warszawską. Powodzenia!

Mieczysław Sobielga – Kieleckie Towarzystwo Rowerowe KIGARI


Nominacje 2019

Uprzejmie informujemy, że Nestor Towarzystwa Rowerowego KIGARI, kol. Bogdan Żółciński otrzymał tytuł Lidera Honorowego. Gratulujemy.

Na Liderów Towarzystwa w roku 2019 wykreowali się swoją pracą tj. prowadzeniem wycieczek (w porządku alfabetycznym): Andrzej, Ania, Henio, Leszek, Sławek oraz Staszek. Dziękujemy i gratulujemy.

M.S.


Jazda parami – kaprys, czy konieczność?

Dlaczego rowerzyści, jadąc po drodze przeznaczonej również dla ruchu innych pojazdów, jeśli jadą zgodnie z przepisami, powinni jeździć parami? Dlatego, że jazda rowerem parami uświadamia kierowcom, że nie ma warunków do wyprzedzania rowerzystów “na trzeciego”. W przypadku jadących w pojedynkę często się to zdarza i jest przyczyną groźnych kolizji.*

* Bartosz Huzarski: Dlaczego kolarze jeżdżą parami. https://www.youtube.com/watch?v=JTPVIBTwA0U [Dostęp: 20. 11. 2019 r.]

M.S.


Zamieszanie wokół wysokości Łysicy

W Internecie pojawił się komunikat o tym, że: Łysica już nie jest uznawana za najwyższy szczyt Gór Świętokrzyskich, tylko pobliska Góra/Skała/ Agaty. Źródła podają, że Łysica składa się z dwu wierzchołków: zachodniego (tego z krzyżem) – 613.31 m.n.pm., oraz wschodniego zwanego Górą/Skałą/ Agaty 613.96 – (wysokości wg najnowszych pomiarów). Jeśli Łysica jest wzniesieniem o dwu wierzchołkach, to jej wysokość jest wysokością wyższego wierzchołka, czyli 613. 96 n.p.m. Zatem, to nie Góra/Skała/ Agaty, która jest subnazwą nazwy głównej, a w dalszym ciągu Łysica jest najwyższym szczytem Gór Świętokrzyskich. Zatem rzeczony komunikat powinien mieć brzmienie: Według najnowszych pomiarów wysokość Łysicy stanowi wysokość jej wschodniego, a nie jak dotychczas zachodniego, wierzchołka. M.S.


Utwór poetycki Leszka pozwolę sobie poprzedzić „lepiejem”, który tu „robi” za saport do dzieła poetyckiego poniżej.

Lepiej w Świętokrzyskiem zaryć w piasku pyskiem niż w Kazimierzy z lessowym błotem się zmierzyć


Debiut poetycki naszego kolegi Leszka

Wytrysk endorfiny,  
nogi, serce, płuca zdrowe 
Wszystko to ci da w nadmiarze
Towarzystwo Rowerowe   

Towarzyskie Who is Who

Pomimo różnych charakterów, wspólnym mianownikiem osób z Towarzystwa jest inteligentna radość życia oraz dystans do siebie i otoczenia. Każdej z nich przypisałem charakterystyczną cechę. Liczę, że bohaterowie tego “Who” nie będą na mnie nasyłać swoich prawników.

W kolejności alfabetycznej:

Andrzej – nieuleczalne skłonności poznawcze
Ania – urocza autonomia
Basia – nieujarzmiona gościnność
Boguś – zacność wrodzona  
Darek – darek solo
Dorota – vis vitae
Gosia – rowerowa moda
Jarek - goodman
Krzysio – szczodrość wielobranżowa  
Krzysztof – światło Premy
Henio – ciekawość świata
Leszek – centrum towarzystwa
Marek – pogoda ducha
Monika – inteligencja praktyczna
Michał – zapas mocy
Paweł – velo klasyk
Rysio – demon szybkości
Sławek – kpiarz dyplomowany
Stanisław – fan osprzętu
Staszek - klasykmen
Wiesiek – weteran szos
Zbyszek – gadżet lab

M.S.


Gdzie te kobiety na miarę… zimy

Konstatujemy z żalem, że im głębiej w porę jesienno – zimową, tym równowaga kobieco – męska na naszych wycieczkach jest coraz bardziej zachwiana.

Dlatego te retoryczne pytania-odpowiedzi poświęcamy najbardziej zimnoodpornym koleżankom: Dorocie, Gosi i Monice, w podziękowaniu za przyozdabianie naszych jesiennych wycieczek swoim wdziękiem i bezpretensjonalnością. Dedykujemy je również koleżankom ciepłolubnym, z nadzieją na większą aktywność w chłodniejszej porze.

  • Kto cię motywuje, że ostatkiem sił zdobywasz stromiznę w wielkim pędzie? Cóż to za tajemnicza podnieta? Oczywiście… kobieta !
  • Kto w tobie rozbudza instynkty wiekiem sędziwym uśpione? Oczywiście one!
  • Kto nam sił przysparza, gdy jadąc ze zmęczenia padamy? Oczywiście damy!
  • Kto sprawia, że w niedzielę wolisz rower od leżanki? Oczywiście rowerowe koleżanki!
  • Dlaczego nas zachwyca torpedo Anetki, czy suport Żanetki? Dlatego, że lubimy kobietki !
  • Dlaczego spychasz koleżankę do rowu, chociaż nie jest ślisko? Dlatego, że chcesz być koleżanki blisko

Teraz wierszyk o tych, którzy nie lubią mieszanego towarzystwa – rowerowego także

Pewien mizogin z Kłodawy  
Poznał mizoandrię z Włodawy
Aby wspólny los szczęśliwy ziścić
Zmieszali gram niechęci ze szczyptą  nienawiści
Dodając kilo cementowej zaprawy

Autor: M.S.


Zagadki

  • Co dał kulturalny Sławek, żeby zagadać do nieznajomej rowerzystki Ani?
  • Co musiał kupić rowerzysta Leszek, żeby się dowiedzieć czym i gdzie, szybko dostarczyć tajemniczy mieszek?
Ułatwienie: znajomość części rowerowych może znacznie ułatwić rozwiązanie zagadek.
Rozwiązania powyższych, jak również zagadki przez siebie wymyślone, można zamieszczać w komentarzach.
Autor: M.S.
Z ostatniej chwili:
Miło mi poinformować, że drugą zagadkę rozwiązał błyskawicznie Michał. Poszła plotka, że zrobił to tak szybko, bo uaktywnił swoje mózgowe synapsy tajemniczym płynem… Dementujemy - to zapewne opinia zazdrośników próbujących zdyskredytować ten spektakularny sukces. Rozwiązania nie podajemy, aby nie psuć zabawy tym, którzy jeszcze go nie znają. M.S.

Konkurs – niestety bez nagród 🙂

Neo primus inter pares, czyli najlepszy wśród równie słabych

1.Pewien listopad w kalendarzu ściennym
Zapragnął być miesiącem jesiennym
Cóż, że walczy z klimatem
Cóż, że nie chce być latem
Jego trud i tak daremny

2. Pewien listopad w kalendarzu ściennym
Zapragnął być miesiącem jesiennym
Jeszcze walczy z klimatem
Wciąż nie chce być latem
Jego trud i tak daremny

3. Pewien listopad w kalendarzu ściennym
Zapragnął zostać na powrót jesiennym
Czy to z winy klimatu
Czy innego tematu
Skutek pragnień dał efekt wiosenny

4. Pewien listopad jeszcze tej jesieni
Zapragnął wrócić do jesiennych korzeni
O deszczu jesiennym marzy
O przymrozku co liście zwarzy
Lecz ciepła w chłód nie zmieni

Autor: M.S.


Jedna myśl w temacie “Silva rerum

  1. Zbyszek.'s awatar Zbyszek. 26 listopada, 2019 / 9:00 am

    zaznaczyłem czwartą zwrotkę ale tak naprawdę wszystkie są dobre i pasują do tej aury listopadowej…

    Polubienie

Dodaj odpowiedź do Zbyszek. Anuluj pisanie odpowiedzi