O relacjach ludzi i rzeczy – rozmyślania u źródeł Silnicy

27.10.2024 r.

Trasa wycieczki: Kielce – Dąbrowa – okolice Zagnańska -Kielce. Wycieczkę prowadził Andrzej. Dystans 25km. Wzięło udział 14 osób.

Pewien udany zakup dał mimowolnie pretekst do powycieczkowych refleksji na temat psychospołecznych aspektów naszych relacji z przedmiotami. W tym przypadku rzecz dotyczy satysfakcji z tytułu posiadania przez Leszka roweru elektrycznego KTM.

Już niejednokrotnie świętowaliśmy zakup nowego roweru. Jednak relacja Leszka ze swoim elektrykiem jest wyjątkowa i zasługuje, jeśli nie na rozprawę naukową, to przynajmniej na psychosocjologiczny traktacik. Leszek należy do tej grupy konsumentów, która kupuje rzeczy rozważnie. Wydaje się jednak, że w tym przypadku zakup miał znamiona zachowań kompulsywnych, typowych dla miłości od pierwszego wejrzenia. Nie wiadomo czy ten “strzał Merkurego” będzie uczuciem odwzajemnionym, wszak dotychczasowe relacje właściciela z Kateemką były sporadyczne. Jeśli wskaźnik ekscytacji przedmiotem zakupu nieco “ostygnie”, istnieje szansa, że Leszek będzie użytkował swój rower częściej niż dotychczas.

Okazywana atencja bynajmniej nie dziwi. KTM to rower, który ma ramę oraz niektóre inne części wypełnione dumą, zacnością i prestiżem marki. Widziałem podczas wycieczki, jak ten KTM patrzył na mojego Conveya, który choć nieszczególnie piękny, przecież ułomkiem nie jest. Wiem nawet co myślał: “skąd się tu wziąłeś, że przy mnie stoisz, ty jakiś tam Conveyu, twoja proweniencja przypomina marynarkę nowobogackiego biznesmena, która wprawdzie jest nowa lecz o firmie co ją uszyła, prawie nikt nie słyszał”.

Korzystając z okazji uszczknę trochę z tego kateemowskiego nimbu przypominając, że również jestem właścicielem roweru tej marki. To prawda, że mój KTM jest jedynie ubogim krewnym Leszkowego, pochodzi jednak z okresu gdy ta firma sygnowała swoje rowery pięknymi ryngrafami ze znakiem firmowym marki. Komu by się teraz chciało to robić w tym proszkowo malowanym świecie…

Być może stara rowerowa arystokracja – włoski Bianchi, amerykański Schwinn, niderlandzki Batavus podziwia niezawodność Kateemów. Jednak bez Srama, Truvativa, Foksa, Shimana czy Broksa nie ma… nawet Kateema. Bo tak naprawdę rowerowym światem rządzą dwie panie – Specjalizacja i Kooperacja oraz ich szef – Zysk.

Rowerowym uroczystościom inicjacyjnym towarzyszył support “pieczenie ziemniaków” – równie udany jak zakup Leszka.

Dziękujemy Andrzejowi oraz Leszkowi za pomysł na świetne spędzenie rowerowej niedzieli a uczestnikom wycieczki za jego realizację. Podziękowania dla Sławka za piękny utwór poetycki, który publikujemy poniżej.

Kochajcie solidne marki, kochajcie poetów!

Odezwa do Leszkowego KTMa

Pamiętaj byś swoim rowerowym kołem
toczył się dziarski, i górą, i dołem

Pamiętajcie przerzutki i pedały
żebyście Leszkowi nigdy nie skrzypiały

Siodełko ze sztycą trzymajcie się kupy
aby sobie Leszek nie odparzył ….

Tekst MS, foto Dorota, Gosia, Jola, Marek

PS. Warto przy tej okazji odnotować, że w tym roku mija 60 lat od wyprodukowania pierwszego roweru przez firmę KTM z siedzibą w miasteczku Mattighofen. Dla porządku przypominamy, że Mattighofen, o dziwo, nie znajduje się na Tajwanie tylko w Górnej Austrii…

Nowy rower Leszka i co z tego wynika

Wczesny ranek, wstaje miasto
Korki, na ulicach ciasn
Mam czerwone z prawej strony
Staje kolarz rozsierdzony
Oczom swoim ledwo wierzę
Toż to Leszek na rowerze
Myślę, chyba mam już zwidy
Bo pod Leszkiem miast Meridy
Widzę bicykl doskonały
Ach ta rama, ach pedały
I te koła i te biegi
Barwa jak styczniowe śniegi
I ten licznik kolorowy
No po prostu zawrót głowy
Ten bagażnik taki śliczny
Silnik Boscha elektryczny
I bateria na pół wieku
Czego jeszcze chcesz człowieku
I ta firma austriacka
Tam się robi takie cacka
Myślę, że się dobrze składa
Bo gdy Leszek się rozgada
Teraz żadna polityka
Nie spowolni zawodnika
Póki KTMem jedzie
Nigdy z tyłu, zawsze w przedzie
Taka siła w obu drzemie
Pół w Leszku, pół w KTMie

Sławek Komorowicz – wieczorem 26.10.2024.

Pięć godzin przyjemności

20.10.2024 r.

Trasa wycieczki: Kielce – Bilcza – Brzeziny – Nida – Ostrów – Morawica zalew – Radomice – Marzysz – Kielce, oraz w krótszym wariancie Morawica – Kielce. Dystans 50km, wzięło udział 14 osób. Wycieczkę prowadził Andrzej.

Moje sprawozdania z wycieczek są mało “sprawozdawcze”, co z pewnością zauważyli nawet zwolennicy czytelniczego skimmingu. Doceniam wyczerpujące opisy z wycieczek rowerowych jak również “podziwiam” mistrzów zwięzłej formy w stylu “my tu byli” często ozdobione esencjonalnym “Jadźka k…a” lub jeszcze krótszym akcentem. Oczywiście sprawozdania powinny dotyczyć tego czego doświadczamy podczas wycieczki. Kłopot w tym, że te same miejsca z natury rzeczy odwiedzamy po wielokroć. Zatem sprawozdania często dotyczą nastrojów czy emocji ponieważ postrzeganie krajobrazów wydaje się równie ważne jak ich walory.

Ostatnia wycieczkowa niedziela powinna dostarczyć powszechnej przyjemności z tytułu tych pięciu wspólnie spędzonych godzin. Pogoda słoneczna, tyleż ciepła co rześka, powietrze czyste, że nawet pyłów zawieszonych P10 nie było na czym zawiesić, widoki na Łysogóry w czterech planach, a rowery bezawaryjne niczym włoski 1.9 tdi. Nawet stawy kolanowe skrzypiały ciszej niż to coś, co onegdaj skrzypiało w Jurkowym rowerze.

Oferta pogodowo – krajobrazowa dla wszystkich jednakowa, lecz to nie znaczy, że jej postrzeganie także. Na nic by się zdała Leszkowi uroda Gór Plebańskich gdyby np. zapomniał swojej kanapki z baleronem wędzonym w zimnym dymie, a zadowolenie Ani ze słonecznej pogody mógłby zakłócić syndrom niewyłączonego żelazka. Nic takiego jednak nie miało miejsca. Wszyscy jechaliśmy bez stresu. Nawet Andrzej prowadził wycieczkę w pogodzie ducha, mimo, że Sławek “prowadził” Andrzeja. Dlatego in gremium doświadczyliśmy sporo niereglamentowanej przyjemności podczas wspólnej, rowerowej niedzieli.

Tekst MS, foto Gosia i Jola

PS. UWAGA! W najbliższą niedzielę (27.10) uroczystość – patrz OGŁOSZENIA!!!!!

Refleksje jesienne

13.10.2024 r.

Trasa wycieczki: Kielce – Białogon – Jaworznia rezerwat “Moczydło” – Szewce – pomnik Żołnierzom Niezłomnym – Zgórsko – Białogon – Kielce. Dystans 35 km. Wzięło udział 8 osób – szkoda że tylko osiem. Wycieczkę prowadził Marek.

We współczesnych jesieniach więcej złota niż błota. Dlatego lekko przekropną pogodę w czasie wycieczki przyjęliśmy jako przejaw normalności. Epizodyczny deszczyk to żadna przeszkoda byśmy za namową Leszka nie mogli odwiedzić rezerwatu “Moczydło”. “Odwiedzić” to właściwe słowo, ponieważ zwiedzanie tego ciekawego miejsca górnictwa kruszcowego planujemy na wiosnę. Mamy nadzieję, że już w merytorycznej obecności Andrzeja. Poza tym wiosna przystraja pogórnicze zagłębienia “Moczydła” kwieciem pierwiosnków, zawilców i przylaszczek.

Dziękujemy Markowi, że zwrócił naszą uwagę na niedawno odsłonięty w Szewcach pomnik ku czci pomordowanych przez komunistów w lasach zgórskich, w powojennych latach ubeckiego terroru. Marek uczestniczył w uroczystości jego odsłonięcia 15 września br.

Tę jesienną, refleksyjną wycieczkę zakończyliśmy późnym śniadaniem, pod osłoną nowej wiaty w Szewcach. Starannie wykonany kawałek dachu nad głową, tudzież czyste wnętrze, dobrze nastrajają o każdej porze roku.

Tekst MS, foto Gosia i Dorota.

Koniec i początek

6.10.2024 r.

Trasa wycieczki inaugurującej nowy sezon rowerowy: Kielce – Dąbrowa – Masłów I – Masłów II – Brzezinki – Ciekoty – Mąchocice Kapitulne – Cedzyna – Domaszowice – Kielce. Dystans 38 km. Wzięło udział 6 osób, wycieczkę prowadził Leszek.

Pierwsza niedziela października rozpoczęła nowy sezon rowerowy KTR, który nominalnie potrwa do ostatniej niedzieli września 2025.

Awaria sprzętu być może wespół z jesiennym splinem spowodowały, że pierwsze 2 km pokonaliśmy w dwie godziny. To oznacza, że nawet w wyścigu z żółwiem błotnym nie mielibyśmy szans, o tych z Galapagos już nie wspominając. Wymuszone sytuacją postoje oraz jazda w stylu “langsam” wyczerpały niestety moje zasoby cieplne już w okolicach Szydłówka. Z kolei Rysio zamierzał zrealizować zapotrzebowanie na dwa grzyby w celu poprawy walorów smakowych zupy jarzynowej. Pozostała czwórka stoików kontynuowała podróż, mamy nadzieję z korzyścią dla wszystkich powodów które skłoniły ich do wyjazdu. Mimo że wycieczka w początkowym etapie nie grzeszyła szybkością, to jeszcze raz ujawniła to, co w naszym Towarzystwie bodaj najcenniejsze, czyli solidarność w potrzebie.

Tekst MS, foto Gosia


Podsumowanie minionego roku rowerowego KTR “Kigari”

“Złote Liście” w ubiegły weekend zakończyły sezon rowerowy KTR (październik 2023 – wrzesień 2024). Aby nie zakłócać statystyką rocznicowego nastroju relacji Ani z tej imprezy, krótkie resume mijającego roku rowerowego zamieszczamy poniżej.

Ubiegły sezon to 45 wycieczek objętych sprawozdaniem, nie licząc kilku, które nie doczekały się opisu.

Wycieczki wg kierunku wyjazdu:

Zdecydowanie dominował kierunek południowy – w stronę Morawicy – ponad 33% wyjazdów. Tradycyjnie preferowany był także południowy- wschód – w kierunku Daleszyc – niemal 25%. Ponadto wycieczki na północny zachód – w stronę Oblęgorka – ponad 13%, na północ – Zagnańsk – ponad 11%, jak również na wschód – Św. Katarzyna – niespełna 7%. Pozostałe kierunki, czyli W, SW, NE – o marginalnym znaczeniu. W porównaniu do lat poprzednich wyraźny rozkwit, głównie kosztem Daleszyc, przeżywał kierunek Morawica.

Wycieczki wg liczby uczestników:

W analizowanym okresie ogółem w wycieczkach wzięło udział 474 rowerzystów, średnio 11 osób na wycieczce (mediana również 11). Zróżnicowanie od 3 do ponad 20 uczestników.

Najwięcej, bo 23 osoby wzięły udział w wycieczce 7.04 2024 pod przewodnictwem Leszka, jednak później nastąpił podział i część odjechała z Anią inną trasą. Jedynym, który jak dotąd dowiózł najliczniejszą ekipę na metę jest Stasiu, który 7.07.2024 z grupą 20 osób przejechał 60 km. Jemu zatem przyznajemy tytuł Lidera Integratora.

Wycieczki wg przejechanych kilometrów:

Ogółem pokonaliśmy na rowerach w ciągu roku sprawozdawczego 2344 km, czyli circa jak stąd do Barcelony. Średni dystans wycieczki to 52km. Zróżnicowanie od 3 do 75 km. Liderem dystansu de jure został Sławek, który przejechał z grupą 26.05. 2024 – 75 km. De facto nikt jednak nie pobije w tym względzie Leszka, który niemal każdą wycieczkę wieńczył dodatkowymi kilometrami. Ponadto Leszek jest niekwestionowanym liderem wycieczek zimowych (niemal 60%).

Liderzy minionego sezonu:

Tytuł Super Lidera, podobnie jak w poprzednich sezonach dzierży Andrzej, który z 45 wycieczek prowadził 17 mimo dłuższej nieobecności w okresie letnim. Kolejni liderzy: Leszek 12, Ania 7, Stasiu 4, Sławek 3, Marek oraz debiutant Jurek – po jednej. Ani, jako jedynej dziewczynie w tej grupie przyznajemy tytuł – Femme super leader.

Główne wydarzenia w porządku chronologicznym:

  • Wigilia na Kamiennej Górze,
  • Doroczny Bal Kaszankowy,
  • Wycieczka „Ziemia Solecka”,
  • “Złote Liście” w Sielpi, połączone z jubileuszem piątej rocznicy Towarzstwa, zwieńczonym tradycyjnie na słodko…

Rekomendacje:

Zaniedbaliśmy przedsięwzięcia kulturalne. Warto wznowić ten rodzaj aktywności, zwłaszcza że, mówiąc językiem Wyspiańskiego, “teatr nasz widzę ogromny”.

Generalnie na tle lat poprzednich utrzymujemy wspomniane parametry wycieczkowych aktywności na podobnym poziomie, co należy uznać za sukces wziąwszy, że lat ubywa tylko naszym paniom

Statystyka klubowa pozwala na pogłębioną analizę m.in. zróżnicowania czy zależności identyfikowanych wskaźników czy porównania w aspekcie dynamicznym, czyli w relacji do poprzednich okresów. Nie robiliśmy tego z szacunku dla czytelników.

W pragmatycznym stylu Ojca Dyrektora dziękujemy klubowym Przyjaciołom za wszystkie pożyteczne dzieła na rzecz Towarzystwa. Dla potencjalnych donatorów podajemy numery telefonów: Polska północna 1234, Polska południowa 4321

Zakończymy to podsumowanie słowami średniowiecznej pieśni hymnicznej – Gaudeamus igitur – Radujmy się więc. Z powodu tego co udało się przeżyć podczas wycieczek w ubiegłym sezonie antycypuję z nadzieją, że w kolejnym roku ni kondycji, ni urody nie ubędzie nam ponad miarę.

Złote Liście 2024 – Sielpia

Trasy przejazdu opracował oraz wycieczki prowadził Andrzej. Natomiast Ania wzięła odpowiedzialność za stronę społeczno – socjalną. Oboje wykonali zadanie jak zwykle profesjonalnie i z dobrej niemal nieprzymuszonej woli. Wszyscy dziękujemy Wam za włożony wysiłek w organizację wyjazdu a biorący w niej udział również za miłe przeżycia. Uczestniczyło 7 osób, o których wiadomo, że każdej imprezie nadają uroczego kolorytu.

Relacja Ani:

Z piętnastu osób zapisanych na wyjazd, wybrało się siedem, tylko pogoda nas nie zawiodła i sprzyjała nam przez wszystkie dni. W drodze do Sielpi zwiedzaliśmy „Kopalnię Józef” w Pałęgach, po której oprowadził nas właściciel pan Stanisław P., kolega Andrzeja. W kopalni wydobywany jest ił, będący ysokojakościowym surowcem ceramiki budowlanej.
Na miejscu świętowaliśmy 5-te urodziny KTR i z tej okazji, jak corocznie, zostały przyznane Srebrne Jaja. Jaja zostały przyznane jednogłośnie przez wszystkich uczestników wyjazdu. Nagrodzonymi, ale tylko wirtualnie, zostali Jola i Mietek. Jola za opracowanie i prowadzenie strony internetowej KTR, Mietek za wspaniałe reportaże z wycieczek oraz za jednoczenie grupy i pozytywny wpływ na członków naszego Towarzystwa. Dziękujemy Wam bardzo.
Drugi dzień był wycieczką krajoznawczo – grzybową, a przy okazji wstąpiliśmy do Piekła. W drodze powrotnej do Kielc, na postoju w Kołomani Danusia zauważyła, że ma kapcia w przednim kole. Andrzej, udzielając jej obszernego wykładu na temat wymiany dętki, ochoczo zrobił to sam i była to jedyna awaria na tym wyjeździe.

Tekst Ania, foto Ania i Małgosia M.

Od Redakcji

Krótkie sprawozdanie Ani chcielibyśmy uzupełnić jedynie drobną uwagą: Redakcja przyjmuje z wdzięcznością propozycję wycieczkowej społeczności, aby z okazji piątej rocznicy Kieleckiego Towarzystwa Rowerowego uhonorować nas nagrodą Srebrnego Jaja. Regulamin Nagrody wprawdzie nie przewiduje takiej możliwości, jednak wdrożyliśmy procedurę prawną w stylu obowiązującej obecnie demokracji walczącej, która pozwoliła nagiąć, a nawet nadłamać przepisy. W związku z tym już zamówiliśmy z Jolą dwa jaja u zaprzyjaźnionych kur zielononóżek z Masłowa.

Dziękujemy.

Spółka redakcyjna JolMiet.

Przygoda z neogotykiem

15.09.2024 r.

Trasa wycieczki: Kielce – Borków – Skrzelczyce – Morawica – Kielce. Dystans 60km, wzięło udział 10 osób. Wycieczkę prowadził Stasiu.

W czasie powodziowej katastrofy w Polsce SW, nasza wycieczka przy pięknej pogodzie wyglądała trochę jak wyrzut sumienia, lecz niezbadane są wyroki fizyki atmosfery. Wydawało się zatem, że nic poza radością z przyjaznej przyrody nie wpłynie na charakter wycieczki. Jednak Andrzej po dłuższym czasie usprawiedliwionej absencji zaznaczył swoją obecność i tym razem w merytoryczny sposób. Mianowicie zwrócił naszą uwagę na malownicze wzgórze kościelne w Morawicy m.in. z kaplicą Oraczewskich wybudowaną w 1840 r. w stylu neogotyckim. Mimo, że nawiązuje do gotyku, w obecnej postaci wygląda jak nieszczęście, ponieważ mówiąc najogólniej jest symbolem nieszczęsnych polskich losów 1939 – 1989.

Podobno w 2023 r. gmina pozyskała środki na odbudowę kaplicy. To dobra wiadomość, jako że nic tak pięknie jak neogotyk nie zdobi krajobrazu. Wyremontowana kaplica niewątpliwie dopełni urody tego miejsca z malowniczym widokiem na morawicki zalew. Moja znajoma, która interesuje się architekturą twierdzi, że neogotyk jest zbyt przerysowany czyli nadmiernie gotycki. Nie mogło być inaczej. Gotyckie budowle “obrosły” bowiem stylami późniejszych wieków jak choćby oglądany przez nas niedawno gotycki kościół Św. Trójcy w Nowym Korczynie z dobudowaną renesansową kaplicą. To m.in. pozwala odróżnić średniowieczny styl gotycki od zwykle czystej formy dziewiętnastowiecznego neogotyku. Z innych powodów trudno podejrzewać o neogotycką proweniencję odwiedzaną przez nas gotycką kolegiatę w Wiślicy. Kto by się bowiem zdecydował w 19 lub 20 wieku na wybudowanie filarów przez środek kościoła zaburzających perspektywę w stronę głównego ołtarza. Z kolei jeśli w gotyckim wnętrzu kościoła, w nawie głównej można nawrócić ciężarówką, to zapewne jest wynik sztuki budowlanej późnych wieków, czyli neogotyk. Podobnie jest z funkcją budowli. Zapewne nikt nie pomyśli że np. dworzec kolejowy w gotyckim stylu we Wrocławiu czy w Nowych Skalmierzycach, to budowle gotyckie, wszak pierwsza linia kolejowa to 1825 r.

Niech czytający wybaczą te architektoniczne dygresje, lecz rozmyślania, nawet nie najwyższych lotów, mają świetlaną przyszłość…

Ruiny kaplicy Oraczewskich na malowniczym wzgórzu kościelnym w Morawicy

PS. My kielczanie mamy swój neogotyk z początku ub.wieku, czyli kościół Św. Krzyża. Razem z sąsiadem, autobusowym ufodworcem tworzą piękny pocztówkowy widok.

Tekst MS, foto Dorota

Bobrza zdobyta przez wikingów

8.09.2024 r.

Trasa wycieczki: Kielce – Białogon – Szczukowskie Górki – Laskowa – Ciosowa – Bobrza – Porzecze – Brynica – Szczukowskie Górki – Kielce. Dystans 50km, wzięło udział 11osób. Wycieczkę prowadziła Ania.

Bobrza stała się centralnym punktem na trasie ostatniej wycieczki. Z kilku powodów. Spośród miejscowości, które odwiedziliśmy Bobrza obok Białogonu posiada największe walory turystyczne m.in.w postaci pohutniczych murów oporowych, które nawiasem mówiąc pozostają w kiepskim stanie technicznym. Niegdyś odrestaurowany najbardziej okazały ich fragment tuż przy drodze, posiada dwa szpecące ubytki, których kolejna naprawa podobno ma kosztować kilka milionów… Robocizna, zaprawa i kamień to zapewne nikły procent kosztów takiego remontu. Niestety, gehenna inwestorów remontujących obiekty zabytkowe, to w wymiarze literackim wszystkie odmiany dramatu…

Opuszczaliśmy Bobrzę nieśpiesznie głównie z powodu malowniczych pokazów m.in. szyków bojowych wikingów, zorganizowanych przez grupy rekonstrukcyjne, które zjechały z całego kraju w to malownicze miejsce. “Wikingowie” opowiadali o swojej pasji, dzieląc się wiedzą historyczną związaną z tym okresem. To nie był bynajmniej przekaz jednostronny ponieważ nasza grupa dysponowała wysokiej klasy “historycznym orężem” w osobie Sławka, który oprócz erudycji właściwej ludziom wykształconym w okresie przedlicencjackim, posiada również wiedzę specjalistyczną dot. rzeczonej problematyki.

Tak to jest z naszymi wycieczkami – nigdy nie wiesz co cię podczas nich spotka póki nie otworzysz pudełka wycieczkowych czekoladek… A jeśli trafisz na historyczną pralinkę, możesz się np. dowiedzieć dlaczego Bułgarzy – plemię tureckiego pochodzenia, używają języka Słowian…

Wszystko przeżywaliśmy w przyjaznej klimatycznej oprawie. Eol skutecznie zmagał się z upałem, przygotowując nas zapewne na nieuchronną jesień…

Tekst MS, foto Ania, Gosia.

Ujemne minusy i dodatnie plusy pogodowej maligny

25.08.2024 r.

Trasa wycieczki: Kielce – bliższe oraz dalsze okolice Morawicy. Dystans 70 km, wzięło udział 15 osób, w tym 11 w pełnej lojalności wobec prowadzącego. Wycieczkę prowadził Leszek.

W ekstremalnie wysokich temperaturach, a takie nas dopadły podczas ostatniej wycieczki, można było jedynie dostrzec zjawiska spektakularne. Do nich należały dożynki w Morawicy. Tłum, zgiełk dożynkowych uroczystości to bodaj jedyne wydarzenie, które zdołały zarejestrować nasze stępiałe zmysły w warunkach pogodowej maligny. Sąd wiemy z pewnością, że tam byliśmy. Reszta trasy za percepcyjną mgłą, może z wyjątkiem licznie otwartych sklepowych wodopojów…

A swoją drogą, hedonistyczny sens naszych rowerowych wyjazdów każe nam przywołać sentencję Horacego “carpe diem” – chwytaj dzień. Wprawdzie dzień był gorący ponad miarę, lecz piękny niezbyt wilgotnym upałem, szafujący witaminą i być może ostatni taki w tym roku…

Na marginesie: upał chyba nie taki straszny skoro w tym dniu w Chorzowie Armand Duplantis poprawił swój rekord świata w skoku o tyczce – 6.26.

Tekst MS, foto Dorota i Gosia

Do Oblęgorka przez Las Vegas

18.08.2024 r.

Trasa wycieczki: Kielce – Kostomłoty – Las Vegas – Ciosowa – Porzecze – Oblęgorek – Chełmce – Białogon – Kielce. Dystans 55km, wzięło udział 7 osób. Wycieczkę prowadziła Ania.

Podczas ostatniej wycieczki, choć nie przejeżdżaliśmy przez Nevadę, to na trasie pojawiło się Las Vegas. Na szczęście prowadząca zwiększając prędkość, zapobiegła postojowi w tym mieście hazardu. Uratowała tym samym nasze kieszonkowe. Skądinąd dobrze się stało, jako że Las Vegas to w języku polskim – zielone łąki. A łąk zielonych po drodze mieliśmy dostatek. Po co zatem płacić za coś co było za darmo. Miłośnicy sztuki odpustowej mogli przeznaczyć zachowane kwoty na zakup trąbki czy plastikowego słonika oferowanych na straganie nieopodal Sienkiewiczowskiego pałacyku. Ci bardziej praktyczni inwestowali w specyfiki bogate w witaminy z grupy B zapewniające stabilizację błędnika…

Generalnie wycieczka bardzo pogodna w każdym sensie. W aspekcie klimatycznym nawet upalna. Nic dziwnego, przecież zawsze jest gorąco gdy się jedzie w sierpniu przez Las Vegas…

Tekst MS, foto Dorota

Ku turystyce kreatywnej

11.08.2024 r.

Trasa wycieczki: Kielce – dąbrowa – Wiśniówka – Kajetanów – Gruszka – Ścięgna – Chrusty – Samsonów – Umer – Wikień – Bobrza – Szczukowice – Kielce. Wzięło udział 11 osób, systans 60 km. Wycieczkę prowadził Stasiu.

Ileż to już razy przejeżdżaliśmy przez miejscowości będące na trasie ostatniej wycieczki. Trudno się dziwić że już mało zajmują nas ich turystyczne walory, a bardziej papierówki rosnące przy drodze, ostatnie wiejskie sklepiki otwarte w niedzielę, czy wiaty z widokiem na wodę.

Jednak przez Samsonów czy Bobrzę trudno przejechać bez refleksji. Innego rodzaju lecz równie wyraźnych skojarzeń dostarcza np. Gruszka, choć historia bez materialnych artefaktów gorzej się “sprzedaje”. “Inni” też proszą zatrzymaj się zobacz! Mam czarne wapienie – krzyczy Kajetanów, a ja czerwone piaskowce – wabi Tumlin Wykień. Niby wszyscy to wiemy, a może jednak jakieś repetytorium by się przydało, choćby dla ćwiczenia umysłu. Jednak w miejsce zwiedzania przez zapamiętywanie proponujemy kreatywne podejście do problemu. I tak na przykład, mur w Bobrzy znany z przewodników jako mur oporowy, proponujemy nazwać murem zasypowym. Z def. pojęcia “mur oporowy” wynika, że jest to samodzielna budowla. Mur w Bobrzy natomiast był integralną częścią infrastruktury hutniczej i umożliwiał dostarczanie topnika, węgla i rudy do niżej położonego pieca. Wspomniany mur pełnił wprawdzie funkcję muru oporowego jednak jego podstawowe przeznaczenie było związane z zapewnieniem warunków technicznych dla procesów hutniczych.

Turysta bowiem ma prawo do podziwiania, krytykowania, proponowania, korzystania, słowem do wszelkich kreatywnych zachowań, które zwiedzanie i wypoczynek czynią pożytecznym dla ducha i ciała.

Tekst MS, foto Gosia.