Wycieczka na bis

22.08.2021 r.

Trasa wycieczki: Kielce – Mójcza – Kranów – Daleszyce – Niwy – Cisów – Widełki – Niwy – Daleszyce – Słopiec – Borków – Kaczyn – Marzysz – Mójcza – Kielce. Wycieczkę prowadził Henio. Wzięło udział 15 osób, dystans 79 km.

Widać to ulubione miejsce Henia, bo znów nas przywiódł w okolice Cisowa i Widełek.

W małym Cisowie poza kościołem na pagórku, który go szczególnie nie wyróżnia, bo kościoły zwykle stoją na pagórkach, i okolicą, która jest równie piękna jak inne – atrakcji brak. Jednak takie miejsca zdobią nie tylko materialne walory. Dlatego przewodnicy po małych miasteczkach barwią ich historię relacjami typu „tu się z kochanką spotykał…”, „w tym miejscu z konia spadł”, czy „pod tym drzewem odpoczywał…” ktoś sławny i znany, nieważne z jakiego powodu. To dodaje rumieńców miejscu, które na co dzień jest blade jak Dunki pod koniec lutego.

Cisów również ma taki epizod, związany z pobytem Jana Chryzostoma Paska. Autor „Pamiętników” przebywał w Cisowie na „infamicznej kwarantanie” u swego bratanka w 1700 roku. J.Ch. Pasek – szlachcic siedemnastowieczny, utalentowany literacko kronikarz z poczuciem humoru, warchoł, pieniacz i awanturnik, dzielny żołnierz hetmana Czarnieckiego, nagradzany i skazywany na infamię i banicję, słowem człowiek swoich czasów. Kto wie, może w Cisowie napisał „Wydrę”, nad której losem płakałem w dzieciństwie, nienawidząc króla Jana Sobieskiego…

Doskonały obserwator, tak np. pisał o Dunkach wspominając wyprawę pod wodzą Stefana Czarnieckiego do tego kraju: „Lud też tam nadobny: białogłowy gładkie i zbyt białe, stroją się pięknie, ale w drewnianych trzewikach chodzą wieskie i miesckie. Gdy po bruku w mieście idą, to taki uczynią kołat, co nie słychać, kiedy człowiek do człowieka mówi”.

Byłoby nie od rzeczy gdyby cisowianie wbili kołek z tabliczką gdzieś blisko drogi z parkingiem i wyskrobali napis: „W tym miejscu odbywał infamiczną pokutę kronikarz i awanturnik Jan Chryzostom Pasek. Uwaga: miejsce nawiedzone – nocą straszy!„.

Cisów tym razem liznęliśmy jedynie z asfaltowej ścieżki. Natomiast Widełkom pełne uszanowanie. Przejechaliśmy je łagodnym podjazdem, aż do skrzyżowania leśnej drogi wywozowej z asfaltową w kierunku Makoszyna. Jeśli chcemy by pojęcie „piękne położenie” miało jeszcze jakiś sens, to powinno byś zarezerwowane wyłącznie dla takich miejscowości jak Widełki. Oni tu wszyscy w Widełkach powinni wnosić państwu opłatę za piękne widoki za oknem. Chociaż może to niesprawiedliwe, boć przecież mieszkający w miejskich patoosiedlach też mają takie widoki za darmo. Wszak teraz trzeba mieć pecha żeby z własnego balkonu nie widzieć sypialni sąsiadki…

Na deser zostawił Henio dłuuugi łagodny zjazd wspomnianą drogą wywozową w kierunku Niw, zamykając cisowsko – widełkową pętlę. Jadąc tędy wszyscy mieliśmy elektryczne rowery. U progu traktu powitał nas wiekowy dąb trójkonarowy, pozwalając jechać żwirową drogą wśród dorodnych świerków poprzetykanych starą dębiną przechodzącą w bór sosnowy. Szok! Ani śladu leśnych barbarzyńców oraz ich diabelskich harwesterów. To był pierwszy las, który widzieliśmy w tym roku, nie dotknięty wyrębem. Swoją drogą, nikt nie przypuszczał, że okaleczone lasy będą normą, a normalne wyjątkiem…

Dla Henia wielkie podziękowania !

Tekst MS. foto Marek, MS.

Zło wcielone

15.08.2021 r.

Trasa wycieczki: Kielce – Wiśniówka – Kajetanów – Gózd – Jęgrzna – Łączna – Kamionka – Krzyżka – Michniów – Wzdół Rządowy – Bodzentyn – Święta Katarzyna – Wilków – przełom Lubrzanki – Mąchocice – Masłów – Kielce. Część grupy pojechała z Mąchocice do Kielc przez Cedzynę. Wycieczkę zaplanował i prowadził Leszek. Wzięło udział 12 osób. Dystans 80 km.

W Dzień Maryjny realizowaliśmy zamysł Leszka by odwiedzić Mauzoleum Martyrologi Wsi Polskich (MMWP) w Michniowie. Upłynęło bowiem sporo czasu gdy byliśmy tam poprzednio. W takim miejscu jak TO ludowa mądrość, że czas leczy rany, nabiera niejednoznacznego sensu. Czas pewnie łagodził szok, rozpacz i ból towarzyszący świadkom, którzy przeżyli to niemieckie bestialstwo. Jednak po kilkudziesięciu latach recepcja tych aktów zwyrodnialstwa nabiera nowego niemniej destrukcyjnego wymiaru. Zaczynamy bowiem mimowolnie konfrontować to co TU widzimy, ze współczesną wyrafinowaną manipulacją historyczną, hipokryzją, relatywizmem, cynicznym zamazywaniem win itp. To są ewidentne świadectwa złych intencji wpływowych antenatów niemieckich zbrodniarzy. W takich sytuacjach przypominam sobie słowa studentki po wizycie w niemieckim obozie koncentracyjnym na Majdanku. Wie pan, jestem cała zdenerwowana, bo zamiast się skupić na tym co tu widziałam i słyszałam, przez cały czas szukałam słów pogardy dla tych oprawców i nie mogłam znaleźć adekwatnie obraźliwych …

Zaraz za Michniowem skręciliśmy w prawo by żwirową drogą dotrzeć na wzniesienie oferujące widoki warte mozołu włożonego w podjazd. To pozwoliło nieco odreagować przygnębienie po wizycie w MMWP. Następnie karkołomnym zjazdem do Wzdołu Rządowego i dalej spokojnie, równym tempem z przerwą na odpoczynek pod zamkiem i dożynki w Bodzentynie, by dotrzeć do domu już koło piątej…

Tekst: MS. Foto: Dorota, MS.

Czas nas uczy pogody…

8.08.2021 r.

Zgodnie z wcześniejszym planem wycieczkę prowadził Stasiu. Trasa: Kielce – Borków – Komórki – Skrzelczyce – Radomice – Łabędziów – Morawica zalew – Bieleckie Młyny – Bilcza – Kielce Dystans 55 km. Wzięło udział 15 osób.

W ostatnim tygodniu przyroda starała się złagodzić powody do klimatycznego narzekania, oferując trochę deszczu i chłodu. Narzekać na ocieplenie chce każdy: eksperci, politycy, ekolodzy, celebryci, bo z narzekania można wyżyć. Jako że na klimacie wszyscy się znają, stąd w Internecie tłoczno od opinii mądrych i głupich, hipokryzja idzie w parze z polityką, a manipulacja miesza się z prawdą.

My w Towarzystwie przyjmujemy “klimatyczną masę spadkową” z dobrodziejstwem inwentarza z braku alternatywy. Dlatego bierzemy pogodę jak leci, bez utyskiwania na coś na co nie mamy wpływu. Poranną mżawkę powitaliśmy równie życzliwie jak późniejsze słońce, czyli ze stoickim spokojem. Z pewnością Zenon z Kition byłby kontent z takiego zachowania. Orzeźwiającą wilgotność powietrza i ziemi po ostatnich opadach, osuszała nam równie skutecznie jak słońce, ciepła atmosfera wycieczki. Ciepła choć nie nudna, bo kilka wydarzeń zaburzyło leniwą niedzielę. Najpierw jabłecznik Basi oraz Jej beczki z rumem, które wywołały zrozumiały niepokój wśród słodyczożerców z powodu braknie czy nie braknie? Jeszcze się nie skończyła konsumpcja wspomnianych pyszności, jak gruchnęła wieść o uroczystościach związanych ze smarowaniem roweru Rysia, w ramach tzw. procedur inicjacyjnych. Płyn smarujący wyrafinowany, na bazie pestek z egzotycznych owoców, których nazwy trudno wymówić, złamany leśną jagodą, a to wszystko utrwalone wysokiej jakości substancją, bez której ów specjał byłby tylko kompotem… Drobna awaria roweru Ani, która nastąpiła po wspomnianych wydarzeniach, to były swoiste werble przed finałem. A na finał Uzus. Otóż w sposób niekontrolowany utarł się zwyczaj tzw. owocnych podsumowań wycieczek przez prowadzących. Tym razem Stasio przypomniał stare dobre czasy wermutów – szlachetnych trunków, którymi wabiliśmy dziewczyny w latach stosunkowo odległych. Bursztynowy trunek przydał wycieczce trochę nostalgii, wszak wermut to przecież prosecco naszej młodości… Podwójnie honorowym gościem dnia był Boguś – weteran rowerowy, Honorowy Lider i zasłużony sponsor naszego Towarzystwa. Informujemy, że nasz kolega pozytywnie przeszedł ostatnią “wizytację”. Stwierdzamy zatem, że wygląda zdrowo i trzyma się prosto.

Nawiązując do powstałego zwyczaju owocnych podsumowań: jak tak dalej pójdzie, to będziemy prosić o prowadzenie wycieczek wyłącznie zamożnych emerytów, ze świadczeniem powyżej tysiąca, aby mogli sprostać wyzwaniom…

Tekst MS., foto Ania

Lato na północnym zachodzie

1.08.2021 r.

Rowerowy sierpień zainaugurowała Ania wycieczką w rejon Strawczyna. Oprócz wycieczkowych atrakcji, o których Ania niżej wspomina, nie sposób nie odnotować ciekawej stylizacji Doroty, którą zdobi modna w tym sezonie nibykrata ozdobiona feerią pięknych kolorów. Michał z kolei postawił na mozajkowo – kwieciste desenie. To wszystko potwierdza, że w rowerowej modzie idzie nowe… (red.)

W wycieczce, wg wcześniej podanego planu , wzięło udział 14 osób. Zbyszek , jako jedyny pracujący, musiał opuścić nas wcześniej. Na trasie przejazdu był Strawczyn , którego nazwa wg legendy pochodzi z czasów Kazimierza Wielkiego, który lubił polowania. Wioska była bazą wypadową dla niego i dworu gdy przybywał na łowy w okoliczne lasy. Tu miał zapewniony nocleg i strawę. Dlatego wioskę nazwano Strawczyn, od strawę czyń. Staropolskim zwyczajem strawę spożyliśmy w Strawczynie pod wiatą. A w Oblęgorku pod wiatą był Sienkiewicz – praca zbiorowa : Leszek – Ryszard – Dorota. W przyjaznej atmosferze i dobrej pogodzie /pomimo alertów/ dojechaliśmy do Kielc.

Tekst i foto Ania

Wycieczka pasteryzacyjna

25.07.2021 r.

Telegram od Doroty:

Trasa: Kielce-Dąbrowa-Wisniówka-Zagnańsk-Samsonów-Kobylaki-Bobrza STOP  dystans 70 km STOP wzięło udział 15 osób STOP prowadzący Leszek STOP temperatura powietrza 32oC STOP pozdrawiamy serdecznie redakcję STOP do zobaczenia wkrótce STOP

Jak wynika z informacji przesłanych przez Dorotę, uczestnicy wycieczki byli poddawani wstępnej pasteryzacji w temperaturze 32 st. C. Nie mogło być inaczej, wszak to pora robienia przetworów… Mamy nadzieję, że prowadzący wycieczkę wdrożył przewidziane w takich przypadkach procedury schładzające.

Info i foto Dorota


Magia obcych słów

18.07.2021 r.

Wycieczka, którą prowadzi Leszek, może się stać kamieniem milowym w historii naszego Towarzystwa. Proponujemy bowiem nowatorską formę relacjonowania wycieczkowych wydarzeń. Sprawozdania będziemy publikować zgodnie z modną zasadą „kopiuj – wklej”. Powody oraz szczegóły wprowadzanej innowacji wyjaśniamy poniżej.

Argumenty

Teraz każdy lanser ma swój dress code. Powinniśmy również mieć takowy, żeby nadać Towarzystwu elitarności z odrobiną snobizmu. Nie będziemy go stanowić w stroju, wszak nasze dziewczyny mają w tym względzie doskonałe wyczucie i żaden modowy dyktat nie jest im potrzebny. Niech to zatem będzie speech code, czyli swoisty język stosowny do rowerowych sytuacji, który będzie budował naszą tożsamość i umożliwi sprawną komunikację.

Przykład – relacja z wycieczki 18.07.2021.

Jak zwykle wycieczkę rozpoczęliśmy słowem na niedzielę, by po ewentualnej inspekcji Krzysztofa, w asymetrycznym szyku ruszyć w trasę. Okazywany zwiedzaniowstręt wynikał ze zniecierpliwienia spowodowanego brakiem miejsc charakterystycznych. To uniemożliwiało stabilizację błędnika a w konsekwencji jazdę o suchym pysku. Udało się jednak opanować sytuację i wdrożyć skróconą wersję procedur pobytowych. Dzień bezdętkowy o zerowym bilansie, bez bohatera dnia. Może dlatego, mimo niewielkiego warcholstwa, dalszą część wycieczki odbywaliśmy w stylu beauty.

Czyż to nie jest doskonały sposób relacjonowania naszych wyjazdów? Jest zwięzły i uniwersalny, pasuje bowiem do każdej wycieczki, wystarczy tylko zmieniać datę. Ta formuła pozwala ponadto na publikację sprawozdania z wyjazdu… przed jego rozpoczęciem.

Geneza innowacji

Wszystko wzięło się stąd, że lubimy z Leszkiem lingwistyczne zabawy. Leszek jest mistrzem językowych przekrętów, dlatego słowami bawimy się niemal każdej rowerowej niedzieli. Wprawdzie makaronizmy oraz inne formy nadużywania języka już od Reja były wyśmiewane. Zresztą z samej etymologii słowa wynika, że ten kto ich nadużywa to głuptas. A jednak zapożyczenia czy przekształcenia mają się dobrze, ponieważ są oznaką językowej witalności i puryści nic na to nie poradzą, wszak język zmieniają ignoranci i manipulatorzy. Dokładamy również cegiełkę do tego dzieła, tworząc słownik KTR. Niewykluczone że za jakiś czas wszyscy w Towarzystwie będą mówić tymi dziwnymi słowami a kiedyś, choćby ze względu na rower, może go władze uznają za oficjalny język mniejszości…

Na marginesie.

Słowotwórstwo daje również wymierne korzyści, czego przykładem jest mój znajomy.

Otóż wskutek postępującej demencji, znajomy często gubi się w lesie. Utrzymuje jednak, że przyczyną tej dolegliwości jest tzw. „green out” – jedyny wykryty na świecie przypadek zaburzeń orientacji w otoczeniu zielonych kolorów. Schorzenie rzekomo zdiagnozowali u niego światowej sławy szwajcarscy neurolodzy. Bywają dni, że neurolodzy są amerykańscy, oczywiście również światowej sławy. Znajomy, naznaczony nimbem wymyślonego przez siebie eufemizmu, tak zaimponował swojej o wiele młodszej koleżance, że ta nie odstępuje go na krok, zarówno w lesie jak i w życiu.

Oto co jest w stanie zdziałać magia obcych słów…

Tekst MS.

Dyskretny urok świętokrzyskiego lata

11.07.2021 r.

Wycieczka zgodnie z wcześniejszym planem była realizowana w dwu wariantach. Ogółem wzięło udział 18 osób. Wariant czerwony: główny prowadzący Marek. Dystans 66 km. Wariant różowy: począwszy od Górna siedmioosobowa grupa prowadzona przez Anię, wybrała krótszą trasę  przez Cedzynę do Kielc. Dystans ok. 50 km.

Ostatnią, bardzo udaną wycieczkę odbyliśmy wykorzystując okno pogodowe między dwiema burzami, w umiarkowanej temperaturze, chłodzeni delikatnym zefirkiem.

Świętokrzyskie lato zdecydowanie się różni od przewidywalnych skwarów europejskiego południa, zakurzonej makii i słońca, które nie zna umiaru, przydając zmarszczek tamtejszym kobietom po krótkim czasie młodości…

Lubimy nasze lato – z rozedrganym powietrzem i feerią wszelkiego kwiecia w pełni letniej powabni. Wszystko w stanie niepokojącej, chwiejnej równowagi za sprawą słońca, które maluje tekstylnym dziewczynom paski i trójkąty a letnie znużenie zachęca by zażyć ochłody… Lato jest piękne również w kapryśnej odsłonie, gdy błękit nad Łysicą zmienia się w kumulusy i z upału wraca sinusojdą do leśnego chłodu, by znów zarzucić niebo cirrusem, zwiastując ciepłą odmianę…

U nas nawet letnia wichura bywa pożyteczna, w ostatni piątek podpowiedziała  kieleckim urzędnikom, że czas się pozbyć starych wierzb nad Silnicą.

Tekst MS., foto: Ania, Dorota, Marek.

Rezerwat Białe Ługi

4.07.2021 r. 

Zgodnie z zapowiedzią, wycieczkę do rezerwatu “Białe Ługi” prowadził Heniu. Dystans  ok. 60 km, wzięło udział 20 osób. Pogoda ciepła, nieco pochmurna, nastrój słoneczny, panie pełne letniego wdzięku, panowie jak zwykle, jabłecznik Pawła doskonały.

Rezerwat torfowiskowy “Białe Ługi” jest swoistym idee fixe Henia, który od wielu lat prowadzi wycieczki w to miejsce, zarówno w naszym Towarzystwie jak i w klubie “Przygoda”. Rezerwat jest bowiem nie tylko atrakcją estetyczną z powodu owocujących wełnianek, które tu tworzą rozległe białe kobierce. W czasach znudzonych uczniów i zblazowanych turystów ta wełniankowa atrakcja jest także swoistym wabikiem, na który ludzie ciekawi świata, tacy jak Henio łowią wycieczkowiczów, aby ci mieli okazję liznąć nieco wiedzy o problemach środowiska naturalnego. Tym razem „wełniankową bawełnę” rozdmuchał już wiatr, co osłabiło nieco zainteresowanie wycieczkowiczów – szkoda.

Nie każdy musi się uczyć murarki czy fizyki molekularnej, lecz każdy choć trochę powinien rozumieć przyrodę, aby szafując beztrosko jej dobrami miał świadomość, że kiedyś miecz Damoklesa może mu spaść na głowę.

Rezerwat “Białe Ługi” leży w granicach Cisowsko – Orłowińskiego Parku krajobrazowego. Ustanowiony w1959 r., zajmuje powierzchnię ponad 400 ha. Główną jego część stanowi obniżenie związane pod względem genezy z trzeciorzędowym rowem tektonicznym, przekształconym podczas zlodowaceń w czwartorzędzie, o nieprzepuszczalnym podłożu. Obniżenie zajmuje 10-cio kilometrową formę wklęsłą o szerokości od 1,5 do 3 km, rozciągającą się z północnego – zachodu na południowy – wschód między Pasmem Cisowskim z górą Stołową od północy a Grzbietem Szczecniańskim z górą Kamień od południa. Centralną część obniżenia zajmuje torfowisko o szerokości 0.5 – 1 km rozdzielone piaszczystym „pomostem”. Rzeczka Trupień odprowadza wody z północnej części torfowiska w kierunku północno – zachodnim, a Czarna Staszowska z części południowej w kierunku południowo – wschodnim. Tak więc ujście Trupienia do Belnianki stanowi północno – zachodni kraniec torfowiska, a południowo – wschodni kraniec, to okolice wsi Ujny – Holendry. Jadąc szlakiem Green Velo, za Ujnami w kierunku Holendrów dobrze widać jego fragment, szczególnie po lewej stronie drogi. Torfowisko leży w strefie wododziałowej między Nidą i Czarną Staszowską. W wyniku hydrologicznych przekształceń stanowi obecnie typ torfowiska wysokiego tzn. zasilanego głównie wodami opadowymi.

W takim miejscu jak torfowisko wszystko jest związane z wodą a obecnie coraz częściej z jej  niedostatkiem. Problem rewitalizacji polega na tym, żeby spowolnić proces jego odwadniania.

Wycinanie drzew i krzewów na obszarze torfowiska, budowa zastawek na ciekach wodnych oraz system monitorowania poziomu wód gruntowych, to obecnie standardowe działania w rewitalizacji torfowisk. Tego typu przedsięwzięcia na obszarze rezerwatu podejmuje również Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska wraz z Nadleśnictwem Daleszyce. Poprawianie przyrody to skomplikowana materia i trudno się dziwić, że są to często przedsięwzięcia o niepewnej skuteczności. Duże poruszenie w Internecie wywołała decyzja dot. niszczenia drzewostanu sosnowego w ramach prowadzonej rewitalizacji torfowiska.  Z rozbawieniem przeczytałem wyjaśnienie nadleśnictwa odnośnie tych działań: “Obrączkowanie drzew (obdzieranie z kory na pewnej wysokości przyp. SM) ma na celu stopniowe zamieranie drzew, które przestaną zabierać wodę i same będą dodatkowo ocieniać torfowisko”. Szanowne Nadleśnictwo, sosny to nie baobaby i uschnięte, cienia dają jak kot napłakał. Zresztą po co walczyć z nasłonecznieniem, wszak aqua /solis, czyli woda i słońce – to pragnienie większości torfowisk. Na obszarze kilkudziesięcioletniego lasu, procesy osuszania być może zaszły tak daleko, że życie bagna nie jest już możliwe, nawet przy podwyższeniu poziomu wód gruntowych. Przecież sosnowy las przez długi okres przekształcał środowisko według swego “niebagiennego” porządku. Czy nie lepiej skoncentrować się na ochronie tego obszaru torfowiska, w którym procesy degradacyjne jeszcze nie spowodowały zbyt dużych  zmian? Ten las sosnowy może należało zostawić, by zamiast “zabierać” wodę, mógł ją retencjonować. Nie znamy szczegółów, więc niech to będą  uwagi “na marginesie”, ułatwiające jedynie rozumienie procesów. Skądinąd nie warto środowisku pomagać na siłę, bowiem niektóre zmiany zyskały sobie prawo bytu “przez zasiedzenie”. Ze zgrozą np. czytam naukowe pomysły, żeby w celu poprawy warunków hydrologicznych torfowisk “usuwać duże połacie lasu, co (wskutek spadku retencji przyp. SM) może spowodować podtopienia i zalewanie torfowiska”. Tak strasznie, że aż śmiesznie – coś w stylu – cel uświęca środki. Skądinąd ciekawe jak autor tego pomysłu tłumaczy studentom holistyczną naturę przyrody, skoro ją sam ignoruje, bo jakoś nie wierzę, aby jej nie rozumiał.

Na zakończenie pomyślmy o tej kwestii w dziecięcy sposób . Otóż sosny, brzozy, czeremchy oraz inne krzaczki, zawsze rozsiewały nasiona na terenie torfowiska.  Rzecz w tym, że zaczęły zajmować tereny bagienne dopiero wtedy, gdy im bagno na to pozwoliło. W miarę gdy ubywało wody w torfowisku, w miejscu roślin bagiennych, które potrzebują wysokiego poziomu wód powierzchniowych, zaczęły się panoszyć drzewa. To są naturalne prawa sukcesji. Stąd nadzieja na to, że jak wytniemy drzewa i krzewy, to się odrodzi bagno zwyczajne, wełnianka, rosiczka okrągłolistna czy żurawina błotna, może okazać się płonna, wszak zadrzewienie to skutek, a nie przyczyna bagiennych kłopotów. Pozostaje wierzyć, że chociaż w najmniej zdegradowanej części “Białych Ługów”  uda się zapewnić status quo.

Jednak wełniankowego puchu już chyba nie wystarczy, żeby napełniać nim poduszki czy materace jak to ongiś bywało.

Tekst SM., foto Ania, Marek, Jola

Piętnasta dziesięć do Bizorędy

27.06.2021 r.

Zgodnie z czerwcowym planem wycieczkę główną prowadził Slowhand. Począwszy od Podzamcza Chęcińskiego nastąpił podział na dwa warianty: dystans główny ok. 71 km -7 osób oraz alternatywny ok. 56 km – 5 osób.

Trasa krótszego wariantu wycieczki

Niech nikogo nie dziwi tajemniczy wyraz Slowhand, który tu zastępuje prawdziwe imię Głównego Prowadzącego wycieczkę oraz brak personaliów osoby prowadzącej wycieczkę alternatywną.  Postanowiliśmy bowiem chronić dane osobowe naszych liderów, wszak znane osoby są narażone na ataki hejtersko – hakerskie oraz wścibstwo tabloidów. Jednak na użytek wewnętrzny sugerujemy sposób, który ułatwi identyfikacje prowadzących. Otóż pierwsza sylaba tajemniczego wyrazu Slowhand sugeruje styl jazdy rowerowej Głównego Prowadzącego. Natomiast cały wyraz nawiązuje do Jego drugiej pasji, a konkretnie do osoby o równie wielkim co On talencie. Obaj dysponują techniką, która pozwala na chwytanie f-molów tak sprawnie, jak prostych c-durów. Dlatego myślę, że zagraliby mój ulubiony kawałek Tears In Heaven jednakowo pięknie. Natomiast osoba, która prowadziła wycieczkę alternatywną posiada szereg pozamuzycznych talentów i kojarzy się z porankiem. Chyba tyle wystarczy by ci co powinni, mogli się zorientować kto prowadził ostatnie wycieczki tegorocznego czerwca.

Skoro procedury kryptologiczne mamy za sobą, zatem adremos, jak mawiał mój znajomy, unosząc dłoń z naczyniem… “do góry” – dodałby pewien odwieczny polityk kielecki, który zwykł “cofać się do tyłu”.

Jedną z miejscowości, którą odwiedził wraz z grupą Główny Prowadzący była Bizoręda. Ilekroć na trasie naszych wyjazdów pojawia się ta miejscowość, cieszę się niezrozumiałą radością, choć tym razem nie zdołałem tam dotrzeć. Bizoręda niemal w każdym wymiarze niczym się nie wyróżnia, poza tym, że posiada piękną nazwę. Szkoda, że nie ma tu stacji kolejowej, bo moglibyśmy mówić piętnasta dziesięć do Bizorędy, co brzmi nawet lepiej niż sławne piętnasta dziesięć do Yumy. Ładnie się również rymuje np. Którędy do Bizorędy? Tędy! Zatem pedałujmy w te pędy! itp. Jednym słowem, miała Bizoręda szczęście do nazwy.

Nie mogą chyba tego powiedzieć mieszkańcy Alfonsowa, Stolca czy Białegokału. Choć nie wiadomo na pewno, wszak np. mieszkający w Burdelach nie chcą zmieniać nazwy, czemu dali wyraz w referendum… Są też miejsca wabiące nazwą: Wódka, a jeszce lepiej Zimna Wódka, Wińsko, Całowanie, Ameryka czy Pupki.  Nie wiadomo czy Nowe Rumunki leżą przy ruchliwej drodze, jeśli tak, to również zachęcają do odwiedzin… Niektóre miejscowości trochę przesadziły z reklamą jak np. Tumidaj, Samice, Szparki,  czy Ruchocice, natomiast Nędza czy Kłopot wręcz przeciwnie. Swoją drogą dobrze się stało, że Tumidaj i Szparki dzieli 416 km, bo jakby to wyglądało gdyby je trzeba było umieścić na jednym drogowskazie… Poizdów oraz Chumiętki również są od siebie odległe, lecz to nie ma znaczenia, wszak zupełnie do siebie nie pasują. Na koniec przestrzegamy rowerzystów, niech was nie zbałamucą te frywolne nazwy, bo przez Wińsko czy Całowanie można znaleźć się w Kłopocie. No cóż, nie każda ma na imię Bizoręda…

Tekst MS., foto Ania, Dorota, Jola.

Przedbórz kajakowo – rowerowy z kolejowym wspomaganiem

18-20.06.2021r.

Prowadzili: Kielce – Przedbórz – Andrzej, Leszek. Przedbórz – Kielce – Ania, Andrzej, Leszek. Wzięło udział 12 osób oraz Przedborzanie – goście i gospodarze w jednym: Dzidek, Fredek, Antoni, Grzegorz oraz Tadeusz.

Wielu pięknych słów trzeba by użyć, żeby opisać to co przeżyliśmy podczas tegorocznego wyjazdu do Przedborza. Jednak ocho-achów w tej relacji nie będzie, ponieważ autorowi brakuje apologicznego talentu, nie mówiąc już o tym, że panegiryki są ciężkostrawne dla współczesnych czytelników. Podziękowaniami też nie będziemy nadmiernie zanudzać zakładając, że  za wszelki wysiłek włożony w to udane przedsięwzięcie psychologia oferuje jedenaście różnego typu korzyści z uwalnianiem dopaminy na czele. Nie wiadomo tylko, czy wszyscy doznali tej satysfakcji na miarę swoich zasług. Dlatego dziękujemy zaangażowanym we wszelkie aktywności, które uczyniły “Przedbórz 2021” przyjemnym przeżyciem. Na zakończenie wypada ogłosić, że artystycznym odkryciem roku jest wylansowany przez Dzidka – Antoni, artysta o ujmującej skromności, który kocha to co robi. To Jego gra na harmonii uwolniła w naszej Edith-Dorocie talent wokalny, który w niej drzemał by eksplodować tego upalnego wieczoru… Takich uroczych ludzi, miejsc i zdarzeń nigdy dosyć, zatem do siego Przedborza! – wszak od dzisiaj kolejny nadchodzi…

Tekst MS., foto Ania