Wycieczka quasi wiosenna

13.11.2022 r.

Trasa wycieczki: Kielce – Cedzyna – Kopcówka – Leszczyny skała – Mąchocice – Ciekoty – Święta Katarzyna – Krajno – Bęczków – Mąchocice – Cedzyna – Kielce. Dystans 50 km, wzięło udział 12 osób. Wycieczkę prowadził Andrzej. Zachmurzenie pełne ale bezdeszczowe.

Skoro “trzynastego nawet w grudniu jest wiosna”, to w listopadzie tym bardziej. Bo tak na dobrą sprawę czymże się różniła pogoda 13 listopada tj. w dzień ostatniej wycieczki od tej, która bywa 13 marca. Może jedynie tym, że w listopadzie dzień o dwie godziny krótszy a brzozowy gaik pod Bęczkowem jeszcze wszystkich liści nie zgubił. Tak więc ci, którzy kończą rowerowy sezon po Wszystkich Świętych, źle robią, ponieważ trwa jeszcze  sezon quasi wiosenny.

Mimo ciekawej trasy jest pewien kłopot z relacją z ostatniej wycieczki. Andrzej mianowicie zwykle dba o to, aby każdemu z naszych wyjazdów towarzyszyła jakaś myśl przewodnia. Tym razem jednak wyraźnego clou wyodrębnić trudno. Gdyby nie zamglenie to z pewnością widok spod krzyża na przełęczy Krajeńskiej byłby gwoździem programu. Miała na to szansę również miejscówka  ze źródełkiem św. Franciszka pod Łysicą. Przyćmiła ją jednak nerwowość wynikająca ze zróżnicowanego tempa spożywania kanapek. Mianowicie, ludzie świętokrzyscy, nie wiedzieć czemu, jedzą w pośpiechu, by nie rzec – kompulsywnie. Ci z Ponidzia odwrotnie. Prowadzi to to do sytuacji, że w czasie gdy Ponidziak ledwie co rozwinie kanapkę, ludzie świętokrzyscy już siedzą na  rowerach, gotowi do dalszego pośpiechu. Są pewne społeczne przesłanki tłumaczące to zjawisko, lecz z uwagi na swoje bezpieczeństwo autor boi się je ujawniać. Do głównej atrakcji wycieczki pretendowało także mikroskopijne plateau nieopodal drogi z Kopcówek do Leszczyn, a raczej dostęp do niego okupiony masą przemieszczonej ziemi. Przegrało jednak z innym plateau, którego znaczenie objaśniła nam Ewa, i trudno się temu dziwić…

Tekst MS, foto Dorota

Święto Niepodległości

11.11.2022 r.

Trasa wycieczki: Kielce – Bilcza – Morawica – Brudzów – Radomice – Marzysz – Kuby Młyny – Bilcza – Kielce. Wzięło udział 11 osób, dystans ok. 50 km. Wycieczkę prowadził Andrzej. Pogoda niezmiennie łagodnie jesienna, ze słońcem lekko zaciągniętym chmurami.

Świętowaliśmy w Rocznicę Niepodległości na swój rowerowy sposób, bowiem każdy świętuje jak chce. Oczywiście skoro są świętujący, to również istnieją świadomie nie świętujący i wreszcie tacy, u których ta rocznica nie zajmuje miejsca w świadomości. Innymi słowy, pierwsza grupa obchodzi rocznicę niepodległości świętując, druga to święto obchodzi, czyli omija z daleka, a pozostałych to w ogóle nie obchodzi. Nie zamierzamy się wdawać w oceny tych postaw, to tylko taka homonimiczna zabawa.

Kluczowym miejscem naszego świętowania była dolina Morawki. Trzeba przyznać, że Andrzej dokonał udanej paraleli, bowiem dolina Morawki w odbiorze społecznym jako żywo przypomina Święto Niepodległości. Oba te byty, przyrodniczy i społeczny podlegają zmianom i jednym się to podoba, a innym nie. Tak więc z okazji Święta Niepodległości warto sobie życzyć aby zwolennicy przyrodniczych walorów Morawki rozumieli choć trochę argumenty stronników obwodnicy, zaś admiratorzy marszu niepodległości tolerowali tych, którzy wolą świętować niepodległość np. wśród dobrze zaopatrzonych food trucków i vice versa.

Jednomyślność jest dobrem rzadkim, jednak doświadczyliśmy jej na koniec wycieczki, oglądając na pograniczu Radomic i Marzysza, strudzoną czasem, przydrożną kapliczkę z misternym Jezuskiem z patyczka. Kapliczka jest jednomyślnie piękna w każdym wymiarze. Na tle wcześniejszych politycznych sporów, to było bardzo pokrzepiające…

Tekst MS, foto Dorota, Gosia, Jola

Pieczenie ziemniaków

6.11.2022 r.

Trasa wycieczki: Kielce – Bilcza i okolice – wiata na Stadionie – Kielce. Dystans 30 km, wzięło udział 11 osób. Wycieczkę prowadził Leszek. Pogoda łagodnie jesienna mniej pochmurna niż słoneczna.

Zapowiadane od dwóch tygodni pieczenie ziemniaków, stało pod znakiem zapytania głównie z powodów pogodowo – kadrowych. W dzień poprzedni bowiem mżyło uporczywie, a kierownik projektu Andrzej nie mógł wziąć w nim udziału. Tym bardziej wypada docenić bardzo udane spotkanie przy pięknej pogodzie pod stadionową wiatą, które zaplanował Leszek. Potwierdziła się – wymyślona na tę okoliczność –  “prawda ludowa”, że na świętego Alberta  pieczony ziemniak dodaje wigoru lepiej od kawioru.

Zaiste wigoru nie brakowało, czyli po czesku mówiąc „bylo wigornie”. Zalotne tańce w bliskim kontakcie to przecież jego przejaw niezbity. Udzieliło się to nawet osobom postronnym. Jak choćby pewnemu emerytalnemu rowerzyście, który uwiedziony czarem Doroty, tańczył nawet nie zsiadając z roweru… Dziękujemy Monice oraz Kasi za gościnne występy, w dodatku Kasi za oprawę muzyczną imprezy. 

Podziękowania dla Krzysztofa, który mimo sportowych obowiązków sprawnie zarządzał ogniem, a Sławkowi za rozpoznanie wywiadowcze pozwalające na lokalizację zasobów paliwa.

Pozdrawiamy wszystkich, którzy chcieli, a nie mogli uczestniczyć w ognisku, jak również tych co mogli a nie mieli ochoty. Szkoda, bo wigor w dobrym gatunku w czasie inflacji swoje kosztuje, a u nas  w ostatnią niedzielę był rozdawany za darmo… 

Sprawozdawał MS, dokumentowały wydarzenie –  Gosia, Dorota, Ula.

No i dokołowaliśmy do listopada…

30.10.2022 r.

Dystans ok. 55 km, prowadziła Ania, udział wzięło 10 osób

Z Kielc wyjechało 8 osób a wróciło 10 osób, a to za sprawą zmiany czasu i godziny zbiórki.W Szewcach spotkaliśmy Sławka i Michała, którzy wyjechali z Kielc o godz. 9.00. Rano pogoda nie zachęcała do wyjazdu, ale w ciągu dnia nieśmiało wychodziło słońce, a na drzewach złociły się już tylko pojedyncze liście, co przypominało, że nadchodzi listopad a z nim Święto Zmarłych. W Promniku pod Kaplicą Świętej Tekli z 1870 r., Dorotka zapaliła symboliczny znicz pamięci naszym zmarłym kolegom z KIGARI.

Tekst Ania, foto Ania, Dorota,Ula

Zakończenie sezonu rowerowego

23.10.2022 r.

Trasa wycieczki: Kielce – Bilcza – lasem nad Chodczą do Marzysza – Znojów – przez las do Borkowa – ognisko nad Belnianką – Słopiec – Kranów – Mójcza – Kielce. Dystans 50 km, wzięło udział 14 osób. Wycieczkę prowadził Andrzej.

Nie ma lepszej pory na zakańczanie czegokolwiek, niż lekko smutny anturaż złotej jesieni. Październikowa przyroda w każdym miejscu pobudza estetyczne zmysły, bo przecież trudno się  poruszać na rowerze nie rozglądając się choć trochę, zależnie od poglądów, w prawo lub w lewo. 

Rankiem zachmurzone niebo nie rokowało najlepiej, jednak już koło południa słońce ujawniło feerie złotych kolorów. Trzeba przyznać, że Andrzej poszukał ciekawego miejsca na ognisko. Jeśli dodać, że nawet Leszek jeszcze tam nie był, znaczy że ogniskowaliśmy w terenie dziewiczym… Na początku było lekko nerwowo, z uwagi na teatralne plany Ani. Kto zna życie ten wie, że w takich sytuacjach kobiety są zawsze w niedoczasie. Wiadomo, kilka sukienek trzeba przerzucić, nim się dobierze do nastroju dnia tę właściwą… Nie mówiąc już o wyborze obuwia, makijażach i tym podobnych czynnościach. Znając jednak organizacyjną sprawność naszej koleżanki jesteśmy pewni, że zdążyła ze wszystkim. Ci, bez kulturalnych planów, kontynuowali pobyt podkładając patyczki do symbolicznego ogniska, w którym przy odrobinie wysiłku można było upiec nawet dwa ziemniaki. Wcześniej jednak przyszło nam oglądać to co zostało z niewielkiego strumyczka Chodcza. A nie zostało nic, bo przecież suchego korytka strumykiem nazwać nie sposób. Podobno to wina bobrów, ale wszyscy wiemy, że dziesiątkami takich strumyczków płacimy teraz za te lata całorocznego ciepła, które było dla przyrody niczym bal na Titaniku…  Dobrze, że Andrzej nam to pokazał, chociaż nie wiem czy powinniśmy się biczować za globalne grzechy… Na szczęście słoneczny dzień jesienny to dobre antidotum na ekologiczne rozterki.

Trudno jest mówić o doznaniach estetycznych nie w swoim imieniu, zatem na zakończenie kilka jesiennych refleksji oczywisto – banalnych.

Złota jesień jest  piękna sama w sobie. Ze względu na efemeryczną naturę,  jest ciut nostalgiczno – melancholijna w odbiorze. To pora, która inspiruje artystów – od Vivaldiego po Staffa, choć jest trudna dla malarzy, bowiem podstępnie zaciera granice między pięknem a kiczem. Barwy jesieni są tu trochę jak jeleń na rykowisku; w naturze piękne, na obrazie już niekoniecznie. Może dlatego, że w przeciwieństwie do ludzi, przyroda nie ma problemu z kompozycją kolorów, bo jej estetyka nie jest skutkiem arbitralnych wyborów tylko z wynika z odwiecznego porządku rzeczy.

Słowem, udana niedziela –  korzystaliśmy nieśpiesznie z jesiennego piękna bez ograniczeń i bez biletów…

Tekst MS, foto Dorota.

Między szafirem i szmaragdem…

Trasa: Kielce – Białogon – Szczukowskie Górki – Podzamcze Piekoszowskie – Micigózd – – Łubno – Korczyn – Snochowice – Kuźniaki – Strawczyn – Oblęgorek – Kostomłoty – – Niewachlów – Kielce /73km/ prowadził Stasiu U.

Relacja Ani:

Na zbiórkę przyjechało 15 osób, ale już na starcie z wycieczki zrezygnował Redaktor Naczelny, wydając innym polecenia służbowe. Po postoju w Micigoździe z dalszej jazdy zrezygnowali Jurek z Markiem, w Łosieniu odjechał Darek, a w Korczynie Gosia ze Zbyszkiem*. Do Strawczyna dojechało 9 osób, a tam był punkt centralny dzisiejszej wycieczki – Basia z Markiem obchodzili JUBILEUSZ 50 – LECIA ŚLUBU i z tej okazji zastawili stół wykwintnym poczęstunkiem.

Dziękujemy im bardzo i życzymy takiej radości życia jak do tej pory!!!


*Relacja Gosi:

Po krótkim przystanku w lesie, dzięki uprzejmości Basi i wskazaniu gdzie rosną rydze, nie zdążyliśmy ich zabrać ze sobą, przewodnik wraz z osobami towarzyszącymi odjechał „w siną dal” 😄

Od Redakcji:

Nie ważne kto, kiedy, którędy i z kim, ważne, że wszyscy wrócili z wycieczki zadowoleni!

****************************************************

Relacje: Ania, Gosia. Foto: Ania, Gosia, Dorota, Ula

Dobre strony podziwu

9.10.2022 r.

Trasa wycieczki: Kielce – Białogon – Zgórsko – Czerwona Góra – Chęciny – Brzerzegi – Chojny- Mosty- Podzamcze – Przymiarki  – kilka osób przez Trzcianki, Bilczę – dystans 80 km, reszta przez Nowiny do Kielc – dystans 65km. Wzięło udział 10 osób, nie licząc trzech rowerzystów epizodycznych, którzy odjechali w siną dal. Wycieczkę prowadził Leszek. Ranek chłodny i zachmurzony, później słonecznie oraz umiarkowanie ciepło.

Centralną atrakcją wycieczki, niejako samoistnie, stała się wiata w Chojnach, usytuowana nieopodal malowniczego zakola Nidy. Wiata piękna, bo się pięknie starzeje. To jest starość, której nikt sztucznie nie przeszkadza się starzeć. Dlatego jeszcze długie lata będzie się godnie ku ziemi chylić… Lokalizacja też jej przydaje dodatkowej urody, wszak Chojny to jedna z najbardziej urokliwych świętokrzyskich wiosek, a rzeka jest tu jest wartka i czysta. Myślę, że słodka uczta w słońcu, którą urządziliśmy sobie w tym miejscu, była stosownym zwieńczeniem spędzonego tam czasu.

Był jeszcze jeden obiekt godny uwagi wrażliwców, mianowicie kunsztowne mury, chyba już opuszczonej budowli bez dachu, po lewej stronie drogi, przed skansenem w Tokarni jadąc od Kielc. Majstersztyk sztuki murarskiej z czasów, gdy się jeszcze murowało z łupanego kamienia, a nie  klejonych silikatowych klocków lego.

W czasie wycieczek warto koncentrować uwagę na tym co budzi nasz podziw, jako że nic tak nie stabilizuje pogody ducha jak zdumienie połączone z zachwytem.

Tekst MS, foto Gosia.

Trzecie urodziny KTR “Kigari”

Bodzentyn 1-2.10.2022 r.

Wzięło udział 10 osób, wiedzionych na miejsce uroczystości w zwartych szykach przez Anię oraz Andrzeja.

Mija trzy lata udanego mariażu turystyki, tradycji oraz rowerowej pasji. To dowód, że funkcjonowanie w trójkącie jest możliwe, a nawet przynosi niezłe rezultaty. Zapowiadało się, że nasz trzylatek, owoc owego związku, wbrew prawidłowościom wieku dziecięcego, będzie w czasie swoich urodzin bardziej kapryśny niż w roku poprzednim. Obawy okazały się płonne. Wprawdzie w niedzielę z rana ciut ciut się zmoczył, lecz pewnie tylko dlatego, że chciał symbolicznie zaznaczyć początek jesieni.

Natomiast sobotni wieczór należał niewątpliwie do tych, o których się zwykło mówić “chwilo trwaj”. Wszystko za sprawą  Ani, Doroty, Małgosi i Joli, obdarzonych racjonalną inteligencją, która nie tłumi ich urody życia, dziewczęcego wdzięku, czy kompatybilności w tańcu. Gdyby tak  jeszcze ich lekko frywolną elegancję można było przyprawić szczyptą rozwiązłości… Autor ma świadomość ryzyka, że może to być odebrane jako uwaga  w stylu “Zuzanna  i starcy”… niech to więc pozostanie w sferze niezobowiązującej, ulotnej sugestii. W każdym aspekcie to były udane urodziny, spontanicznie zdominowane przez kobiecy żywioł. Mamy jednak nadzieję, że taneczny Rysio oraz jego pięciu asystentów miało jakiś drobny aktywizujący wkład w to przedsięwzięcie… Powodowani niemerkantylną motywacją, oprócz zasług, które trudno zmierzyć, dziękujemy Paniom także za materialny wkład w przygotowanie przyjęcia urodzinowego: 

  • Ani za tort, który stał się symbolem klubowych urodzin, o delikatnym smaku z czeremchową nutą. Logistyczny wysiłek włożony w jego przygotowanie, to konsekwencja organizatorskiego talentu oraz dużej dawki życzliwości i dobrej woli.
  • Małgosi oraz Joli za szczodrą i szczerą niezawodność w sponsorowaniu uroczystości urodzinowych oraz innych, organizowanych przez Towarzystwo.
  • Dorocie za wyrafinowaną substancję prozdrowotną, a przede wszystkim za prezenty, które otrzymała redakcja. W poczuciu niegodności tychże, cieszymy się trochę faryzejsko, że nagradzanie w imieniu czytelników weszło  Dorocie w nawyk…

Nawiązując do sztandarowego hasła współczesnych sufrażystek wypada stwierdzić jednoznacznie: Kieleckie Towarzystwo Rowerowe jest KOBIETĄ, co szczególnie w dniu Jego/Jej  urodzin warto przypominać.

Niejako suplementem do klubowych urodzin, była nasza niedzielna wycieczka do pobliskiego Tarczka. Z rekomendacji Andrzeja, obejrzeliśmy tu z Jolą kościół pod wezwaniem św. Idziego. Piękna jednonawowa romańska świątynia z ciekawym tryptykiem w głównym ołtarzu oraz subtelnymi malowidłami nietynkowanych ścian z różowego piaskowca. Ten obiekt zupełnie nie potwierdza powszechnej opinii o romańskich budowlach średniowiecza. Wnętrze o doskonałych proporcjach. Brak, zakłócających przestrzeń filarów gotyku, czy dekoncentrujących ozdób baroku, oraz łagodne przejście nawy w prezbiterium powoduje, że przystrojone historyczną patyną wnętrze świątyni jest jasne i funkcjonalne. Otwarta przestrzeń  czyni z niej paradoksalnie obiekt bardziej przyjazny i  nowoczesny niż budowle późniejszych okresów. Obiekt godny specjalnej wycieczki rowerowej, wszak baroku w Polsce dostatek, gotyku również niemało, natomiast takich budowli romańskich jak na lekarstwo. Kościół w pobliskiej  Świętomarzy to już całkiem inna architektoniczna liga. Oba obiekty jednak łączą piękne drewniane dzwonnice. To są oczywiście nasze, nieksiążkowe wrażenia.

Tekst MS, foto Joleczka

Analogowa fit wycieczka

25.09.2022 r.

Trasa wycieczki: Kiece – Borków – Słopiec – Niwki – Smyków – Daleszyce – Kranów – Kielce. Wycieczkę prowadził Andrzej. Dystans 65km, wzięło udział 16 osób. Pogoda rześka, lekko kapryśna, epizodyczna mżawka, chwilami słonecznie.

Żyjemy w rozszerzonej rzeczywistości (R.Rz.)*. Może by zatem należało również rowerową rekreację fitować stosownie do nowych możliwości. Użyte słowo “fitować” to nie  jakieś kolejne lingwistyczne dziwadło, którym autor próbuje przykryć niedostatki swojej erudycji. Fitowanie to przeróbka z angielskiej zbitki “outfit”. Ostatnio robi karierę w wirtualnych zakupach i tu oznacza mniej więcej przymierzanie, dopasowywanie na odległość kupowanych rzeczy za pomocą specjalnej aplikacji, pozwalającej na ocenę czy np. kupowane joggery będą pasować do naszej figury, różowych sneakersów itp. W bridżowym kontekście np. super fit to sytuacja gdy mamy na ręce np. siedem kierów, a pozostałe sześć ma partner. Skoro można wirtualnie dobierać spodnie do butów, to da się również dopasować wycieczkę rowerową do upodobań. Wprowadzamy mianowicie do programu określone preferencje, a system pokaże potencjalne trasy rowerowe. Tym sposobem np. Andrzej dostanie trasę po bezdrożach, Leszek najdłuższą z możliwych, a Sławek S7 do Skarżyska. Co więcej, nie wychodząc z domu, będzie można przeżyć to wszystko na ekranie telewizora, pedałując na stacjonarnym rowerku. 

Póki co odbywamy wycieczki w starej, by rzec, analogowej formule. Ktoś trochę ponarzeka na zbyt długą trasę,  inny pomarudzi że zbyt krótka, jeszcze inny chciałby wolno przez las zielony, kolejny na skróty, bo mu stygnie kotlet mielony… Tym sposobem w lekko zrzędliwej zgodzie acz w pogodnej atmosferze, spędzamy zwykle niedzielne rowerowe przedpołudnia.

Ostatnia wycieczka należała natomiast do tych konsensualnych. Odwiedziliśmy miejsce obozowania Oddziału AK “Barabasza” w lasach cisowskich na stoku góry Stołowej. Płk Marian Sołtysik “Barabasz”, jak wiele innych znanych postaci stał się ostatnio obiektem niepochlebnych opinii. Zawziętym oponentom sugerujemy, żeby się wystrzegali czarno – białych sądów. Każdy czas, a szczególnie czas wojny obfituje w szare kolory, dlatego podczas takich sporów należy pamiętać o praprzyczynie wszelkich zdarzeń, czyli o tych co rozpętali wojnę. Relatywizm w tym przypadku nie jest spekulacyjnym zabiegiem, jest tylko kontekstem, który pozwala lepiej zrozumieć wojenną rzeczywistość.

Rowerowa niedziela pod dowództwem Andrzeja udowodniła, że bez fitowania też można być super fit, czego przykładem była zarówno wycieczka dopasowana do pory roku, jak również Dorota w swoim yellow kubraczku wabiąco rozwianym na jesiennym wietrze…

* R.Rz – system łączący świat rzeczywisty z generowanym komputerowo.

Tekst MS, foto Gosia W.

Złote Liście 2022

16-18.09.2022 r.

Trasy przejazdu: podano w Ogłoszeniach – Rajd “Złote Liście” 2022. Główny dzień Rajdu – ziemia szydłowska. Wybór miejsca oraz zakwaterowanie Ania. Prowadzenie oraz obsługa merytoryczna Andrzej. Dystans ogółem ca. 180 km. Wzięło udział 11 osób.

“Złote Liście” – symbolicznie złote, ponieważ zdominowane przez niekończące się, jeszcze mocno zielone, sady śliwkowe poprzetykane tanim (30 gr. /kg w hurcie) owocowym fioletem. Pogoda bezdeszczowa, bocznie wietrzna. Program przyrodniczy pod znakiem widoków nawet w czterech planach, co u schyłku lata było niezłym zrządzeniem losu. Zwiedzanie zabytkowego Szydłowa starannie przygotowane przez Andrzeja, uzupełnione spotkaniem z wieloletnim wójtem szydłowskiej gminy. Szydłów, mimo że opasany detrytycznym murem, trzyma się nieźle i wygląda malowniczo. 

Program towarzyski urozmaicony: taneczno – kulinarny pierwszego wieczoru oraz kulinarno – taneczny drugiego. Zapiekankowy akcent drugiego dnia za sprawą hotelowych współmieszkańców z Ukrainy, którzy przygotowali serdeczne przyjęcie w starym stylu na wspólną miskę, łyżkę i cztery widelce, moderowane soczystym śmiechem Doroty. Było wesoło, z patriotycznym akcentem oraz smacznie, co się rzucało w oczy…

Dziękujemy niezawodnej spółce “AA” za zorganizowanie fajnej imprezy, a naszym ukraińskim  donatorom, życzymy pomyślności w tych trudnych dla nich czasach.

Dla piszącego te słowa to wycieczka sentymentalna, wszak Szydłów to miejsce szczęśliwych zdarzeń…

Panorama Szydłowa

Tekst MS, foto Ania, Dorota, Małgosia.