27.10.2024 r.
Trasa wycieczki: Kielce – Dąbrowa – okolice Zagnańska -Kielce. Wycieczkę prowadził Andrzej. Dystans 25km. Wzięło udział 14 osób.
Pewien udany zakup dał mimowolnie pretekst do powycieczkowych refleksji na temat psychospołecznych aspektów naszych relacji z przedmiotami. W tym przypadku rzecz dotyczy satysfakcji z tytułu posiadania przez Leszka roweru elektrycznego KTM.
Już niejednokrotnie świętowaliśmy zakup nowego roweru. Jednak relacja Leszka ze swoim elektrykiem jest wyjątkowa i zasługuje, jeśli nie na rozprawę naukową, to przynajmniej na psychosocjologiczny traktacik. Leszek należy do tej grupy konsumentów, która kupuje rzeczy rozważnie. Wydaje się jednak, że w tym przypadku zakup miał znamiona zachowań kompulsywnych, typowych dla miłości od pierwszego wejrzenia. Nie wiadomo czy ten “strzał Merkurego” będzie uczuciem odwzajemnionym, wszak dotychczasowe relacje właściciela z Kateemką były sporadyczne. Jeśli wskaźnik ekscytacji przedmiotem zakupu nieco “ostygnie”, istnieje szansa, że Leszek będzie użytkował swój rower częściej niż dotychczas.
Okazywana atencja bynajmniej nie dziwi. KTM to rower, który ma ramę oraz niektóre inne części wypełnione dumą, zacnością i prestiżem marki. Widziałem podczas wycieczki, jak ten KTM patrzył na mojego Conveya, który choć nieszczególnie piękny, przecież ułomkiem nie jest. Wiem nawet co myślał: “skąd się tu wziąłeś, że przy mnie stoisz, ty jakiś tam Conveyu, twoja proweniencja przypomina marynarkę nowobogackiego biznesmena, która wprawdzie jest nowa lecz o firmie co ją uszyła, prawie nikt nie słyszał”.
Korzystając z okazji uszczknę trochę z tego kateemowskiego nimbu przypominając, że również jestem właścicielem roweru tej marki. To prawda, że mój KTM jest jedynie ubogim krewnym Leszkowego, pochodzi jednak z okresu gdy ta firma sygnowała swoje rowery pięknymi ryngrafami ze znakiem firmowym marki. Komu by się teraz chciało to robić w tym proszkowo malowanym świecie…
Być może stara rowerowa arystokracja – włoski Bianchi, amerykański Schwinn, niderlandzki Batavus podziwia niezawodność Kateemów. Jednak bez Srama, Truvativa, Foksa, Shimana czy Broksa nie ma… nawet Kateema. Bo tak naprawdę rowerowym światem rządzą dwie panie – Specjalizacja i Kooperacja oraz ich szef – Zysk.
Rowerowym uroczystościom inicjacyjnym towarzyszył support “pieczenie ziemniaków” – równie udany jak zakup Leszka.
Dziękujemy Andrzejowi oraz Leszkowi za pomysł na świetne spędzenie rowerowej niedzieli a uczestnikom wycieczki za jego realizację. Podziękowania dla Sławka za piękny utwór poetycki, który publikujemy poniżej.
Kochajcie solidne marki, kochajcie poetów!

Odezwa do Leszkowego KTMa
Pamiętaj byś swoim rowerowym kołem
toczył się dziarski, i górą, i dołem
Pamiętajcie przerzutki i pedały
żebyście Leszkowi nigdy nie skrzypiały
Siodełko ze sztycą trzymajcie się kupy
aby sobie Leszek nie odparzył ….


Tekst MS, foto Dorota, Gosia, Jola, Marek
PS. Warto przy tej okazji odnotować, że w tym roku mija 60 lat od wyprodukowania pierwszego roweru przez firmę KTM z siedzibą w miasteczku Mattighofen. Dla porządku przypominamy, że Mattighofen, o dziwo, nie znajduje się na Tajwanie tylko w Górnej Austrii…
Nowy rower Leszka i co z tego wynika
Wczesny ranek, wstaje miasto
Korki, na ulicach ciasn
Mam czerwone z prawej strony
Staje kolarz rozsierdzony
Oczom swoim ledwo wierzę
Toż to Leszek na rowerze
Myślę, chyba mam już zwidy
Bo pod Leszkiem miast Meridy
Widzę bicykl doskonały
Ach ta rama, ach pedały
I te koła i te biegi
Barwa jak styczniowe śniegi
I ten licznik kolorowy
No po prostu zawrót głowy
Ten bagażnik taki śliczny
Silnik Boscha elektryczny
I bateria na pół wieku
Czego jeszcze chcesz człowieku
I ta firma austriacka
Tam się robi takie cacka
Myślę, że się dobrze składa
Bo gdy Leszek się rozgada
Teraz żadna polityka
Nie spowolni zawodnika
Póki KTMem jedzie
Nigdy z tyłu, zawsze w przedzie
Taka siła w obu drzemie
Pół w Leszku, pół w KTMie
Sławek Komorowicz – wieczorem 26.10.2024.




