Trasa: Kielce-Borków. Wzięło udział 7osób. Wycieczkę poprowadził Andrzej. Dystans 50 km. Temperatura – 3 Co. Na wycieczkę wstawiło się 7 -twardzieli.
Pojechaliśmy drogą szutrową w kierunku Borkowa. Przy starym Młynie/Marzysz/ Andrzej pokazał nam urokliwe miejsce na odpoczynek, zwłaszcza w okresie letnim. W Borkowie nastąpił handel wymienny, czyli towar za forsę. Na koniec , w Słopcu nasza ekipa podzieliła się na dwie części: 2 osoby pod kierownictwem Leszka odjechały w kierunku Daleszyc, natomiast pozostali, pod kierownictwem Andrzeja, wróciły do domu przez ostatnio ulubioną Bukówkę.
Nadchodzi trudna pora roku dla rowerzystów oferująca często wilgoć i chłód. Zasadne jest zatem pytanie – jak się temu nie dać? Naszą rowerową społeczność, jak wiele innych, można z grubsza podzielić na trzy grupy zgodnie z krzywą rozkładu normalnego:
nieliczna grupa jesienno – zimowych twardzieli odpornych na większość klimatycznych przeciwności,
równie niewielka grupa rowerzystów, która z zasady nie podejmuje zmagań z kaprysami jesienno – zimowej aury,
najliczniejszy środek, którego postawę można opisać tytułem piosenki “chciałabym, a boję się”.
O tę ostatnią grupę “rowerowego elektoratu” warto zawalczyć. Jest pewien pomysł jak dobrze usposobić tych niezdecydowanych do jesienno – zimowej pory. Przyczynkiem do jego powstania była rozmowa z naszym klubowym kolegą Zbyszkiem Rękasem. Zbyszek to typ oczytanego erudyty, dlatego dyskusja z takimi ludźmi jest zawsze inspirująca. Propozycja zakłada skorzystanie z koncepcji Gautamy zwanego Buddą, który zalecał takie uczenie umysłu, by doświadczał rzeczywistości samej w sobie. Należałoby zatem wynająć najlepiej jednego z tych nawiedzonych psychotrenerów, co to piorą mózgi celebrytkom, by oczyścić nasze umysły z nadmiernych oczekiwań, co w konsekwencji doprowadzi do niekontestującego korzystania z jesienno – zimowej pogody. To są kosztowne sesje terapeutyczne, lecz teraz podobno unijna forsa będzie płynąć wartkim strumieniem, jest więc nadzieja…
Póki co ciepło odziani, bo ziąb był przenikliwy a mokry śnieg dawał po oczach, przejechaliśmy bez marudzenia kilkadziesiąt kilometrów. Może jednak należało trochę ponarzekać bo to podobno dobre na stres…
Trasa: Kielce – okolice wzgórza Plebańskiego. Wzięło udział 8 osób. Prowadzący – Andrzej. Dystans 58 km
I postój na gorąca herbatę zrobiliśmy w Bilczy. II postój – Ostrów-Nida, po spożyciu sytego 2 śniadania nastąpiła degustacja tajemniczego, czerwonego trunku (rocznik 2023). III postój w Morawicy i tu sympatyczne spotkanie z Morsami. IV postój – Kuby-Młyny i sprawdzenie stanu technicznego roweru. Wróciliśmy w bardzo dobrych nastrojach przez Bukówkę, do domu.
Tekst Dorota, foto Dorota i Gosia
Od Redakcji:
Zmagania marszu z paradą
Nie będzie nadużyciem, jeśli sprawozdanie z wycieczki, która przypadła tuż po Święcie Niepodległości opatrzymy krótkim poświątecznym suplementem. Mianowicie od jakiegoś czasu forsowana jest opinia, że Marsz Niepodległości powinien być świętem bardziej radosnym. To kuriozalna próba dekretowania nastrojów społecznych. Jeśli ktoś ignoruje historyczny kontekst naszej niepodległości, zapominając że odzyskaną w 1918 r. później dwa razy nam odebrano, niech się raduje tańcząc na Marszu w rytmie carpe diem, w wianku przybranym różową wstążeczką. Na szczęście dla wielu ludzi świadomych przeszłych tragedii oraz współczesnych zagrożeń, naturalnym stanem ducha podczas obchodów tego święta jest zachowanie powagi.
Trasa: Kielce-Zagnańsk, wzięło udział: 3 elektryki i ja. Pogoda 8oC i opady umiarkowane tj. dojazd do Zagnańska na sucho, a z powrotem na mokro. Dystans ok. 40 km. Wycieczkę poprowadził Doktor Jerzy (debiut). Dziękujemy uczestnikom za miłą atmosferę pomimo kapryśnej jesiennej pogody…