Trasa wycieczki: Kielce – Stadion – Biesak – Białogon – Pietraszki – Kielce. Dystans 25km, wzięło udział 9 osób. Wycieczkę prowadził Andrzej.
Mówiąc językiem prześmiewczym, ostatnia wycieczkowa destynacja, mimo że nie dedykowana, była równie ciekawa jak poprzednia. Gogol mógłby spytać, “Z kogo się podśmiewasz? Sam z siebie się podśmiewasz”. Istotnie, większość uprawiających pisarski ogródek przesadza ze słowną ornamentyką. Dlatego dzisiejsze sprawozdanie będzie bez zbędnych ozdobników.
Słowo na niedzielę i w drogę. Program wyjazdu w stylu – co los przyniesie. Mimo zimowej pory, los był łaskawy: temp. w granicach zera, brak opadów, pełne zachmurzenie, sucho.
Odwiedziliśmy naśnieżany stok na Stadionie, oraz lekko zamarznięte jeziorka w rezerwacie Biesak. Następnie przez Białogon do Pietraszków na ognisko. Owocem ostatniej wycieczki jest również nowy, curlingowy styl jazdy rowerem, lansowany przez Sławka. Polega on na tym, że Sławek jedzie na rowerze, a dwaj cykliści asystenci, niczym w curlingu, miotełkami czyszczą przed nim asfalt, by nie narazić roweru na zabrudzenie. Pokaz nowego stylu podczas jednej z kolejnych wycieczek.
Ślemy najlepsze pozdrowienia dla Basi i Marka. Pamiętajcie, podczas Waszej chwilowej nieobecności, my cały czas jeździmy z Wami. Do zobaczenia!
Trasa wycieczki: śladem powstańczych świadectw, czyli przez przez Białogon na Karczówkę. Wycieczkę, w której wzięła udział magiczna siódemka, prowadził Andrzej. Dystans 25 km
Dzień ostatniej wycieczki przypadł w 160. rocznicę wybuchu powstania styczniowego. Głównie z tego powodu, mimo nie najlepszych warunków do jazdy rowerem, postanowiliśmy z Andrzejem oraz Leszkiem wyruszyć na spotkanie z historią. Tym bardziej, że w tym dniu, staraniem lokalnych społeczności, miało miejsce odsłonięcie pomników upamiętniających powstanie z1863 r. – nowego w Białogonie oraz odnowionego na Karczówce. Cieszy fakt, że do wycieczkowej grupy inicjatywnej dołączyła Gosia ze Zbyszkiem oraz Jurek i Sławek, którzy również się zimie nie kłaniają. Andrzej sprawił, że w drodze na Białogon towarzyszyła nam leśna cisza zimowa, którą tylko na chwilę zmącił rezydujący przy ścieżce wawrzynek wilczełyko krzycząc: „co za czasy, znowu się k…. za wcześnie obudziłem!” …
Temat przewodni ostatniego wyjazdu, jest dobrą okazją do ogólniejszych refleksji. Choćby na przykładzie powstania styczniowego widać, że wydarzeniom historycznym towarzyszą trzy równoległe narracje: pierwsza zawiera się w lepiej lub gorzej udokumentowanych opracowaniach historyków, drugiej używają społeczności lokalne, z tendencją do unikania niewygodnych faktów czy nadużywania patetycznej formy przekazu. Najgorzej z historią obchodzą się politycy, dla których bywa często narzędziem manipulacji, m.in. dobieraniem faktów do założonej interpretacji.
Dla mnie, nie historyka, bliskie jest myślenie o historii jako o zasobie społecznym, który można użytkować jak każdy inny zasób, w sposób efektywny lub nie. Efektywny, czyli taki, który przynosi korzyści w postaci łagodzenia polaryzacji postaw społecznych i pozwala na konstruktywne wyciąganie wniosków z przeszłości. Można do tego zmierzać poprzez analizę zdarzeń w szerszym kontekście, z poszanowaniem faktów historycznych. Ten rodzaj świadomości historycznej, czyli zdawania sobie sprawy z tego, że mierzenie się z prawdą najlepiej służy pożytecznym celom, nazywam oswajaniem historii.
Przyczynkiem do powyższych rozważań niech będzie narracja dotycząca jednej z potyczek powstania styczniowego na Kielecczyźnie, która miała miejsce 17 lutego 1863 r. pod Staszowem*. Otóż w Internecie można na ten temat znaleźć opracowania w patetycznym tonie typu: “Bitwa pod Staszowem, czyli zwycięski pojedynek powstańców, który ocalił miasto”. Z kolei w świetle tego co podaje na swoim blogu historycznym Marek Rogowicz, Rosjanie po trzygodzinnej potyczce, z własnej woli odstąpili od natarcia z uwagi na lepsze pozycje powstańców zlokalizowanych w mieście, jak również z powodu pożaru, który sami wzniecili podpalając Staszówek – przedmieście Staszowa od strony Stopnicy. Dobrze udokumentowane straty po stronie powstańców to 4 osoby zabite – w tym dwóch powstańców, uczniów radomskich szkół, jeden kosynier oraz przypadkowy Żyd, który z okna przyglądał się strzelaninie. Straty po stronie rosyjskiej to siedmiu rannych piechurów i jeden koń. Natomiast według raportu sporządzonego przez gen. Langiewicza, “straty Moskwy to 120 ludzi i wiele koni”. Zapewne sam generał w to nie wierzył, a już na pewno odrzuca to większość historyków. Nie miejmy mu tego za złe, wszak takie są reguły wojennego marketingu. W istocie to historyczne wydarzenie nie jest ani powodem do peanów ani do krytyki. Samo w sobie jest drobnym incydentem, ni to przegrane ni to zwycięskie. Niczego też nie ocaliło, bo gdyby w Staszowie nie pojawili się powstańcy, to ruscy drzemaliby w stopnickich koszarach. Natomiast staszowska potyczka jako cząstka realizacji wielkiej idei wyzwoleńczej niewątpliwie zasługuje na pozytywną pamięć, a powstańcy na szacunek.
* Prof. Wiesław Caban ocenia, że około jednej czwartej wszystkich bitew powstania styczniowego rozegrało się na terenie Kielecczyzny.
Uczestnicy wycieczki (bez fotografa Zbyszka, oraz Leszka, którego wcześniej wezwały państwowe obowiązki) przed pomnikiem ku czci Powstańców Styczniowych. Białogon – czwarta niedziela stycznia 2023 r.
Trasa wycieczki: Kielce – Dąbrowa Koszarka – Masłów – Cedzyna – Kielce. Dystans 35 km, wzięło udział 10 osób. Wycieczkę prowadził Andrzej.
15.01.2023 r.
Tym razem nie będziemy bajdurzyć o pogodzie, ponieważ pogoda łaski nie robi i zawsze być musi, podobnie jak podatki. Z naszej obserwacji wynika, że ten zestaw rzeczy pewnych należałoby uzupełnić o trzecie “p”, czyli o prędkość jazdy Andrzeja podczas prowadzenia wycieczek. Tym razem nie jest to uwaga w pejoratywnym sensie. Wręcz przeciwnie, to pokrzepiające, że w tym wielce zmiennym świecie są kwestie, które istnieją niezmiennie, stanowiąc poziom odniesienia niczym reper w ścianie starej kamienicy.
Tak więc dzięki Andrzejowi, który swoim pośpiechem ujarzmił pogodę, zdążyliśmy odbyć ciekawą wycieczkę o motywie przewodnim pt. “Koszarka”. To słowo o wielu obliczach, więc nie dziwi, że Andrzej poświęcił mu specjalną prelekcję. Termin “koszarka” pochodzi od łac. casa, czyli chata. Zatem koszarka może być mieszkaniem dla kolejowego lub drogowego dróżnika, mieszkalną barką dla robotników zatrudnionych przy pracach hydrotechnicznych, statkiem bez napędu itp. Trudno się więc dziwić, że Koszarka to również nazwa części podkieleckiej wsi Dąbrowa, jako że była zlokalizowana przy ważnym takcie drogowym, podobnie jak ta w pow. jędrzejowskim oraz w wielu innych miejscach. M.in. koszarkom poświęcił interesujący referat mgr inż. Tomasz Wągrowski podczas konferencji zorganizowanej w Kielcach w 2009 roku, zatytułowanej “W 190. rocznicę powstania Dyrekcji Jeneralnej Dróg i Mostów”. Szkoda że koszarki, wraz z dróżnikami z chorągiewką, powoli odchodzą w niebyt …
Na marginesie: dla historyków to pewnie banał lecz dla mnie stwierdzenie, że historia jest zakodowana w nazwach, wydaje się wielce inspirujące, stąd dziwne, że onomastyka, czyli nauka o nazwach własnych, nie jest zaliczana do nauk pomocniczych historii*
*Por. Encyklopedia Powszechna PWN – PWN Warszawa 1975 t. 3, s. 236 – 238.
Trasa wycieczki: Kielce – Mójcza – Kranów – Daleszyce – Niwy – Słopiec – Borków – Kaczyn – Marzysz – Suków – Mójcza – Kielce. Dystans 55 km. Wzięło udział 10 osób, wycieczkę prowadził Leszek.
8.01.2023
Pogodowe przywary „późnej jesieni” z reguły nie sprzyjają ochom i achom. Dlatego nie będziemy szafować przesadą w pochwałach krajobrazów z którymi obcowaliśmy podczas ostatniej wycieczki. Zwłaszcza, że egzaltacja w tym przypadku byłaby niczym szpinak z poprzedniego obiadu. Choć bez zachwytów, to jednak nie było tak źle, bo przecież mogło być gorzej. Udało się przejechać trasę w lekko wilgotnym chłodzie i bez parasoli. Jedynie trochę przeszkadzał wschodni wiatr, lecz głównie z uwagi na świadomość skąd wieje…
Doznania antropo estetyczne zrekompensowały nam niedostatki zimowej aury. Odwiedziliśmy bowiem daleszycki rynek w poświątecznej porze, by podziwiać choinki przystrajane przez mieszkańców miasteczka oraz okolicznych miejscowości. Kilkadziesiąt choinek, prawdziwy festiwal kreatywności w zakresie wystroju. Zwróciła naszą uwagę choinka ubrana w ozdoby sporządzone z plastikowych odpadów po produktach spożywczych. Szacunek dla ludzkiej wyobraźni i brawa za pomysł na drugie życie produktu. Ma się rozumieć, że wizyta w Słopcu utrwaliła miłe wrażenia z Daleszyc.
Oglądaliśmy daleszyckie choinki już kolejny sezon i w każdym roku w niemal identycznych bezśnieżnych warunkach pogodowych. To zapewne znak czasu.
Czas i miejsce akcji – Wiata na Stadionie godz. 11.00. Wzięło udział 25, a w porywach 35 osób.
Bal kaszankowy organizowany w Nowy Rok jest stałym punktem w kalendarzu naszego Towarzystwa. To dobra okazja aby nieco rozjaśnić genezę nazwy tego noworocznego spotkania. Bal Kaszankowy, ponieważ daniem głównym kulinarnej części uroczystości jest… kaszanka. Chcieliśmy bowiem rozpocząć nowy rok jak na to zasługuje, czyli smaczną potrawą dającą energię do zabawy. Od dawna, dwa razy w roku, wraz z moim przyjacielem wytwarzaliśmy na Ponidziu kaszankę na własne potrzeby. Ci, którzy jej próbowali wiedzą, że to specjał, który mógł być alternatywą nawet dla szynek parmeńskich, czy choćby sławnego salami di asino. Nigdy bym nie zaproponował Towarzystwu inauguracji Nowego Roku z kaszanką w roli głównej, gdybym przewidział, że nasza kaszankowa produkcja na Ponidziu rychło się skończy. Niestety z przyczyn obiektywnych już jej nie wytwarzamy. Nazwa spotkania jednak została, chociaż obecnie trzeba się zadowolić wyrobami kaszankopodobnymi. Szkoda, że masowi producenci spospolitowali ten zacny produkt, choć trzeba przyznać, że tegoroczna kaszanka starała się jakoś sprostać noworocznym wymogom.
Dziękuję wszystkim, którzy kaszankowe danie wzbogacili noworocznymi przysmakami oraz przyozdobili miłymi życzeniami i pogodnym nastrojem. Zatem, do siego roku kaszankowego!
Pozdrawiamy Wielkich Nieobecnych: Anię, Basię, Marka, Stasia oraz Jurka.