Trzy w jednym

22.05.2022 r.

Wydaje się, że po raz pierwszy Towarzystwo rozmnożyło się w postaci trzech niezależnych bytów. Zgorszonych uspokajamy, że chodzi o rozmnażanie przez podział.

Pierwsza grupa, najliczniejsza (8 osób), pod kierownictwem Krzysztofa, zwiedzała Szydłowiec.

Trasa: Skarzysko-Kamienna – Barak – Szydłowiec – Suchedniów – Ostojów – Łączna – Występa – Wiśniówka – Kielce. Wzięło udział 8 osób. Dystans 70 km. Prowadził Krzysztof

Pociągiem przyjechaliśmy do Skarżyska-Kamiennej. Na stacji  zrobiliśmy pamiątkowe foto przy zabytkowej lokomotywie na parę z 1948 r. Obecnie jest to jedna z atrakcji miasta.

Zgodnie z planem pojechaliśmy 15 km w kierunku Szydłowca. Po drodze w Baraku zatrzymaliśmy się przy pomniku żołnierzy poległych  w bitwie  8 IX 1939.

Naszym głównym celem było Muzeum Ludowych Instrumentów Muzycznych, które mieści się w szydłowieckim zamku. Jest to najpiękniejsza rezydencja magnacka w Polsce. Historia renesansowego niegdyś zamku familii  Szydłowieckich sięga 1470 r. Od 1548 r. zamek przeszedł w posiadanie rodu Radziwiłłów i został zmodernizowany w duchu baroku. Przez pół wieku tworzono tu  kolekcję ponad 2000 oryginalnych, etnograficznych instrumentów, głównie: skrzypiec, instrumentów lutniczych, smyczkowych, szarpanych oraz dętych. Na jednym z nich mogłam nawet zagrać. Można było też usłyszeć dźwięk wybranego instrumentu, a na ekranach zobaczyć dokładny jego opis. Na fotach przedstawiam tylko niektóre, ciekawsze eksponaty. Warto było też zwrócić uwagę  na oryginalne stropy sufitu w poszczególnych komnatach zamku. Na dziedzińcu naszą uwagę przykuła rynna „rzygacz”.

Następnie pojechaliśmy na Rynek, gdzie szczególnie warto zajrzeć do podziemi Ratusza, gdzie obecnie znajduje się  restauracja, która zachowała pierwotny stan tego miejsca. Obok znajduje się zabytkowy, murowany kościół pw. Św. Zygmunta, zbudowany z piaskowca szydłowieckiego. Niestety ze względu na uroczystości komunijne nie mogliśmy wejść do środka.

Następny etap zwiedzania to kirkut. Cmentarz ten jest jedynym dowodem obecności dużej społeczności żydowskiej w tym mieście.

Wszyscy uczestnicy postanowili wracać do Kielc rowerem. Jechaliśmy starą siódemką, na której w chwili obecnej natężenie ruchu samochodowego jest niewielkie. W Ostojowie, przy starym młynie, zrobiliśmy sobie przerwę na odpoczynek i lunch.

Dziękujemy Krzysztofowi za oprowadzenie nas po pięknym Szydłowcu, a także za poczęstunek pyszną kawą oraz świetną atmosferę, okraszaną kawałami…haha. 

Do Kielc wróciliśmy zmęczeni w późnych godzinach wieczornych.

Tekst Dorota; foto Gosia, Zbyszek, Dorota

Druga grupa, 5-cio osobowa, pod kierownictwem Andrzeja zdobywała Górę Miedziankę.

W niedzielę Towarzystwo Kigari odbyło nietypową wycieczkę. Najpierw podzieliło się na dwie grupy, tzn. skarżyską i parkową, a następnie grupa parkowa podzieliła się na strawczyńsko-ławeczkową i miedziankowską, z zamiarem zdobycia obu szczytów góry Miedzianki. W skład grupy wysokogórskiej weszli znani górale – Jurek, Leszek, Heniek, Michał i Andrzej. Pierwszy obóz założyliśmy u stóp Zelejowej i tutaj dotarła do nas smutna wiadomość o śmierci naszego kolegi Marka Sz. Długo snuliśmy wspomnienia o nim. Dalsza trasa prowadziła nad odchłanią kopalni Ostrówka, skąd już prosto do ostatniego obozu podszczytowego koło muzeum górnictwa kruszcowego. Tu zostawiliśmy rowery i po krótkiej wspinaczce zdobyliśmy oba szczyty Miedzianki. Na podszczytowych halach zachwyciły nas białe łany zawilca wielkokwiatowego, zwanego też anemonem (Anemone silvestris). Był to wspaniały widok ponieważ w regionie chęcińskim jest tylko kilka stanowisk tej, będącej pod ochroną, rośliny. W drodze powrotnej zaliczyliśmy jeszcze punkt widokowy na Górze Kopaczowej aby w końcu, po 57 km, zakończyć wycieczkę. Pozdrawiamy pozostałe grupy.

Tekst Andrzej

Trzecia grupa –  “wycieczkowała” trasą:

Kielce – Szczukowskie Górki – Piekoszów – Wincentów – Małogoskie – Akwizgran – Ruda Strawczyńska – Strawczyn – Promnik – Micigózd – Julianów – Podzamcze Piekoszowskie – Kielce. Dystans 58 km

My także w pięć osób, prowadzeni przez Anię, udaliśmy się do Strawczyna by posiedzieć na ławeczce w towarzystwie Stefana Żeromskiego. Ławeczka powstała w marcu br. z inicjatywy władz lokalnych, obok miejsca urodzin pisarza. Mimo pochmurnego nieba, żaden stratus nie odważył się uronić choćby kropli deszczu. Dla nas dobrze, bo widok na kościółek w Chełmcach i Pasmo Oblęgorskie był wart wysiłku, zwłaszcza, że wysiłek niewielki, mimo znacznej prędkości podczas wycieczki (20 km/godz. lecz równym tempem). Albo Ania wyposażyła swój rower w tempomat, albo uważała na lekcjach fizyki i dobrze opanowała zasadę S=Vxt dla ruchu jednostajnego, dość powiedzieć, że prowadziła wyśmienicie.  Ledwo strawczyńskie koguty na niedzielne śniadanie piać zaczęły, a my już głaskaliśmy czule łysinę autora „Puszczy jodłowej”, racząc się później wybornymi wypiekami dziewcząt, pod wiatą nieopodal ławeczki. Troska o koherentność sprawozdania spowodowała, że nie poświęciliśmy należytej uwagi okazałej i pięknie zadbanej kapliczce, poświęconej św. Tekli, w Promniku. Obiekt pod każdym względem na to zasługuje. Nadrobimy to przy okazji innej wycieczki w te okolice.

Być może dlatego, że jechaliśmy drogą równoległą do Akwizgranu, nie zdołaliśmy zobaczyć sławnej akwizgrańskiej katedry – perły architektury karolińskiej. Jest również prawdopodobne, że jej nie widzieliśmy bo niejednemu psu Azorek…

Tekst MS, foto Ania.

Dodaj komentarz