Dygresje lanego poniedziałku

18.04.2022 r.

Trasa wycieczki: Kielce – Dąbrowa – Kajetanów – Gruszka – Ścięgna – Zagnańsk – dąb Bartek – Samsonów – Ćmińsk – Bobrza – Porzecze – Bugaj – Szczukowice  – Kielce. Dystans 50 km. Wycieczkę prowadził Leszek w asyście Krzysztofa. Wzięło udział 10 osób.

Wycieczka, którą odbyliśmy w dniu Wielkanocnym skłania również do refleksji ogólniejszej natury.

Jadąc rowerem poza miastem nawet mimo woli dużo się widzi. Zwłaszcza zmiany zachodzące w przyrodzie rzucają się w oczy. Trudniej zauważyć przemiany społeczne, bo te zachodzą wolniej i w przeciwieństwie do przyrodniczych bardziej liniowo niż cyklicznie. Naturalnie, doświadczeni rowerzyści społeczne metamorfozy dostrzegają wyraźniej. Lecz nawet mając praktykę rowerową  niezbyt imponującą, co nieco można zaobserwować. Dlatego pozwoliłem sobie na kilka refleksji dot. zmian na wsi, dostrzeganych z perspektywy jadącego rowerem.

Pozamiejski krajobraz społeczny w ostatnich latach zmieniał się radykalnie. Ludzie bardziej niż kiedyś dbają o porządek. Obornik i błoto zniknęły z podwórek, w ogródkach wg lokalnej mody piękne rabatki tudzież łabędzie z bielonych opon, a w oczkach wodnych pływają plastikowe kaczki. Żywych nikt nie hoduje, aby strzyżonych trawników nie brudziły. Skądinąd trawy coraz mniej, ustępuje przed kostką brukową układaną w fantazyjne wzory, szczelnie pokrywającą obejścia. Na tej betonowej pustyni żadnego stworzenia, nawet kot latem nie przebiegnie, bo się boi żeby łap nie poparzyć. Kiedyś chmary wróbli zażywały kąpieli w podwórkowym kurzu, podkradając w przerwach ziarno kurom. Teraz ni drobiu ni kurzu, ni wróbli. Jak przypadkiem bocian gniazdo we wsi zasiedli, to go miejscowi w telefonie podglądają, zamiast klekotu na żywo posłuchać. Jaskółki pod okapem nie uświadczysz, bo muchy wraz ze zwierzętami przepadły. Stodoły również znikły, a jeśli jakaś została, to zamiast zboża das auto w niej stoi i olejem brudzi klepisko. Dlatego kuna, czy inny tchórz jakiś, zamiast jajkiem się pożywić, z irytacji przewody hamulcowe gryzą. Ciężkie życie dla dzikiego zwierza nastało, siwa wrona kurczęcia, czy lis kury nie złapie, dlatego teraz miejskie życie prowadzą, rezydując w śmietnikach. Studnie, które kiedyś były centrum podwórkowej agory, teraz tylko studnie udają, bo woda dawno w nich wyschła. Wszystko ogrodzone betonowym płotem, co udaje drewniany. Niegdyś płot niczego  nie musiał udawać, deszcz mu sztachety rzeźbił i z czasem powoli ku ziemi się chylił, razem z gospodarzem co go stawiał…

Dawniej chociażbyś w ciemnych okularach jechał to i tak wiedziałeś, że przez wieś jedziesz. A to krowa zaryczy, bo jej wymię mlekiem wezbrało, a to chłop kosę klepał, a jak klepał to wiadomo, że w czas żniw albo sianokosów jedziesz. Bez patrzenia czuć było, kto obornik na pole wywozi, znaczy koniec kwietnia i rychło ziemniaki trzeba sadzić. Jak rankiem jechałeś to pianie kogutów się niosło. Teraz cisza, o drogę nie spytasz bo nikogo na dworze nie uświadczy. Do niedawna to choć wsiowi rezydenci pod sklepem dyżury trzymali, obecnie sklepy przepadły to i onych wcięło.

Wszystko po nowemu, tylko kundle, jak kiedyś, latają po drodze pomimo betonowych płotów i ujadają zaciekle, żeby na miskę strawy zarobić… Chociaż i one niedługo, wzorem tych miastowych, będą siedzieć przed telewizorem i pogryzać suchą karmę z woreczka…

Ad rem: śmigus oraz dyngus to kiedyś nie związane ze sobą obrzędy. Śmigus jest odmianą staropolskiego – śmigać oznaczającego chłostę lub zapłodnienie. Z różnych względów zrezygnowaliśmy ze śmigusowania w tym stylu, zwłaszcza podczas wycieczki rowerowej…

Dyngus z kolei, to wiosenne kolędowanie po domach, połączone z przyjmowaniem datków w postaci jedzenia i picia. Te dawne obrzędy przyjęły współcześnie postać lanego poniedziałku. Nasz poniedziałek był co najwyżej lekko psikany. Dzięki Dorocie, która potraktowała uczestników strumyczkiem ze swojego przyrządu. Mężczyźni za wyjątkiem Rysia, który naznaczył dziewczyny bardzo drogą “perfumą”, zachowywali się w tym względzie bardzo powściągliwie, by nie rzec biernie. Może z uwagi na chłodną pogodę, a może ze względu na przesadny umiar w krotochwilnych zabawach, charakterystyczny dla oldskulowych dżentelmenów…

Tekst MS, foto Monika i Dorota

Dodaj komentarz