Autolansowanie przez obrażanie

13.02.2022 r.

Trasa przejazdu: Wycieczka do Św. Katarzyny, którą prowadził Leszek. Dystans 45 km, wzięło udział 14 osób.

Niewątpliwie królem wycieczkowych zmysłów jest wzrok, i w konsekwencji to jego skutki są najczęstszym tematem sprawozdań z wyjazdów. Oczywiście wiele doznań zawdzięczamy węchowi, zwłaszcza w porze kwitnienia konwalii, grochodrzewów czy lip. Żywiczny las także angażuje ten rodzaj zmysłu, zwłaszcza ostatnio w czasach masowej rąbanki. Smakowi folgujemy podczas wycieczek również często, z uwagi na nasze sybaryckie upodobania. Jedynie z dotykiem trzeba uważać, bo czasy dla swawolnego dotyku niedobre.

Tym razem jednak powycieczkowe refleksje są owocem słuchu, którego zawsze intensywnie używam podczas rozmowy z Leszkiem. Jest dobrym interlokutorem ponieważ gwarantuje dialog rzeczowy i bezkolizyjny. To znaczy, że nasze poglądy nie wchodzą w kolizje – w przeciwieństwie do naszych rowerów… Ostatnia rozmowa dotyczyła m.in. kwestii poniekąd egzystencjalnej, mianowicie jak zaznaczyć swoją obecność we współczesnym zgiełku informacyjnym oraz jakie skutki może wywołać taki rodzaj aktywności. Tak się bowiem porobiło, że klasyczna hierarchia potrzeb wywraca się do góry nogami i potrzeba uznania, nieraz za wszelką cenę, staje się równie niezbędna jak jedzenie czy sen. Rozpoznawalność bowiem to pieniądz. Dotyczy to przede wszystkim internetowych rezydentów żyjących z klikania. Nie roztrząsaliśmy z Leszkiem tych kwestii szczegółowo, więc uczynię to według własnego punktu widzenia, zapraszając zarówno Leszka jak również osoby tu zaglądające do ewentualnej polemiki.

Receptę na skuteczną autopromocję zaprezentował ostatnio pewien dziennikarzo – pisarz. Jest następująca: należy obrazić jakąś znaczącą osobę  dosadnymi słowami np. “Andrzej Duda jest debilem” i liczyć na proces o zniesławienie, następnie poprosić kolegę po fachu aby dowodził w sądzie, że słowo “debil” wcale nie znaczy to co znaczy, a obrażający nie powinien ponosić winy za obrazę, ponieważ obraził przy użyciu felietonu, który daje mu immunitet przed odpowiedzialnością*. Wspomniane wywody oczywiście nie trzymają się kupy, lecz kto by się tym przejmował. Orzekający oportunista i tak w tym przypadku orzeka korzystając z wyświechtanej  formuły o nikłej szkodliwości społecznej czynu. Uniewinniony ma zatem swoje pięć minut jako piewca wolności słowa, wspomagany setkami memów reprodukowanych przez szyderców, a jego nazwisko pojawia się w Internecie sto razy częściej niż przedtem. To jest właśnie bezkarny przepis na renowację nadwątlonej rozpoznawalności na koszt obrażanego oraz tych, którzy go wybrali…

Litera prawa to takie matematyczne 3.14. Zawsze pozostaje jakaś reszta, czyli furtka przez którą można wciskać pseudologiczne dziwactwa, zapominając o duchu prawa, który został pomyślany po to aby sobie z  niedoskonałością litery jakoś radzić.  No cóż nie każdy jest Salomonem…

* Przyjrzyjmy się słowu debil – Angora nr 3, 16 stycznia 2022 r. s. 17.

Tekst MS, foto Gosia

Dodaj komentarz