26.09.2021 r.
Wycieczka prowadzona przez Andrzeja z cyklu “Bliżej Natury” pod hasłem “Dąb Jędruś zaprasza” Trasa wycieczki: Kielce – Borków – wiata Murawin – Szczecno – Skrzelczyce – Radomice – Marzysz- Dyminy – Kielce. Dystans ok. 70 km, wzięło udział 19 osób. Zachmurzenie z przejaśnieniami temp. ok 20 st., duża wilgotność powietrza z komarami.


Intencją Andrzeja było prowadzenie wycieczki bliżej natury, a hasło “Dąb Jędruś…” sugerowało, że chodzi o naturę przyrodniczą. Obiekty spotykane na trasie skłaniały również do refleksji na temat natury ludzkiej. Zwłaszcza że przyroda, trochę zmęczona latem, w spektakularny sposób nie przyciągała uwagi, jako że nie zdążyła się jeszcze przebrać w złote szaty.
O ludzkiej naturze pomyślałem gdy przejeżdżaliśmy z Radomic do Morawicy, opodal zrekonstruowanego stanowiska niemieckiego czołgu Panther. Obok tablica ze wspomnieniami dowódcy 2 kompanii ppanc. Klausa jakiegoś tam. Nie jest jasne czemu to ma służyć. Niedaleko, na radomickim cmentarzu stoi krzyż ufundowany przez Niemców. W zamyśle fundatorów ma to być symbol pamięci i pojednania – pamięci o poległych na tym terenie żołnierzach, oraz pojednania potomków okupantów z potomkami ofiar.
Polakom pamięci po niemieckich “żołnierzach” poprawiać nie trzeba. Ma choćby postać hitlerowca rozpruwającego bagnetem małemu chłopcu koszulę, z której się wysypuje kilka marchewek stanowiących nadzieję na przeżycie jeszcze jednego dnia. Trudno też zapomnieć obóz koncentracyjny dla dzieci w Łodzi, pilnowany przez tychże “żołnierzy”, maluchy podwijające rękawki, by pokazać obozowe numery Auschwitz czy inne bestialstwa tak zwyrodniałe, że nie sposób o nich mówić. Choćby w ostatni piątek podano informację o odnalezieniu ośmiu listów pisanych przez dzieci z niemieckiego obozu koncentracyjnego w Łodzi do swoich rodzin. Mimo niemieckiej cenzury, ich lektura jest wstrząsająca. Jeszcze i teraz tę pamięć utrwalają ofiary niewybuchów. Właśnie z tysięcy takich świadectw o niemieckich “żołnierzach” jest zbudowany nasz krzyż pamięci. Trudno sobie wyobrazić, że to się mogło dziać w Europie w XX wieku.
W 2019 r. podczas corocznych uroczystości pod krzyżem w Radomicach, przedstawiciel niemieckiej delegacji zaznaczył: “Krzyż Pojednania przypomina wszystkie trudne chwile [sic!] minionej wojny”. Dobre sobie! – zaledwie kilkadziesiąt lat wystarczyło by zbrodnie zmieniły się w “trudne chwile”. Absurdu dopełnia przemówienie przedstawiciela gminy podczas wspomnianego spotkania: “Oddanie czci poległym w pancernej bitwie to nasz wspólny obowiązek…” Zanim się coś powie, zwłaszcza publicznie, należy sprawdzić znaczenie używanych słów. Oddawać cześć, znaczy okazywać szacunek i deklarować pamięć w kontekście tegoż szacunku. Zatem apel o okazywanie szacunku dla ciemiężycieli to zaiste umysłowa aberracja lub jakiś syndrom sztokholmski! Widać wyraźnie, że celem inicjowanych przez Niemców spotkań tego typu, jest unifikacja pamięci o oprawcach oraz ich ofiarach, relatywizacja mająca na celu niszczenie pamięci historycznej. Na myśl o takim “pojednaniu” niektórym z nas robi się niedobrze…
Polityka to wyrafinowana gra i jeśli się w nią grać nie umie, to stosownym wyrazem pojednania niech pozostanie wspólna modlitwa do Pana o przebaczenie win.

Tekst MS; foto JS
