Stary kościół w Starochęcinach

12.09.2021 r.

Trasa wycieczki: Kielce – Chęciny – Korzecko – Jedlnica – Mosty – Starochęciny – Przymiarki – Lipowica zalew – Brzeziny – Bilcza – Kielce. Z Lipowicy grupa czteroosobowa pojechała do Kielc przez Nowiny. Wycieczkę prowadził Marek. Dystans 60 km, wzięło udział 16 osób.

Zgodnie z intencją prowadzącego, głównym celem wycieczki był zalew w Lipowicy, zwłaszcza że pogoda sugerowała ten typ relaksu. Żaden cel turystyczny nie zdoła jednak skupić na sobie całej uwagi. Tym bardziej że prędkość rowerowa pozwala rozglądać się na boki bez szkody dla zdrowia. I tak np. jadąc przez Starochęciny nie sposób nie zauważyć oryginalnego kościoła tuż koło drogi. Pomimo tego nie pamiętam aby szczególnie zajmował naszą uwagę, mimo że przejeżdżaliśmy tamtędy wielokrotnie. Jest okazja żeby to naprawić, zwłaszcza że lipowicki zalew był omawiany przy innej okazji.

Kościół pod wezwaniem św. Stanisława w przewodnikach czy materiałach promocyjnych przedstawiany jest jako obiekt barokowy. Na zewnątrz tyle tego baroku co kot napłakał, ponieważ centralną część zwieńczoną kopułą, oblepiają cztery klasycystyczne przęsła stanowiące plan równoramiennego krzyża greckiego. Jakby klasycyzmu było mało, to jeszcze architekt dołożył dwie wielkie dzwonnice, które niepotrzebnie konkurują z główną bryłą niewielkiej świątyni. Ten mariasz stylów bynajmniej nie dziwi, koniec XVII w. to okres gdzie barok był już wypierany przez klasycyzm. Barok w sąsiedztwie klasycyzmu wygląda pięknie czego dowodem jest Sankt Petersburg, natomiast żeby je udatnie połączyć w jedno trzeba trochę talentu. Projekt kościoła w Starochęcinach jest przypisywany znanemu architektowi tych czasów Tylmanowi z Gemeren. Wszystko wzięło się stąd, że jest to obiekt podobny do kościoła Bernardynów na warszawskim Czerniakowie autorstwa Tylmana. Może i podobny, lecz czerniakowski jest jednak lepiej zaprojektowany. Nie każdy bowiem przepada za uporczywą symetrią, a w Starochęcinach przerost formy nad funkcją aż bije po oczach. Po diabła komu dwie dzwonnice skoro wystarczy jedna. Ta druga, jak przypuszczam, jest ofiarą dążenia żeby być w zgodzie z kanonem – trochę to neofickie.

Jeśli lokalni regionaliści chcą wierzyć w autorstwo Tylmana to proponujemy dwie sardoniczne narracje:

– kościół w Starochęcinach był budowany wcześniej niż Bernardyński, więc może Tylman dopiero się uczył fachu, ale widać że szybko się uczył, bo między tymi realizacjami upłynęły zaledwie trzy lata…

– Tylman znany był z tego, że niechętnie uczestniczył w procesie budowy projektowanych przez siebie obiektów, stąd może lokalny wykonawca, źle odczytał zamysł architekta…

Śledząc dzieje kościoła można spekulować na temat powodów dla których jest zbudowany na planie krzyża greckiego, co jest nietypowym założeniem w regionie świętokrzyskim. Być może dlatego, że w zamyśle fundatora miała to być również kaplica grobowa. Kaplice o tym przeznaczeniu budowano wówczas często na planie centralnym.

Historyk zapewne próbowałby dociec co skłoniło carskiego generała, dzierżawcę dóbr chęcińskich, do wyłożenia sporych funduszy na gruntowny remont kościoła, który pod koniec XVIII w. był mocno zaniedbany. Nie wykluczone że zrobił to ze względów sentymentalnych. Wystarczy bowiem w wyobraźni dach dwuspadowy na przęsłach zastąpić łukowym sklepieniem, kopułę pomalować na zielono, ściany na biało i pskowska cerkiewka gotowa.

Sens tego tekstu jest taki, że nie musimy w swoich sądach być związani opiniami innych, bowiem zapamiętywanie nawet prawd oczywistych, jest gorsze od myślenia, choćby prowadzącego do mocno subiektywnych wniosków. Turysta może sobie pozwolić na tego typu myślową swawolę, wszak jej rezultaty nie przynoszą szkody, a zawsze się trochę głowę rozrusza. Poza tym ze swawolenia jest sporo przyjemności…

PS. To była już trzecia wycieczka nad lipowicki zalew po rewitalizacji, i zawsze przy pięknej pogodzie. Troje prowadzących: Leszek, Ania i Marek – gwarantowało trzy dobrze spędzone niedzielne przedpołudnia.

Tekst MS, foto Ania, Stasiu.

Dodaj komentarz