22.08.2021 r.
Trasa wycieczki: Kielce – Mójcza – Kranów – Daleszyce – Niwy – Cisów – Widełki – Niwy – Daleszyce – Słopiec – Borków – Kaczyn – Marzysz – Mójcza – Kielce. Wycieczkę prowadził Henio. Wzięło udział 15 osób, dystans 79 km.

Widać to ulubione miejsce Henia, bo znów nas przywiódł w okolice Cisowa i Widełek.
W małym Cisowie poza kościołem na pagórku, który go szczególnie nie wyróżnia, bo kościoły zwykle stoją na pagórkach, i okolicą, która jest równie piękna jak inne – atrakcji brak. Jednak takie miejsca zdobią nie tylko materialne walory. Dlatego przewodnicy po małych miasteczkach barwią ich historię relacjami typu „tu się z kochanką spotykał…”, „w tym miejscu z konia spadł”, czy „pod tym drzewem odpoczywał…” ktoś sławny i znany, nieważne z jakiego powodu. To dodaje rumieńców miejscu, które na co dzień jest blade jak Dunki pod koniec lutego.
Cisów również ma taki epizod, związany z pobytem Jana Chryzostoma Paska. Autor „Pamiętników” przebywał w Cisowie na „infamicznej kwarantanie” u swego bratanka w 1700 roku. J.Ch. Pasek – szlachcic siedemnastowieczny, utalentowany literacko kronikarz z poczuciem humoru, warchoł, pieniacz i awanturnik, dzielny żołnierz hetmana Czarnieckiego, nagradzany i skazywany na infamię i banicję, słowem człowiek swoich czasów. Kto wie, może w Cisowie napisał „Wydrę”, nad której losem płakałem w dzieciństwie, nienawidząc króla Jana Sobieskiego…
Doskonały obserwator, tak np. pisał o Dunkach wspominając wyprawę pod wodzą Stefana Czarnieckiego do tego kraju: „Lud też tam nadobny: białogłowy gładkie i zbyt białe, stroją się pięknie, ale w drewnianych trzewikach chodzą wieskie i miesckie. Gdy po bruku w mieście idą, to taki uczynią kołat, co nie słychać, kiedy człowiek do człowieka mówi”.
Byłoby nie od rzeczy gdyby cisowianie wbili kołek z tabliczką gdzieś blisko drogi z parkingiem i wyskrobali napis: „W tym miejscu odbywał infamiczną pokutę kronikarz i awanturnik Jan Chryzostom Pasek. Uwaga: miejsce nawiedzone – nocą straszy!„.
Cisów tym razem liznęliśmy jedynie z asfaltowej ścieżki. Natomiast Widełkom pełne uszanowanie. Przejechaliśmy je łagodnym podjazdem, aż do skrzyżowania leśnej drogi wywozowej z asfaltową w kierunku Makoszyna. Jeśli chcemy by pojęcie „piękne położenie” miało jeszcze jakiś sens, to powinno byś zarezerwowane wyłącznie dla takich miejscowości jak Widełki. Oni tu wszyscy w Widełkach powinni wnosić państwu opłatę za piękne widoki za oknem. Chociaż może to niesprawiedliwe, boć przecież mieszkający w miejskich patoosiedlach też mają takie widoki za darmo. Wszak teraz trzeba mieć pecha żeby z własnego balkonu nie widzieć sypialni sąsiadki…
Na deser zostawił Henio dłuuugi łagodny zjazd wspomnianą drogą wywozową w kierunku Niw, zamykając cisowsko – widełkową pętlę. Jadąc tędy wszyscy mieliśmy elektryczne rowery. U progu traktu powitał nas wiekowy dąb trójkonarowy, pozwalając jechać żwirową drogą wśród dorodnych świerków poprzetykanych starą dębiną przechodzącą w bór sosnowy. Szok! Ani śladu leśnych barbarzyńców oraz ich diabelskich harwesterów. To był pierwszy las, który widzieliśmy w tym roku, nie dotknięty wyrębem. Swoją drogą, nikt nie przypuszczał, że okaleczone lasy będą normą, a normalne wyjątkiem…
Dla Henia wielkie podziękowania !

Odpoczynek w Widełkach 
Na trasie z Widełek do Niw
Tekst MS. foto Marek, MS.
