30.05.2021 r.
Wycieczka wcześniej anonsowana w planie wycieczek majowych. Wzięło udział 21 osób, dystans 75 km
Trochę żal tych siedmiu majowych wycieczek, chociaż tegoroczny maj deszczu nie szczędził i ciepłem nie rozpieszczał. Nie ma tego złego… wszak my chłopy z Ponidzia wiemy, ze w mokrem maju przez jeden dziń urośnie tyle co przez tydziń w cerwcu, a przez miesiąc w lipcu, bo w sierpniu to juz ino cukrowy burok po descu trochę zgrubnie. Dlatego maj w każdym wydaniu jest piękną porą, nie bez powodu przez wieki poeci zużywali na jego peany mnóstwo atramentu.
Rowerowe pożegnanie maja zorganizował nam Henio wycieczką do Cisowa i Widełek. To dobry wybór, bo majowa przyroda w Cisowsko – Orłowińskim Parku Krajobrazowym wygląda tak niezwykle jak modelki na wybiegu u McQueena… W naturalnym środowisku jesteśmy skłonni do kontemplacji, czyli harmonijnej symbiozy relaksu i aktywności poznawczej. Jednak żyjemy w benchmarkingowych czasach, gdzie społeczny imperatyw każe nam się ścigać porównując wszystko ze wszystkim. Dlatego aby nie odstawać od głównego nurtu, podczas tej wycieczki kontemplację planowaliśmy zastąpić konkursem – który ze zwiedzanych obiektów ma więcej przyrodniczych atutów – Cisów czy Widełki?
Nie będziemy jednak ogłaszać rezultatów – tym bardziej, że nie wszyscy zrealizowaliśmy wycieczkę według planu, który zaproponował prowadzący. Sześcioro secesjonistów pod dowództwem Ani postanowiło bowiem pojechać do Daleszyc, aby trochę poskakać z wieży widokowej. Lecz po wejściu na górę porzuciliśmy ten zamiar. Częściowo dlatego, że zabrakło nam potrzebnego w takiej sytuacji amoku, a trochę z powodu lęku wysokości… Oddawaliśmy się zatem mniej ryzykownym rozrywkom na poziomie gruntu. Odczuwamy z powodu tej niesubordynacji wyrzuty sumienia, lecz niektórzy mężczyźni mają taką przypadłość, że łatwo ulegają urokowi energicznych kobiet…
Natomiast dla głównej grupy wycieczka była okazją aby zobaczyć m.in. malowniczo zlokalizowany kościółek w Cisowie. Kościół choć budowany już w okresie klasycyzmu, to jednak jeszcze z barokowym wystrojem. To jednak nie czyni go wyjątkowym. Więcej sławy przydaje mu obecność diabła na ołtarzu. Może z tego powodu, że diabły w naszych kościołach goszczą niezbyt często. Kiedyś było ich więcej. Jedne unicestwiła religijna poprawność, inne zostały zamalowane przez purytańskich chrześcijan przejmujących kościoły katolickie w czasach reformacji. Taki los spotkał np. malunek dwumetrowego diabła, który się usadowił w nawie głównej gotyckiego kościoła św. Jakuba w Toruniu. Odsłonięty po renowacji szatan ożył i podobno znów pilnuje wiernych aby nie drzemali podczas nabożeństwa. W kościele w Słopanowie k/Szamotuł namalowany diabeł wiedzie karczmarkę do piekła, bo nie dolewała piwa, a w Porębach Dymarskich w pow. kolbuszowskim, drewniany kościółek zdobi polichromia pod amboną z siedzącym diabłem, który założył nogę na nogę i zapisuje grzechy parafian. Z kolei na fasadzie kościoła w Szalowej niedaleko Gorlic widnieje rzeźba św. Michała pokonującego czarta, podobnie jak w w kościele w Jurgowie k/Bukowiny Tatrzańskiej. Nawiasem mówiąc św. Michał jest zawodowym pogromcą kościelnych diabłów, trzyma nawet pod butem naszego małego diabełka w Cisowie. Najwięcej zamieszania narobił diabeł w Kańczudze koło Rzeszowa, odkryty podczas renowacji tutejszego kościoła. Po usunięciu tynków ukazał się w obscenicznej pozie pod postacią kobiety, choć to nie jest pewne, w każdym razie obdarzony obfitym zwisającym biustem i skąpo przyodzianymi genitaliami niewiadomego rodzaju. Miejscowe dewotki chyba się z odkrycia nie cieszą. Proboszcz ubolewał że “w kościele jest tyle pięknych aniołów, a wszyscy chcą oglądać diabła”. Diabły często cechuje diabelskie zachowanie. W kamiennym kościółku w bretońskim Roscoff, rzeźbiony diabeł służący jako wspornik kościelnego chóru, o zgrozo, bezwstydnie wypina goły tyłek w kierunku prezbiterium! Trudno się więc dziwić, że kościelne diabły koncentrują na sobie uwagę. Niewielki kościół w Cisowie, mimo że ładny, nie byłby tak znany gdyby nie mieszkał w nim diabeł… Ludyczny duch w narodzie nie ginie. Z podobnych powodów lubimy wspomniany już barok. Modlitwa modlitwą, lecz czasem miło pobyć w barokowym wnętrzu wśród tłustych aniołków, kolumn z podrabianych marmurów zwieńczonych liśćmi akantu, bogato zdobionych kartuszy, muszlowych lamberkinów czy bogactwa innych stiukowych ornamentów…

Tekst MS.; foto Gosia, Ania.

PS.
Małgosiu i Jarku, pozdrawiamy was ciepło i czekamy na powrót do naszego rowerowego towarzystwa!!!












