Towarzyska entropia

14-15.11.2020 r.

Czyniąc zadość pandemicznym wymogom, Towarzystwo Rowerowe w spontaniczny sposób podzieliło się podczas weekendowego wycieczkowania na kilka mniejszych organizmów. To dowodzi, że stanowimy mobilną strukturę społeczną o wysokim stopniu adaptacji do panujących warunków. Zdolności przystosowawcze to jeden z istotnych wskaźników inteligencji. Bycie inteligentną organizacją w tych trudnych warunkach jest wielce pokrzepiające. Dlatego sprawozdanie z ostatnich wyjazdów składa się z kilku podsprawozdań, stosownie do liczby zrealizowanych wycieczek.

Z Chęcinami w tle

Trasa wycieczki: Kielce-Trzcianki-Wola Murowana – Radkowice – Chęciny – Korzecko – Bolmin – Milechowy – Zajączków – Bławatków – Rykoszyn – Piekoszów – Jaworznia – Kielce. Dystans: 65 km, liczba uczestników: na początku 8, na końcu 4.

Niedziela 15.11 – wycieczkę prowadził Sławek. A to oznaczało jazdę po szosie w tempie wyścigu kolarskiego. Dystans między prowadzącym a resztą peletonu wahał się w przedziale pięćdziesiąt do tysiąca metrów. Ale za to trudy wycieczki nagrodziły nam: piękna pogoda i przecudne widoki. Szczególnie skąpany w słońcu zamek w Chęcinach, czy pobliskie Centrum Geologiczne. Ze wzgórza chęcińskiego pomknęliśmy w kierunku Korzecka. To była jedna z niewielu szans aby dogonić prowadzącego. Na szczęście zadbał o to abyśmy mogli uzupełnić elektrolity i zrekompensować wydatek energetyczny. Pomimo zmęczenia wszystkim dopisywał dobry humor.

Tekst i foto Monika

Wycieczki Andrzeja

Sobota 14.11 – postanowiłem przejechać trasę Mietka z ubiegłej soboty, czyli przejechać od Dąbrowy do stacji Kostomłoty. Początek trasy łatwy, drogami szutrowymi. Schody zaczęły się pojawiać po przejechaniu ul. Zagnańskiej. Tu, jadąc na zachód, niebawem skończyła się dobra droga i zaczęła się walka z błotem i wodą. Nie poddawałem się i po dotarciu do E7 przedostałem się pod nią przepustem dla żab i w końcu stanąłem na suchym lądzie. Dalej to już rezerwat Sufraganiec i Gruchawka. Podziwiam Jolę i Mietka za przejazd tej trasy

Niedziela 15.11. – 47 km na Zelejową i dalej aż do kamieniołomu na Stokówce gdzie podziwiam siedząc przy ognisku wspinaczy skałkowych. Powrót przez Szewce, Łaziska, Jaworznię, Pietraszki. Jak pewno wszyscy dzisiejsi wędrowcy podziwiałem naszą piękną złotą jesień. Z mojej młodości zapamiętałem że 11 listopada jeździłem w Kielcach na nartach. Klimat jednak się zmienia

Tekst i foto Andrzej

W formule rowerowego trójkąta

Niedziela 15.11 – Kielce – Kostomłoty-Miedziana Góra – Bobrza – Porzecze – Bugaj – Brynica – Szczukowskie Górki – Kielce, dystans 45 km, liczba uczestników – 3 osoby, prowadziła Ania.

Trójkąt to bodaj najzgrabniejsza figura płaska. A jeśli dwa jego wierzchołki są rodzaju żeńskiego, to już jest trójkąt niemal orkiestrowy. Właśnie w takiej formule odbyliśmy wycieczkę niedzielną w kierunku Bobrzy. Tam zostały wdrożone słodkie procedury pobytowe. Może jednak następnym razem uda się je przełamać bardziej wytrawną nutą. Po drodze spotkaliśmy Darka jadącego w ulubionej przez niego formule solo. Każda forma jest dobra, jednak towarzystwo dwu uroczych dziewczyn w jesiennym słońcu to wisienki na wycieczkowym torcie…

Tekst Mietek; foto Ania i Jola

Wycieczka donikąd

Sobota 14.11 – to miała być wycieczka donikąd. Jednak po krótkim czasie zauważyliśmy, że jedziemy nie w tym kierunku co trzeba. Rzeczywiście – odjechana jazda po hopkach uświadomiła nam, że jesteśmy blisko rezerwatu Biesak. Wpadliśmy w złość, bo wcale nie chcieliśmy do rezerwatu. Na szczęście rower Joli, który jest ciut mądrzejszy od mojego, skręcił w stronę torów i już się wydawało że będzie dobrze, lecz niestety wjechaliśmy w sam środek Białogonu. Pomyślałem – dość tego! Należało jakoś przejąć władzę nad sprzętem. Maksymalną koncentracją woli przedarliśmy się przez zachaszczone łąki oraz metalowy mostek na Silnicy, by dojechać przez Pietraszki do asfaltowej drogi w kierunku Podkarczówki.

Lecz zamiast w prawo jak to robią normalni rowerzyści coś nas pognało w lewo i kazało prowadzić rowery aż na samą górę Grabinę, której też nie mieliśmy w planie. Zrezygnowani przejechaliśmy przez niechcianą Podkarczówkę, by również nieplanowaną drogą nad Silnicą dojechać do domu – też niezgodnie z planem, bo trochę za wcześnie… To chyba jeden z tych przypadków o których nie śniło się filozofom.

Tekst i foto Mietek

Dodaj komentarz