4.10.2020 r.
Trasa prejazdu – I dzień rajdu
Kielce – Białogon – Górki Szczukowskie – Promnik – Strawczyn (wiata nad zalewem) – Kuźniaki – Pałęgi – Łysów – Węgrzyn – Radoszyce – Sielpia Wielka. Dystans ok. 60 km. Prowadził Andrzej, wzięło udział 20 osób w tym 3 osoby, które dojechały do Sielpi z zaprzyjaźnionego klubu z Przedborza.
Trasa przejazdu – II dzień rajdu
Sielpia Wielka – Miedzierza – Martyniów – Przyłogi – Adamek – Chyby – Serbinów – Rogowice – Długojów – Kołomań – Umer – Tumlin – Kostomłoty (węzeł drogowy) – Kielce. Dystans 52 km. Prowadził Andrzej, wzięło udział 20 osób w tym 3 osoby, które odjechały z Sielpi do Przedborza.
Każdy nasz wyjazd rowerowy poprzedza bardziej lub mniej skomplikowany proces decyzyjny. Jedni w mozole zestawiają “jechać”, z “nie jechać” i często zostają w domu, bo od tego myślenia boli ich głowa. Inni, jak Leszek, Andrzej czy Rysio, robią to odruchowo, ponieważ ich wzywa rowerowy zew. Bez względu na to jaka siła wypycha nas z rowerem niedzielnego ranka poza granice Kielc, wszystkich ogranicza wizja nieuchronnego powrotu. Najpierw miasto nie chce nas wypuścić, wymyślając różne powody np. remont, który trzymał Henia w domu niczym hydra lernejska, a jak już się z tego miasta wyrwiemy, to i tak nie pozwala zbytnio się oddalić. Czysta fizyka. Bywają jednak sytuacje, że udaje się przezwyciężyć “miejską grawitację” i dotrzeć nawet do Sielpi. A to już jest odległość z której nie ma powrotu bez zmiany daty. Świadomość, że się urwaliśmy z tego niewidzialnego sznurka, jest dla kondycji psychicznej bezcenna i czasem warto się w ten sposób odświeżyć.
“Złote Liście”, wyjazd o wieloletniej tradycji, był wystarczającym motywem aby nie wracać w tym samym dniu. Poprzednimi laty “Złote Liście” były bardziej złote, jako że w tym roku chlorofil, niczym “Chińcyki” Wyspiańskiego trzyma się mocno… Niedostatek złotych kolorów jakoś specjalnie nie ujmował urody mijanym krajobrazom. Po niezbyt wyczerpującej podróży na ekologicznych rowerach napędzanych wiatrem, stanęliśmy za sprawą Ani, w wygodnych domkach kempingowych. Wiele wskazuje, że to głównie motywy społeczne sprowadziły nas do Sielpi. Dowodem tego są Dzidek z Fredkiem, którzy odwiedzali to miejsce trzydzieści dwa razy i przyjechali po raz kolejny, chyba nie zwabieni plażowaniem, tylko może dlatego, żeby z nami spędzić trochę czasu. Rychło po przyjeździe wdrożyliśmy “procedury pobytowe” lecz tym razem zamiast ogniska hitem okazało się, wymyślone przez Anię, urządzenie towarzyskie, mające formę długiego stołu z takimiż ławkami po obu stronach. Jego zdolności zabawotwórcze zależą od dwu czynników, mianowicie “co na nim leży” oraz “kto za nim siedzi”. U nas jedno i drugie było w dobrym gatunku. Korzystanie z wynalazku wymagało jednak skupienia, refleksu i dobrej koordynacji ruchu, czego dowodzą niżej opisane sytuacje „zastolne”:
Dostrzegasz pyszny kalafior w serowej panierce
i jesteś w rozterce:
sięgnąć po kalafiora?
czy może na szyneczkę pora!
A może – myślisz - trzymając w ręku kielich do toastu,
zacznę od grzybków w marynacie?
Lecz rezygnujesz z grzybków i trudno się temu dziwić,
bo aby po nie sięgnąć musiałbyś pierwej puścić koleżanki kibić.
Więc nie zakąszając, spełniasz kolejne toasty
pigwówką, dereniówką
a w tym czasie znikają ze stołu,
zielone ogórki z kiszonymi pospołu.
Już na ciebie nie łypie oscypek żółtym okiem,
ementaler jedwabnym plastrem nie kusi,
nie widzisz już pasztecików o przepysznym smaku …
z powodu ich braku.
Trudno więc się dziwić,
że na widok jabłkowych ciasteczek
puszczasz w desperacji
koleżanki kibić
Teraz wolną ręką nalewasz zimny płyn do szklanki,
kosztem sąsiedzkiego ciepła koleżanki
i racząc się cukinią w marynacie
nawet nie wiesz co tracisz, bracie...
Nazajutrz ciepłym rankiem, ciepły kugel przedborskiej donacji,
podstawiasz zatem miseczkę proszalną, myśląc nie bez racji:
com miłego przeżył wieczorem, to moje
a teraz zjem smacznie i w dodatku nie za swoje...
Nie miałbyś bracie tych przyjemnych przeżyć
ani szeregu innych "ani"
gdyby nie talent oraz inwencja Ani!
Tekst MS, foto Ania