Terapia antywirusowa

25.10.2020 r.

Trasa wycieczki: Kielce – Występa – Belno – Zagnańsk – Kielce. Dystans 55 km. Wycieczkę prowadził Krzysztof. Wzięło udział w covidowym szyku 16 osób.

Było jak w filmie Hitchcocka. Podjazd niemal pionową ścianą asfaltu pod Występę i później też niewiele lepiej. Pięćdziesiąt kilometrów górskich premii. I pomyśleć, że taki hardkor zgotował nam debiutant w prowadzeniu wycieczek. Trasa urozmaicona pod każdym względem. Od ruchliwych dróg począwszy, poprzez wiejskie dróżki, z których korzystają jedynie miejscowe kundle, aż po malownicze leśne dukty okolic Zagnańska. Dopiero po jakimś czasie dotarł do nas zamysł Prowadzącego, że jazda pod górę świetnie regeneruje układ oddechowy, co w obecnej sytuacji ma znaczenie terapeutyczne. Ta świadomość być może pomogła niektórym pokonywać podjazdy. Tej covidowej motywacji widać zabrakło Rysiowi, bo już na pierwszej górce przepadł bez wieści. Na szczęście pozostali dojechali do końca wycieczki. W ogólnym bilansie debiut Krzysztofa bardzo udany. Wprawdzie zgubił Rysia, lecz pamiętał, żeby zapalić świeczkę Bohaterom. Zatem z pełnym przekonaniem zaliczamy Go do prestiżowgo grona Liderów Towarzystwa.

Tekst SM; foto Ania

Stoicka normalność jesienna

18.10.2020 r.

Trasa wycieczki: Kielce – Dyminy – Suków Babie – Suków Modrzewie – Radomice – Skrzelczyce Marzysz – Górki – Brody – Lisów – Zaborze Brudzów – Łabędziów – Bieleckie Młyny – Bilcza – Dyminy – Kielce. Dystans 55km. Prowadził Stasiu, wzięło udział 12 osób.

To już kolejna niedziela z pogodą adekwatną do pory roku. Nikły deszczyk postraszył trzy razy i październik zaczyna nas przyzwyczajać do chłodu, czyli dowodzi tego, że jest październikiem. Takie okoliczności przyrody dają nam poczucie, że wszystko postępuje zgodnie z naturą rzeczy. Tej stoickiej harmonii nie zakłóciło nawet przypadkowe zdarzenie związane z przebitą dętką Basi, choć nie jest pewne czy dętka została uszkodzona. Dotykowo – wzrokowe ekspertyzy organoleptyczne uzupełnione testami węchowymi nie potwierdziły bowiem uszkodzenia. A może ekspercki dotyk nieco przytępiony, a wzrok już nie ten sokoli co kiedyś?

Tekst MS; foto Ania

Covidcross w stylu beauty

11.10.2020 r.

Trasa przejazdu: Kielce – Białogon – Słowik – Bolechowice (kamieniołom) – Panek – Czerwona Góra – Zelejowa – Chęciny – Gościniec – Polichno – Charężów – Bławatków – Szczukowice – Kielce. Wycieczkę prowadził Stasiu, wzięło udział 15 osób. Dystans 60km.

W sprawozdaniu z tej wycieczki wykorzystano niektóre neologizmy wytworzone w naszym Towarzystwie. Jest to zarazem promocja nowo powstałego Słownika KTR “Kigari”.

Od dłuższego czasu była to pierwsza wycieczka, której nie towarzyszył dysonans klimatyczny. I bardzo dobrze, ponieważ w ostatnim czasie pogoda zupełnie rozregulowała nasze biologiczne zegary. A to podobno, według amerykańskich uczonych, wpływa destrukcyjnie na żeńskie libido. O męskim nie wspomnę, bo pęd do kariery zrujnował je już dawno. Wiadomo, że jesienią czymś normalnym jest jazda w warunkach micelarnej pogody. Taka też panowała w pierwszych godzinach naszego wyjazdu. Prowadzący postarał się by nie był to wyjazd, za przeproszeniem, do Słopca, wszak Bławatków to out space całą gębą… Mało spontaniczny charakter wycieczki spowodował, że nawet Sławek warcholił z rzadka. Tak się złożyło, że przez większość czasu jechaliśmy o suchym pysku. Niepokoił trochę nieustabilizowany błędnik, co jak wiadomo zaburza symetrię, wprowadza nerwowość i przy bocznym wietrze stwarza spore zagrożenie. Na szczęście nikt nie stał się bohaterem dnia z tego powodu. Jednak w Brynicy pierzchła ostatnia nadzieja na to, aby doprowadzić kondycję psychiczną do normy. Stasiu uratował sytuację tzw. “ucieczką do przodu”. Dlatego nie wiedzieć kiedy, znaleźliśmy się w granicach Kielc, a konkretnie w miejscu, które jest czymś w rodzaju tajemnego czakramu. Nerwowy pośpiech znikł jak ręką odjął. Natychmiast wdrożyliśmy procedury pobytowe zwłaszcza, że nikomu rosół w domu nie stygł. Czekoladowo – szarlotkowa donacja Basi, orzechy Krzysztofa oraz pączki Doroty, które choć padły ofiarą pocisków dum dum, dopełniły dzieła tak, że finał naszego covidcrossu był w stylu beauty…

PS. Liściaki w dalszym ciągu trzymają się mocno.

Tekst MS; foto Ania

Sielpia – złote liście z tombaku, lecz atmosfera na 24 karaty

4.10.2020 r.

Trasa prejazdu – I dzień rajdu

Kielce – Białogon – Górki Szczukowskie – Promnik – Strawczyn (wiata nad zalewem) – Kuźniaki – Pałęgi – Łysów – Węgrzyn – Radoszyce – Sielpia Wielka. Dystans ok. 60 km. Prowadził Andrzej, wzięło udział 20 osób w tym 3 osoby, które dojechały do Sielpi z zaprzyjaźnionego klubu z Przedborza.

Trasa przejazdu – II dzień rajdu

Sielpia Wielka – Miedzierza – Martyniów – Przyłogi – Adamek – Chyby – Serbinów – Rogowice – Długojów – Kołomań – Umer – Tumlin – Kostomłoty (węzeł drogowy) – Kielce. Dystans 52 km. Prowadził Andrzej, wzięło udział 20 osób w tym 3 osoby, które odjechały z Sielpi do Przedborza.

Każdy nasz wyjazd rowerowy poprzedza bardziej lub mniej skomplikowany proces decyzyjny. Jedni w mozole zestawiają “jechać”, z “nie jechać” i często zostają w domu, bo od tego myślenia boli ich głowa. Inni, jak Leszek, Andrzej czy Rysio, robią to odruchowo, ponieważ ich wzywa rowerowy zew. Bez względu na to jaka siła wypycha nas z rowerem niedzielnego ranka poza granice Kielc, wszystkich ogranicza wizja nieuchronnego powrotu. Najpierw miasto nie chce nas wypuścić, wymyślając różne powody np. remont, który trzymał Henia w domu niczym hydra lernejska, a jak już się z tego miasta wyrwiemy, to i tak nie pozwala zbytnio się oddalić. Czysta fizyka. Bywają jednak sytuacje, że udaje się przezwyciężyć “miejską grawitację” i dotrzeć nawet do Sielpi. A to już jest odległość z której nie ma powrotu bez zmiany daty. Świadomość, że się urwaliśmy z tego niewidzialnego sznurka, jest dla kondycji psychicznej bezcenna i czasem warto się w ten sposób odświeżyć.

“Złote Liście”, wyjazd o wieloletniej tradycji, był wystarczającym motywem aby nie wracać w tym samym dniu. Poprzednimi laty “Złote Liście” były bardziej złote, jako że w tym roku chlorofil, niczym “Chińcyki” Wyspiańskiego trzyma się mocno… Niedostatek złotych kolorów jakoś specjalnie nie ujmował urody mijanym krajobrazom. Po niezbyt wyczerpującej podróży na ekologicznych rowerach napędzanych wiatrem, stanęliśmy za sprawą Ani, w wygodnych domkach kempingowych. Wiele wskazuje, że to głównie motywy społeczne sprowadziły nas do Sielpi. Dowodem tego są Dzidek z Fredkiem, którzy odwiedzali to miejsce trzydzieści dwa razy i przyjechali po raz kolejny, chyba nie zwabieni plażowaniem, tylko może dlatego, żeby z nami spędzić trochę czasu. Rychło po przyjeździe wdrożyliśmy “procedury pobytowe” lecz tym razem zamiast ogniska hitem okazało się, wymyślone przez Anię, urządzenie towarzyskie, mające formę długiego stołu z takimiż ławkami po obu stronach. Jego zdolności zabawotwórcze zależą od dwu czynników, mianowicie “co na nim leży” oraz “kto za nim siedzi”. U nas jedno i drugie było w dobrym gatunku. Korzystanie z wynalazku wymagało jednak skupienia, refleksu i dobrej koordynacji ruchu, czego dowodzą niżej opisane sytuacje „zastolne”:

Dostrzegasz pyszny kalafior w serowej panierce
 i jesteś w rozterce: 
 sięgnąć po kalafiora?
czy może na szyneczkę pora! 

A może – myślisz - trzymając w ręku kielich do toastu, 
zacznę od grzybków w marynacie? 
Lecz rezygnujesz z grzybków i trudno się temu dziwić,
 bo aby po nie sięgnąć musiałbyś pierwej puścić koleżanki kibić. 

Więc nie zakąszając, spełniasz kolejne toasty 
 pigwówką, dereniówką 
a w tym czasie znikają ze stołu, 
zielone ogórki z kiszonymi pospołu. 

Już na ciebie nie łypie oscypek żółtym okiem,
ementaler jedwabnym plastrem nie kusi, 
nie widzisz już pasztecików o przepysznym smaku … 
z powodu ich braku. 

Trudno więc się dziwić, 
że na widok  jabłkowych ciasteczek
puszczasz w desperacji 
koleżanki kibić 

Teraz wolną ręką nalewasz zimny płyn do szklanki,  
kosztem sąsiedzkiego ciepła koleżanki
i racząc się cukinią w marynacie
nawet nie wiesz co tracisz, bracie... 

Nazajutrz ciepłym rankiem, ciepły kugel przedborskiej donacji,  
podstawiasz zatem miseczkę proszalną,  myśląc nie bez racji: 
com miłego przeżył wieczorem, to moje  
a teraz zjem smacznie i w dodatku nie za swoje... 

Nie miałbyś bracie tych przyjemnych przeżyć
 ani szeregu innych "ani" 
gdyby nie talent oraz inwencja Ani!

Tekst MS, foto Ania