16.08.2020 r.
Trasa wycieczki: Kielce – Wiśniówka – Występa – Klonów – Barcza – Brzezinki – Ciekoty – Cedzyna – Kielce. Dystans 53 km. Wycieczkę prowadzili: Leszek oraz Sławek, wzięło udział 17 osób.

Naiwnością byłoby sądzić, że w dużej grupie ludzi będzie zawsze jednomyślnie. Ustalone normy zwyczajowe powinny być jednak przestrzegane. Zgrzyt, który się ujawnił podczas ostatniej wycieczki, nie pochodził bynajmniej z zardzewiałych rowerów. To niestety skutek korozji dobrych obyczajów w naszym Towarzystwie. Należy przypomnieć, że jesteśmy „towarzystwem” w sensie wspólnej obecności, którą integrują podobne zainteresowania. Wydaje się, że dotychczas wypracowany modus vivendi dobrze służył funkcjonowaniu grupy. O tych niepisanych regułach kompromisu czasem jednak zapominamy. Jedną z nich jest wspólna dbałość o integralność grupy. Właśnie ta reguła została poważnie naruszona podczas wspomnianego wyjazdu. Niestety, wiedzeni instynktem stadnym pędziliśmy z góry bez opamiętania i bez refleksji celu podróży, tracąc kontakt z prowadzącym. Dlatego rozumiem oburzenie Leszka, który prowadził ostatnią wycieczkę. Choć jestem przekonany, że to wynik nieporozumienia, to jednak nic nie usprawiedliwia zaistniałej sytuacji. Leszku, zechciej zatem przyjąć nasze przeprosiny.
Postscriptum
Ponieważ opadły już emocje związane z niefortunnym wydarzeniem opisanym powyżej, prezentujemy po kilku miesiącach nieco lżejszy opis tej wycieczki.
Większość wycieczkowiczów pojechała inną drogą niż prowadzący. Można przyjąć trzy powody zaistniałej sytuacji. Pierwszy zakłada, że odłączenie się peletonu od Lidera było wynikiem nieporozumienia. Nieporozumienie dobrze ilustruje przypadek pewnego dziadka, który był dwa razy ranny – raz pod Waterloo, a drugi raz w d… Jak widać nieporozumieniu blisko do niezrozumienia – tak czy siak – sprawa skomplikowana. Dopuszczamy także anarchistyczne motywy secesji. Anarchię z kolei uosabiają moi znajomi, gdzie w domu rządzi papuga w koabitacji z kotem. Jednak najbardziej atrakcyjna intelektualnie wydaje się teza, że opisywana sytuacja była mimowolną rekonstrukcją Bitwy Warszawskiej, której setną rocznicę obchodziliśmy dzień przed wycieczką. Mianowicie Leszek, podobnie jak gen. Tuchaczewski, znacznie się oddalił od swego zaplecza. Z tym jednak, że Leszek, w przeciwieństwie do Michaiła Nikołajewicza oddalił się w sposób bierny, bo to właściwie “zaplecze” oddaliło sie od Leszka. Dla bolszewików marnie się to skończyło, dla Leszka był to powód do słusznego zdenerwowania, za co jeszcze raz przepraszamy. Lekki ton tej relacji w swojej intencji miał być oliwą wylaną na wzburzone morze, wszak podobno nawet marny humor dobrze łagodzi emocje.
M.S.

Tekst: S.M.; foto: Monika oraz Jarek
