Wyjątkowość zwyczajna

30.08.2020 r.

Trasa przejazdu: Kielce – Szczukowskie Górki – Podzamcze Piekoszowskie – Micigózd – Łubno – Piekoszów – Zalesie – Białogon – Kielce. Dystans: 45 km. Wycieczke prowadziła Ania, wzięły udział 24 osoby.

Dzień niepodobny do dnia… jak śpiewał nieodżałowany Piotr Szczepanik. Wycieczka niepodobna do wycieczki – chciałoby się sparafrazować. Każdy chce być wyjątkowy, niepodobny do innych. Można to zrozumieć. Otacza nas przecież zunifikowana rzeczywistość, z której się chcemy, nieraz za wszelką cenę, wynurzyć. Dotyczy to również wycieczek rowerowych. Co i rusz słyszymy, że ktoś przejechał gdzieś lub po czymś po raz pierwszy. Inny na bezdechu wykręcił sto kilometrów na stulecie czegoś tam, itd. itp. Wprawdzie i u nas podczas każdego wyjazdu coś się dzieje, lecz zdarzenia musiałyby być bardzo spektakularne, żebyśmy mogli mieć swoje pięć minut. Drobna kraksa czy przebite koło, to już tylko mało znaczący epizod. Wiadomo, że nic tak nie nadaje wydarzeniu szczególności jak porządny skandal. Można by więc skorzystać z doświadczeń celebrytów, lecz jak tu jechać na rowerze z gołą d… . Sarkazm jest chyba na miejscu, bo może dążenie do wyjątkowości jest głupie? Dowodzi tego nasza dzisiejsza wycieczka. Była przecież zwyczajna, pogoda słoneczna i ciepła, drogi jak stół, rower Moniki przeszedł należyty przegląd, atmosfera miła, prowadząca pełna zdecydowanego uroku, słowem – piękna wycieczka. Właśnie dlatego, że była piękna, poświęcamy ją pamięci świętokrzyskiej poetki ludowej śp. Rozalii Grzegorczyk ze Szczukowskich Górek – miejscowości, która się znalazła na naszej trasie rowerowej. Tak zwyczajnie – piękny prezent z serdeczności za piękne wiersze.

Tekst MS, foto Ania i Stasiu

Dziś prawdziwych deszczowców już nie ma…

Trasa wycieczki: Szydłówek – nadsilniczną drogą rowerową do Parku im. S. Staszica i z powrotem. Dystans 4 km. Prowadził: Mietek, wziął udział jeden deszczowiec krótkodystansowy.

23.08.2020 r.

Pogoda odreagowała upał z poprzedniego dnia i dobrze, bo po żniwach deszcz potrzebny. Glebę pod oziminy przygotować trzeba, również okopowym deszcz pomoże godnie dokończyć żywota. Te rustykalne myśli towarzyszyły mi podczas dojazdu na miejsce zbiórki, głównie dlatego, żeby się jakoś pocieszyć, bo wiadomo, że z wycieczki nici. Deszcz powodujący bąbelki na wodzie nie wróży nic dobrego. Pogoda bezwietrzna, a jak bez wiatru to i chmury się wolno przemieszczają, co powoduje opad ciągły. My na Ponidziu i bez tej fizyki wiemy, że “jak bąbelki na wodzie, to jus po pogodzie” czyli “ziaby z nieba leco”. Po drodze mignęli mi tylko dwaj rowerzyści, lecz dróżką nad Silnicą i tak trudno było przejechać. Wszystko przez kaczki, które masowo okupowały przejazd, wygrzewając łapy wczorajszym ciepłem asfaltu. Na miejscu zbiórki tylko ja oraz mała dziewczynka z pieskiem, która zrobiła mi zdjęcie na dowód, że tam “veni vidi”. Mógbym nawet zostać bohaterem dnia, lecz gwoli rzetelności, pojechałem na miejsce zbiórki powodowany wyłączne ciekawością, czy ktoś wyściubi nos w taka pogodę? Jak widać, dziś prawdziwych deszczowców już nie ma… Tym bardziej należy docenić deszczowy wyczyn Krzysztofa, Marka oraz Michała, którego dokonali 26.08.2018 r. Była więc okazja, aby drugą rocznicę tego wydarzenia, uczcić przynajmniej „czterorowerową” obecnością, poprawiając tym samym rezultat deszczowej frekwencji. Jednak nic straconego wszak deszcz, mimo zapowiedzi klimatycznego armagedonu, chyba będzie jeszcze padał…

P.S. Mając w pamięci perypetie z poprzedniej niedzieli, pragnę ogłosić mały sukcesik, ponieważ jako prowadzący wycieczkę nie odnotowałem w jej trakcie żadnej niesubordynacji…

Korekta – Podobno na miejscu zbiórki stawili się jednak dwaj deszczowi rowerzyści Krzysio oraz Rysio, Jednak z powodu ich spóźnienia przyznajemy im jedynie tytuły tzw. Deszczowców Mniejszych.

Kierownik i grupa w jednym

Tekst M.S.; foto dziewczynka Zosia

W sprawie dobrych obyczajów

16.08.2020 r.

Trasa wycieczki: Kielce – Wiśniówka – Występa – Klonów – Barcza – Brzezinki – Ciekoty – Cedzyna – Kielce. Dystans 53 km. Wycieczkę prowadzili: Leszek oraz Sławek, wzięło udział 17 osób.

Naiwnością byłoby sądzić, że w dużej grupie ludzi będzie zawsze jednomyślnie. Ustalone normy zwyczajowe powinny być jednak przestrzegane. Zgrzyt, który się ujawnił podczas ostatniej wycieczki, nie pochodził bynajmniej z zardzewiałych rowerów. To niestety skutek korozji dobrych obyczajów w naszym Towarzystwie. Należy przypomnieć, że jesteśmy „towarzystwem” w sensie wspólnej obecności, którą integrują podobne zainteresowania. Wydaje się, że dotychczas wypracowany modus vivendi dobrze służył funkcjonowaniu grupy. O tych niepisanych regułach kompromisu czasem jednak zapominamy. Jedną z nich jest wspólna dbałość o integralność grupy. Właśnie ta reguła została poważnie naruszona podczas wspomnianego wyjazdu. Niestety, wiedzeni instynktem stadnym pędziliśmy z góry bez opamiętania i bez refleksji celu podróży, tracąc kontakt z prowadzącym. Dlatego rozumiem oburzenie Leszka, który prowadził ostatnią wycieczkę. Choć jestem przekonany, że to wynik nieporozumienia, to jednak nic nie usprawiedliwia zaistniałej sytuacji. Leszku, zechciej zatem przyjąć nasze przeprosiny.

Postscriptum

Ponieważ opadły już emocje związane z niefortunnym wydarzeniem opisanym powyżej, prezentujemy po kilku miesiącach nieco lżejszy opis tej wycieczki.

Większość wycieczkowiczów pojechała inną drogą niż prowadzący. Można przyjąć trzy powody zaistniałej sytuacji. Pierwszy zakłada, że odłączenie się peletonu od Lidera było wynikiem nieporozumienia. Nieporozumienie dobrze ilustruje przypadek pewnego dziadka, który był dwa razy ranny – raz pod Waterloo, a drugi raz w d… Jak widać nieporozumieniu blisko do niezrozumienia – tak czy siak – sprawa skomplikowana. Dopuszczamy także anarchistyczne motywy secesji. Anarchię z kolei uosabiają moi znajomi, gdzie w domu rządzi papuga w koabitacji z kotem. Jednak najbardziej atrakcyjna intelektualnie wydaje się teza, że opisywana sytuacja była mimowolną rekonstrukcją Bitwy Warszawskiej, której setną rocznicę obchodziliśmy dzień przed wycieczką. Mianowicie Leszek, podobnie jak gen. Tuchaczewski, znacznie się oddalił od swego zaplecza. Z tym jednak, że Leszek, w przeciwieństwie do Michaiła Nikołajewicza oddalił się w sposób bierny, bo to właściwie “zaplecze” oddaliło sie od Leszka. Dla bolszewików marnie się to skończyło, dla Leszka był to powód do słusznego zdenerwowania, za co jeszcze raz przepraszamy. Lekki ton tej relacji w swojej intencji miał być oliwą wylaną na wzburzone morze, wszak podobno nawet marny humor dobrze łagodzi emocje.

M.S.

Tekst: S.M.; foto: Monika oraz Jarek

Wycieczka kulturalno-przemysłowa

9.08.2020 r.

Kielce – Kostomłoty – Laskowa – Ciosowa – Bobrza /ruiny zakładów wielkopiecowych/ – Porzecze – Oblęgorek /muzeum/ – Oblęgór – Niedźwiedź – Strawczyn – Promnik – Polichta – Brynica – Kielce /60 km/

Wycieczka przebiegła wg podanej wcześniej propozycji. Udział wzięło 12 osób. Pierwszym miejscem postojowym na trasie wycieczki była Bobrza. Od XVI w. pracowały tu kuźnice i wielki piec w którym wyrabiano między innymi kule artyleryjskie. Nowy Zakład Wielkopiecowy był częścią planu Staszica, który się nie powiódł ze względu na powódź, która zniszczyła tamę i na Powstanie Listopadowe w 1830 r. W wybudowanych już halach uruchomiono rządowe zakłady kowalsko – metalowe. Z budynków zakładu pozostały ruiny hali, mury węgielni oraz staw, w którym gromadzono wodę do celów przemysłowych. Imponujące wrażenie robi odbudowany mur oporowy. W Oblęgorku zatrzymaliśmy się w parku przy Muzeum H. Sienkiewicza, by przypomnieć sobie uroki tego miejsca. Była też możliwość zwiedzenia muzeum, z czego skorzystało kilka osób. /w niedzielę wstęp jest bezpłatny/. Następnym przystankiem był Zalew w Strawczynie, krótki relaks i powrót całą grupą do Kielc.

Tekst i foto: Ania

Malownicze ścieżki Ani

Powycieczkowy mail od Ani z dnia 2.08.2020 r.:

Trasa wycieczki : Kielce – Białogon – Zalesie – Szewce – Zelejowa – Korzecko – Bocheniec – Dołki – Zakrucze – Kopaniny – Wierna Rzeka – Lasek – Łubno – Piekoszów – Kielce, / 70 km/, prowadziła Anna D.

Na zbiórce spotkało się 17 osób w tym Marek Sz. , który dojechał z nami do Białogonu i wrócił do Kielc. Znaczną część trasy przejechaliśmy ścieżkami rowerowymi w tym nowo oddanymi w Słowiku i Zgórsku,
które bardzo poprawiły bezpieczeństwo na tym odcinku.
Jednak dętkę też można na nich przebić , czego doświadczył Stasiu, ale błyskawicznie uporał się z naprawą. W Bocheńcu nad rzeką Łośną /Wierną Rzeką/ zrobiliśmy odpoczynek , aby nabrać siły na leśny odcinek trasy. Tutaj zostało mi zaśpiewane 100 lat /chyba tak się wszystkim podobała wycieczka/ i po krótkim odpoczynku
/bo w pobliżu sklep był zamknięty/ pojechaliśmy wzdłuż zbiornika wodnego Małogoszcz w Zakruczu i dalej szutrowymi drogami wśród lasów do Wiernej Rzeki. Z Wiernej Rzeki niebieskim szlakiem do Łosienka i bocznymi drogami do Piekoszowa. Jak mało kiedy cała grupa w komplecie w sympatycznej atmosferze dojechała do Kielc.
 Ania
Od redakcji: zauważyliśmy zmiany w sprzęcie rowerowym - kolor biały jest równie piękny.