Pochwała szarych kolorów

12.07.2020 r.

Trasa wycieczki: Kielce – Dyminy – Marzysz – Borków – Trzemosna – Białe Ługi – Obóz Wybranieckich – Niwy Daleszyckie – Daleszyce – Kielce. Dystans 64 km. Wycieczkę prowadził Andrzej, wzięły udział 22 osoby.

Odcienie szarości mają swój dobry czas jedynie w dizajnie, natomiast w innych sferach życia nikt ich specjalnie nie lubi. Szarości szczególnie unikają politycy; oni preferują opinie i poglądy czarno – białe, bo szare trudno sprzedać na politycznym rynku. Przypuszczam, że to kwestia recepcji, która w przypadku opinii jednoznacznych, niezanieczyszczonych wątpliwościami, jest efektywniejsza. Smutne jest jednak to, że na wyważone sądy nie mogą się zdobyć niektórzy ludzie nauki, gdzie dochodzenie do prawdy powinno być cnotą. Nie mogą, bo nie chcą, ponieważ jak wszyscy inni “produkują” pod konkretne zamówienie. Te oczywistości przyszły mi na myśl w miejscu obozowania Oddziału AK „Wybranieccy”, będącego na trasie niedzielnej wycieczki, zaprojektowanej przez Andrzeja. Otóż w ostatnich latach żołnierze „Barabasza” jak i on sam są przedstawiani w niektórych publikacjach w negatywnym świetle. Wspólnym mianownikiem tych opracowań jest m.in. to, że autorzy wkładają sporo wysiłku aby ukryć historyczny kontekst opisywanych wydarzeń, czyli wojenny terror stosowany przez Niemców na okupowanych terenach. Pomijanie kontekstu to stare narządzie manipulacji prawdą historyczną. Dlatego w czasach tzw. postprawdy, kiedy w kwestiach społecznych, miejsce wyważonych opinii zajęły czarno – białe emocje, żeby coś zrozumieć należy myśleć w kolorach szarości.

Podczas wycieczki były i momenty filmowe. Nie wiadomo skąd, w sadzawce przy leśnej drodze wywozowej w kierunku Marzysza, zakwitły nenufary! A jak są nenufary to są również romantyczni mężczyźni, którzy je zrywają. Tak było i tym razem. Już Sławek ruszył, by z wodnych odmętów dobyć to kwiecie, które łamie serca niewieście, a tu… gwizdek Doroty dający sygnał do startu. Gdyby się nie wahał, gdyby wykazał większą determinację byłby bohaterem dnia. Łatwo mi mówić, jadącemu w starych butach i w kusych porteczkach z pieluchą. Dylemat – wchodzić do wody czy nie wchodzić? – wziął się jak mniemam stąd, że nasz kolega miał na sobie obuwie za 531 zł (po przecenie!) oraz spodnie światowej marki. Ja na miejscu Moniki doceniłbym intencję, bo to zamiar szlachetny, a przy tym buty całe i spodnie nieprzemoczone…

Po drodze odwiedziliśmy także “Białe Ługi”. Tym razem niestety bez Henia, który ma przecież monopol na wycieczki do tego miejsca. Może dlatego Białe Ługi były tym razem jakieś inne, bardziej zielone niż białe…

Chwała Bohaterom!

Tylko pana Tolibowskiego brakuje…

Wełnianka już przekwitła ale za to bagno w tym roku dorodne!

Tekst SM, foto Ania i Jola

Dodaj komentarz