Upał dobry…, ale nie dla wszystkich

Mail od Doroty z wycieczki z dn. 26.07.2020 r.

Trasa wycieczki: Kielce – Bilcza – Brzeziny – Ostrów – Łukowa-zalew w Morawicy – Kielce. Wzięło udział 13 osób. Zaliczono 55 km. Prowadzący: Leszek Otwinowski

Ze względu na upalny dzień oraz skandaliczne zachowanie jednego z uczestników - Andrzeja B., zamierzony wypad do Sobkowa został przełożony na inny termin. Najmilszym akcentem tego dnia było poświęcenie naszych rowerów przez księdza z Brzezin oraz podarowanie  obrazków z wizerunkiem Św. KRZYSZTOFA. Szczególne podziękowania za kulturę i dyspozycję fizyczną kieruje do Wiktora, lat 13 (wnuczek Jarka z Baranówka).     

Pozdrawiam Dorota  

P.s. Andrzej B. już nie raz zakłócał spokój w naszym Towarzystwie. Każde jego pojawienie się zapowiada poważne kłopoty. Tym razem wykorzystał nieobecność Andrzeja, który prawidłowo zareagował i wykluczył jego uczestnictwo w naszym Towarzystwie.

Od Redakcji: Nachodzą nas dziwne asocjacje z polskim filmem kryminalnym ze Stefanem Friedmannem w roli głównej, pt. „Na kłopoty ….”        

Wirtualna relacja, czyli lizanie cukierka przez szybę

19.07.2020 r.

Suplement – powycieczkowy mail od Andrzeja

Leszek skorygował trasę ze względu na zagrożenie pogodowe, ale było super! Pojechaliśmy najpierw przez Bilczę, gdzie zwiedziliśmy centrum rekreacyjne osiedla. Dalej przez Kowalę do kamieniołomu w Sitkówce-Nowinach, gdzie zobaczyliśmy wielki ubytek wody na jego dnie (globalne obniżenie poziomu wód gruntowych). Potem, po wykonaniu stosownych zakupów, nad zalew w Lipnicy. A tu niespodzianka! Ochroniarze budowy nie wpuścili nas nad zalew. Dziwne, bo parę dni temu byłem tam i śladu budowy nie było. Tak więc śniadanko w krzakach, po którym opuścili grupę Ania, Staszek i Boguś, a my przez Przymiarki, Starochęciny do Chęcin. Po drodze, na serpentynach, zatrzymaliśmy się przy pomniku tragicznie zmarłych w wypadku samochodowym, członków automobilklubu Śląskiego (22.07.1959). Powrót do Kielc przez Szewce, Zalesie, Białogon. 60 km, 13 osób.
Pozdrawiam

19.07.2020 r.

Trasa wycieczki: Kielce – Bilcza – Brzeziny – Nida – Ostrów – Wolica – Tokarnia – Brzegi – Bizoręda – malowniczą drogą przez las – Choiny – Mosty – Jedlnica – Chęciny – Kielce. Przewidywany dystans: 60 km, a później się zobaczy, jako że … wycieczkę będzie prowadził Leszek, wzięło udział (podamy jak się dowiemy). Wg Andrzeja wzięło udział 13 0sób.

Relacja z wycieczki przeprowadzona ex ante wydaje się niemożliwa. Przecież nie można relacjonować jakiegoś wydarzenia przed jego rozpoczęciem. Jednak to właśnie przypadło mi w udziale. Wycieczkę, którą Leszek poprowadzi w niedzielę “relacjonuję” ze względu na okoliczności, dwa dni wcześniej. Na szczęście jestem w lepszej sytuacji niż filozof George Berkeley który uważał, że coś istnieje tylko wtedy, gdy możemy to obserwować. W przeciwieństwie do zacnego Irlandczyka wiem, że np. w okolicach Bizoręda – Choiny istnieje piękny las, mimo że w niedzielę nie będę go oglądał. Pamiętam jego żywiczno – konwaliowy zapach, gdy jechaliśmy tamtędy w ostatnią niedzielę maja 2019 r. pod wodzą Stasia. Najlepszy perfumeryjny “nos” nie stworzyłby tak unikalnej kompozycji. Oczyma wyobraźni widzę również wspomniane Choiny z rzędem drewnianych domków zlokalizowanych na “dnie” niedoszłego zbiornika. Urok tego miejsca opisany sloganem “czas się zatrzymał” długo pozostaje w pamięci. Nie trzeba też koniecznie być w Chęcinach, żeby odtworzyć pocztówkową panoramę tego królewskiego miasta z zamkowymi wieżami w tle, czy w okolicach Ostrowa, aby “podziwiać” całorocznie biały krajobraz…

Jednak, nawet najlepsza wyobraźnia nie zastąpi doznań bezpośrednich, świeżych i nierozmazanych upływem czasu. Mają szansę ich doświadczyć uczestnicy Leszkowej wycieczki, szczególnie podczas pierwszych sześdziesięciu kilometrów, ponieważ później, jak pokazuje życie, naszą uwagę przykuwa głównie strefa kontaktu d… z siodełkiem…

SM

Pochwała szarych kolorów

12.07.2020 r.

Trasa wycieczki: Kielce – Dyminy – Marzysz – Borków – Trzemosna – Białe Ługi – Obóz Wybranieckich – Niwy Daleszyckie – Daleszyce – Kielce. Dystans 64 km. Wycieczkę prowadził Andrzej, wzięły udział 22 osoby.

Odcienie szarości mają swój dobry czas jedynie w dizajnie, natomiast w innych sferach życia nikt ich specjalnie nie lubi. Szarości szczególnie unikają politycy; oni preferują opinie i poglądy czarno – białe, bo szare trudno sprzedać na politycznym rynku. Przypuszczam, że to kwestia recepcji, która w przypadku opinii jednoznacznych, niezanieczyszczonych wątpliwościami, jest efektywniejsza. Smutne jest jednak to, że na wyważone sądy nie mogą się zdobyć niektórzy ludzie nauki, gdzie dochodzenie do prawdy powinno być cnotą. Nie mogą, bo nie chcą, ponieważ jak wszyscy inni “produkują” pod konkretne zamówienie. Te oczywistości przyszły mi na myśl w miejscu obozowania Oddziału AK „Wybranieccy”, będącego na trasie niedzielnej wycieczki, zaprojektowanej przez Andrzeja. Otóż w ostatnich latach żołnierze „Barabasza” jak i on sam są przedstawiani w niektórych publikacjach w negatywnym świetle. Wspólnym mianownikiem tych opracowań jest m.in. to, że autorzy wkładają sporo wysiłku aby ukryć historyczny kontekst opisywanych wydarzeń, czyli wojenny terror stosowany przez Niemców na okupowanych terenach. Pomijanie kontekstu to stare narządzie manipulacji prawdą historyczną. Dlatego w czasach tzw. postprawdy, kiedy w kwestiach społecznych, miejsce wyważonych opinii zajęły czarno – białe emocje, żeby coś zrozumieć należy myśleć w kolorach szarości.

Podczas wycieczki były i momenty filmowe. Nie wiadomo skąd, w sadzawce przy leśnej drodze wywozowej w kierunku Marzysza, zakwitły nenufary! A jak są nenufary to są również romantyczni mężczyźni, którzy je zrywają. Tak było i tym razem. Już Sławek ruszył, by z wodnych odmętów dobyć to kwiecie, które łamie serca niewieście, a tu… gwizdek Doroty dający sygnał do startu. Gdyby się nie wahał, gdyby wykazał większą determinację byłby bohaterem dnia. Łatwo mi mówić, jadącemu w starych butach i w kusych porteczkach z pieluchą. Dylemat – wchodzić do wody czy nie wchodzić? – wziął się jak mniemam stąd, że nasz kolega miał na sobie obuwie za 531 zł (po przecenie!) oraz spodnie światowej marki. Ja na miejscu Moniki doceniłbym intencję, bo to zamiar szlachetny, a przy tym buty całe i spodnie nieprzemoczone…

Po drodze odwiedziliśmy także “Białe Ługi”. Tym razem niestety bez Henia, który ma przecież monopol na wycieczki do tego miejsca. Może dlatego Białe Ługi były tym razem jakieś inne, bardziej zielone niż białe…

Chwała Bohaterom!

Tylko pana Tolibowskiego brakuje…

Wełnianka już przekwitła ale za to bagno w tym roku dorodne!

Tekst SM, foto Ania i Jola

W poszukiwaniu przyjemności

05.07.2020 r.

Trasa przejazdu: Kielce – Mójcza – Suków – Marzysz – Radomice – Brudzów – Chałupki – Dębska Wola – Zbrza – Morawica (kąpiel w zalewie) – Billcza – Kielce. Dystans 50 km. Wycieczkę prowadził Andrzej, wzięły udział 23 osoby.

Przedwczoraj moja koleżanka w dyskusji o wszystkim i o niczym wyraziła pogląd, że wszyscy jej znajomi są tacy jacyś zachmurzeni, a to dlatego, że nie umieją zarządzać przyjemnością. Słowo “wszyscy” uznałem za sąd pochopny zwłaszcza, że właśnie uwięziłem w lodówce świeżego Urquella, którego zamierzałem uwolnić wieczorem i byłbym “zachmurzony” tylko wtedy, gdybym zapomniał go kupić. Jednak jest coś na rzeczy ponieważ, jak pokazują badania psychologii pozytywnej, jesteśmy z natury bardziej skłonni do odczuwania negatywnych emocji niż przyjemności. Zresztą, nawet bez badań to widać. Zatem, aby zachować przynajmniej równowagę między “zachmurzeniem” a psychicznym dobrostanem, należy o wszelkie przyjemności dbać, naturalnie bez hedonistycznej przesady. Andrzej, który prowadził ostatnią wycieczkę pokazał, że wie jak cieszyć się życiem. Planowaną rekreację wodną w Morawicy poprzedził przejażdżką rowerową. Korzystanie z kąpieli samo w sobie jest przyjemne, a poprzedzone lekkim rowerowym zmęczeniem jest przyjemne podwójnie. Ponadto, czyż nie jest miło patrzeć na urodę lata? Skoro robimy zimowe zapasy z dzikich ziół i owoców, to możemy również przechować w pamięci chabrowo – rumiankowe pola, ozdobione dziurawcem i makiem przy drodze do Chałupek, widok chęcińskiego zamku z pagórka pod Brudzowem, czy szwedzki stół pobliskiego lasu oferujacy jagody i poziomki nawet tym, którzy w podzięce zostawiają śmieci. Te letnie obrazy, odgrzebane w pamięci szarą jesienią, są skuteczniejsze niż antydepresanty bez recepty. Tak więc, wykorzystując zdobyte doświadczenie, podajemy przepis na produkcję dobrego nastroju: jadąc w pięknym krajobrazie, wykręćcie na rowerze odpowiednią ilość serotoniny, po czym uwalniajcie ją nieśpiesznie, w ciepłych wodach morawickiego zalewu. Gdyby jednak zamiast łagodnej serotoninowej błogości ogarnęła was niekontrolowana dopaminowa euforia, znajdziecie ukojenie w bezpiecznym kaftanie, zaordynowanym przez miejscowych specjalistów…

Tekst SM. Foto Ania, Jola.