Ostatnie ognisko karnawału

Trasa wycieczki: Kielce – Kielce Stadion – Kielce Biesak – Kielce Stadion – Kielce. Wycieczkę prowadził Andrzej, udział wzięło – 20 osób. Dystans: 17 km

23.02.2020 r.

Podczas tej wycieczki doświadczyliśmy przyjemnej koincydencji zdarzeń. No bo czyż to nie zrządzenie losu, że ostatnia niedziela karnawału została zwieńczona świętem naszych koleżanek – urodzinami Moniki oraz imieninami Małgosi. Impreza była super w każdym calu i pod każdym względem. Oczywiście pamiętaliśmy o tym, aby w ferworze karnawałowego szaleństwa, zachować umiar w całowaniu solenizantek, a nie było to łatwe…

Urodzinowo – imieninowe święto dziewcząt przykryło zupełnie bananowy songfire, jednak nie ma czego żałować.

Dziękujemy za przyjęcie oraz miło spędzony czas. Życzymy Wam dużo zdrowia, bo wszystko inne jest jego pochodną.

PS Żeby nie było za bardzo happy, to wszystko działo się w warunkach lekko dżdżystej pogody. Luty jeszcze trochę wierzga nogami. Ale skąd biedny może wiedzieć, że Słońce go już lekceważy, patrząc na „lutego” coraz bardziej z góry…

Bohaterki dnia – w tle bodyguardzi

Songfire – palce lizać!

Od świtu do zmierzchu

Trasa wycieczki: Kielce – Kielce Stadion – Dyminy – Bilcza – Morawica – Chałupki Zbrzańskie – Ostrów – Wolica – Tokarnia – Podzamcze Chęcińskie – Mosty – Jedlnica – Chęciny – Zelejowa – Szewce – Zgórsko – Białogon – Kielce. Dystans: 70 km. Wycieczkę prowadzili: Leszek oraz Sławek, wzięło udział 14 osób.

16.02.2020

Tak się jakoś składa, że ostatnio, z wycieczki na wycieczkę, bijemy rekordy. Chyba zupełnie bezwiednie, bo nie jest to bynajmniej naszą intencją. Tym razem, pomijając już pokaźną liczbę przejechanych kilometrów, padł rekord trwania wycieczki jednodniowej. Zakończyliśmy ją bowiem po dziewięciu godzinach. Przyczyną tego maratonu czasowego była, jak się wydaje, swoista kolizja między jazdą stylem “głowa w dół”, a sposobem dotychczasowego korzystania z roweru, przyjętego w Towarzystwie. Miałem wrażenie, że została nieco zakłócona natura użytkowania czasu, który poświęcamy na wspólne wycieczki rowerowe. Dlatego, niejako kompensując szybkie tempo wycieczki, spędziliśmy dodatkowo „kilka chwil” przy wspólnym stole – jedni przy żurku inni przy rosole.

Próba dendroterapii

W oczekiwaniu na rosół

Tekst: Mietek, foto: Mietek, Jarek

Im dłużej, tym krócej

Trasa wycieczki: Kielce – Cedzyna – Leszczyny – Bęczków – Krajno – Górno – Zawada – Brzechów – Daleszyce – Słopiec – Borków – Marzysz – Suków – Mójcza – Kielce. Dystans: 64 km. Wycieczkę prowadził: Leszek, wzięło udział 16 osób.

09.02.2020

To była jedna z najdłuższych wycieczek, zarówno w kilometrach jak i w czasie. Nic dziwnego, prowadził ją przecież rowerowy maratończyk. Natomiast rześka, słoneczna pogoda to argument aby “wycieczkować” nieśpiesznie, w eleganckim stylu beauty. Opis wycieczki krótki, ponieważ beauty lepiej osobiście przeżyć, niż o nim opowiadać.

Tekst, foto: M.S.

Nad zalewem w Cedzynie

Medytacje klimatyczne w niedzielę palindromową – 02.02.2020

Trasa wycieczki: Kielce – Dąbrowa – Masłów II – Przełęcz Masłowska – Brzezinki – Ciekoty – Mąchocice – Leszczyny Skała – Cedzyna – ognisko nad zalewem – Kielce. Dystans: 35 km. Wycieczkę prowadził Leszek, uczestniczyło 13 osób.

02.02.2020

Debiut tegorocznego lutego był kwietniowy. Natomiast podczas niedzielnej wycieczki, przy kilku stopniach powyżej zera oraz sporadycznych opadach śniegu z deszczem, wiało zdrowo. Wbrew pozorom dobrze, że w niedzielę luty upodobnił się do marca. My rowerzyści przyjmujemy zwykle kaprysy pogody z dobrodziejstwem inwentarza, czyli bierzemy jak leci: ciepło – dobrze, zimno też dobrze, bez względu na porę roku. Lecz ubrani w modną obecnie polityczną poprawność wiemy, że ciepła zimą głośno chwalić nie wypada, wszak to podobno stan zawiniony. Dlatego nieco chłodniejsza niedziela uspokoiła nasze ekologiczne sumienia. Ponadto trochę przemarznięci mieliśmy powód, żeby z inicjatywy Krzysztofa rozpalić ognisko w Cedzynie. To mi przypomniało bon mot Johna Steinbecka: “czymże jest ciepło lata bez chłodu zimy, by nadać mu słodyczy”. Rzeczywiście – no bo jak tu docenić ciepło kwietniowe w lutym, skoro nam do tej pory uszy porządnie nie przemarzły.

A tak na marginesie: widziałem w sobotę w rezerwacie Sufraganiec paśnik pełen marchewek oraz innych warzyw, których nie tknęły nawet niewybredne dziki. Ciekawe ile by zapłacili aktywiści z Greenpeace za ten obrazek, jako dowód na ocieplenie klimatu – pomyślałem racząc się soczystą karotką z paśnika. Z lizawki nie skorzystałem…

Budki suflera w roli wiatrołapów

Lutowy krajobraz zimowy

Tekst: M.S. Foto: J.S.