Niepraworządny debiut zimy

26.12.2023

Trasa wycieczki: Park miejski – wiata na Stadionie. Dystans ok 10 km, Wzięły udział 4 osoby, czyli Andrzej, Rysio, Zbyszek oraz autor sprawozdania.

Przymiotnik w tytule wydaje się uzasadniony ponieważ zgodnie z prawdą, zimą powinno być zimno, stąd +10  podczas ostatniej wycieczki jest niepraworządne, bo niezgodne z prawami rządzącymi zimową naturą. Problem w tym że, jak ustalił ks. Tischner, istnieją trzy prawdy – święto prawda, tys prawda, oraz gówno prawda…

Abstrahując od “praworządności” opartych na g…..nych prawdach, udział w wycieczce naszej czwórki, miał charakter inspekcyjny. Sprawdziliśmy stan opału przed sobotnim świętem oraz “zaklepaliśmy” teren wieszając na słupie stosowną rezerwację.  Włożony wysiłek w te pożyteczne dzieła zwieńczyła anyżkowa nalewka Rysia.

Tekst MS, foto Zbyszek

Byleby razem

17.12.202r.

Relacja Andrzeja, tytuł red.

Inspiracją dzisiejszej wycieczki było pytanie doktora Jurka na wigilii klubowej „Czy wiecie po co się spotykamy” – aby być razem. Myślę, że najlepiej integruje nas wspólne niespieszne wędrowanie zakończone ogniskiem. I tak oto spotkaliśmy się dzisiaj aby pobyć trochę razem. Na zbiórkę stawiło się 10 osób, na trasę ruszyło 9 plus jeden wolny elektron, który poruszał się w sposób sobie tylko wiadomy. Pojechaliśmy leśnymi drogami, po drodze zatrzymując się przy leśnych kapliczkach, podziwiając sarny  przebiegające nam przez drogę, aby po 10 km leśnej jazdy wyjechać z lasu blisko Słowika. Następny etap wycieczki to sklep na Białogonie i po dokonaniu potrzebnych zakupów pomknęliśmy prosto za Pietraszki na miejsce ogniska. Tu, po zapaleniu ognia, z którym było początkowo trochę kłopotu, miło minął nam czas na śmiechach i żartach. Powrót do Kielc ścieżką rowerową. W sumie przejechaliśmy 30 km w miłej atmosferze. Pozdrawiamy nieobecnych.

Tekst Andrzej, foto Dorota i Gosia

Wigilia 2023

10.12.2023 r.

Świętowano na Kamiennej Górze w trzynastoosobowej grupie damsko – męskiej.

Na tegorocznej Wigilii klubowej spotkaliśmy się w dniu mocno poprzedzającym Boże Narodzenie.  Andrzej, który często korzysta z innowacyjnych predyspozycji swojego umysłu, zaproponował tegoroczną Wigilię w formie leśnego spaceru w śnieżnej oprawie.  Z uwagi na kapryśną pogodę, wybraliśmy 10 grudnia mając nadzieję, że “śnieżna oprawa” do tego czasu jeszcze się nie stopi. Udało się. Było biało, uroczyście i lekko frywolnie, wszak Wigilia to przecież radosne oczekiwanie.

Aura łaskawie zarzuciła niebo bezdeszczowym stratusem, czyniąc z przedpołudnia nastrojowy “nibywieczór” będący stosowną oprawą dla wigilijnej pory. Naturalnie zadbaliśmy o tradycję czyniąc jej zadość także w sensie kulinarnym. Kolędowanie zainicjowała Dorota, tym razem z pomocą tajemniczego urządzenia  przypominającego torebkę po herbacie ulung. Śpiewanie kolęd przeszło płynnie w przyśpiewki ludowe w wykonaniu Leszka, który jest niemal w całości zbudowany z muzycznych talentów. Z kolei Jurek, którego wokal znacznie ustępuje wrodzonej elokwencji, przekonująco nam uświadomił powody wigilijnego spotkania. Profanom przypominamy, że w żadnym razie nie chodzi wyłącznie o to, żeby wypić tudzież zakąsić…

Tekst MS, foto Dorota,Gosia, Jola oraz Zbyszek

Nanowycieczka śnieżna

3.12.2023 r.

Trasa wycieczki: Kielce – Kielce. Dystans 5km. Wycieczkę zamierzał prowadzić Andrzej, natomiast ul. Sienkiewicza prowadziła Gosia. Wzięły udział trzy osoby.

Emocje jesiennego rowerzysty pozostają często w stanie chwiejnej równowagi. Zwłaszcza w śnieżnych warunkach ostatniej niedzieli. W takich realiach można zarówno manifestować zachwyt nad białym krajobrazem by za chwilę prasnąć o ziemię pokazując prześmiewcom medianę z pięciu palców…

Żadnego z tych doznań nie dane nam było doświadczyć. Z uwagi na głęboki śnieg musieliśmy bowiem zrezygnować z przejazdu malowniczą leśną trasą wymyśloną przez Andrzeja. 

Skądinąd już jadąc na zbiórkę usłyszałem od starszej pani: “na rowerze w takim śniegu?”. Ton wypowiedzi wskazywał że to czyn naganny, choć piesek który pani towarzyszył, merdając ogonkiem sprawiał wrażenie, że nie podziela tej opinii…

Tekst MS, foto Gosia.

W chłodzie po wodolodzie

26.XI.2023 r.

Trasa: Kielce-Borków. Wzięło udział 7osób. Wycieczkę poprowadził Andrzej. Dystans 50 km. Temperatura – 3 Co. Na wycieczkę wstawiło się 7 -twardzieli.

Pojechaliśmy drogą szutrową w kierunku Borkowa. Przy starym Młynie/Marzysz/ Andrzej pokazał nam urokliwe miejsce na odpoczynek, zwłaszcza w okresie letnim. W Borkowie nastąpił handel wymienny, czyli towar za forsę. Na koniec , w Słopcu nasza ekipa podzieliła się na dwie części: 2 osoby pod kierownictwem Leszka odjechały w kierunku Daleszyc, natomiast pozostali, pod kierownictwem Andrzeja, wróciły do domu przez ostatnio ulubioną Bukówkę.

Hu! Hu! Ha! Nasza jesień nie jest taka zła……

Tekst Dorota, foto Dorota i Małgosia

Oswajanie jesiennej pluchy

19.11.2023 r.

Trasa wycieczki: Kielce – Cedzyna – Górno – Krajno – Brzechów – Niestachów – Słopiec – Borków – Marzysz – Suków – Kielce. Dystans 65km. Wzięło udział 5 osób. Wycieczkę prowadził Leszek.

Nadchodzi trudna pora roku dla rowerzystów oferująca często wilgoć i chłód. Zasadne jest zatem pytanie – jak się temu nie dać? Naszą rowerową społeczność, jak wiele innych, można z grubsza podzielić na trzy grupy zgodnie z krzywą rozkładu normalnego:

  • nieliczna grupa jesienno – zimowych twardzieli odpornych na większość klimatycznych przeciwności,
  • równie niewielka grupa rowerzystów, która z zasady nie podejmuje zmagań z kaprysami jesienno – zimowej aury,
  • najliczniejszy środek, którego postawę można opisać tytułem piosenki “chciałabym, a boję się”.

O tę ostatnią grupę “rowerowego elektoratu” warto zawalczyć.  Jest pewien pomysł jak dobrze usposobić tych niezdecydowanych do jesienno – zimowej pory. Przyczynkiem do jego powstania była  rozmowa z naszym klubowym kolegą Zbyszkiem Rękasem. Zbyszek to typ oczytanego erudyty, dlatego dyskusja z takimi ludźmi jest zawsze inspirująca. Propozycja zakłada skorzystanie z koncepcji Gautamy zwanego Buddą, który zalecał takie uczenie umysłu, by doświadczał rzeczywistości samej w sobie. Należałoby zatem wynająć najlepiej jednego z tych nawiedzonych psychotrenerów, co to piorą mózgi celebrytkom, by oczyścić nasze umysły z nadmiernych  oczekiwań, co w konsekwencji doprowadzi do niekontestującego korzystania z jesienno – zimowej pogody. To są kosztowne sesje terapeutyczne, lecz teraz podobno unijna forsa będzie płynąć wartkim strumieniem, jest więc nadzieja…

Póki co ciepło odziani, bo ziąb był przenikliwy a mokry śnieg dawał po oczach, przejechaliśmy bez marudzenia kilkadziesiąt kilometrów.  Może jednak należało trochę ponarzekać bo to podobno dobre na stres…

Tekst MS, foto Gosia

Kolejna listopadowa wycieczka

12.XI.2023

Trasa: Kielce – okolice wzgórza Plebańskiego. Wzięło udział 8 osób. Prowadzący – Andrzej. Dystans 58 km

I postój na gorąca herbatę zrobiliśmy w Bilczy. II postój – Ostrów-Nida, po spożyciu sytego 2 śniadania nastąpiła degustacja tajemniczego, czerwonego trunku (rocznik 2023). III postój w Morawicy i tu sympatyczne spotkanie z Morsami. IV postój – Kuby-Młyny i sprawdzenie stanu technicznego roweru. Wróciliśmy w bardzo dobrych nastrojach przez Bukówkę, do domu.

Tekst Dorota, foto Dorota i Gosia


Od Redakcji:

Zmagania marszu z paradą

Nie będzie nadużyciem, jeśli sprawozdanie z wycieczki, która przypadła tuż po Święcie Niepodległości opatrzymy krótkim poświątecznym suplementem. Mianowicie od jakiegoś czasu forsowana jest opinia, że Marsz Niepodległości powinien być świętem bardziej radosnym. To kuriozalna próba dekretowania nastrojów społecznych. Jeśli ktoś ignoruje historyczny kontekst naszej niepodległości, zapominając że odzyskaną w 1918 r. później dwa razy nam odebrano, niech się raduje tańcząc na Marszu w rytmie  carpe diem, w wianku przybranym różową wstążeczką. Na szczęście dla wielu ludzi świadomych przeszłych tragedii oraz współczesnych zagrożeń, naturalnym stanem ducha podczas obchodów tego święta jest zachowanie powagi.

Wycieczka koncyliacyjna

29.10.2023 r.

Trasa wycieczki: Kielce – zalew w Morawicy – Brudzów – Zaborze – Górki – Skorzeszyce* – Radomice – Marzysz- Borków – Kranów – przez Bukówkę do Kielc. Dystans 65 km. Wzięło udział 17 osób. Wycieczkę prowadził Andrzej.

To kolejna wycieczka “przymiotnikowa”. Była już wyborcza, świąteczna, powstańcza, wiosenna, a nawet analogowa . Przymiotnikowe tytuły wycieczek, niczym przymiotnikowe uniwersytety –  wprawdzie nie są  górnego lotu, lecz dobrze oddają ich charakter. Ostatni wyjazd stał w wyraźnej opozycji do tego sprzed dwu tygodni. Tym razem przejechaliśmy liczną zwartą grupą całą trasę. Trochę z tego powodu, że prowadzący skierował pod adresem  uczestników kilka “strof” bardziej strofujących niż poetyckich… Dość powiedzieć, że owoce koncyliacji były widoczne, jednak koncyliator nieznany –  podejrzewa się o to piękną pogodę. 

Słowem – pogodny dzień wycieczkowy w każdym aspekcie. Nawet Jezusek wystrugany z patyczków z marzyszo – radomickiego pogranicza ogrzany jesiennym słoneczkiem jakby się ciut uśmiechał…

* Nie udała się Andrzejowi lekko złośliwa sztuczka, który w opisie trasy wycieczki zamienił Skrzelczyce na Skorzeszyce myśląc, że autor sprawozdania pozbawiony rewolucyjnej czujności na to się nabierze… he, he…

Przy okazji: W Skrzelczycach prof. J.Czarnocki odkrył w 1920 roku największą w regionie żyłę kalcytu, eksploatowaną z przerwami do lat 60 – tych.  A skoro już o geologii, to przyznam, że chętnie bym nazwał jedną z najbliższych wycieczek przymiotnikiem “geologiczna”.

Tekst MS, foto MS, Gosia

Omżony* nie znaczy zmoknięty

22.10.2023 r.

Trasa wycieczki: Kielce – Mójcza – Suków mordownia – Suków Borki – Bukówka – Kielce. Dystans 30km, wzięło udział 5 osób, czyli: Dorota, Gosia, Rysio, prowadzący wycieczkę Leszek oraz autor sprawozdania.

Rowerzyści podczas deszczu mają zwykle wszystko przeciwdeszczowe. Począwszy od nastroju, a na stroju kończąc. Ostatnia wycieczka była jedną z nielicznych, podczas której jesienną porą jechaliśmy w pełnej symbiozie z deszczową pogodą, w doskonałych prodeszczowych nastrojach. Podobnie nasze kurtki czy almawiwa** Gosi, choć nieprzemakalne, paradoksalnie w żadnym razie nie pełniły swojej przeciwdeszczowej funkcji, będąc jedynie wyrazem harmonii ubioru i aury. Byłoby bowiem czymś niemądrym by występować przeciw delikatnej mżawce, która się przydarzyła w końcu ciepłego października. Dlatego z pełną świadomością podjęliśmy mżawkowe wyzwanie. Stąd postój pod wiatą przystankową na Kleckiej, to bynajmniej nie ucieczka przed deszczem tylko wilgotne i miłe spotkanie towarzyskie…

Na domiar dobrego, Leszek poprowadził grupę przyjemną drogą przez Suków Borki, która dla większości z nas była terra incognita…


* produkt radosnego słowotwórstwa

** tu – peleryna (z godnie z:  dzień bez przyswojenia nowego słowa, to dzień stracony)

Tekst MS, foto Gosia oraz Dorota.