Białogon- kraina trzech rzek

20.12.2020 r.

Trasa wycieczki: Z centrum na Białogon. Wycieczkę prowadził Andrzej. Wzięło udział w covidowych podgrupach 14 osób, dystans 23 km.

Zgodnie z zapowiedzią, wycieczka w okolice Białogonu była bardzo merytoryczna. Zagadnienie sformułowane przez Andrzeja jako: zmiany sieci hydrograficznej na przestrzeni stuleci, autor ujarzmił merytorycznie bez zarzutu, pomimo że problem wymagał wiedzy z zakresu techniki, historii oraz nauk przyrodniczych.  Te różnorakie puzzle zgrabnie poskładał w istotę rzeczy. Dlatego nie ma potrzeby powtarzać tu kwestii, które były poruszone podczas wycieczki, pozwoli to zarazem  uniknąć sytuacji z rodzaju “zebrał i skomplikował”.  Kto chciał to przyjechał i się z nimi zapoznał. Dziękujemy Andrzejowi za merytoryczne przygotowanie wycieczki. Jego wywody są spójne i jednocześnie, co cenimy szczególnie, nie stanowią “zbioru prawd objawionych”, pozostawiając pole do dyskusji. Pozostają mi np. w pamięci malownicze meandry Silnicy i na temat ich morfologii mam pewne refleksje – już się cieszę na dyskusję.

Podczas wycieczek rowerowych najczęściej głowa pomaga rowerowi np. pilnuje żeby nasz rower nie zderzył się z rowerem koleżanki, nie przejeżdżał na czerwonym świetle, podpowiada kiedy ustabilizować błędnik, aby nie wjechał do rowu itp. Tym razem to rowery pomagały głowie, ponieważ, za sprawą Andrzeja, zawiozły nas w miejsce, które oferuje ciekawe problemy wymagające zaangażowania szarych komórek.

M.S.

Wigilia 2020

13.12.2020 r.

Poniżej dostępny jest link do nagrania z naszego spotkania wigilijnego. Film zrealizował Zbyszek, natomiast montaż zrobiła Jola. Miłego oglądania!

https://drive.google.com/file/d/1pkPsDeU-iSDKjXkkxbzagsXzAG4A8qyP/view?usp=sharing

Dbając o to, aby słowa możliwie najlepiej oddawały stan rzeczy, nasze niedzielne spotkanie proponuję  nazwać wigilią roratną. Termin  nawiązuje do porannej mszy św., czyli rorat odprawianych w adwencie tzn. w czasie oczekiwania na przyjście Pana, w przeciwieństwie do wigilii właściwej, która jest już czuwaniem bezpośrednio przed Jego narodzeniem. Jednak, aby nie być posądzonym o nietolerancję, można wzorem Holendrów, w imię poprawności politycznej nazywać wigilię “uroczystym śniadaniem w restauracji”. Tę semantyczną zabawę dobrze oddaje parafraza znanej logicznej sentencji: “Czymże jest wigilia? To co my Polacy zwiemy wigilią, pod inną nazwą również choinką pachnieć będzie.  

Obrzędów, podań, zwyczajów, czy przesądów w polskiej tradycji wigilijnej jest więcej niż gołębi na krakowskim rynku. Nie zabrakło ich również na naszym spotkaniu. Wybraliśmy je wg sybaryckiego klucza – coś dla ducha i ciała. Część kulinarną wigilii poprzedziły jasełka, udatnie przygotowane i wyreżyserowane przez Jolę. To była właściwa kolejność, bowiem artysta głodny jest artystycznie bardziej płodny. Przedstawienie bardzo udane, aktorzy choć już z artystycznym doświadczeniem, to nie pokazali  rutyny a wręcz przeciwnie, pełne zaangażowanie w każdym aspekcie. Zadbali o piękne kostiumy, które pozostawały w harmonii z artystycznym przekazem. Trzeba wytrawnego recenzenta żeby kogoś wyróżnić. Mimowolnie wyróżniłem się sam zapominając kwestii. Odrzucam pomroczność jasną. Bliższy jestem tezy, że rozproszyły mnie bałamutne myśli o tym, co może wynikać z faktu, że jestem teatralnym mężem mojej świetnej partnerki… Podsumowując, nasz towarzyski teatrzyk dobrze rokuje, zwłaszcza pod nową dyrekcją.

Pamiętaliśmy oczywiście także o starej polskiej tradycji, że po wigilii wypada aby niedomagać z przejedzenia. Jeśli u nas do tego nie doszło, to bynajmniej nie z przyczyny ubogiego stołu, lecz miejsca wigiliowania, które prowokowało do ruchu oraz oferowało nieprzebrane zasoby żywicznego powietrza doprawionego odrobiną smogu. Nie z powodu grzesznego łakomstwa, lecz z powodu tradycji, godzi się wspomnieć o wigilijnych potrawach, pod którymi uginały się stoły. Przypomnijmy je zatem w alfabetycznym porządku, dziękując tym co je stworzyli.

Dorota dała kulinarny popis swoim barszczykiem w kolorze młodego burgunda. Gdyby hejterzy “Soku z buraka” choć raz spróbowali barszczyku Doroty, spaliliby by się ze wstydu postponując to zacne warzywo. Natomiast o wyśmienitych keksach Moniki oraz Kasi  GoodFood powinien zrobić program promocyjny. Z kolei paszteciki  Ani oraz pasztetowe wyroby Kasi to bliscy kuzyni znamienitych pasztetów strasburskich. Gdyby dziewczyny serwowały swoje dzieła w restauracji, to już dawno by ich pasztety świeciły Gwiazdkami Michelin’a. Nikt się też nie spodziewał, że Krzysztof dysponuje tak rozległą paletą kulinarnych talentów, od chłopskiego smalcu, który nam serwował onegdaj, po wykwintny pasztet selerowy, za sprawą którego, gdyby chciał, miałby wokół siebie wianek młodych weganek. Śledziowy asortyment oferowany przez dwie Małgosie oraz Jolę,  precyzyjnie ocenił jeden z ekspertów słowami: “każdy z śledzików pyszny inaczej”.  Należy mu wierzyć, bo często śledzikiem “zakansza”. Próbując greckich tzatzików Grażynki, współczułem Amerykanom, dla których podobno najbardziej smakowitym daniem jest popkorn z masłem. Jej sałatki z tuńczykiem nie zdążyłem skosztować, lecz skoro była siostrą tzatzików to nie mogła być inna niż wyśmienita. Może Monika oraz Kasia wystawią kiedyś swoje keksy na targach cukierniczych ExpoSweet. Należy  się ich keksom honorowe miejsce obok belgijskich pralinek. Ciasta Joli nie oceniam, ponieważ ze względu na polityczną poprawność nie mogę wymienić jego nazwy.  Podobnie kuleczki Ani, które, choć apetyczne, miały jednak „niepoprawny” kolor.

Panowie solidarnie uzupełnili wigilijny stół tym, co jest solą ziemi każdego wesołego spotkania…Na szczególną uwagę zasługuje grzaniec przygotowany przez Kasię, będący wynikiem skomplikowanej sekwencji zdarzeń K- L- R – K., czyli Kasia, która zrywała winne grona, Leszek, który je przekazał Rysiowi, który je z kolei zmienił w wino oraz Kasia, która jako się rzekło wyczarowała z niego pyszny korzenny grzaniec. Widać, że najmniejsze zasługi położył Leszek, dlatego też nie był dopuszczony do grzańcowej degustacji. Ja chciałem zaserwować kulinarną kompozycję w stylu foodpairing, czyli słodkie wino zakąszane ogórkiem dużosolnym, lecz zapomniałem ogórków.  Wprawdzie stały w słoiku kiszone ogórki Krzysztofa, lecz robiły za podstawkę wigilijnej świecy i nikt nie śmiał ich użyć w innym celu…

Oczekiwanie często rodzi zniecierpliwienie bywa również irytujące. Z pewnością nie dotyczy to jednak  naszego oczekiwania adwentowego, którego emanacją była ta piękna wigilia.

Tekst MS; foto Jola, Stasiu

Wycieczka historyczna

06. 12.2020 r.

Trasa wycieczki: Kielce – Bilcza – Bieleckie Młyny – Morawica – Łabędziów – Radomice – Znojów – Kaczyn – Kielce. Prowadził Andrzej. Wzięło udział 14 osób, dystans 56 km

Radomice oraz inne miejscowości w rejonie Morawicy, Pierzchnicy czy Chmielnika były w styczniu 1945 roku areną największej bitwy pancernej, stoczonej podczas II wojny światowej na Ziemi Świętokrzyskiej. Materialne pozostałości tej wojny są obecne na każdym kroku. Przy drogach co i rusz metalowe krzyże wykonane m.in. z resztek pancernego oręża, a z obecnych w każdym domu poniemieckich hełmów jeszcze do niedawna jadły psy. Gruppenfirer SS Alfred Krupp przewraca się pewnie w grobie, widząc jak stalowe korpusy jego pantherów czy tygrysów, które miały zawojować świat, teraz roztrzaskane zdobią przydrożne kapliczki. Niech to będą kapliczki i krzyże pokutne – swoiste symbole ekspiacji za wyrządzone zło, wszak mimowolnie przypominają o rachunku krzywd, który winien poprzedzać wszelkie pojednanie.

Pozdrawiamy morsów zażywających kąpieli w morawickim zalewie.

Tekst: MS, foto JS

Dylematy śnieżnej pogody

29.11.2020 r.

Trasa wycieczki: znikąd donikąd

Gdyby taka pogoda zdarzyła się jeszcze kilka lat temu, pewnie nikt z rowerzystów nawet by nie zauważył tej śnieżnej efemerydy, która zabieliła ulice w nocy z 28/29. Lecz przyzwyczajeni do całorocznie zielonej trawy, trochę się tej bieli przestraszyliśmy. Wprawdzie nie wszyscy, bo śnieżne wyzwanie podjęli: Andrzej K. oraz Michał. Nie liczę dwu inspektorów, którzy chcieli tylko sprawdzić kto przyjechał, tzn. Krzysztofa, który dla bezpieczeństwa przybył piechotą oraz mnie.

Relacja z wycieczki przesłana przez Andrzeja uświadomiła mi, że zapomnieliśmy o estetycznych walorach śnieżnego krajobrazu, skupiając się wyłącznie na kwestiach związanych z niedostatkiem tarcia…

M.S.

Relacja z solowej wycieczki od Andrzeja W.

Mamy zatem zimę. Postanowiłem rozpocząć sezon rowerowy oczywiście w lesie Pasma Posłowickiego, a tam na Stadionie tłumy. Jedni spacerują, inni truchtają, biegają z kijkami i bez, ale w miarę jak jechałem ludzi było coraz mniej, aż dojechałem do miejsca gdzie była tylko cisza. WIELKA CISZA jaka może być tylko zimą  w lesie. W sumie 28 km w pięknej scenerii zimowego lasu. Dla tych co w domu albo na szosie – foto.

W scenerii zimowego lasu

Wycieczka po widoki

22.11.2020 r.

Trasa wycieczki: Kielce – Gruchawka – Miedziana Góra – Oblęgorek – Oblęgór – Góra Sieniawska (449 n.p.m.) – Oblęgorek – Chełmce – G. Szczukowskie – Białogon – Kielce. Wycieczkę prowadził Marek, dystans 55 km. Wzięło udział 9 osób.

Po siedmiu wycieczkach w ramach Towarzystwa lub jak kto woli w naszym towarzystwie, Marek postanowił zadebiutować w roli prowadzącego. Traktujemy to jako formę podziękowania za dotychczasowe wspólne wyjazdy. My również jesteśmy wdzięczni Markowi, ponieważ przygotował ciekawą trasę zwieńczoną punktem widokowym na Górze Sieniawskiej. Miejsce szczególne, wieża widokowa na wskroś nowoczesna, bodaj jedyna w regionie wyposażona w windę, w której notabene utknęliśmy z Krzyśkiem ku radości Doroty. Otoczenie dobrze zagospodarowane, z wieloma urządzeniami do zabawy oraz piękną wiatą. Oczywiście clou stanowi tu rozległa panorama widziana z wieży, począwszy od zachodnich krańców Gór Świętokrzyskich, poprzez Pasmo Oblęgorskie aż po Łysogóry. Zdarzyło się chyba po raz pierwszy, że nikt z uczestników wcześniej tu nie był. Mimo jesiennej pory widoczność super! Pewnie pogoda się nad nami zlitowała, bo żeby wjechać na górę należało pokonać diabelski, piętnastostopniowy podjazd. Lecz i w tym względzie prowadzący spisał się na medal, ponieważ zadbał o płyny, którymi uzupełniliśmy wydatki energetyczne po zdobyciu wzniesienia. Jednym słowem debiut godny rowerowego weterana. Trudno się jednak dziwić skoro ma się przodka co pod Racławicami czapką lont armatni zgasił…

Na Górze Sieniawskiej

Tekst MS; foto Monika, Sławek

Towarzyska entropia

14-15.11.2020 r.

Czyniąc zadość pandemicznym wymogom, Towarzystwo Rowerowe w spontaniczny sposób podzieliło się podczas weekendowego wycieczkowania na kilka mniejszych organizmów. To dowodzi, że stanowimy mobilną strukturę społeczną o wysokim stopniu adaptacji do panujących warunków. Zdolności przystosowawcze to jeden z istotnych wskaźników inteligencji. Bycie inteligentną organizacją w tych trudnych warunkach jest wielce pokrzepiające. Dlatego sprawozdanie z ostatnich wyjazdów składa się z kilku podsprawozdań, stosownie do liczby zrealizowanych wycieczek.

Z Chęcinami w tle

Trasa wycieczki: Kielce-Trzcianki-Wola Murowana – Radkowice – Chęciny – Korzecko – Bolmin – Milechowy – Zajączków – Bławatków – Rykoszyn – Piekoszów – Jaworznia – Kielce. Dystans: 65 km, liczba uczestników: na początku 8, na końcu 4.

Niedziela 15.11 – wycieczkę prowadził Sławek. A to oznaczało jazdę po szosie w tempie wyścigu kolarskiego. Dystans między prowadzącym a resztą peletonu wahał się w przedziale pięćdziesiąt do tysiąca metrów. Ale za to trudy wycieczki nagrodziły nam: piękna pogoda i przecudne widoki. Szczególnie skąpany w słońcu zamek w Chęcinach, czy pobliskie Centrum Geologiczne. Ze wzgórza chęcińskiego pomknęliśmy w kierunku Korzecka. To była jedna z niewielu szans aby dogonić prowadzącego. Na szczęście zadbał o to abyśmy mogli uzupełnić elektrolity i zrekompensować wydatek energetyczny. Pomimo zmęczenia wszystkim dopisywał dobry humor.

Tekst i foto Monika

Wycieczki Andrzeja

Sobota 14.11 – postanowiłem przejechać trasę Mietka z ubiegłej soboty, czyli przejechać od Dąbrowy do stacji Kostomłoty. Początek trasy łatwy, drogami szutrowymi. Schody zaczęły się pojawiać po przejechaniu ul. Zagnańskiej. Tu, jadąc na zachód, niebawem skończyła się dobra droga i zaczęła się walka z błotem i wodą. Nie poddawałem się i po dotarciu do E7 przedostałem się pod nią przepustem dla żab i w końcu stanąłem na suchym lądzie. Dalej to już rezerwat Sufraganiec i Gruchawka. Podziwiam Jolę i Mietka za przejazd tej trasy

Niedziela 15.11. – 47 km na Zelejową i dalej aż do kamieniołomu na Stokówce gdzie podziwiam siedząc przy ognisku wspinaczy skałkowych. Powrót przez Szewce, Łaziska, Jaworznię, Pietraszki. Jak pewno wszyscy dzisiejsi wędrowcy podziwiałem naszą piękną złotą jesień. Z mojej młodości zapamiętałem że 11 listopada jeździłem w Kielcach na nartach. Klimat jednak się zmienia

Tekst i foto Andrzej

W formule rowerowego trójkąta

Niedziela 15.11 – Kielce – Kostomłoty-Miedziana Góra – Bobrza – Porzecze – Bugaj – Brynica – Szczukowskie Górki – Kielce, dystans 45 km, liczba uczestników – 3 osoby, prowadziła Ania.

Trójkąt to bodaj najzgrabniejsza figura płaska. A jeśli dwa jego wierzchołki są rodzaju żeńskiego, to już jest trójkąt niemal orkiestrowy. Właśnie w takiej formule odbyliśmy wycieczkę niedzielną w kierunku Bobrzy. Tam zostały wdrożone słodkie procedury pobytowe. Może jednak następnym razem uda się je przełamać bardziej wytrawną nutą. Po drodze spotkaliśmy Darka jadącego w ulubionej przez niego formule solo. Każda forma jest dobra, jednak towarzystwo dwu uroczych dziewczyn w jesiennym słońcu to wisienki na wycieczkowym torcie…

Tekst Mietek; foto Ania i Jola

Wycieczka donikąd

Sobota 14.11 – to miała być wycieczka donikąd. Jednak po krótkim czasie zauważyliśmy, że jedziemy nie w tym kierunku co trzeba. Rzeczywiście – odjechana jazda po hopkach uświadomiła nam, że jesteśmy blisko rezerwatu Biesak. Wpadliśmy w złość, bo wcale nie chcieliśmy do rezerwatu. Na szczęście rower Joli, który jest ciut mądrzejszy od mojego, skręcił w stronę torów i już się wydawało że będzie dobrze, lecz niestety wjechaliśmy w sam środek Białogonu. Pomyślałem – dość tego! Należało jakoś przejąć władzę nad sprzętem. Maksymalną koncentracją woli przedarliśmy się przez zachaszczone łąki oraz metalowy mostek na Silnicy, by dojechać przez Pietraszki do asfaltowej drogi w kierunku Podkarczówki.

Lecz zamiast w prawo jak to robią normalni rowerzyści coś nas pognało w lewo i kazało prowadzić rowery aż na samą górę Grabinę, której też nie mieliśmy w planie. Zrezygnowani przejechaliśmy przez niechcianą Podkarczówkę, by również nieplanowaną drogą nad Silnicą dojechać do domu – też niezgodnie z planem, bo trochę za wcześnie… To chyba jeden z tych przypadków o których nie śniło się filozofom.

Tekst i foto Mietek

Rowerem przez listopad

08.11.2020 r.

Trasa wycieczki : Kielce – Marzysz I – Marzysz II – Radomice – Wojciechów- -Szczecno – Wiata „Murawin” – Ujny – Pierzchnia – Skrzelczyce – Radomice – Łabędziów  – Bieleckie Młyny – Bilcza – Kielce. Długość trasy : 65 km. Liczba uczestników:: 14 w porywach 16 (w trasie dołączył Andrzej i Darek)

Aura tego dnia była dla nas wyjątkowo łaskawa. Skąpani w promieniach listopadowego słońca ruszyliśmy w kierunku Bukówki – każdy swoim tempem. Nasz ulubiony przewodnik Leszek, świadomy niesubordynacji niektórych uczestników wycieczki, profilaktycznie podał jej kolejne etapy. Za namową Mieczysława postanowiliśmy odwiedzić „diabelski dąb”. Szczęśliwym trafem w Murawinie spotkaliśmy Andrzeja, który wskazał nam to magiczne miejsce. Następnie pomknęliśmy w kierunku Pierzchnicy uzupełniając w przydrożnych sklepikach zapasy napojów chłodzących i rozgrzewających. Spożyliśmy je oczywiście w leśnych ostępach, z dala od ludzkich spojrzeń. Wycieczkę tradycyjnie zakończyliśmy w podgrupach. Było pięknie. Niech żałują ci , których z nami nie było…

Tekst: Monika; mapka Jarek

Powyżej dorodny Dąb, który od jakiegoś czasu zaprzątał uwagę wielu z nas. Dziękujemy Andrzejowi, że Go odkrył i przesłał zdjęcia tego pięknego, królewskiego drzewa, w stosunku do którego Towarzystwo ma wielkie plany…

Foto: Andrzej, Dorota, Monika

Wycieczka pamięci

1.11. 2020 r.

Trasa wycieczki: Kielce – Bukówka – Kranów – Słopiec – Borków – Trzemosna – wiata Murawin – Szczecno – Radomice – Suków – Mójcza – Kielce. Dystans 65 km. Wycieczkę prowadził Leszek, wzięło udział 10 osób z zachowaniem należytych coronodystansów.

W normalnym czasie zapewne nie poświęcilibyśmy pierwszego listopada na rowerową rekreację. Choć coronawirus zakłócił tradycję, jednak nie zdołał zniszczyć naszego kulturowego kodu, który każe nam w ten dzień zapalić ogień pamięci. Tak było i tym razem. Dorota pomyślała o tym, żeby postawić świeczkę na cmentarnym murze, czy pod “krzyżem strażaka” przy drodze na Trzemosną. Dobrze że Leszek zorganizował ten wyjazd, który mimo rowerowych perypetii Rysia, stał się samoistnie wycieczką pamięci.

SM (na podstawie relacji Leszka), foto Monika.

Tekst SM;foto Monika

Terapia antywirusowa

25.10.2020 r.

Trasa wycieczki: Kielce – Występa – Belno – Zagnańsk – Kielce. Dystans 55 km. Wycieczkę prowadził Krzysztof. Wzięło udział w covidowym szyku 16 osób.

Było jak w filmie Hitchcocka. Podjazd niemal pionową ścianą asfaltu pod Występę i później też niewiele lepiej. Pięćdziesiąt kilometrów górskich premii. I pomyśleć, że taki hardkor zgotował nam debiutant w prowadzeniu wycieczek. Trasa urozmaicona pod każdym względem. Od ruchliwych dróg począwszy, poprzez wiejskie dróżki, z których korzystają jedynie miejscowe kundle, aż po malownicze leśne dukty okolic Zagnańska. Dopiero po jakimś czasie dotarł do nas zamysł Prowadzącego, że jazda pod górę świetnie regeneruje układ oddechowy, co w obecnej sytuacji ma znaczenie terapeutyczne. Ta świadomość być może pomogła niektórym pokonywać podjazdy. Tej covidowej motywacji widać zabrakło Rysiowi, bo już na pierwszej górce przepadł bez wieści. Na szczęście pozostali dojechali do końca wycieczki. W ogólnym bilansie debiut Krzysztofa bardzo udany. Wprawdzie zgubił Rysia, lecz pamiętał, żeby zapalić świeczkę Bohaterom. Zatem z pełnym przekonaniem zaliczamy Go do prestiżowgo grona Liderów Towarzystwa.

Tekst SM; foto Ania

Stoicka normalność jesienna

18.10.2020 r.

Trasa wycieczki: Kielce – Dyminy – Suków Babie – Suków Modrzewie – Radomice – Skrzelczyce Marzysz – Górki – Brody – Lisów – Zaborze Brudzów – Łabędziów – Bieleckie Młyny – Bilcza – Dyminy – Kielce. Dystans 55km. Prowadził Stasiu, wzięło udział 12 osób.

To już kolejna niedziela z pogodą adekwatną do pory roku. Nikły deszczyk postraszył trzy razy i październik zaczyna nas przyzwyczajać do chłodu, czyli dowodzi tego, że jest październikiem. Takie okoliczności przyrody dają nam poczucie, że wszystko postępuje zgodnie z naturą rzeczy. Tej stoickiej harmonii nie zakłóciło nawet przypadkowe zdarzenie związane z przebitą dętką Basi, choć nie jest pewne czy dętka została uszkodzona. Dotykowo – wzrokowe ekspertyzy organoleptyczne uzupełnione testami węchowymi nie potwierdziły bowiem uszkodzenia. A może ekspercki dotyk nieco przytępiony, a wzrok już nie ten sokoli co kiedyś?

Tekst MS; foto Ania