10.07.2022 r.
No cóż, czasem plany „biorą w łeb”! Zamierzaliśmy niedzielny wypad nad wodę, a tymczasem woda przyszła do nas….

Foto Dorota
10.07.2022 r.
No cóż, czasem plany „biorą w łeb”! Zamierzaliśmy niedzielny wypad nad wodę, a tymczasem woda przyszła do nas….

Foto Dorota
3.07.2022 r.
Trasa wycieczki: Kiece – Cedzyna – Bęczków – Św. Katarzyna – Ciekoty, następnie jedni przez Cedzynę, drudzy przez Wolę Kopcową do Kielc. Dziesięcioosobową grupę prowadził Andrzej. Dystans 55 km
Bodaj po raz pierwszy powstał problem z tytułem sprawozdania, ponieważ był kłopot z odczytaniem motywu przewodniego wycieczki. Trudno też ustalić liczbę jej uczestników, jako że część grupy “zabrała się” z rowerzystami z PTTK- u. Pogoda była również niedookreślona. Ranek obiecywał lato, lecz w Świętej Katarzynie powiało chłodem, a już w Ciekotach zaczął się budzić upał. Zresztą, po co nam motyw przewodni jak o naszej wycieczkowej pogodzie ducha mogłaby nawet śpiewać Hanna Banaszak.
Wystarczy popatrzeć na trasę wycieczki, aby zauważyć, że prowadziła trasą malowniczą. Lecz to ten rodzaj opatrzonej malowniczości, która blaknie z czasem niczym czerwony kolor w słońcu. Może to jednak sąd uproszczony, ponieważ nowa, szeroka droga rowerowa z Katarzyny do Ciekot dodała atrakcyjności tym pięknym okolicom.

Tekst MS; foto Gosia
26.06.2022 r.
Trasa wycieczki: Kielce – Nowiny – Chęciny – Polichno – Podpolichno – G. Miedzianka – Skiby- Szewce – Nowiny – Kielce. Wycieczkę prowadził Andrzej. Wzięło udział 21 osób, dystans 56 km

Andrzej wprawdzie stracił przy zdobywaniu Miedzianki trochę “żołnierza” lecz np. generał von Leiberich stracił pod Ulm znacznie więcej i nic się nie stało.
Procesy niszczące* dały Górom Świętokrzyskim zdrowo w kość. Powstającą zwietrzelinę porasta roślinność, niszcząc urodę górskich szczytów. Tak więc górska starość ma w naszym klimacie kolor zielony…Trudno się zatem dziwić, że wzniesienia, gdzie skała choć trochę na wierzchołku się bieli, stanowią krajobrazową atrakcję, a jak jeszcze cokolwiek z nich widać, to niemal pełnia turystycznego szczęścia.
Te właśnie walory, jak sądzę, ciągną Andrzeja na Miedziankę, czy podobną morfologicznie Zelejową. Ta ostatnia niestety powoli przegrywa wojnę z krzakami. Wyrazistym szczytom Miedzianki na razie to nie grozi, choć pierwsze forpoczty krzewów pod szczytem już widać. To świetne miejsce do kontemplacji – oprócz malowniczych wapiennych wierzchołków i rozległej panoramy, naznaczone literacką aurą, za sprawą kielczanina Edmunda Niziurskiego, który tu m.in. umieścił akcję swojej “Księgi urwisów”, nazywając górę Miedziankę Wilczą Górą. Jednak wątpliwe żeby Wilcza Góra zdołała odebrać nazwę Miedziance, tak jak to zrobiła Wierna Rzeka Łososinie.
O tym jak pisarze lub ich dzieła nobilitują świętokrzyskie miejsca, najlepiej świadczą przykłady Oblęgorka, Strawczyna, wspomnianej Wiernej Rzeki, Ciekot, Puszczy Jodłowej czy Bielin. Nawet Cisów mógłby coś uszczknąć z awanturniczej sławy Jana Chryzostoma Paska . W Oblęgorku bywamy z Andrzejem także z pozaliterackich powodów, lecz do Strawczyna jechaliśmy z Anią przecież głównie po to, aby posiedzieć z wieszczem na ławeczce i w Jego towarzystwie próbować słodkich specjałów…
Kiedyś uznaliśmy Zelejową za “Świętokrzyskie Centrum Rzeźby Naturalnej” (vide spr. z 10.10.2021), zatem Miedziankę per analogiam można by nazwać “Świętokrzyskim Centrum Antroporzeźby” z powodu licznych szybów, sztolni czy innych form powstałych po wydobyciu rudy miedzi oraz wapienia. To jednak wyzwania dla grotołazów. My wolimy powierzchniowe atrakcje Miedzianki. Białe anemonowe łąki zmieniły się teraz w “wełniankę”, która na tle zieleni niewiele straciła z urody. Można tu również latem np. grzać cztery litery na wapiennej skale i gapić się w kierunku południowo – wschodnim, na królewski zamek w Chęcinach…
Temat wycieczki skłania też do ogólniejszej refleksji. Okazuje się, że nie wystarczy być górą, trzeba jeszcze górować. Dlatego mój podziw budzi również góra Zachętna w Chełmcach, jeszcze niższa od Miedzianki jednak pięknie góruje wczesnobarokowym kościółkiem. Szukam go z każdego miejsca na zachód od Kielc i zawsze znajduję. Widać go było także z Miedzianki jak się mienił w słońcu na północnym wschodzie…
Co tu dużo gadać – góra nierówna górze, by górowała nie musi mieć szczytu w chmurze.
W drodze powrotnej, starym zwyczajem choć ostatnio zaniedbywanym, stanęliśmy w Szewcach w celu nawodnienia. Było bardzo wesoło, znacznie weselej niż w Szewcach Witkacego…
* wyrównywanie powierzchni ziemi poprzez wietrzenie, erozję czy przemieszczanie się mas skalnych pod wpływem siły ciężkości – inaczej denudacja.

Tekst MS, foto Marek, Gosia
17-19. 06.2022 r.
Tradycja oraz dodatkowo wysoka temperatura spowodowały, że wyjazd do Przedborza miał charakter mniej krajoznawczy niż zwykłe wycieczki niedzielne. Wprawdzie przejechaliśmy w ciągu trzech dni ponad dwieście kilometrów, w tym pewną część leśnymi drogami, lecz przyrodę postrzegano głównie jako źródło ochłody. Trudno było jednak nie zwrócić uwagi na św. Jerzego stojącego w zadbanej kapliczce leśnej na granicy Dobrzeszowa. Tym razem ten dzielny świątek rozprawia się tu z diabłem. Trzeba przyznać, że robi to równie sprawnie jak św. Michał w cisowskim kościółku.
Ci co biorą udział w przedborskich spotkaniach u Tadeusza, pod życzliwym patronatem naszych przedborskich przyjaciół, wiedzą ile pozytywnych emocji można tam doświadczyć. Dziękujemy Dzidkowi, Iwonce, oraz Fredkowi za serdeczne przyjęcie, przedborskim rowerzystom za wesołą atmosferę podczas wyjazdu na piknik do Zakrzówka Szlacheckiego, natomiast Antosiowi za przygrywkę do chmielowego kotleta nad przedborskim zalewem.
Podziękowania dla Joli, Ani, Jarka, jubilata Rysia oraz dla wszystkich, którzy wypełnili nasze towarzyskie spotkanie treścią stosowną do jego charakteru.
Uszanowanie dla Andrzeja za to, że mimo upału nie ugotował na twardo uczestników w drodze powrotnej.
Z ostatniej chwili: informujemy, że nasze hasła propagujące walory powiatu radomszczańskiego nie znalazły uznania w oczach konkursowego jury. Nie wiedzieliśmy, że w radomszczańskim powiecie obowiązuje inne, niż ogólnie przyjęte w języku polskim, znaczenie pojęcia „hasło” w marketingowym sensie. Szanujemy regionalne odrębności i gratulujemy zwycięzcom.

Tekst MS, foto Ania, Małgosia, Dorota.
12.06.2022 r.
Trasa wycieczki: Kielce – Morawica – lotnisko Obice – kąpielisko Morawica – Kielce. Dystans 70 km, wzięło udział 15 osób. Wycieczkę prowadził Andrzej.

Wybraliśmy się na podkieleckie lotnisko w Obicach, wszak to początek sezonu urlopowego. Zawsze to taniej odlecieć z Obic niż z Balic. Przy obecnych cenach paliwa podróż do Krakowa jest równowarta pobytowi na Minorce w standardzie all inclusive. Okazało się jednak, że z Obic nie odlecimy z wielu powodów, a definitywnie dlatego, że spółkę “Port Lotniczy Kielce “ rozwiązano w roku 2019. Jedynymi którzy “odlecieli” to pomysłodawcy tego kuriozalnego przedsięwzięcia…
Najbardziej rozczarowany był chyba Rysio, bo zjawił się w hali obiecanych odlotów z pokaźnym sakwojażem…
Andrzej wiedział co robi, organizując wycieczkę “lotniczą” w porze wiosennego optymizmu. Gdyby tu trafić w listopadzie, to inwestycyjna bezmyślność w połączeniu z ponurą pogodą mogłyby poczynić nieodwracalne szkody mózgowe w obrębie ciała migdałowatego…
Aby jakoś zniwelować nieprzyjemne doznania towarzyszące irytacji, opuściliśmy to skądinąd malownicze miejsce. Planujemy tu wrócić, lecz poczekamy aż się trochę przewietrzy, ponieważ zbyt dużo samorządowej głupoty jeszcze się tu unosi w powietrzu…
Po drodze na kąpielisko, Andrzej “wyczaił” malownicze korytarze, a właściwie pieczołowicie wydeptane przez bobry, okrągłe tunele roślinne. Bobry, to bardzo pracowite zwierzęta o inżynierskich zdolnościach. Jeśli się już za coś wezmą to efekty zawsze zadziwiają. Tym razem połączyły stromym lądowym tunelem, strumień kopalnianych wód zrzutowych ze zbiornikiem w rejonie Chałupek. Być może jest to rodzaj swoistego bajpasu łączącego strumyk z wodami jeziorka. Andrzej podejrzewa, jak mniemam słusznie, że przy ujściu strumienia zamontowano kratę utrudniającą bobrom komunikację. Ten zmyślny bobrowy tunelik, to sposób radzenia sobie tych inteligentnych zwierzaków z hydrotechniczną zmorą nagminnego przegradzania wszystkiego w wodzie i na lądzie. Jeśli przyjąć, że powiązania między elementami są istotą systemów, to bobry chyba lepiej rozumieją jak funkcjonuje system przyrodniczy niż ci, którzy te więzi niszczą.
Szkoda, że większość wycieczkowiczów, skuszona plażowaniem, tego nie zobaczyła. Zachęcamy: przy drodze z Chałupek do Morawicy, przy czerwonej budce kilkadziesiąt metrów w prawo.

Tekst MS, foto Gosia, Dorota
5.06.2022 r.
Trasa wycieczki: Kielce – Cedzyna – Niestachów – Słopiec – Białe Ługi – Trzemosna – Borków – Kaczyn – Marzysz – Kuby Młny – Bilcza – Kielce. Dystans 69 km. Prowadził Andrzej, wzięło udział 21 osób.

Rezerwat torfowiskowy Białe Ługi jest już stałym punktem programu letnich wycieczek. Nie warto zanudzać opisem problemów z którymi się zmaga rzeczone torfowisko, zwłaszcza że poświęciłem tym zagadnieniom trochę miejsca w sprawozdaniu z 4.07.2021. Należy jednak zwrócić uwagę, że w przeciwieństwie do poprzedniego roku, tym razem ujrzeliśmy Ługi odziane w szatę adekwatną do nazwy. To jest wynik rekonesansu, który przeprowadzili Andrzej z Heniem.
Białe Ługi, czyli nieco ponad 408 hektarów rezerwatu w tym 210 ha torfowisk, a więc niewiele, choćby w stosunku do Czerwonego Bagna w Biebrzańskim Parku Narodowym (2570 ha), nie wspominając już o białoruskich Błotach Olmańskich (37500ha) czy bezkresnych bagnach Syberii lub Kanady. Jednak dobre i to, zwłaszcza, że Białe Ługi należą do rzadkich torfowisk wysokich, zasilanych głównie wodami opadowymi przez co szczególnie narażonych na degradację.
Z inicjatywy Andrzeja, wycieczkę do tego urokliwego miejsca poświęciliśmy pamięci Marka Szymczakowskiego. Znicz pamięci zapalony na cmentarzu przez Anię, starannie przygotowane przez Andrzeja omówienie działalności Marka oraz wspomnienia kolegów z czasów Jego aktywności w klubie Kigari, to symboliczne wyrazy podziękowania i pamięci o zmarłym. To pokrzepiające, że w tym często bezrefleksyjnym świecie są jeszcze ludzie, którzy potrafią docenić działania innych na rzecz dobra wspólnego.

Tekst MS foto Ania, Gosia oraz Marek
29.05.2022 r.
Trasa wycieczki: Kielce – Cedzyna – Mąchocice – Bęczków – Radlin – Niestachów – Słopiec – Borków – Suków – Kielce. Prowadził Leszek, dystans 65km. Wzięło udział 17 osób.

W dniu wycieczki przypadła 69-ta rocznica pierwszego wejścia na Mount Everest. Niby nic szczególnego, jednak to przykład gdy aktywność ludzka wynikająca ze szlachetnych pobudek z czasem zamienia się w śmieszność. Bo czyż to nie żenada, że już tysiące “zdobywców” zaśmiecają niemiłosiernie tę nieszczęsną górę i stojąc w długich kolejkach, włażą na szczyt nie wiadomo z jakich pobudek.
Na szczęście popularność aktywności rowerowych choć ciągle rośnie, nie budzi negatywnych reakcji bez względu na to czemu służy. Rower paradoksalnie nawet do lansu dobrze się nadaje. Nie mówiąc już o nas, żądnych zdrowotnego ruchu, czy doznań w wyniku relacji z tym co nas otacza.
Ostatnia wycieczka to potwierdza; niebo w niegroźnych kumulusach, pogoda lekko rześka, choć wełniana czapka Rysia była, jak utrzymywał, stosownym nakryciem. Trasa wycieczki znana jak zły szeląg, jednak w nowym, majowym anturażu. Słowem, niepowtarzalna okazja aby zażyć ruchu w banalnie pięknym otoczeniu. Wprawdzie Monika w nowym kasku skupiała na sobie uwagę, ale clou naszej wycieczki to uczestnictwo w niej sympatycznej trójki: Justyny, Marzeny oraz Darka. Leszek robił wszystko, aby ich do naszej grupy dobrze usposobić. Może się uda, wszak tego typu ożywczy powiew bardzo by się Towarzystwu przydał…

Tekst MS, foto Gosia, Marek, Marzena (patrz zakładka FOTO)
22.05.2022 r.
Wydaje się, że po raz pierwszy Towarzystwo rozmnożyło się w postaci trzech niezależnych bytów. Zgorszonych uspokajamy, że chodzi o rozmnażanie przez podział.
Pierwsza grupa, najliczniejsza (8 osób), pod kierownictwem Krzysztofa, zwiedzała Szydłowiec.
Trasa: Skarzysko-Kamienna – Barak – Szydłowiec – Suchedniów – Ostojów – Łączna – Występa – Wiśniówka – Kielce. Wzięło udział 8 osób. Dystans 70 km. Prowadził Krzysztof
Pociągiem przyjechaliśmy do Skarżyska-Kamiennej. Na stacji zrobiliśmy pamiątkowe foto przy zabytkowej lokomotywie na parę z 1948 r. Obecnie jest to jedna z atrakcji miasta.
Zgodnie z planem pojechaliśmy 15 km w kierunku Szydłowca. Po drodze w Baraku zatrzymaliśmy się przy pomniku żołnierzy poległych w bitwie 8 IX 1939.
Naszym głównym celem było Muzeum Ludowych Instrumentów Muzycznych, które mieści się w szydłowieckim zamku. Jest to najpiękniejsza rezydencja magnacka w Polsce. Historia renesansowego niegdyś zamku familii Szydłowieckich sięga 1470 r. Od 1548 r. zamek przeszedł w posiadanie rodu Radziwiłłów i został zmodernizowany w duchu baroku. Przez pół wieku tworzono tu kolekcję ponad 2000 oryginalnych, etnograficznych instrumentów, głównie: skrzypiec, instrumentów lutniczych, smyczkowych, szarpanych oraz dętych. Na jednym z nich mogłam nawet zagrać. Można było też usłyszeć dźwięk wybranego instrumentu, a na ekranach zobaczyć dokładny jego opis. Na fotach przedstawiam tylko niektóre, ciekawsze eksponaty. Warto było też zwrócić uwagę na oryginalne stropy sufitu w poszczególnych komnatach zamku. Na dziedzińcu naszą uwagę przykuła rynna „rzygacz”.
Następnie pojechaliśmy na Rynek, gdzie szczególnie warto zajrzeć do podziemi Ratusza, gdzie obecnie znajduje się restauracja, która zachowała pierwotny stan tego miejsca. Obok znajduje się zabytkowy, murowany kościół pw. Św. Zygmunta, zbudowany z piaskowca szydłowieckiego. Niestety ze względu na uroczystości komunijne nie mogliśmy wejść do środka.
Następny etap zwiedzania to kirkut. Cmentarz ten jest jedynym dowodem obecności dużej społeczności żydowskiej w tym mieście.
Wszyscy uczestnicy postanowili wracać do Kielc rowerem. Jechaliśmy starą siódemką, na której w chwili obecnej natężenie ruchu samochodowego jest niewielkie. W Ostojowie, przy starym młynie, zrobiliśmy sobie przerwę na odpoczynek i lunch.
Dziękujemy Krzysztofowi za oprowadzenie nas po pięknym Szydłowcu, a także za poczęstunek pyszną kawą oraz świetną atmosferę, okraszaną kawałami…haha.
Do Kielc wróciliśmy zmęczeni w późnych godzinach wieczornych.

Tekst Dorota; foto Gosia, Zbyszek, Dorota

Druga grupa, 5-cio osobowa, pod kierownictwem Andrzeja zdobywała Górę Miedziankę.
W niedzielę Towarzystwo Kigari odbyło nietypową wycieczkę. Najpierw podzieliło się na dwie grupy, tzn. skarżyską i parkową, a następnie grupa parkowa podzieliła się na strawczyńsko-ławeczkową i miedziankowską, z zamiarem zdobycia obu szczytów góry Miedzianki. W skład grupy wysokogórskiej weszli znani górale – Jurek, Leszek, Heniek, Michał i Andrzej. Pierwszy obóz założyliśmy u stóp Zelejowej i tutaj dotarła do nas smutna wiadomość o śmierci naszego kolegi Marka Sz. Długo snuliśmy wspomnienia o nim. Dalsza trasa prowadziła nad odchłanią kopalni Ostrówka, skąd już prosto do ostatniego obozu podszczytowego koło muzeum górnictwa kruszcowego. Tu zostawiliśmy rowery i po krótkiej wspinaczce zdobyliśmy oba szczyty Miedzianki. Na podszczytowych halach zachwyciły nas białe łany zawilca wielkokwiatowego, zwanego też anemonem (Anemone silvestris). Był to wspaniały widok ponieważ w regionie chęcińskim jest tylko kilka stanowisk tej, będącej pod ochroną, rośliny. W drodze powrotnej zaliczyliśmy jeszcze punkt widokowy na Górze Kopaczowej aby w końcu, po 57 km, zakończyć wycieczkę. Pozdrawiamy pozostałe grupy.
Tekst Andrzej

Trzecia grupa – “wycieczkowała” trasą:
Kielce – Szczukowskie Górki – Piekoszów – Wincentów – Małogoskie – Akwizgran – Ruda Strawczyńska – Strawczyn – Promnik – Micigózd – Julianów – Podzamcze Piekoszowskie – Kielce. Dystans 58 km
My także w pięć osób, prowadzeni przez Anię, udaliśmy się do Strawczyna by posiedzieć na ławeczce w towarzystwie Stefana Żeromskiego. Ławeczka powstała w marcu br. z inicjatywy władz lokalnych, obok miejsca urodzin pisarza. Mimo pochmurnego nieba, żaden stratus nie odważył się uronić choćby kropli deszczu. Dla nas dobrze, bo widok na kościółek w Chełmcach i Pasmo Oblęgorskie był wart wysiłku, zwłaszcza, że wysiłek niewielki, mimo znacznej prędkości podczas wycieczki (20 km/godz. lecz równym tempem). Albo Ania wyposażyła swój rower w tempomat, albo uważała na lekcjach fizyki i dobrze opanowała zasadę S=Vxt dla ruchu jednostajnego, dość powiedzieć, że prowadziła wyśmienicie. Ledwo strawczyńskie koguty na niedzielne śniadanie piać zaczęły, a my już głaskaliśmy czule łysinę autora „Puszczy jodłowej”, racząc się później wybornymi wypiekami dziewcząt, pod wiatą nieopodal ławeczki. Troska o koherentność sprawozdania spowodowała, że nie poświęciliśmy należytej uwagi okazałej i pięknie zadbanej kapliczce, poświęconej św. Tekli, w Promniku. Obiekt pod każdym względem na to zasługuje. Nadrobimy to przy okazji innej wycieczki w te okolice.
Być może dlatego, że jechaliśmy drogą równoległą do Akwizgranu, nie zdołaliśmy zobaczyć sławnej akwizgrańskiej katedry – perły architektury karolińskiej. Jest również prawdopodobne, że jej nie widzieliśmy bo niejednemu psu Azorek…

Tekst MS, foto Ania.
15.05.2022 r.
Trasa wycieczki: Kielce – Białogon – Szczukowskie Górki – Brynica – Promnik – Strawczyn – Oblęgorek – Porzecze – Kostomłoty – Kielce. Wycieczkę prowadził Andrzej. Dystans 57 km, wzięło udział 17 osób. Słonecznie, lekko wietrznie, ciśnienie w normie.
Można zrozumieć rozterki wycieczkowego sprawozdawcy, kiedy na klawisz komputera cisną się słowa o wiosennej świeżości, o kwiatkach, motylkach, czy ptasim świergocie. Lecz po co o tym pisać skoro czytający już w niedzielę doświadczyli tego o czym mogą przeczytać w poniedziałek…
Skoro nie o przyrodzie, to może nastrój czy rodzaj aktywności uczestników wycieczki mogłyby zwrócić uwagę czytelników? Być może, lecz niełatwo je rozpoznać. Wydawać by się mogło, że np. Sławkiem powoduje głównie imperatyw ścigania. To jednak on zwrócił uwagę na oryginalne ogrodzenie kapliczki w ub. niedzielę. Niewyczerpanym zasobem nastrojów i ciekawych zachowań są rowerzystki, z uwagi na swą reaktywną naturę. Kobiety to jednak obiekt dla wytrawnych obserwatorów… Nawiasem mówiąc: nie dalej jak wczoraj, pytane w pewnym teleturnieju dwie urocze panie, ile osób uczestniczyło w Ostatniej Wieczerzy, obliczyły, że 13. Utwierdzone w tym przekonaniu… obstawiły również 12. Jak tu nie kochać kobiet…
Dobrze robi powycieczkowej opowieści spotkanie z dzikim zwierzem. Nie mówimy tu o jeżu, czy jaszczurce zwince, a jeśli już, to nie nazywamy zwierza po imieniu, aby wzmocnić wrażenie. Do takiej sztuczki uciekła się na przykład w ub. tygodniu Dorota czym wzbudziła moją ciekawość.
Ostatnia wycieczka nie grzeszyła nadmiarem spektakularnych zdarzeń, a jednak była szczególna. Andrzeja mniej niż zwykle ciągnęło do lasu, Ania nie dokonała secesji, Rysio tylko część drogi jechał ostatni, a Leszkowi nie zaprzątały głowy dodatkowe kilometry. Nawet rower Jurka inaczej skrzypiał, wydając tym razem odgłosy na podobieństwo śpiewu wróbelka Ćwirka… Tylko w jednym przypadku było jak zwykle – kto wiedział gdzie usiąść, mógł za sprawą Basi doznać słodkiego miłego życia…
Był to interesujący wyjazd. Gwoździem programu Andrzej uczynił malowniczy wąwóz lessowy w Oblęgorku. Jego strome zbocza stabilizuje dorodny system korzeniowy żyznej buczyny. Jest coś budującego jak się patrzy na te potężne drzewa ignorujące erozję, która na słabej glebie już dawno by je położyła pokotem.
Część z nas zrezygnowała ze zorganizowanego przez Andrzeja oglądania wąwozu jesienią. Dzięki temu teraz doświadczyliśmy tych szczególnych doznań, które towarzyszą czynnościom wykonywanym po raz pierwszy…
P.S.
Chciałbym to sprawozdanie poświęcić pamięci Marii Curie – Skłodowskiej – wielkiej miłośniczki rowerowych wycieczek, która na rowerze udała się nawet w podróż poślubną, mimo że podobno cały czas lało… Aby efektywnie wykorzystać intencję, niechaj również służy uczczeniu 163 – rocznicy urodzin męża Pani Curie, również zapalonego rowerzysty, która to rocznica przypadła w dniu wycieczki.

Tekst MS, foto Ania, Gosia.
sobota 14.05.2022
Trasa: Busko STACJA PKP -Pętla Kamienna Góra – Grochowiska – Gacki – Włochy – Busko. Prowadził Piotr z Buska. Wzięło udział 6 osób. Dystans 60 km
Pociągiem, w godzinach porannych, przyjechaliśmy do Buska-Zdroju. Na stacji czekał na nas przewodnik wycieczki - Piotr. Po serdecznym przywitaniu pojechaliśmy ścieżką rowerową w kierunku pętli Góry Kamiennej. W Wałczu natknęliśmy się na pomnik przyrody - sosna pospolita o odkrytym częściowo systemie korzennym wskutek wydobywania piasku przez miejscową ludność. Sosna pomimo tej ingerencji przeżyła, a jej szczudlasty wygląd jest na tyle atrakcyjny,że ustanowiono ją pomnikiem przyrody. Dalej jedziemy na Grochowiska gdzie znajduje się pomnik upamiętniający największą zwycięską bitwę korpusu generała Mariana Langiewicza z 18.03.1863. W leśnej wiacie uczestnicy odśpiewali mi 100 lat, oczywiście zostali poczęstowani cukierkami wypełnionymi tajemniczą cieczą *%. Piotr jako zapalony wędkarz, członek Związku Wędkarskiego, nie omijał zbiorników wodnych. Pierwszym był akwen w Gackach, gdzie pełno ptactwa wodnego i wędkarzy, a widok niesamowity... Charakterystycznym elementem krajobrazu Ponidzia jest rzeka Nida, cudowny mikroklimat, turystyka wioślarska i ciekawa przyroda. Kolejny etap naszej wyprawy to Włochy. Ha ha, odśpiewaliśmy coś tam po włosku. Ostatnim punktem na naszej trasie był zbiornik "Łowiska", koło miejsca zamieszkania Piotra. Na zakończenie wycieczki dostałam od Piotra prezent urodzinowy- karpia, osobiście złowionego Dziękujemy Piotrowi za profesjonalne oprowadzanie nas po tych żyznych terenach Ponidzia. Następny etap wycieczki, w kierunku Pińczowa, zrealizujemy w niedługim czasie. Do Kielc wróciliśmy pociągiem w godzinach wieczornych.

Tekst Dorota; foto Dorota, Piotr i Gosia