17.07.2022 r.
Trasa wycieczki: Kielce – Wiśniówka – rezerwat Barcza – Stara Występa – zbiornik Kaniów – zbiornik Zachełmie – Gruszka – Kajetanów – Marczakowa Dolina – Masłów – zbiornik Cedzyna – Kielce. Wycieczka przełożona z ub. niedzieli z uwagi na deszczową pogodę. Dysans 60 km. Wcieczkę prowadził oraz jej temat wymyślił Andrzej, wzięło udział w porywach 20 osób.
Obcowanie z przyrodą to ważny powód naszych rowerowych wyjazdów. Z przyrodą, czyli z “całokształtem rzeczy i zjawisk tworzących wszechświat, bez wytworów pracy ludzkiej”*. A zatem, czy ta sosna nalewkowa, którą ongiś zasadził Rysio koło domu, jest częścią przyrody, bo skoro jest wytworem Jego pracy to może przyrodą nie jest? Niełatwo ubrać w słowa zwłaszcza tak złożoną rzeczywistość jaką jest przyroda. Jednak dla naszych rekreacyjnych potrzeb nawet definicja przyrody w stylu: „koń, jaki jest, każdy widzi” ** wystarczy, bo w tym przypadku najważniejszy jest sposób jej postrzegania.
Podczas wycieczki czerpaliśmy z przyrody in gremio, jednak każdy na swój sposób. Wśród walorów przyrodniczych, zgodnie z zamysłem prowadzącego, dominowała woda. Ze zbiorników wodnych korzystaliśmy tym razem „bez namaczania”, podobnie jak z ziemi – bez przyziemiania… Oczywiście wszyscy używali powietrza, acz nierównomiernie, ponieważ niektórzy jadąc pod górę zużywali go więcej niż inni. Bardzo cenimy dary lasu, wczoraj też był użyteczny, choć mniej nam służył jako dawca cienia… Temat wycieczki obligował, żeby nawet dawny kamieniołom w Barczy postrzegać przede wszystkim jako śródleśne jeziorko. Jadąc na rowerze trudno obserwować motylka czy żuczka, za to ptasi świergot zawsze cieszy ucho. Niestety, w połowie lipca już się nikomu świergotać nie chce. Na kukanie też sezon minął, to i problemy związane z wyższością kukania nad świergotem specjalnie nas nie zajmowały. Czasem ktoś rzucił okiem na niebo lecz nie wiadomo czy po to by podziwiać kumulusy, czy w obawie przed deszczem. Uwielbiamy aromaty przyrody. Szkoda, że nie było okazji aby doświadczyć lipowych zapachów, które mimo że „lipne”, nie ustępują nawet konwaliowo – żywicznym. Skądinąd w rejonie Zagnańska można było doświadczyć tych ostatnich, bo tu również tną na potęgę. Nie brakowało malowniczych widoków, lecz co jest malownicze, a co zwyczajne, to przecież kwestia indywidualna. Np. na przepiękny dąb, nie Bartek, w rejonie Zagnańska, opatrzony tablicą „Drzewo zagrażające życiu” prawie nikt nie zwrócił uwagi. Natomiast w żadnym razie nie są nam obojętne feerie barw w które się stroi natura, chociaż letnia przyroda w stosunku do jesiennej trochę przesadza z zielonym kolorem…
Sprawozdanie ciut przyprawiłem sardonijskim zielem, chociaż potrafimy mądrze korzystać z przyrody podczas naszych wycieczek niedzielnych. Jak nam się chce, to umiemy przeżyć i opisać doznania, które przyroda w nas wzbudza oraz próbujemy zrozumieć procesy, które rządzą jej funkcjonowaniem.
* Def. wg WSJP PAN.
**To znane powiedzenie pochodzi z XVIII – wiecznej encyklopedii ks. Benedykta Chmielowskiego.
Tekst MS, foto Gosia, Dorota.