Niniejsze sprawozdanie z wycieczki jest oczywiście bez sensu, ponieważ prawdopodobnie się nie odbyła, z uwagi na zagrożenie śliskością śnieżną V stopnia. Prawdopodobnie – bo jak sądzimy z Leszkiem, niewykluczone, że Andrzeja mogły skusić leśne zimowe krajobrazy…
Skoro już jednak otworzyłem laptop, to w ramach lektury nieobowiązkowej kilka uwag nie na temat.
Otóż sądzę, że dłuższe przebywanie w jednym środowisku szkodzi zdrowiu. Ten zdrowotny uszczerbek będzie, a może już jest, zidentyfikowany przez nauki medyczne jako “odklejanie się od rzeczywistości”. Opinie wygłaszane na temat praworządności w Unii Europejskiej przez europosłankę Danutę Hibner w porannej audycji radia TOK FM (3.02. br.) to przykład zaawansowanego stadium tej dolegliwości.
Na koniec głos wołającego na puszczy pod adresem “odklejonych polityków”: opuśćcie na chwilę swoje polityczne skorupy, bo “odklejenie” (nie mylić z derealizacją i podobnymi schorzeniami) jest jedyną chorobą, która ośmiesza chorego…
Trasa wycieczki: Kielce – Stadion – Biesak – Białogon – Pietraszki – Kielce. Dystans 25km, wzięło udział 9 osób. Wycieczkę prowadził Andrzej.
Mówiąc językiem prześmiewczym, ostatnia wycieczkowa destynacja, mimo że nie dedykowana, była równie ciekawa jak poprzednia. Gogol mógłby spytać, “Z kogo się podśmiewasz? Sam z siebie się podśmiewasz”. Istotnie, większość uprawiających pisarski ogródek przesadza ze słowną ornamentyką. Dlatego dzisiejsze sprawozdanie będzie bez zbędnych ozdobników.
Słowo na niedzielę i w drogę. Program wyjazdu w stylu – co los przyniesie. Mimo zimowej pory, los był łaskawy: temp. w granicach zera, brak opadów, pełne zachmurzenie, sucho.
Odwiedziliśmy naśnieżany stok na Stadionie, oraz lekko zamarznięte jeziorka w rezerwacie Biesak. Następnie przez Białogon do Pietraszków na ognisko. Owocem ostatniej wycieczki jest również nowy, curlingowy styl jazdy rowerem, lansowany przez Sławka. Polega on na tym, że Sławek jedzie na rowerze, a dwaj cykliści asystenci, niczym w curlingu, miotełkami czyszczą przed nim asfalt, by nie narazić roweru na zabrudzenie. Pokaz nowego stylu podczas jednej z kolejnych wycieczek.
Ślemy najlepsze pozdrowienia dla Basi i Marka. Pamiętajcie, podczas Waszej chwilowej nieobecności, my cały czas jeździmy z Wami. Do zobaczenia!
Trasa wycieczki: śladem powstańczych świadectw, czyli przez przez Białogon na Karczówkę. Wycieczkę, w której wzięła udział magiczna siódemka, prowadził Andrzej. Dystans 25 km
Dzień ostatniej wycieczki przypadł w 160. rocznicę wybuchu powstania styczniowego. Głównie z tego powodu, mimo nie najlepszych warunków do jazdy rowerem, postanowiliśmy z Andrzejem oraz Leszkiem wyruszyć na spotkanie z historią. Tym bardziej, że w tym dniu, staraniem lokalnych społeczności, miało miejsce odsłonięcie pomników upamiętniających powstanie z1863 r. – nowego w Białogonie oraz odnowionego na Karczówce. Cieszy fakt, że do wycieczkowej grupy inicjatywnej dołączyła Gosia ze Zbyszkiem oraz Jurek i Sławek, którzy również się zimie nie kłaniają. Andrzej sprawił, że w drodze na Białogon towarzyszyła nam leśna cisza zimowa, którą tylko na chwilę zmącił rezydujący przy ścieżce wawrzynek wilczełyko krzycząc: „co za czasy, znowu się k…. za wcześnie obudziłem!” …
Temat przewodni ostatniego wyjazdu, jest dobrą okazją do ogólniejszych refleksji. Choćby na przykładzie powstania styczniowego widać, że wydarzeniom historycznym towarzyszą trzy równoległe narracje: pierwsza zawiera się w lepiej lub gorzej udokumentowanych opracowaniach historyków, drugiej używają społeczności lokalne, z tendencją do unikania niewygodnych faktów czy nadużywania patetycznej formy przekazu. Najgorzej z historią obchodzą się politycy, dla których bywa często narzędziem manipulacji, m.in. dobieraniem faktów do założonej interpretacji.
Dla mnie, nie historyka, bliskie jest myślenie o historii jako o zasobie społecznym, który można użytkować jak każdy inny zasób, w sposób efektywny lub nie. Efektywny, czyli taki, który przynosi korzyści w postaci łagodzenia polaryzacji postaw społecznych i pozwala na konstruktywne wyciąganie wniosków z przeszłości. Można do tego zmierzać poprzez analizę zdarzeń w szerszym kontekście, z poszanowaniem faktów historycznych. Ten rodzaj świadomości historycznej, czyli zdawania sobie sprawy z tego, że mierzenie się z prawdą najlepiej służy pożytecznym celom, nazywam oswajaniem historii.
Przyczynkiem do powyższych rozważań niech będzie narracja dotycząca jednej z potyczek powstania styczniowego na Kielecczyźnie, która miała miejsce 17 lutego 1863 r. pod Staszowem*. Otóż w Internecie można na ten temat znaleźć opracowania w patetycznym tonie typu: “Bitwa pod Staszowem, czyli zwycięski pojedynek powstańców, który ocalił miasto”. Z kolei w świetle tego co podaje na swoim blogu historycznym Marek Rogowicz, Rosjanie po trzygodzinnej potyczce, z własnej woli odstąpili od natarcia z uwagi na lepsze pozycje powstańców zlokalizowanych w mieście, jak również z powodu pożaru, który sami wzniecili podpalając Staszówek – przedmieście Staszowa od strony Stopnicy. Dobrze udokumentowane straty po stronie powstańców to 4 osoby zabite – w tym dwóch powstańców, uczniów radomskich szkół, jeden kosynier oraz przypadkowy Żyd, który z okna przyglądał się strzelaninie. Straty po stronie rosyjskiej to siedmiu rannych piechurów i jeden koń. Natomiast według raportu sporządzonego przez gen. Langiewicza, “straty Moskwy to 120 ludzi i wiele koni”. Zapewne sam generał w to nie wierzył, a już na pewno odrzuca to większość historyków. Nie miejmy mu tego za złe, wszak takie są reguły wojennego marketingu. W istocie to historyczne wydarzenie nie jest ani powodem do peanów ani do krytyki. Samo w sobie jest drobnym incydentem, ni to przegrane ni to zwycięskie. Niczego też nie ocaliło, bo gdyby w Staszowie nie pojawili się powstańcy, to ruscy drzemaliby w stopnickich koszarach. Natomiast staszowska potyczka jako cząstka realizacji wielkiej idei wyzwoleńczej niewątpliwie zasługuje na pozytywną pamięć, a powstańcy na szacunek.
* Prof. Wiesław Caban ocenia, że około jednej czwartej wszystkich bitew powstania styczniowego rozegrało się na terenie Kielecczyzny.
Uczestnicy wycieczki (bez fotografa Zbyszka, oraz Leszka, którego wcześniej wezwały państwowe obowiązki) przed pomnikiem ku czci Powstańców Styczniowych. Białogon – czwarta niedziela stycznia 2023 r.
Trasa wycieczki: Kielce – Dąbrowa Koszarka – Masłów – Cedzyna – Kielce. Dystans 35 km, wzięło udział 10 osób. Wycieczkę prowadził Andrzej.
15.01.2023 r.
Tym razem nie będziemy bajdurzyć o pogodzie, ponieważ pogoda łaski nie robi i zawsze być musi, podobnie jak podatki. Z naszej obserwacji wynika, że ten zestaw rzeczy pewnych należałoby uzupełnić o trzecie “p”, czyli o prędkość jazdy Andrzeja podczas prowadzenia wycieczek. Tym razem nie jest to uwaga w pejoratywnym sensie. Wręcz przeciwnie, to pokrzepiające, że w tym wielce zmiennym świecie są kwestie, które istnieją niezmiennie, stanowiąc poziom odniesienia niczym reper w ścianie starej kamienicy.
Tak więc dzięki Andrzejowi, który swoim pośpiechem ujarzmił pogodę, zdążyliśmy odbyć ciekawą wycieczkę o motywie przewodnim pt. “Koszarka”. To słowo o wielu obliczach, więc nie dziwi, że Andrzej poświęcił mu specjalną prelekcję. Termin “koszarka” pochodzi od łac. casa, czyli chata. Zatem koszarka może być mieszkaniem dla kolejowego lub drogowego dróżnika, mieszkalną barką dla robotników zatrudnionych przy pracach hydrotechnicznych, statkiem bez napędu itp. Trudno się więc dziwić, że Koszarka to również nazwa części podkieleckiej wsi Dąbrowa, jako że była zlokalizowana przy ważnym takcie drogowym, podobnie jak ta w pow. jędrzejowskim oraz w wielu innych miejscach. M.in. koszarkom poświęcił interesujący referat mgr inż. Tomasz Wągrowski podczas konferencji zorganizowanej w Kielcach w 2009 roku, zatytułowanej “W 190. rocznicę powstania Dyrekcji Jeneralnej Dróg i Mostów”. Szkoda że koszarki, wraz z dróżnikami z chorągiewką, powoli odchodzą w niebyt …
Na marginesie: dla historyków to pewnie banał lecz dla mnie stwierdzenie, że historia jest zakodowana w nazwach, wydaje się wielce inspirujące, stąd dziwne, że onomastyka, czyli nauka o nazwach własnych, nie jest zaliczana do nauk pomocniczych historii*
*Por. Encyklopedia Powszechna PWN – PWN Warszawa 1975 t. 3, s. 236 – 238.
Trasa wycieczki: Kielce – Mójcza – Kranów – Daleszyce – Niwy – Słopiec – Borków – Kaczyn – Marzysz – Suków – Mójcza – Kielce. Dystans 55 km. Wzięło udział 10 osób, wycieczkę prowadził Leszek.
8.01.2023
Pogodowe przywary „późnej jesieni” z reguły nie sprzyjają ochom i achom. Dlatego nie będziemy szafować przesadą w pochwałach krajobrazów z którymi obcowaliśmy podczas ostatniej wycieczki. Zwłaszcza, że egzaltacja w tym przypadku byłaby niczym szpinak z poprzedniego obiadu. Choć bez zachwytów, to jednak nie było tak źle, bo przecież mogło być gorzej. Udało się przejechać trasę w lekko wilgotnym chłodzie i bez parasoli. Jedynie trochę przeszkadzał wschodni wiatr, lecz głównie z uwagi na świadomość skąd wieje…
Doznania antropo estetyczne zrekompensowały nam niedostatki zimowej aury. Odwiedziliśmy bowiem daleszycki rynek w poświątecznej porze, by podziwiać choinki przystrajane przez mieszkańców miasteczka oraz okolicznych miejscowości. Kilkadziesiąt choinek, prawdziwy festiwal kreatywności w zakresie wystroju. Zwróciła naszą uwagę choinka ubrana w ozdoby sporządzone z plastikowych odpadów po produktach spożywczych. Szacunek dla ludzkiej wyobraźni i brawa za pomysł na drugie życie produktu. Ma się rozumieć, że wizyta w Słopcu utrwaliła miłe wrażenia z Daleszyc.
Oglądaliśmy daleszyckie choinki już kolejny sezon i w każdym roku w niemal identycznych bezśnieżnych warunkach pogodowych. To zapewne znak czasu.
Czas i miejsce akcji – Wiata na Stadionie godz. 11.00. Wzięło udział 25, a w porywach 35 osób.
Bal kaszankowy organizowany w Nowy Rok jest stałym punktem w kalendarzu naszego Towarzystwa. To dobra okazja aby nieco rozjaśnić genezę nazwy tego noworocznego spotkania. Bal Kaszankowy, ponieważ daniem głównym kulinarnej części uroczystości jest… kaszanka. Chcieliśmy bowiem rozpocząć nowy rok jak na to zasługuje, czyli smaczną potrawą dającą energię do zabawy. Od dawna, dwa razy w roku, wraz z moim przyjacielem wytwarzaliśmy na Ponidziu kaszankę na własne potrzeby. Ci, którzy jej próbowali wiedzą, że to specjał, który mógł być alternatywą nawet dla szynek parmeńskich, czy choćby sławnego salami di asino. Nigdy bym nie zaproponował Towarzystwu inauguracji Nowego Roku z kaszanką w roli głównej, gdybym przewidział, że nasza kaszankowa produkcja na Ponidziu rychło się skończy. Niestety z przyczyn obiektywnych już jej nie wytwarzamy. Nazwa spotkania jednak została, chociaż obecnie trzeba się zadowolić wyrobami kaszankopodobnymi. Szkoda, że masowi producenci spospolitowali ten zacny produkt, choć trzeba przyznać, że tegoroczna kaszanka starała się jakoś sprostać noworocznym wymogom.
Dziękuję wszystkim, którzy kaszankowe danie wzbogacili noworocznymi przysmakami oraz przyozdobili miłymi życzeniami i pogodnym nastrojem. Zatem, do siego roku kaszankowego!
Pozdrawiamy Wielkich Nieobecnych: Anię, Basię, Marka, Stasia oraz Jurka.
Wiata na Stadionie, wzięło udział w formie zlotu gwiaździstego 14 osób. Z szacunkiem odnotowujemy, że Trzej królowie – Leszek, Sławek oraz Jędrek, mimo śniegu, dotarli do “Stadionowego Betlejem” na rowerach.
Nasze wycieczkowe śnieżnobiałe przedpołudnie, zgodnie z intencją, zdominowała tematyka wigilijna. Nie zabrakło również klimatów okołowigilijnych. Do takich można choćby zaliczyć wykonywane z biglem tańce wokół ogniskowej cembrowiny. Sądząc po kątach wymachów kończyn dolnych oraz częstotliwości tanecznego dreptania, z naszą kondycją nie jest najgorzej.
W podobnie swobodnym klimacie wystawiliśmy szopkę wigilijną. Aktorskie predyspozycje nie ustępowały tanecznym, a Krzysztof dodatkowo uradował Melpomenę swoim “koronnym” przebraniem. Nie byłoby jednak świątecznej poezji bez przedświątecznej prozy. Zatem, dziękujemy Kasi oraz Leszkowi za przygotowanie surowców odnawialnych na ognisko, a Królowi pasztetu selerowego – Krzysiowi, że dbał niestrudzenie aby wspomniane drewno zamienić w ogniskowe ciepło.
Z kolei Ani oraz Krzysztofowi ślemy podziękowania za pięknie przystrojony Jezuskowy żłóbek. Szkoda, że jego urodę nadwyrężył z niejasnych pobudek jeden z biesiadników. Wszystkim Paniom dziękujemy, że przygotowały smaczne potrawy, które mogliśmy zmienić w energię kinetyczną podczas tanecznych korowodów.
Sądzimy, że każdy wyraz radosnej aktywności jest miły Panu w przeddzień Jego Narodzenia.
Tekst MS, foto Jola
Szopka 2022
Narrator:
Jak pewnie wszyscy wiecie, wielka zmiana zaszła na tym Bożym świecie
Kto żyw, niechaj do Betlejem bieży, by oddać hołd Panu, co w jasełkach leży
Jedni radość przynoszą, inni dzielą się troskami swoimi
Posłuchajmy zatem z czym do maleńkiego, przybyli pielgrzymi:
1. Jestem pastereczką Panie, wypasam gąski na polanie
Przyniosłam Ci poduszeczkę z puchu, niebiański maluchu
2. Jestem szewczyk dratewka z Czarodziejskiej księgi
Przyniosłem Panie dary – bucików dwie pary
3. Jestem bardzo młoda, więc kręci mnie Panie rowerowa moda
Przywiozłam Ci rowerek i gadżetów dwa mieszki
Poproś Ojca w niebie, by Ci wybudował rowerowe ścieżki
To nie będzie trudne, bo z pomocą cudu,ępowstaną ścieżki cudne
4. Jestem król Melchior, przybyłem by Ci pokłon złożyć
I złoto z Amber Golda u twych stóp położyć
Z wiarą, że kiedyś krzywdą poruszony
Rozdasz je sprawiedliwie wszystkim pokrzywdzonym
5. Jestem mędrzec Kacper, chcę Cię powitać Panie
Przyniosłem kadzidło lecz nie będę Ci kadzić
Bo ja po prostu, mówię prosto z mostu
6. Jestem Pinokio i pozdrawiam Cię Panie
Jestem bardzo kłamliwy i mają mnie za tchórza
Jak Ci hołdy składam nos mi się wydłuża
Choć moja grzeszność zapewne Cię obraża
Przyjmij moje słowa z dobrodziejstwem inwentarza
7 Jestem ubek donoszeniem zasłużony,
Czynię Ci Panie fałszywe pokłony
Doniosę na Ciebie do Heroda,
Bo taka moja ubecka uroda..
8. Jestem miś Uszatek, niosłem Ci w prezencie miodek
Choć trzymałem miodek łapkami obiema
Tak się jakoś stało, że miodku już nie ma!
9. Jestem posłanką opozycji,
Nie mam władzy ani pozycji
Chciałam Ci jednak coś obiecać Panie
Bo moim zadaniem jest obiecywanie!
10. Jestem diabeł z Damaszku, wymyślony przez wieszcza
Muszę do złego kusić, by do grzechu zmusić
Zosię ze Skierniewic i Marysię z Wrzeszcza
Użyj więc Panie swej mocy, żeby nie grzeszyły w nocy
11. Jako sekretarka stanu, specjalistka w nieznanej dziedzinie
Obwieszczam, że Bożemu Dziecięciu, jak każdej dziecinie
Przysługuje: 500 zł dotacji, 300zł inflacji, 100 zł dodatku i 300 podatku.
Raduj się Panie tą ofertą szczerą, bo suma summarum wychodzisz na zero
12. Jestem król Baltazar, przywiozłem Ci Panie powitalne dary:
Czapeczkę z tasiemką, kaftanik bez guzików i domek z pierników,
Pieluszki z egipskiej tetry
Z wielbłądziej wełny dwa puszyste swetry.
Wybacz Panie, wszak mirrę podarować miałem w planie
Te prezenty to rzecz niezamierzona
Wszystko przez to, że dary pakowała żona!
13. Jestem szefową fundacji,
Robię przekręty z dotacji
Lecz nie mogę Cię Panie wspomóc przelewem gotówki
Bowiem wszystko wydałam sędziom... na łapówki!
14. Jestem Don Kichot z Lamanczy
Znalazłem się tu zaiste w sposób niepojęty
16 wieków w czasie zostałem cofnięty
Lecz skoro już tu jestem Panie, to przyjmij me uszanowanie!
15. Panie! jestem Putin
Ruskie mówią żem mądry
Wszyscy inni żem głupi.
16. Wita Cię Panie kuchareczka Jadzia
Mam rozum praktyczny, nie strudzony wiekiem
Dlatego Ci przyniosłam ciepłą kaszkę z mlekiem.
17. Pozdrawia Cię Panie, kombatant pełen chwały
Przed moją dzielnością pułki wroga drżały
Dziś dzwonią na mej piersi waleczne ordery
I słusznie, bo jak wojowałem, to miałem lat cztery!
18. Panie, jako polityk establiszmentu
Chciałbym ludziom prawdę powiedzieć
Lecz nie ma na to dobrego momentu
Dziś jednak moment doskonały dla ogłaszania Twojej chwały!
19. Jestem Wernyhora, co w Weselu wieszczył
Chcę żebyś wiedział Panie, że w śród tej czeladzi
Niejeden Cię zdradzi, niejeden upokorzy,
Niejeden, by się ocalić, pokutną szatę włoży,
Niejeden poczciwy nad Twym losem zapłacze
Lecz każdy w swojej godzinie do Ciebie zakołacze.
Narrator:
Tegoroczna szopka ma takie przesłanie:
Kochajmy Boże Dziecię i siebie nawzajem
Wówczas Świętokrzyskie będzie naszym rajem
Trasa wycieczki: Kielce – Pietraszki – Kielce. Wzięło udział 11 osób, dystans 30 km. Wycieczkę prowadził Andrzej
Kalendarz sugerował, że w dniu wycieczki wypadało pojechać do jakiejś kopalni lub wykopać choćby marny dołek. Nie warto jednak brać obchodzenia świąt zbyt dosłownie, może za wyjątkiem świętowania Nocy Kupały wg starych słowiańskich obyczajów… Mimo wszystko Andrzej tak zaplanował trasę wycieczki, by nawiązywała do górniczego święta. Zatrzymaliśmy się zatem w miejscu, gdzie podobno Hilary Mala wykopał dwie bryły galeny, które dla potomności zamieniono w świątki. Historię odkrycia zapisaną w pięknym staropolskim języku, z nienaganną dykcją, odczytał nam Jerzy. Na drugie danie barbórkowego święta Andrzej zaserwował znajdujące się nieopodal, dobrze zachowane ślady pogórnicze. Natomiast ognisko zorganizowaliśmy z całkiem przyziemnych powodów.
Chcieliśmy mianowicie wykorzystać, przyznany na ten rok, rządowy przydział chrustu…
Wprawdzie górnictwo, zwłaszcza węglowe, wychodzi z mody, jednak kopanie dołków pod karierą innych ma się dobrze, a kopanie kryptowalut, to już górnictwo pełną gębą. Słowem idzie nowe. To znak, że już najwyższa pora by 4 grudnia świętować dzień rowerzysty…
Trasa wycieczki: Kielce – Bilcza – Kuby Młyny – Marzysz – Kaczyn – Borków – Słopiec – Kranów – Niestachów – Mójcza – Kielce. Dystans ok. 40 km, wzięło udział 7 osób. Wycieczkę prowadził Andrzej.
Artyści, szczególnie poeci, utrzymują, że “nic dwa razy się nie zdarza…”, “dzień niepodobny do dnia…” itp. Gdyby było tak jak sugerują, to nudy czy monotonii nikt by nie odczuwał. No cóż, artystom wolno więcej, wszak dysponują swoją licentia poetica, czyli nawiązując do Bonda, mają licencję na “zabijanie” językowego formalizmu.
Autora sprawozdań z rowerowych wycieczek, obowiązuje jednak rzetelność obserwacji oraz opisu. Dlatego konstatujemy, że miniona niedziela była podobna do wielu innych niedziel, w inicjalnym stadium zimy. Trochę roztaplanego błota, las w śniegowych liszajach, które urody mu nie przydają – słowem mokrawo i szaroburo. Bywa, że jedynym akcentem, który odróżnia od siebie takie niedziele, są różnokolorowe kubraczki Doroty.
Na szczęście wspomniana aura nie wzbudziła w nas nadmiernej melancholii. Być może dlatego, że nie zdołała pokonać pogody ducha, którą kumulowaliśmy letnią porą. Również prowadzący robią wiele aby każdej wycieczce nadać choć trochę specyficznych akcentów. Tak było i tym razem. Andrzej wyśledził, że w strumyku Chodcza znów narodziła się woda, wprawdzie w ilości co kot napłakał, lecz to zdarzenie specyficzne, bo dobrze koresponduje z przesłaniem nadchodzących świąt. Ponadto, bodaj po raz pierwszy, zakończyliśmy wycieczkę historyczno – literackim akcentem. Bowiem na niemal hamletowskie pytanie – “łociec prać”?! – odpowiedzieliśmy in gremio: prać! – w Perle prać!, zwłaszcza, że tylko Perła była dostępna w barze na rozstaju…
Trasa wycieczki: Kielce – Białogon – Słowik – Dolina Dobrzączki – Jaskinia Raj – Grań G. Zelejowej – Łaziska – Białogon – Kielce. Wzięło udział 13 osób, dystans ok. 45 km. Wycieczkę prowadził, skoro na Zelejową, to któż by inny jak nie Andrzej.
Tytuł wycieczki nie jest oryginalny ponieważ nie odpowiada temu, który wymyślił prowadzący. To nie wynik złej woli, tylko z powodu, że ten zaproponowany przez Andrzeja swoim wyrafinowaniem zdecydowanie przerastał możliwości mocno nadwyrężonej pamięci krótkoterminowej autora tekstu.
Z Kielc wyjechaliśmy zamglonym listopadem, by później przeżyć swoiste zimowe hanami i wrócić do miasta w otoczeniu słonecznej jesieni. Nieczęsto się zdarza, aby niemal w tym samym czasie, na niewielkim obszarze natura wymalowała trzy diametralnie różne krajobrazy.
Otóż począwszy od Doliny Dobrzączki w okolicy Jaskini Raj, znaleźliśmy się w strefie bezwietrznej, lekko mroźnej, zimowej aury. Wszystko za sprawą wszechobecnej szadzi, która miejscami przypominała japońskie ogrody w porze kwitnienia wiśni. Hanami, czyli oglądanie kwiatów, to zwyczaj związany z tym okresem. Jednak krajobraz oglądany przez nas o wiele bardziej urzekał naturalnością. Świadomość, że może za dzień lub dwa to wszystko zniknie i zamieni się w jesienną szarzyznę byłaby przygnębiająca, gdyby nie to, że przecież zima dopiero się zaczyna.
Niebanalnych krajobrazów doświadczaliśmy na wycieczkach z Andrzejem kilkakrotnie, pozostaje niewiadomą czy dlatego, że umie je tropić, czy też po prostu ma szczęście.