28.02.2021 r.
Trasa wycieczki: Kielce – Dąbrowa – Masłów – Mąchocice – przełom Lubrzanki – Wilków – Św. Katarzyna – Grzbiet krajeński – Krajno – kościół – Górno – Niestachów – Suków – Mójcza – Kielce. Wycieczkę prowadził Leszek, wzięło udział 12 osób. Dystans 60 km.
Zażywając słonecznych kąpieli nad Cedzyńskim zalewem ubiegłej niedzieli, obserwowaliśmy spore ilości morsujących. Niektórzy z nich, ukradkiem szczękając zębami, przybyli tu z podobnych pobudek co ten Cygan, który dla towarzystwa dał się powiesić. Jednak zdecydowana większość sprawiała wrażenie, że morsowanie jest źródłem wręcz hedonistycznej przyjemności. To nas zaintrygowało, jako że radości z życia nigdy za wiele. Oczyma wyobraźni widzieliśmy jak w przerębli lub jak kto woli przeręblu, nasza grupa wraz z rowerami zażywa ozdrowieńczych ablucji. Dlatego gotowi na wyzwania czasu, zaczynamy wdrażać w Towarzystwie metodę Wima Hoffa – prekursora różnego typu kriowyzwań. Jest to połączenie oddechu, ekspozycji na zimno oraz medytacji. Z oddechem mogą być problemy, wszak oddech, zwłaszcza jadąc pod górę, miewamy niespokojny. Natomiast przystosowanie do zimna pójdzie jak z płatka, poprzez zdejmowanie kolejnych łupin z odzieżowej cebulki. Najprościej będzie z medytacją, bowiem w pewnym wieku zamiast myśleć zwykle już tylko się medytuje. Zalecany przez Hoffa czas przystosowania organizmu do przeręblowych wymagań to 10 tygodni. Dla lepszej adaptacji dodamy jeszcze tydzień. Obliczyliśmy zatem, że stosując się do wymienionych reguł, w wycieczkową niedzielę 13 czerwca będziemy gotowi do pierwszego morsowania w wodach cedzyńskiego zalewu…
Lecz póki co, odbyliśmy wycieczkę w warunkach lutowej rzeczywistości, która choć zimowa, już trochę rokuje wiosennie. Skowronki na mójczańskich polach zaczynają rozgrzewać skrzydełka, by zawisnąć niczym minidrony na wiosennym niebie i śpiewać swoim samiczkom serenady. Ku irytacji feministek należy bowiem dodać, że samczyki skowronków zajmują się wyłącznie śpiewem, zostawiając wszystkie inne zajęcia samiczkom. Zatem w wiosennych nastrojach, choć z sentymentem, pożegnaliśmy lutego. Może i śnieżny luty trochę uprzykrzał życie naszym rowerom, lecz daj nam przyrodo więcej takich zimowych miesięcy, bo śniegu jak zdrowia, nigdy za dużo.





Tekst MS, foto MS i LO


















