Roztropność zimowa

17.01.2021 r.

Toczyłem się na zbiórkę pierwszym śladem opon przekonany, że nikt poza mną nie wyściubi nosa na rower. Moją pychę ukarał Rysio, zajeżdżając ze swadą nieco po dziesiątej. Przybył także Andrzej K. na mocno zabytkowym rowerze dając do zrozumienia, że poza rogatki się nie wybiera. Bacząc na okoliczności, odbyliśmy w parku godzinną wycieczkę w wariancie statycznym, by rozstrzygnąć kilka kwestii mających fundamentalne znaczenie dla ludzkości, po czym Rysio udał się, miejmy nadzieję, w niezbyt siną dal. Na dłuższą wycieczkę miał również ochotę mój rower. Wybiłem mu jednak to z głowy, ponieważ był przygotowany do jazdy tak jak pewna turystka, która wczoraj zdobywała Babią Górę w szortach…

Z punktu widzenia rowerzysty ostatnią niedzielę można opisać słowami: śnieżnie, mroźnie i groźnie. Rowerowy nałogowiec zapewne powie: jadę wolno, zimowo odziany, to ew. praśnięcie na śniegu jest mniej groźne niż w letnim wydaniu. Możliwe, lecz prawdopodobieństwo przyglebienia w czasie śnieżnej zimy jest o niebo większe niż latem – będzie argumentował zwolennik silnego tarcia. Skądinąd, z własnej praktyki rowerowej wiem, że groźne skutki praśnięć są mocno przereklamowane. Jednak mówiąc całkiem serio, w tym przypadku najlepiej mierzyć zamiar podług sił. Romantyczne credo “mierz siły na zamiary” proponuję zachować na majową porę i wdrażać niekoniecznie w rowerowym wydaniu…

Tekst M.S., foto – nieznajoma o pięknych oczach, w gustownej maseczce.

Dodaj komentarz